Katolik.pl - Rewolucja w kulturze
logo
Sobota, 24 października 2020 r.
imieniny:
Arety, Marty, Marcina, Antoniego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Piotr S. Mazur
Rewolucja w kulturze
Cywilizacja
 
fot. Sweetlouise, Kaleidoscope| Pixabay (cc)


Kultura jest jak kalejdoskop, ciągle coś ulega w niej zmianie, jedne formy giną, inne się rodzą. Zmieniają się teorie naukowe, ale i całe koncepcje nauki, testom wytrzymałości poddawana jest moralność, sztuką zaś i religią rządzi nieokiełznana pogoń za nowymi doznaniami. 
 
Kultura jest jak kalejdoskop, ciągle coś ulega w niej zmianie, jedne formy giną, inne się rodzą. Zmieniają się teorie naukowe, ale i całe koncepcje nauki, testom wytrzymałości poddawana jest moralność, sztuką zaś i religią rządzi nieokiełznana pogoń za nowymi doznaniami. Ale czy to wystarczy, by odpowiedzialnie można było wskazywać na jakąś rewolucję? Czego miałaby ona dotyczyć i czy rzeczywiście, jak na rewolucję przystało, przybiera ona tak gwałtowny obrót, a może raczej jest niedookreśloną, ale zarazem naturalną ewolucją przechodzenia jednych form w drugie? Wszak kultura jest odzwierciedleniem zmiennej kolei losów ludzkości i zróżnicowania doświadczeń kolejnych pokoleń, na które znaczący wpływ ma szybki postęp techniki oraz globalizacja prowadzące do zderzania się ze sobą różnych stylów życia zbiorowego (cywilizacji) oraz kultur.
 
Wskazane zastrzeżenia wobec uznania dokonujących się zmian za rewolucję wymaga raczej postawienia znaku zapytania niż wykrzyknika. Ale zarazem na tle niekiedy gwałtownych przemian pytanie o rewolucję w kulturze jest jak najbardziej uzasadnione. Tym bardziej, że w historii każdej z dziedzin kultury można mówić o jakiejś rewolucji: w nauce - przełom oświeceniowy a następnie pozytywistyczny redukujący poznanie do świata zjawisk i odrzucający mądrościowe (filozoficzne) poznanie świata, w moralności - tzw. błąd naturalistyczny polegający na odrzuceniu związku między obiektywnymi stanami rzeczy a powinnościami moralnymi; w sztuce - zerwanie najpierw z pięknem jako celem wytwórczości a później z racjonalnym dyskursem (figurą).
 
Przejawy głębokich zmian w kulturze widać także i dzisiaj. Wśród wielu niepokojących zjawisk, jak te zasygnalizowane w teatrze, za najbardziej istotne należy uznać: odrzucenie prawdy obiektywnej jako kryterium życia jednostek i społeczności, przemiany obyczajów i upadek moralności, obrazoburcza sztuka oraz religijne sekciarstwo i ateizm praktyczny. Trzeba więc dostrzegać całą złożoność i wieloaspektowość dokonującego się procesu przeobrażania naszej kultury. Proces ten zachodzi bowiem w wielu kierunkach, w różnych sferach aktywności człowieka – w nauce, moralności i w sztuce, w życiu indywidualnym i społecznym. W znacznej części jest procesem samoistnym, ale nie ulega też wątpliwości, że jest to także efekt podejmowania świadomych działań w różnych obszarach życia ludzkiego, dla którego właściwą nazwą wydaje się być historycznie obciążający zwrot rewolucja kulturalna [1]. Nie chodzi tu jednak o opis różnego rodzaju pozytywnych czy negatywnych zjawisk zachodzących we współczesnej kulturze, lecz o wyjaśnienie całego faktu, uchwycenie jego charakteru i celu. Najpierw jednak trzeba zwrócić uwagę na specyfikę rzeczywistości, jaką jest kultura.

Kultura i jej relacja do człowieka
 
Istnienie kultury jest faktem. Tradycyjnie do kultury zalicza się działalność i wytwory działalności człowieka wyrastające z jego rozumnego i wolnego sposobu bytowania. Polem działania jest rzeczywistość z całym bogactwem bytów naturalnych i istniejącymi między nimi relacjami, którą człowiek przetwarza dla swoich potrzeb. Fundamentalne znaczenie tej aktywności dla życia ludzkiego sprawia, że uznaje się ją za naturę człowieka [2]. Idąc za wywodzącą się jeszcze od Cycerona tradycją w rozumieniu kultury można wskazać dwa jej zasadnicze obszary. Może być ona bowiem działaniem skierowanym na zewnątrz człowieka, które - we właściwy dla niego sposób – ma na celu przekształcanie świata po to, by tworzyć dla niego możliwie najlepsze warunki do istnienia i rozwoju. A chodzi o byt osobowy, ale duchowo-cielesny, stąd warunki zewnętrzne dotyczą zarówno materialnego jak i duchowego otoczenia życia człowieka. Ale kultura może być też skierowana do wewnątrz, kiedy celem działania jest uformowanie przez człowieka własnej natury, sprowadzające się ostatecznie do przyporządkowania swojego biologicznego uposażenia do życia osobowego. W rezultacie tak pojmowanej kultury można akcentować wychowanie (do wewnątrz) lub pracę (na zewnątrz).
 
Kultura jest po to, by człowieka tworzyć we wszystkich wymiarach jego istnienia poprzez poznanie prawdy, realizację dobra, spełnienie się w wytwarzaniu piękna i kontakcie z nim, aż po osiągnięcie świętości. Dobrze urządzona kultura pozwala człowiekowi żyć bardziej po ludzku. „Wszystko, co człowiek (posiada) o tyle jest ważne dla kultury, o tyle jest kulturotwórcze, o ile człowiek poprzez to, co posiada, może równocześnie pełniej jako człowiek, pełniej stawać się człowiekiem we wszystkich właściwych dla człowieczeństwa wymiarach swego bytowania” [3]. Jednocześnie tak tworzona kultura jest otwarta na wymiar ostateczny życia człowieka, wskazując źródło prawdy, dobra, piękna i świętości, jakim jest Bóg.
 
Kultura jest sposobem ludzkiego poznania i przetwarzania (interioryzacją) świata. Wielość składających się na nią faktów wymaga, by do jej odczytania podchodzić rozumiejąco. Trzeba więc dostrzegać zachodzące przemiany i ich kierunek, ale przede wszystkim trzeba wyjaśnić dlaczego owe zmiany zachodzą. Skoro bowiem kultura jest wyrazem tego, jak człowiek siebie postrzega w świecie, jakie przygotowuje sobie warunki do życia, jak chce siebie kształtować i jaki cel nadaje swojemu istnieniu, to zachodzącego procesu zmian w kulturze trzeba szukać we wpisanej w nią wizji człowieka. Podejście takie proponował choćby P. Correa de Oliveira, twierdząc, że wszystkie kryzysy wstrząsające współczesnym światem - państwa, rodziny, gospodarki czy kultury – są przejawem kryzysu człowieka [4].
 
Właściwym punktem odniesienia dla dostrzeżenia charakteru dokonującej się na naszych oczach rewolucji są czasy renesansu, kiedy to zainicjowane zostały przemiany, które współcześnie dochodzą do pewnej kulminacji. Jej rezultatem wydaje się być nie tylko postulowane przez F. Nietzschego „przewartościowanie wszystkich wartości”, lecz także całkowite przeobrażenie wizji człowieka ze wszystkimi tego społeczno-kulturowymi konsekwencjami. Na przestrzeni kilku stuleci dokonał się znaczący regres w sposobie widzenia bytu ludzkiego: od człowieka jako Boga do człowieka jako zwierzęcia, a właściwie do czegoś niesubstancjalnego, nieosobowego, czego istnienie redukuje się całkowicie do procesów zachodzących w sferze somatycznej.

Pełzająca rewolucja
 
Przejawy kryzysu kulturowego widoczne były już pod koniec średniowiecza, kiedy to w filozofii zapanowały krytycyzm i nominalizm. Jednak zburzenie naturalnego porządku rzeczy: wizji człowieka żyjącego w harmonii z Bogiem i światem, zaczęło się z wraz z renesansem. Co prawda uznawano jeszcze tradycyjne miejsce człowieka w kosmosie, ale mówiąc językiem J. Maritaina nie był to już humanizm teocentryczny (związany z chrześcijaństwem, ujmujący człowieka w relacji do Boga), lecz antropocentryczny (kwestionujący realność Absolutu lub jego znaczenie dla człowieka). To nie przypadek, że Jan Pico della Mirandola mówi o człowieku zajmującym miejsce pośrednie między Bogiem a naturą, który sam może wybierać swoje przeznaczenie, kierując się ku Bogu lub ku zwierzęciu. W Oratio de hominis dignitate wkłada w usta Boga następujące słowa: „Umieściłem cię pośród świata, byś przeto mógł łatwiej widzieć wszystko, co jest w świecie. Nie uczyniliśmy cię ani istotą niebieską, ani ziemską, ani śmiertelną, ani nieśmiertelną, abyś jako wolny i suwerenny twórca siebie mógł kształtować i rzeźbić siebie w formie, którą będziesz wolał. Będziesz mógł wyrodzić się do (poziomu) niższych rzeczy, zwierząt; będziesz mógł wyrodzić się do (poziomu) wyższych rzeczy boskich” [5].
 
Przyczyną renesansowej rewolucji była „eksplozja pychy i zmysłowości, które zainspirowały powstanie nie pojedynczego systemu, ale raczej całego łańcucha systemów ideologicznych” [6]. To właśnie w renesansie zaczął się proces odrywania człowieka od Boga. Wraz z oświeceniową detronizacją Boga, której wyrazem był deizm Boskość została usunięta z rozumienia świata, a człowiek mógł zająć miejsce Absolutu jako najdoskonalszego bytu. W rezultacie jednak nie mógł już odczytywać siebie na obraz i podobieństwo Boże. Ubóstwienie rozumu ludzkiego jako jedynego kryterium rzeczy połączono z kultem natury coraz częściej ujmowanej wyłącznie jako biologizm. Pozytywizm i naturalizm XIX-wieczny odarły człowieka z resztek jego podobieństwa do Absolutu, stawiając na jego wyzwolenie poprzez kolektywizm. L. Feuerbach w idei gatunkowej człowieka dopatrywał się religii, twórca pozytywizmu A. Comte wskazywał na religię, w której bóstwem miała być ludzkość, a marksiści widzieli wyzwolenie człowieka w pracy i pokonaniu wadliwych stosunków społecznych, które uznawali za źródło niszczącej alienacji. Sam człowiek poza społecznością był już tylko zwierzęciem. Tak oto po grzechu, jakim było wyrzeknięcie się Boga, człowiek odkrył, że jest zwierzęciem, w dodatku wcale nie najdoskonalszym, lecz – przynajmniej od czasów F. Nietzschego – zwierzęciem wybrakowanym, pozbawionym tego wszystkiego, co daje instynkt. Człowieka takiego nie można już było uznać za stworzonego na obraz i podobieństwo Boże, ale nic nie stało na przeszkodzie by uznać go w całości za dzieło natury, zaistniałe w procesie ewolucyjnym na jej obraz i na jej podobieństwo. Tak więc Darwinizm był jedynie przysłowiową kropką nad i dopełniającą zarysowaną już kulturowo ideę, że człowiek jest ewolucyjnym odbiciem (obrazem) świata kotów, psów, świń czy małp.
 
Drogę, jaką przeszedł człowiek w rozumieniu samego siebie od renesansu do współczesności dobrze ilustruje V. Possenti: „O ile niegdyś człowiek był uważany za istotę prometejską, zdolną do pełnej autodeterminacji i pełnego samowyzwolenia, o tyle dzisiaj horyzonty bardzo się zacieśniły: człowiek nie jest już uważany za byt tytaniczny, lecz za istotę słabą i ograniczoną. Jeśli w przeszłości należało obawiać się nieograniczonego wywyższenia człowieka, to dziś trzeba wystrzegać się poniżenia go, czysto naturalistycznego pojmowania jego istoty, wspieranego przez uprzedmiotowienie ze strony techniki. Trzeba bronić człowieka przed myśleniem o sobie jako jestestwie wyłącznie biologicznym, nie różniącym się od żadnego innego bytu w przyrodzie” [7].
 
Spalanie biosu i trawienie kultury
 
Kultura, która miała być sposobem wyjątkowego w całej rzeczywistości rozumnego przyswajania przez człowieka rzeczywistości i jej przetwarzaniem dla dobra człowieka w rezultacie dokonujących się zmian, narzuca mu infantylną interioryzację i bezrozumne przekształcanie świata. Na skutek tego prowadzi ona do zacieśnienia horyzontów bytowania człowieka wyrażonego w całkowitym zepchnięciu jego życia w doczesność. Człowiek pozornie zachowuje jeszcze wolność, lecz jest to wolność jednowymiarowa i ściśle ukierunkowana. Rację ma B. Barber, gdy stwierdza: „powszechnie uznano, że w społeczeństwie rynkowym sama zasada wolności sprowadza się do wyboru określonej marki (a w jej ramach określonego produktu), np. Always classic i Always plus. Tak też sprzedano to nowym demokracjom. Okazuje się jednak, że to nieco mniej niż prawdziwa wolność” [8].
 
Można chyba zaryzykować twierdzenie, że w całej kulturze współczesnej od najwznioślejszej do najprymitywniejszej coraz rzadziej chodzi o doskonalenie natury człowieka, a coraz częściej o ekspresję i wielowymiarową eksplorację jego biosu, czy wprost instynktów. Taka kultura ma wyrwać z obszarów aktywności człowieka wszelkie działania kulturotwórcze. Nie ma „wyzwolić” ducha, lecz oddać go we władanie namiętności i do reszty spalić go w doczesności. Nie jest przypadkiem, że rolę kościołów spełniają dziś stadiony piłkarskie i centra handlowo-rozrywkowe a w rola bogów przypada herosom sportu czy popkultury. To oni a nie święci nakreślają dziś wzorzec człowieka i horyzont ludzkiego życia.
 
Zrewolucjonizowana kultura nie może dziś jeszcze w całości zapanować nad człowiekiem, bo chroni go cały depozyt materialny, duchowy i instytucjonalny (Kościół) cywilizacji łacińskiej. I dlatego kultura ta pracuje jak młyn, mieląc i przerabiając wszystko, co dotychczas zostało w niej stworzone na humus, na którym można będzie zaszczepić zupełnie coś nowego. Współczesnemu człowiekowi przypada szczególna funkcja w tym procesie. Z jednej strony ma pełnić rolę demaskatora; ma obierać dorobek swojej kultury i cywilizacji ze wszystkiego co prawdziwe, dobre, piękne i święte; ma obierać ją z sensu. Z drugiej natomiast wszystkie dobra, stworzone we własnej kulturze ma bezrozumnie konsumować. W stosunku do własnej kultury, która wzniesiona została m.in. wysiłkiem świętych, władców, duchowych i świeckich oraz uczonych, współczesny człowiek spełnić ma rolę układu pokarmowego: przetrawić ją i z siebie wydalić. Co stawia go na zupełnie przeciwnym biegunie niż człowieka średniowiecza czy renesansu tworzącego kulturę niczym katedrę – całą mocą swojego umysłu i rąk.
 
Wolność do używania i próbowania wszystkiego prowadzi do unicestwienia własnej kulturowej i społecznej tożsamości, co po części już się stało. Mieszkaniec Europy żyje więc pośród romańskiej, gotyckiej i barokowej architektury, czasem słucha chorału gregoriańskiego, Palestriny czy dzieł Bacha, zdarza mu się wzruszyć tercynami z „Boskiej komedii”, oglądać sztuki Szekspira i Moliera, ale coraz częściej przypomina barbarzyńce, dla którego Kościół nie jest domem – doczesnym i wiecznym, a prawda, o którą na śmierć i życie bili się jego przodkowie jest jedynie mitem i pomyłką.
 
Chrześcijanie wobec rewolucji w kulturze
 
Nie jest przypadkiem, że M. Foucault mówi o „śmierci człowieka” a F. Fukuyama o „końcu człowieka”. Owocem humanizmu budowanego w opozycji do Boga i ostateczne uśmiercenie Boga w kulturze prowadzi do dehumanizacji kultury i śmierci człowieka, jakiego znamy, jakiego obraz uformowany został w cywilizacji łacińskiej. Dziś człowiek przestaje być uznawany za osobę – rozumny i wolny podmiot, nakierowany na życie w wieczności z Bogiem, za to coraz częściej traktuje się go jako bezosobowy zlepek procesów, stanów czy przeżyć. Nie jest kimś, lecz czymś. Narastający proces deformacji w rozumieniu osobowego sposobu istnienia bytu ludzkiego idzie w dwóch kierunkach. Coraz częściej słusznie ukazując zwierzęcość człowieka, neguje się jego transcendencje względem świata i społeczności. Zarazem temu uzwierzęcaniu człowieka towarzyszy proces uczłowieczenia zwierząt wraz z przypisywaniem im praw dotychczas przysługujących tylko człowiekowi.
 
Owocem dehumanizacji człowieka jest dehumanizacja kultury – poprzez zredukowanie jej do wymiaru horyzontalnego. Zagrożony jest więc nie tylko sam człowiek, ale i jego kultura, która ma go wspomagać w prowadzeniu ludzkiego sposobu życia. Ta wzajemnie nakręcająca się spirala regresu stanowi przygnębiający obraz skutków rewolucji w kulturze.
 
Jak do dokonującej się rewolucji w kulturze i w wizji samego człowieka ustosunkowują się chrześcijanie? Można wskazać trzy zasadnicze postawy wobec tej rewolucji:
 
1. Nie ma żadnych sygnałów, że dzieje się jakieś zło. Po prostu czasy się zmieniają i kultura się zmienia. Trzeba to wszystko zaakceptować, dostrzegając zarówno pozytywy jak i negatywy.
 
2. Przebieg rewolucji można jeśli nie odwrócić, to zahamować (kontrrewolucja), choć siły, środki oraz okoliczności zewnętrzne wydają się szczególnie niesprzyjające.
 
3. Rewolucja zwyciężyła, więc jedynie, co można uczynić, to nadać jej możliwie najbardziej zbliżone do tradycyjnego ujęcie w nadziei, że jej zwolennicy z czasem się ucywilizują i w momencie zagrożenia przypomną sobie, o swoim dziedzictwie kulturowym.
 
Które z tych stanowisk jest w obecnej sytuacji tym najwłaściwszym, zależy od tego, czy jesteśmy świadkami rewolucji czy raczej szybkich przemian związanych z przestawieniem akcentów w tradycyjnych kulturach przynależących do cywilizacji łacińskiej. Odpowiedź chrześcijan zależy od skali zagrożeń tak dla poszczególnych kultur narodowych jak i dla samego depozytu chrześcijaństwa.
 
Piotr S. Mazur
Cywilizacja 1/2008

___________________________________
Przypisy:

[1] Wymyślona przez Mao Zedonga „rewolucja kulturalna” realizowana w latach 1966-1976 miała na celu skomunizowanie Chin według wizji wodza.
[2] „Gatunek ludzki, jedyny spośród wszystkich gatunków istot żywych, dojrzał do tworzenia kultury o szerokim zakresie i działalność kulturalną można uznać za jego naturalną funkcję”. A. Kłoskowska, Kultura masowa, Warszawa 2006, s. 28.
[3] Jan Paweł II, W imię przyszłości kultury, Przemówienie w UNESCO, Paryż 2.06.1980, 7.
[4] P. Correa de Oliveira, Rewolucja i kontrrewolucja, tłum. S. Olejniczak, Kraków 1998, s. 254.
[5] F. Copleston, Historia filozofii, t. 3, Warszawa 2004, s. 188.
[6] P. Correa de Oliveira, za R. de Mattei, Krzyżowiec XX wieku, tłum. J. Wolak, Kraków 2004, s. 124-125. Zdaniem brazylijskiego filozofa kolejnymi ogniwami rewolucji były reformacja, rewolucja francuska, komunizm, dziś można dodać do tego postmodernizm i jego pochodne. Uruchomiony proces rewolucyjny przenosi się na idee, którymi żyje cała kultura, znajdując swoje szczególne odzwierciedlenie w sztuce, a poprzez kulturę wpływa na kształt życia człowieka.
[7] V. Possenti, Religia i życie publiczne, tłum. T. Żeleźnik, Warszawa 2005, s. 249.
[8] B. R. Barber, Dżihad kontra McŚwiat, tłum. H. Jankowska, Warszawa 2005, s. 111. 
 
Zobacz także
Barbara Cabała
Początki picia są więc pozytywne w naszym subiektywnym odbiorze. Ale wino jest zdradliwe: początkowo jest przyjacielem, potem staje się wrogiem (Thomas Fuller). Z każdym następnym kieliszkiem będzie coraz gorzej dla nas. Alkohol staje się głównym sposobem wywoływania uczuć: od poczucia siły i zadowolenia z siebie do poczucia wstydu i winy, od euforii do brutalności. Huśtawka nastrojów sprawia, że sięgamy po następny kieliszek, i jeszcze po następny... 
 
Jowita Guja
Na miłość składa się z jednej strony poczucie wzajemnego zaufania, bezpieczeństwa, zadomowienia, z drugiej – namiętność i cieszenie się sobą w wymiarze cielesnym. W miłości między kobietą i mężczyzną obecne są dwa elementy: agape i eros.  

Z o. Jackiem Prusakiem SJ, teologiem i psychoterapeutą rozmawia Jowita Guja
 
Sylwia Gawrysiak
Tajemnicę krzyża przez wieki próbowali zgłębić nie tylko wybitni teologowie, ale również wielcy artyści. Gwoździe, cierniowa korona, przebity bok. Chrystus skłania głowę. Cierpi. Takie krucyfiksy znamy najlepiej. Z muzeów i albumów. Z ołtarzy kościołów i ścian naszych domów. Ikonografia krzyża jest jednak znacznie bogatsza i pomaga poznać wiele wymiarów jego tajemnicy.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー