Katolik.pl - Religia wobec pseudoreligii
logo
Czwartek, 22 października 2020 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Andrzej Maryniarczyk
Religia wobec pseudoreligii
Cywilizacja
 


Religia wobec pseudoreligii




W ostatnim czasie prasa polska publikuje sporo artykułów na temat „inwazji” różnego rodzaju sekt, nieformalnych grup religijnych, instytutów, praktyk hinduistycznych, ośrodków wiedzy tajemnej, grup okultystycznych itp. Przytaczane zaś dramatyczne relacje zrozpaczonych rodziców, którzy w grupach tych bezskutecznie poszukują swych zagubionych dzieci, oraz ich beznadziejne starania, by je odzyskać, pobudzają do szerszej refleksji na ten temat.

Zagrożenia religijności

W Polsce  znane  są ze swej różnorakiej działalności między innymi takie grupy, jak: Misja Boskiej Światłości, Świadkowie Jehowy, Kościół Zjednoczeniowy Moona, Antrovis – Centrum Odnowy Życia i Ludzi, grupy buddyjskie, Domy Dzieci Bożych, Instytut Wiedzy o Tożsamości „Misja Czajtanii”, Komitet Pokoju Sri Chinmoya, „Niebo” czyli Leczenie Duchem Bożym, wyznawcy Hare Kriszny, Misja Tomakriszny, Wielka Loża Dalekiego Wschodu, Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny i inne.

Sekty te oraz orientalne grupy parareligijne są eksportem z USA, Francji, Indii i innych krajów Dalekiego Wschodu. Są one w większości sponsorowane przez bliżej nieokreślone centra i mają ściśle określony cel swej działalności. Najczęściej celem tym jest rozkład tradycyjnej duchowości chrześcijańskiej, a zwłaszcza katolickiej. W czasach PRL-u podobną funkcję pełniły odpowiednie departamenty Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz Urząd ds. Wyznań. Dokonywało się to przez programowe niszczenie wszelkich oznak życia duchowego i religijnego i zastępowanie ich różnego rodzaju „surogatami” religijności państwowej: celebracją świąt państwowych, wydarzeń sportowych, kultem bohaterów itp.

Inwazja i popularność sekt czy grup parareligijnych często wykorzystywana jest przez niektórych polityków, a także zwolenników tzw. światopoglądu naukowego jako argument przeciw religii w ogóle, zaś przeciw religii katolickiej w szczególności. W związku z tym ukazuje się religię jako element zniewalania człowieka i podkreśla, że państwo, a także instytucje szkolne oraz całe wychowanie obywatelskie powinno być właśnie laickie, bo tylko to gwarantuje spokój religijny i wyznaniowy. Sprawę religii spycha się więc do sfery życia prywatnego obywatela.

Problem jednak wydaje się być o wiele głębszy; jest to bowiem problem człowieka jako takiego. Człowieka, który w swych egzystencjalnych poszukiwaniach gubi się i wikła. Stąd ani upolitycznienie tego problemu, ani tym bardziej proste recepty typu zakazu czy nakazu nie wydają się być słuszne. Religia bowiem „jest jedną z najgłębszych i najdonioślejszych spraw ludzkich, która wywiera przemożny wpływ nie tylko na postępowanie człowieka, ale także i na jego działanie i dzieła; na ludzką pracę i jej skutki. Żadne bowiem z przeżyć nie ogarnia człowieka tak wszechstronnie, jak przeżycie religijne. Żadne z ludzkich przeżyć nie wzbudziło i nie wzbudza tyle emocji, niemal namiętności, co właśnie religia, która bywała i bywa motorem niewiarygodnych ludzkich przedsięwzięć”[1].

Sfery religijności nie można więc nie doceniać czy wręcz lekceważyć. Nierozwijana właściwie, może się stać łatwą „żertwą” różnego typu „szarlatanów”, „boskich działaczy” czy „sezonowych proroków”. To oni z łatwością wkradają się podstępnie w tę tak delikatną sferę życia osobowego, niszcząc ją, a nierzadko degenerując. Działalność ta, jeśli zatacza coraz szersze kręgi, staje się niebezpieczna nie tylko dla pojedynczego człowieka, lecz także i społeczeństwa, i kultury.

Tam bowiem, gdzie zagrożony jest pojedynczy człowiek w swym bycie osobowym, tam zagrożona jest też i społeczność, w której on żyje i realizuje się, tam wystawione jest na zagrożenie dobro wspólne. Obywatel, który jest niezdolny do pracy, do nauki, do tworzenia dobra wspólnego, obywatel, który przypomina „robota”, kogoś, kto jest „ubezwłasnowolniony”, „zdalnie sterowany” (takie opinie o swoich dzieciach, które znalazły się w sektach, wydawali rodzice[2]), nie może być podmiotem życia państwowego.

Pojawia się więc spontaniczne pytanie: co w takim przypadku robić? Kto przede wszystkim powinien zająć się tą sprawą: Kościół, państwo, szkoła? Czy jest to sprawa osobista człowieka? Czy poszukiwać jakiegoś administracyjnego rozstrzygnięcia: zakazu czy nakazu, czy pozostawić rzecz samej sobie?

Wydaje się, że waga problemu domaga się innego typu rozwiązań niż rozwiązania administracyjne. Chodzi o to, by obszar życia religijnego został dobrze zagospodarowany przez człowieka, by religia rzeczywiście stała się dla niego wewnętrzną siłą doskonalenia jego osobowości oraz zwornikiem kultury: i wyrazem dobra wspólnego.

W tym krótkim artykule chciałbym zwrócić uwagę tylko na dwa zagadnienia po pierwsze – że człowiek z natury jest istotą religijną, stąd z religijności tej nie da się w żaden sposób wydziedziczyć; religijność tę będzie w różny sposób manifestował i poszukiwał miejsca realizacji, nie zważając na to, jak to może się dla niego zakończyć. Po drugie – tak jak formacji podlega cała dziedzina naszego życia racjonalnego i musi ciągle być rozwijana, by człowiek coraz pełniej stawał się człowiekiem, tak samo odpowiedzialnej formacji domaga się sfera religijna człowieka, aby człowiek w pełni stawał się człowiekiem. Zlekceważenie zaś tego czy niedocenienie może obrócić się nie tylko przeciw samemu zainteresowanemu, ale i społeczeństwu Wystarczy tu przywołać niedawne wydarzenie z Teksasu, gdzie tragiczną śmiercią swoich wyznawców zakończyła działalność jedna z tamtejszych sekt

Człowiek – istota religijna

Antropolodzy i filozofowie religii dowodzą, że religijność przynależy do natury człowieka. Człowiek jest homo religiosus. Sfera religijności człowieka buduje się wraz z jego sytuacją egzystencjalną, to znaczy z samym istnieniem ludzkim. Człowiek doświadcza swojego istnienia jako utracalnego i przygodnego. W doświadczeniu tym „sam dla siebie staje się wielkim problemem”[3]. Równocześnie człowiek poprzez swoją działalność poznawczą i twórczą wybiega ku wartościom absolutnym, takim jak dobro, prawda czy piękno.

Religijność, którą człowiek wyraża na różne sposoby – inaczej hindus, inaczej żyd, jeszcze inaczej mahometanin czy chrześcijanin – jest zwornikiem wszystkich wartości osobowych i cnót obywatelskich. To religia motywuje człowieka do dobra, ukazuje sens jego życia i poświęcenia, zachęca do działania na rzecz dobra wspólnego. I choć wiek XIX i XX za wszelką cenę chciał „wyzwolić i wydziedziczyć człowieka” z jego religijności i uczynić go wolnym (F. Nietzsche, S. Freud, J.P. Sartre, K. Marks, F. Engels i inni), to w ostateczności zakończyło się to stworzeniem antyhumanistycznych „religii świeckich”, czy „religii politycznych” oraz wskrzeszeniem nowych „absolutów” zniewalających człowieka.

Człowiek współczesny coraz częściej sam dochodzi do przekonania, że nie może być prawdziwie wolnym ani służyć sprawie prawdziwej wolności, jeżeli deprecjonuje swój wymiar duchowy i nie rozwija swej religijności. Ona bowiem pozwala mu w pełni odkrywać prawdę o sobie w świetle afirmacji prawdy o Bogu. Człowiek wyjałowiony z życia duchowego prędzej czy później staje się łupem sekt czy grup parareligijnych.

Łatwość, z jaką zakorzeniają się wśród młodzieży rożnego rodzaju sekty i grupy parareligijne, potwierdza fakt, że sfera religijności powinna być odpowiednio formowana, tak jak formowana jest sfera życia racjonalnego i wolitywnego. Każdy bowiem człowiek z racji tego, że jest człowiekiem, z natury swej jest istotą religijną. Nie da się więc z jego życia i formacji wykorzenić religijności, tak jak nie da się wykorzenić rozumności. Religijność tę można jednak albo rozwijać, albo degenerować.

Religia i rozum

Życie religijne człowieka jest stałym procesem doskonalenia siebie jako osoby, który nie może być ślepym czy przypadkowym. Stąd musi być kierowany rozumem. Religia nie jest bowiem, jak to się często błędnie przedstawia, tylko dziedziną uczuć czy wiary, lecz jest także dziedziną rozumu. Credo ut intelligam, intelligam ut credam (wierzę, aby poznawać, poznaję, aby wierzyć) – powtarzał Augustyn. Jeśli rozum zostanie wyłączony z formacji religijnej człowieka – religia staje się magią lub zabobonem. Wtedy realnie może się stać zagrożeniem pełni rozwoju osobowego człowieka.

Tomasz z Akwinu, wyjaśniając znaczenie wyrazu „religia”, pisze, że może on oznaczać umiejętność częstego odczytywania prawdy o świecie i sobie samym (relegere), ponowny wybór (reeligere) tego, co się utraciło, czy ponowne związanie (religare)[4]. Do właściwie rozumianego życia religijnego i religijności – podkreśla Tomasz – wchodzi element rozumu. Działanie bowiem, które pokierowane jest rozumem, staje się dopiero w pełni działaniem ludzkim oraz prowadzi do cnoty, czyli stałej sprawności czynienia dobra. Wszystkie bowiem nauki i sztuki przyporządkowane są jednemu celowi, mianowicie doskonaleniu człowieka, które zmierza do jego szczęścia[5]

Niebezpieczny zabobon?

Religia jest także jedną ze „sztuk” doskonalenia człowieka. Wychowanie religijne więc, aby spełniło w pełni zadanie doskonalenia człowieka, nie może być zdane na przypadek. Jeśli więc sferę religijności człowieka pozbawi się światła rozumu – dziczeje, religia staje się szowinizmem, prowadzi do magii i okultyzmu, staje się niebezpiecznym zabobonem. Może stać się faktycznie zniewoleniem umysłu i woli, ducha i ciała. Typowym przykładem takiej sytuacji są, wspomniane na początku, relacje rodziców, których dzieci zagubiły się w sektach.

Droga do rozwiązywania powyższego problemu prowadzi nie poprzez zabijanie sfery religijnej człowieka czy zastępowanie jej jakimiś surogatami, lecz przez właściwą formację. Człowiek zawsze będzie szukał form, grup czy instytucji, w których mógłby zaspokoić głód religijności. Jeśli nie wystarczą mu te, które zastał, sam będzie tworzył nowe. Będzie poszukiwał takich, które odpowiedzą na miarę jego uformowanej (lub nieuformowanej) świadomości religijnej. Sekty, a także różnego typu grupy orientalne oraz parareligijne, wdzierają się czasem bardzo agresywnie w proces religijnej formacji (a właściwie deformacji!) młodego człowieka. I jako takie muszą być, ze względu na dobro człowieka, poddane weryfikacji i ocenie. Oczywiście nie chodzi tu o jakąś administracyjną weryfikację i ocenę dokonaną ze strony państwa czy instytucji Kościoła; chodzi tu bardziej o weryfikację ze względu na dobro człowieka jako osoby i jego zagrożenie, to zaś dopiero może stanowić podstawę do jakichś administracyjnych ograniczeń. Do tego bowiem czasu najczęstszym kryterium weryfikacji jest przestępstwo kryminalne.

Kryterium oceny właściwej czy niewłaściwej formacji religijnej powinna więc być dojrzałość osobowa człowieka, do której formacja winna prowadzić. Dojrzałość ta ma się przejawiać tak na płaszczyźnie osobistej (szlachetności), jak i działalności społeczno-obywatelskiej. Religijność odpowiednio uformowana – pisze Tomasz – „dobrym czyni tego, kto ją ma i sprawia, że jego postępowanie jest dobre. Każdy więc dobry uczynek przynależy do cnoty. Otóż oddać komuś to, co mu się należy, jest postępowaniem dobrym, gdyż wytwarza w stosunku do niego właściwą współmierność, ustanawiając należny ład, który z istoty swej jest dobrem, podobnie jak i umiar oraz wdzięk”[6].

Formacja religijna, jaką proponuje od wielu wieków Kościół katolicki, ma za sobą doświadczenie całych dziejów kultury europejskiej. Formacja ta sprawdziła się tak w przeszłości, jak i w teraźniejszości. Litanie świętych, tych kanonizowanych i tych niekanonizowanych, starożytnych i współczesnych, młodych i dorosłych z Europy, Afryki, Ameryki czy Chin i Indii, potwierdzają uniwersalizm tej formacji i jej niezbywalną wartość. Prowadzi ona bowiem do pełni rozwoju osobowego człowieka tak w wymiarze duchowym, jak i cielesnym. Wiąże formację osobistą z formacją do życia społecznego. Dotyczy tak intelektu, jak i woli, działania oraz poznania. Dokonuje się w łączności z całą historią i kulturą ludzkości.

Potrzeby religijne młodego człowieka

Warto więc o tym przypomnieć rodzicom, nauczycielom, przedstawicielom kuratoriów i ministerstwa szkolnictwa i wszystkim tym, którzy z różnych motywów kwestionują formację religijną w szkole proponowaną przez Kościół katolicki. Czyniąc to z pobudek świadomych czy nieświadomych powinni wiedzieć, że po pierwsze – pozostawiają swoje dzieci na pastwę różnych sekt i grup orientalnych, które chętnie zagospodarowują religijne potrzeby młodego człowieka, „używając” go dla celów doraźnych danej grupy, rozbudzając najczęściej jego niższe instynkty i pożądania i nie poddając ich sublimacji, porzucając młodego człowieka na ich pastwę. Po drugie – człowiek zdeformowany religijnie staje się osobowością chorą. Sekty i grupy parareligijne, które do tego doprowadzają, stają się zagrożeniem dla państwa, wspólnego dobra, którego młody człowiek jako osoba jest współtwórcą. Po trzecie – warto tu też przywołać przestrogę św. Pawła, który w Liście do Rzymian przestrzega przed tego typu nauczycielami religii, którzy przez nieprawość swoją nakładają prawdzie pęta (...), którzy zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądanie ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy (Rz l, 19-32).

Wskazując na wartość formacji religijnej w ramach Kościoła katolickiego, która zapewniała i zapewnia najpełniejszy rozwój osoby ludzkiej – o czym przekonuje nas cała historia chrześcijaństwa, a historia naszego narodu w szczególności – nie mamy na celu deprecjacji innych wyznań czy religii. Chcemy jednak świadomie odwoływać się do wypróbowanej drogi religijnej formacji człowieka, która nie dlatego jest dobra, że jest chrześcijańska, ale dlatego właśnie jest chrześcijańska, bo jest dobra, gdyż „dobrym czyni tego, kto nią idzie, i sprawia, że jego postępowanie jest dobre”[7]. Dobro zaś należy cenić i strzec go, nie tylko prywatnie i indywidualnie – lecz także społecznie i politycznie, jeśli polityka jest roztropnym realizowaniem dobra wspólnego. Nam zaś, jako polskiemu narodowi, potrzeba ciągle na nowo pogłębiać i rozwijać dobro i prawdę religii naszych ojców, byśmy jak oni dojrzewali do pełni naszego człowieczeństwa.

ks. Andrzej Maryniarczyk

Przypisy:

[1] M. A. Krąpiec, Przedmowa w: Z. Zdybicka, Człowiek i religia, Lublin 1977, s. 11.
[2] „Gazeta Wyborcza” z 28-29.08.1993 r.
[3] Św. Augustyn, Wyznania, IV, 4.
[4] STh, II-II, q. 81, a. l. resp.
[5] In Meta, proemium.
[6] STh, II-II, q. 81, a. 2.
[7] STh, II-II, q. 81, a. 2.

 
Zobacz także
Jarema Piekutowski
Samotność – gdy spojrzeć na nią w sposób płytki – staje się przekleństwem lub bliżej nieokreślonym „powołaniem”. Ktoś jest dłużej sam? Już cała armia znajomych, skądinąd ludzi o dobrej woli, i może całkiem Bożych, zaczyna kombinować: a może on ma powołanie do samotności? A może powinien być księdzem?
 
o. Krzysztof Augustyniak SJ
Miesiąc temu na łamach chrześcijańskiego dziennika Kristelig Dagblad wydawanego w luterańskiej Danii przetoczyła się debata na temat aktualności sformuowań dogmatyki chrześcijańskiej, szczególnie dotyczących istnienia osobowego zła, jakim jest szatan...
 
Jacek Ponikiewski
Czemu płynna ponowoczesność to organizm, jaki przetrawił już tony medykamentów i antydepresantów, a prywatny psychiatra to ostoja zdrowia przeciętnego Amerykanina? Zdaje się, że wyparcie Boga oraz próba zbudowania raju na ziemi bez pomocy niebios, doprowadziła kulturę do załamania, do wielkiej depresji...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー