logo
Czwartek, 26 listopada 2020 r.
imieniny:
Leona, Leonarda, Lesławy, Konrada, Delfiny, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Tomas Molnar
Religia, Kościół, nowoczesność
Fronda
 


Powiedzmy raz jeszcze, że pomimo trwania papiestwa, diaspora wydaje się faktem, a nawet znajduje się w centrum uwagi. Na Zachodzie stykam się z bardzo wieloma grupami, których członkowie, jakkolwiek nie odchodzą od swojego rzymskiego pnia, to jednak sami organizują swoje życie religijne, swoje kontakty i filozofię, znajdując usprawiedliwienie dla swoich poczynań w tym, że Sobór każdemu daje takie uprawnienia i że biskupi zajmują się raczej polityką i socjologią aniżeli nauczaniem, dyscypliną i kondycją duchową. Jeśli zresztą pojawi się taka grupa, to inne środowiska za bardzo nie protestują, bo niemal nie widzi się i nie czuje w takich sytuacjach ręki Rzymu. Powszechna jest opinia, że osłabiona centrala, Watykan, przychylnie traktuje takie nowe grupy, bo one przynajmniej nie sprawiają kłopotów, nie szukają okazji do krytyki. We Włoszech, Argentynie, Stanach Zjednoczonych, Belgii, Francji i wielu innych krajach, istnieją dziś takie trzymające się zasad wiary grupy katolickie, które są wierne papieżowi, studiują encykliki, historię Kościoła - a jednocześnie stosunki społeczne, sytuację młodzieży i jej potrzeby.
 
Mowa jest zatem o zdrowym zjawisku, należałoby tylko uważać, żeby taka stopniowo usamodzielniająca się grupa nie wypracowała sama dla siebie odrębnego systemu i żeby nie powstała w ten sposób jakaś półoficjalna reformacja. Życie religijne stymulowane jedynie od wewnątrz szybko odrzuca ciężary związane z przynależnością do centrali i jej prozaiczne uwarunkowania. Można wówczas stworzyć sektę, a później jakąś inną religię, jakiś nowy anty-Kościół. Zjawisko to ma niezwykłą dynamikę w Stanach Zjednoczonych, gdzie centralny Kościół nigdy nie istniał i gdzie pod wpływem reformacji dzień po dniu powstają nowe „kongregacje": dla kobiet, dla kolorowych, dla młodych, przez co rodzi się jakiś inny, synkretyczny światopogląd. Tak zdarzyłoby się zapewne w ostatnich wiekach Cesarstwa Rzymskiego, gdyby nie pojawili się tacy wybitni ludzie, jak św. Ambroży i św. Augustyn, a na tronie nie zasiadł Konstantyn, który potrafił ułożyć i rozwiązać to równanie: tylko jednolity Kościół jest w stanie scalić rozpadające się cesarstwo.
 
Dzisiaj nie ma Ambrożego, Augustyna, Konstantyna czy papieża Grzegorza, to zaś, co jest, to ogarniająca glob ideologia demokracji, w której kłębią się małe autorytety, mali polityczni gracze i fałszywi prorocy religijni, dbający jedynie o własny interes. Ci z radością powitaliby diasporę, bo wówczas Rzym nie byłby w stanie funkcjonować jako główny autorytet moralny. To właśnie nazywa się dziś „religijną demokracją". Owi łowcy korzyści, którzy małym nakładem sił i środków w dziedzinie etyki i filozofii obsadzili pozycje quasi-dyktatorów, jako oficjalni mediatorzy w sporze Kościół-społeczeństwo, nie przepuszczą żadnej okazji, by podkreślić w mediach swoje znaczenie. Grozi nam rozłam, schizma w Kościele.
 
Pomimo wszystko jest historycznie niemożliwe, żeby religijność jako taka została z duszy człowieka wyeliminowana. Nie jest też prawdopodobne, żeby pieniące się pogańskie idee wypełniły pustkę, jaka powstała w wyniku owej umowy społecznej. Są one raczej symptomami zwykłej rozpaczy, przejawami aktywności intelektualnej i dotykają jedynie małej części elity.
 
W tej prognozie religijnej ważnym czynnikiem jest również fakt, że osłabienie, o którym mowa, jest procesem dotyczącym jedynie Zachodu, a zatem jego główna przyczyna tkwi być może w tym, że wiele obiecujące dogmaty liberalnego społeczeństwa odwracają uwagę od religii i transcendencji. To zapewne tłumaczy, dlaczego tacy wybitni myśliciele jak Mircea Eliade i Carl Gustav Jung, Renę Guenon i Martin Heidegger, z jednej strony, gnieżdżą się na obrzeżach chrześcijaństwa, z drugiej zaś - zgłębiają nauki, znane jako jego rywalki. Podąża za nimi duża liczba zachodniej młodzieży i być może ich wpływowi przypisać należy też fakt, że w Burgundii, w kulturalnym i religijnym centrum Europy, gdzie swego czasu budował kościoły i wygłaszał kazania św. Bernard, dzisiaj działają klasztory obrządku tybetańskiego, mające wielu chętnych, którzy w czasach Cluny poszliby za swoim chrześcijańskim powołaniem zakonnym.
 
Wiele czynników zatem należy uwzględnić, żeby postawić tezę: Kościół katolicki wydaje się słabnąć, ale ludzka religijność, która została bez mistrza, nadal jest spragniona wiary i prawdy. To wina - i błąd - tych, którzy już od dziesięcioleci zamiast wiary dają ludziom do ręki kamienie, naiwnie sądząc być może, iż epoka ta nie czeka na wiarę, lecz na mgliście zarysowaną sprawiedliwość społeczną. Tak w każdym razie głoszą liczni kaznodzieje w błędnym przekonaniu, że ludzkość przechodzi przemianę (stąd popularność Teilharda de Chardin), że zmienia między innymi religię, że chce stworzyć globalny humanizm i religijny pluralizm. Te fałszywe nauki wszędzie już jednak ponoszą fiasko, a ich strzępy zatykają autentyczne źródła wiary.
 
 
Zobacz także
Ks. Mariusz Pohl
Pewne obrazy biblijne tracą w naszych czasach swoją czytelność, bo Ewangelie spisywane prawie przed dwoma tysiącami lat, były adresowane do innych odbiorców, mających inne doświadczenia, inną mentalność, zawód, język. Dlatego gdy chcemy odczytać uniwersalną i ponadczasową treść Słowa Bożego, musimy przełożyć te przypowieści i porównania na nasze pojęcia i wyobrażenia. 
 
Ks. Mariusz Pohl
Młodym rodzicom często wydaje się czymś oczywistym, że ich dziecko będzie w przyszłości myślało tak jak oni, przejmie ten sam system wartości, będzie dobrym chrześcijaninem, katolikiem. Mija kilkanaście lat i zdarza się, że rodzic nastolatka słyszy od niego zdecydowaną deklarację: "Nie chcę chodzić do kościoła. Nie wierzę w Boga".
 
Irena Świerdzewska
Był rok 1934. Jadwiga Meyer, 23-letnia studentka Szkoły Dramatycznej raz w miesiącu udawała się na spotkania Sodalicji Mariańskiej Pań Nauczycielek. W kaplicy, w rezydencji abp. Romualda Jałbrzykowskiego konferencje prowadził ks. prał. Cichoński. Czasem zastępował go ks. Michał Sopoćko, spowiednik s. Faustyny. Na jednym ze spotkań ks. Sopoćko zapytał, czy znalazłyby się sodaliski do towarzyszenia młodej zakonnicy w drodze do miejscowego malarza...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー