logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
skrzynka intencji
 
___________________
 
 reklama
 

"Każdemu, kto powie jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie odpuszczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone" (Łk 12,10)

 

Jedno z najtrudniejszych zdań Ewangelii. Najtrudniejszych, bo Miłosierny Jezus, Jezus, który nie złamie nadłamanego źdźbła i nie zgasi knotka o nikłym płomyku, ten Jezus mówi o potępieniu. Jest grzech, który nie będzie odpuszczony. Grzech przeciw Duchowi Świętemu.

 

Jakże często na forach katolickich pojawia się ten problem. Bo Kościół nazwał grzechy przeciw Duchowi Świętemu, podał sześć takich grzechów. Miało to ułatwić ocenę własnego sumienia, bo Biblia mówi o tym dość ogólnie. Ale kiedy robimy rachunek sumienia, niestety, dość często z przerażeniem przypominamy sobie sytuację, którą można podciągnąć pod jeden z tych grzechów. Szczególnie niepokoi nas pierwszy grzech: "Grzeszyć, licząc zuchwale na miłosierdzie Boże". No bo czym jest tak bardzo nam znana myśl: jestem brudna, i tak muszę iść do spowiedzi, to jeden grzech więcej nic nie zmieni. Ani dwa, ani trzy. Bóg przebaczy jeden, to przebaczy i pięć. Każdy nastolatek tak kombinuje, ale czy tylko nastolatek? Czy nie jest tak w każdym z nas, że jeśli zdarzy się grzech ciężki, to już nie walczymy o czystość serca tak jak zaraz po spowiedzi, pozwalamy sobie na gorsze grzechy, na więcej grzechów, zaczynamy zupełnie lekceważyć grzechy lekkie? To już nie jest zwykły upadek, który czasem czujemy, jakby był przypadkowy, niechciany. To instrumentalne traktowanie Boga. Bóg przestaje być Osobą, którą ranimy swoim grzechem, staje się bezosobową instytucją, którą można próbować oszukać, wyprowadzić w pole.

 

Skąd się w nas bierze takie nagłe lekceważenie Boga? Na pewno to niezła diabelska pokusa. Grzech w grzechu ciężkim wydaje się lżejszy przez to, że nie jest jedyny. W grzechu ciężkim już niejako należymy do szatana, dlatego każdy grzech wydaje nam się mniejszy. Dlatego lepiej słychać szept pokusy niż głos własnego sumienia. Gdy jesteśmy w rękach diabła, zło wydaje się piękniejsze, przyjemniejsze, mniej złe. I zawsze takie bliskie, na wyciągnięcie ręki. To dlatego dajemy się kusić jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze...

 

A potem przy rachunku sumienia przychodzi szok. A czasem nawet nie wtedy, tylko dopiero po spowiedzi. Właśnie wtedy, kiedy już jesteśmy czyści i lepiej słyszymy Boga niż szatana. Albo dopiero wtedy, gdy "wpadnie nam w ręce" ten cytat biblijny: że grzech przeciw Duchowi Świętemu nie będzie wybaczony. A taki chyba był mój grzech. Zaraz potem przychodzi rozpacz, że Bóg nie wybaczy, a to kolejny grzech przeciw Duchowi Świętemu. A skoro nasza przyszłość wieczna będzie na pewno w piekle, to w zasadzie nic już nie ma sensu, żadne staranie, żaden żal.

 

I nagle grzech, który już był i być może już został wybaczony w sakramencie pokuty, sprawia tak wielki problem, że nie chce się żyć. Tymczasem grzechu przeciw Duchowi Świętemu nie można popełnić przypadkiem, niechcący, nie wiedząc o tym. Tym bardziej nie może być grzechu przeciw Duchowi Świętemu, jeśli podeszliśmy ze skruchą do konfesjonału, wypowiedzieliśmy grzechy, żałując za nie, i otrzymaliśmy rozgrzeszenie. Bo grzech przeciw Duchowi Świętemu to jest całkowicie świadomy wybór aktualnego życia bez Boga, to jest świadome odrzucenie Boga, bez żalu, bez chęci postanowienia poprawy, a w najlepszym przypadku odłożenie nawrócenia do śmierci. Całe życie bez Boga, a ewentualnie, na wszelki wypadek, może tuż przed śmiercią pójdę do spowiedzi. To jest postanowienie życia bez Boga i realizowanie tego postanowienia. To grzech, który się nie kończy, bo my nie chcemy, żeby się skończył. Życie z Bogiem nie ma dla nas wartości, bo jesteśmy ważniejsi od Boga. I szatan jest ważniejszy od Boga.

 

Nie ma miejsca na grzech przeciw Duchowi Świętemu, jeśli w najbliższych planach mamy pójście do spowiedzi. Tak, wszelkie odkładanie spowiedzi i dokładanie nowych grzechów nigdy nie będzie dobre. Jeśli zbyt długo trwa, trzeba i z tego się wyspowiadać - dla spokoju sumienia i pomocy w pokusach. Ale w przypadku zwykłej częstotliwości spowiedzi nie ma sensu roztrząsać, czy nie popełniłam kiedyś grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Bo taki grzech nie był "kiedyś", raz czy dwa, jako grzech skończony, zamknięty. Ten grzech to zatwardziałe serce, więc to jest grzech, który TRWA. To nie jest grzech, który da się policzyć. On nie BYŁ tylko JEST i nie chce się z niego wyjść. On trwa aż do śmierci. Wprawdzie miłosierny Bóg i taki grzech jest gotowy wybaczyć, ale człowiek musi Mu na to pozwolić, musi chcieć tego, musi żałować. Problem jednak właśnie na tym polega, że taki człowiek już nie chce żałować, już nie chce powrotu do Boga.

 

Roztrząsanie, czy przypadkiem nie mam takiego grzechu, jest ogromną stratą czasu i energii. Jest też nieznajomością rzeczy, może też małą wiarą. A na pewno jest szatańską pokusą. To szatan, który sam do tych grzechów namawiał, teraz z ogromną mocą szepcze, jaki to paskudny jesteś, skoro popełniłeś te grzechy. To szatan, który kiedyś opowiadał jak cudownie jest grzeszyć, teraz budzi w nas rozpacz. To bardzo niebezpieczne chwile, bo można stracić Boga, znów wierząc, że to szatan ma rację.

 

Po prostu - spowiedź. Jeśli pojawia się myśl o grzechu przeciw Duchowi Świętemu, potrzebna szczera spowiedź. Grzech, który się nam zdarzył, nawet wielokrotnie, nawet ciągle powtarzany, trzeba "zamknąć". Zamknąć żalem za grzechy, postanowieniem poprawy i szczerą spowiedzią. Grzech zamknięty, skończony, przebaczony, nie jest grzechem przeciw Duchowi Świętemu. Tak, to prawda, że często ten grzech kiedyś powróci. Każdy z nas z bólem to zauważa, że ma swój zestaw grzechów, które stale wracają. Ważniejsze jednak, aby każdy grzech został jak najszybciej "zamknięty". Zakończony. Przebaczony w konfesjonale. Wtedy przed Bogiem zaczynamy wszystko na nowo.

 

Zauważmy, że te grzechy wymienione przez Kościół jako grzechy przeciw Duchowi Świętemu, to mogą być także "zwykłe grzechy", jeśli trwają krótko:


- Grzeszyć licząc zuchwale na miłosierdzie Boże (i tak muszę iść do spowiedzi)
- Rozpaczać albo wątpić w miłosierdzie Boże (Bóg pozwolił na śmierć bliskiej osoby)
- Sprzeciwiać się uznanej prawdzie chrześcijańskiej (nie zgadzam się z tym dogmatem lub przykazaniem)
- Zazdrościć bliźniemu łaski Bożej (Bóg mnie mniej kocha)
- Mieć zatwardziałe serce wobec zbawiennych napomnień (ale przynudza)
- Aż do śmierci odkładać pokutę i nawrócenie (jeszcze mam czas).


To wszystko mogą być grzechy, które trwają przez chwilę, gdy wpadniemy w jakiś psychiczny czy duchowy dół. Owszem, to mogą być grzechy ciężkie. Ale czasem to nawet nie muszą być grzechy, tylko właśnie pokusa albo emocje w trudnej dla nas chwili. Często trudno nam odróżnić emocje od naszej woli, dlatego zawsze lepiej z takimi myślami iść do konfesjonału. Tym bardziej, że właśnie szczególnie niebezpieczny jest ostatni wskazany grzech: odkładać spowiedź aż do śmierci. Wszystkie inne grzechy są w zasadzie grzechami, które można szybko "zamknąć". Mogą być zwykłym pojedynczym grzechem, albo grupą grzechów powtarzanych przez pewien czas. One jednak są niebezpieczne dlatego, że bez ciągłej pracy nad nimi najszybciej zrywają naszą więź z Bogiem. To są grzechy wprost skierowane przeciw Bogu. Nasza miłość do Boga staje się coraz mniejsza. Bóg staje nam się coraz bardziej obcy. Ten ostatni grzech w zasadzie by wystarczył, żeby wyjaśnić, co to jest grzech przeciw Duchowi Świętemu. To on sprawia, że pozwalamy tym wszystkim innym grzechom rujnować nasze serce.

 

Zamkniętego serca możemy już nie umieć i nie chcieć otworzyć. To dlatego tak ważne jest to ostrzeżenie. Kościół ostrzega: uważaj, bo wprawdzie ten grzech dziś zakończyłeś, masz rozgrzeszenie - ale KIERUNEK jest bardzo niebezpieczny. Nie idź tam dalej, bo możesz nie zdążyć wrócić.


To tak jak znaki drogowe. Gdy widzisz znak: niebezpieczny zakręt, to pół metra dalej nic się jeszcze nie dzieje. 5 metrów dalej też pewnie nic. I kierowca może powiedzieć: "tu nie ma żadnego zakrętu, to jadę 100 na godzinę". A potem już nic nie zrobi. Ci, którzy ustawiają te znaki, wiedzą jednak lepiej i chcą dobrze. Poważny kierowca za takim znakiem zwalnia. Bo chce żyć. Kościół pokazuje te znaki drogowe: uwaga, jak pójdziesz tą drogą, to możesz już nie wrócić. Zatrzymaj się. Pomyśl. Zmień drogę. Ta prowadzi do piekła. Kościół przestrzega: uważaj, bo to się źle skończy. Przecież nie wiesz, ile masz czasu. Dziś możesz jeszcze żałować i uzyskać rozgrzeszenie. Jutro może być za późno.

 

Kościół nie mówi: jak przeżyjesz chwilę rozpaczy to przegrałeś. Ale mówi: nie rozpaczaj. Nie bądź zuchwały. Bo to niebezpieczne. Możesz nie zdążyć zahamować. Możesz nie zdążyć przeprosić Boga. Zrób więc to dziś.

 

Bogumiła Szewczyk
bog-szew@wp.pl

 

***

Biblia pyta:

Pytam więc: Czyż Bóg odrzucił lud swój? 
Czyż nie wiecie, co mówi Pismo o Eliaszu, jak uskarża się on przed Bogiem na Izraela?
Co głosi odpowiedź Boża?
 
Rz 11, 1-4

***

 

KSIĘGA IV, GORĄCA ZACHĘTA DO KOMUNII ŚWIĘTEJ
Rozdział VIII, O OFIERZE CHRYSTUSA NA KRZYŻU I OFIAROWANIU SIEBIE

 

Głos Umiłowanego

1. Tak jak ja nago rozłożywszy ramiona na krzyżu ofiarowałem sam siebie za twoje grzechy Bogu Ojcu, do tego stopnia, że nic nie pozostało we mnie, czego nie oddałbym w ofierze przebłagalnej Bogu Iz 53,7; Hbr 9,28, tak i ty powinieneś codziennie składać siebie dobrowolnie w ofierze czystej i świętej we Mszy tak szczerze, jak tylko potrafisz, ze wszystkimi władzami duszy i ciała.

Czegóż więcej mogę żądać od ciebie, jak tylko byś usiłował oddać mi całego siebie? Jeśli dajesz mi coś innego niż siebie, cóż mi po tym, nie chcę twojego daru, chcę ciebie samego Flp 4,17; 2 Kor 12,14.

2. Tobie też nie wystarczyłoby, gdybyś miał wszystko na świecie prócz mnie, tak i mnie nie mogłoby zadowolić nic z tego, co byś mi dał, jeśli pożałowałbyś mi siebie. Oddaj mi siebie, oddaj całego z miłości do Boga Syr 35,8, a ofiara twoja będzie przyjęta.

Ja też ofiarowałem się Ojcu cały ze względu na ciebie, oddałem moje Ciało i Krew na pokarm, aby stać się w całości twoim, abyś ty moim na zawsze pozostał. Ale jeżeli będziesz się opierał na sobie samym, a nie zawierzysz się dobrowolnie mojej woli, niepełna to będzie ofiara, niezupełna więź między nami.

Przeto zanim podejmiesz jakąkolwiek sprawę, najpierw powinieneś się cały oddać w ręce Boga, jeżeli chcesz osiągnąć wolność i łaskę. Właśnie dlatego tak mało jest ludzi wolnych wewnętrznie i opromienionych łaską, że nie umieją wyrzec się w zupełności siebie.

Oto mój twardy warunek: Żaden z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co ma, nie może być moim uczniem Łk 14,33. Jeśli więc pragniesz być moim uczniem, ofiaruj mi siebie bez reszty i wszystkie swoje uczucia.

 

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

 

***

 

Nigdy nie mów: 'Moje dziecko nigdy by czegoś takiego nie zrobiło'.

H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'   

Patron Dnia



św. Demetriusz
męczennik

Wszystko co na pewno wiadomo o św. Demetriuszu to to, że został umęczony podczas prześladowania za Dioklecjana w Sirmium w Dalmacji ok. roku 306. Począwszy od V wieku Tesalonika była ośrodkiem kultu św. Demetriusza. Jedna z legend mówi, że Święty był obywatelem Tesaloniki, którego uwięziono i bito bez sądu za głoszenie słowa Bożego. Jako święty był bardzo popularny a dziś nadal jest popularny na Wschodzie.

jutro: bł. Emiliany

wczoraj
dziś
jutro