logo
Poniedziałek, 03 października 2022 r.
imieniny:
Bogumiła, Gerarda, Jana, Józefy, Ewalda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

skrzynka intencji
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm

"Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę? I starał się Go zobaczyć" (Łk 9,9)

 

Kto z nas nie chciałby zobaczyć Jezusa "na żywo"? Widzieć Go własnymi oczami. Pamiętamy przyjazdy papieża do Polski. Szukaliśmy najlepszych miejsc, by stanąć jak najbliżej, jak najwyżej, w najbliższym sektorze. Nawet, gdy trzeba było "zmarnować" parę godzin więcej - nic to. A co dopiero, gdyby to był sam Jezus?

 

Nie dziwi więc nikogo, że Jezusa chciał zobaczyć także Herod. Ale tutaj pojawia się pytanie: po chcemy Jezusa zobaczyć. I okazuje się, że choć pragnienie może być podobne, to jego przyczyny mogą się bardzo różnić. Herod chciał zobaczyć Jezusa nie z miłości, nawet nie z czystej ciekawości, ale dlatego, że się Go bał. Okazuje się, że Herod jako jeden z pierwszych uwierzył w... zmartwychwstanie. Przestraszył się, że to zabity przez niego Jan Chrzciciel zmartwychwstał. Czy spodziewał się jego zemsty? Nie wiemy, czytamy jednak, że był bardzo zaniepokojony cudami Jezusa. Kiedy w człowieku jest zło - spotkanie z Jezusem zawsze budzi niepokój.

 

My też chcemy Jezusa zobaczyć. Szukamy Go po świecie: w kościele, w przyrodzie, w drugim człowieku. Spotykamy Go na modlitwie. Ale warto przemyśleć, po co Go chcemy zobaczyć. Po co Go szukamy? Czy jest w tym rzeczywiście miłość, czy tylko własna interesowność. Szukamy na przykład także dobrego hydraulika. I Jezusa też czasem szukamy tylko po to, by nam załatwił parę spraw. Niestety, doświadczenie pokazuje, że ludzka wdzięczność trwa krótko, że jeśli tylko po to szukamy Boga, by nam coś załatwił, to równie szybko o Nim zapominamy.

 

To jest smutne, że tak często z dużo większą miłością szukamy spotkania z człowiekiem, niż spotkania z Bogiem. Ale to jest ludzkie, w jakimś sensie normalne. I nie chodzi o to, żeby gasić miłość do ludzi i odstawiać ich na bok. Chodzi o to, żeby - wiedząc o tej słabości - stawiać Boga na pierwszym miejscu. Szukać Go coraz częściej, starać się o coraz lepsze miejsce przy Nim. I nie tylko po to, by prosić. Po prostu po to, żeby Go zobaczyć, żeby swoją obecnością powiedzieć, że Go kocham.

 

Bogumiła Szewczyk

https://rozwazaniabogumily.wordpress.com

 

*** 

Człowiek pyta:

Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzą Ciebie ukrzyżować?
J 19,10

***

 

Święty Augustyn uczy, że są w piekle tacy chrześcijanie, którzy jako jednostki cierpią więcej niż całe narody pogańskie, bo sami pojedynczo otrzymali więcej łask niż tamci bałwochwalcy razem wzięci.

św. Jan Maria Vianney, O szczęściu zbawionych i karze piekielnej

***

 

KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział XLIII. 
PRZECIWKO JAŁOWEJ I ZADUFANEJ UCZONOŚCI


1. Synu, niech cię nie zwodzą piękne i zgrabne słówka. Królestwo Boże nie polega na słowach, ale na dobrym działaniu 1 Kor 4,20. Słuchaj moich słów, które porywają serca i oświecają ducha, prowadzą do pokuty i przynoszą ciągle świeżą ochłodę.

Nigdy nie czytaj po to tylko, aby się wydać uczeńszym i mądrzejszym. Staraj się wykorzeniać swoje wady, bo to więcej ci się przyda niż znajomość najtrudniejszych problemów.

2. Gdy przeczytasz już wiele i wiele się nauczysz, zawsze musisz wrócić do tego samego początku. Ja jestem nauczycielem wiedzy prawdziwej Ps 94(93),10 i daję dzieciom takie światło inteligencji Ps 119(118),130, jakiej nie wpoiłby im żaden człowiek.

Ten, do kogo ja przemówię, od razu staje się mądrzejszy i lepszy w głębi serca.

O nieszczęśni ci, co wypytują ludzi o różne ciekawostki, ale nie chcą wiedzieć, jak mnie służyć należy.

Nadejdzie czas, gdy przyjdzie Nauczyciel nad nauczyciele, Chrystus Kol 3,4, Pan aniołów, i będzie słuchał, kto co wie, i będzie egzaminował duszę każdego człowieka z osobna. A wtedy Jeruzalem zostanie przeszukane przy zapalonych latarniach i odkryte zostaną rzeczy ukryte w ciemnościach So 1,12; 1 Kor 4,5, i zamilkną przemądrzałe języki.

3. Ja jestem tym, kto w jednej chwili tak wysoko unosi pokorną myśl, że zaczyna ona pojmować mądrość prawdy wiekuistej łatwiej, niż kto inny nabędzie wiedzy przez dziesięć lat ślęczenia w szkołach.

Ja uczę bez hałasu słów, bez zamętu poglądów, bez namaszczonej powagi, bez walki na argumenty.
Ja uczę odwracać się od spraw doczesnych, nie dbać o teraźniejsze, szukać wiecznych, rozmiłować się w wieczności, unikać zaszczytów, znosić zgorszenie, we mnie pokładać nadzieję, nie pragnąć niczego poza mną i najgoręcej mnie miłować nad wszystko.

4. Ten, kto mnie umiłował, nauczył się tym samym rzeczy Bożych i będzie mógł mówić o nich cuda. Więcej zyskał porzucając wszystko niż studiując zawiłe nauki. Lecz jednym mówię to, co wszystkim, innym zaś odsłaniam rzeczy niezwykłe, jednym ukazuję się mgliście w znakach i obrazach, innym zaś w rozbłysku światła odkrywam tajemnice Dn 2,28.

Jednym głosem mówią Księgi, a przecież nie wszystkim przekazują to samo. Albowiem ja jestem doktor prawdy w duchu J 16,13; Mdr 1,6, ja pobudzam do pokuty, ja przenikam każdą myśl i daję pobudkę do każdego czynu, każdemu udzielam tyle, ile jest godny według mego rozeznania Jr 17,10; Ap 2,23; 1 Krn 28,9; 1 Kor 12,11.

 

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'
 

***

Parkuj na końcu parkingu. Spacer dobrze ci zrobi.

H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia' 

Patron Dnia



Święci Ewald Biały i Ewald Czarny

Przydomki obu świętych męczenników, wspominanych dzisiaj łącznie, brzmią nam dziwnie znajomo, jeśli tylko pamiętamy z kart dziejów ojczystych dwóch książąt sandomiersko-krakowskich: Leszka Białego i Leszka Czarnego. Oddajemy więc cześć świętym, którym - za sprawą odmiennego koloru włosów - nadano takie przydomki jak naszym książętom. A były one potrzebne, ponieważ obaj nosili to samo germańskie imię - Ewald, które oznaczać ma sprawiedliwego rządcę. Warto odnotować, że później występowało ono również jako nazwisko. Nosili je m.in. biblista, orientalista i polityk niemiecki Heinrich Ewald, czy duński poeta i dramaturg Johannes Ewald.

Pod koniec VII w. Ewald Biały i Ewald Czarny wyruszyli z Anglii na misje, tak jak czynili to wcześniej mnisi z Irlandii. O ich losach, zwłaszcza o pobycie na Zielonej Wyspie, opowiedział współczesny im Beda. Mieli prowadzić misję od Fryzji aż po dolny brzeg rzeki Lippe, która jest prawym dopływem Renu.

Ewangelizację pragnęli rozpocząć od nawrócenia wodza plemienia, ale - utożsamieni ze znienawidzonymi Frankami - zostali zdradzeni przez przewodnika, który wydał ich na pastwę miejscowej ludności. Doprowadziło to do tragicznego zakończenia misji, ponieważ oboje ponieśli męczeńską śmierć. Ewald Biały oddał życie za wiarę, ginąc od miecza, natomiast dla Ewalda Czarnego los był bardziej okrutny: torturowano go, a potem żywcem poćwiartowano. Stało się to, prawdopodobnie, pomiędzy 690 a 696 r.

Ich ciała wrzucono do Renu, a kiedy zostały odnalezione, Pepin z Heristalu - pierwszy majordom Austrazji, z rodu Karolingów - wydał rozkaz, aby relikwie męczenników zostały przeniesione do świątyni św. Klemensa w Kolonii. Lud czci ich obecnie jako patronów Westfalii.

jutro: św. Franciszka

wczoraj
dziś
jutro