logo
Środa, 05 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Emila, Karoliny, Kary, Oswalda, Marii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Międlar CM
Rodzina na rozdrożu?
materiał własny
 


O narastającym problemie rozwodów w Polsce, konkubinacie, naprotechnologii i antykoncepcji z bioetykiem – ks. dr. hab. Tomaszem Krajem rozmawia Jacek Międlar CM.

Abyśmy mogli dyskutować o małżeństwie, musimy na początku określić czym ono właściwie jest. Na początku odniosę się do słów niemieckiego protestanckiego teologa Areuda de Vives'a: "Małżeństwo jest co prawda instytucją społeczną, ale istnieje dzięki relacjom między dwojgiem ludzi, a te mogą ulec zmianie". Z punktu widzenia fenomenologicznego wydaje się, że ów teolog ma rację, bo na pierwszy rzut oka nie ma różnicy między parą żyjącą w konkubinacie a parą żyjącą w małżeństwie. Co więcej, zerwanie jakiejkolwiek deklaracji (jaką z pewnością jest małżeństwo) za obopólną zgodą nie jest przestępstwem.

Małżeństwo to nie jest sprawa tylko dwojga ludzi, ponieważ obok celu małżeństwa, którym jest wzajemna miłość dwojga ludzi, jest wydanie na świat nowego człowieka. Ten nowy człowiek staje się nowym członkiem społeczności. Nie jest własnością tych dwojga, ale jest odrębnym człowiekiem posiadającym swoje prawa. Dlatego od zarania dziejów uważa się, że małżeństwo jest tworem społecznym, który realizuje się w społeczności, a z kolei ona ma zobowiązania wobec małżeństwa. Jednym z tych zobowiązań jest jego ochrona małżeństwa, dlatego ma ono charakter instytucjonalny. Tak jest w społecznościach, które nie znają Boga Trójjedynego. Tymczasem my, jako wyznawcy Chrystusa, zauważyliśmy że Pan Bóg z małżeństwem złączył pewne zadania wzrastania człowieka w społeczeństwie, co dokonuje i rozwija się przez miłość. Ponieważ jest to bardzo trudne wyzwanie, Pan Bóg przypisał małżonkom tytuł do tego, by mogli być wspierani poprzez specjalny dar z Jego strony, którym jest łaska. Dlatego małżeństwo chrześcijańskie jest sakramentem, czyli źródłem łaski. To zadanie można zrealizować dzięki nastawieniu heroicznemu, ale można też zrealizować to dzięki szczególnej pomocy, która jest dana w sakramencie małżeństwa.
 
Z roku na rok mniej dostrzegam tego heroizmu. Najnowsze badania przedstawiają nam dramatyczną sytuację. Rocznie 35% małżeństw rozpada się na drodze rozwodu cywilnego, z czego 60 % są to bardzo młodzi małżonkowie - około 25. roku życia. Wydaje mi się, że coraz częściej wartościami jakimi kierują się ludzie to sukces, prestiż, zdobywanie lepszych stanowisk w pracy itp. Najczęściej podawanym powodem rozwodu jest "niezgodność charakteru", co w moich oczach trąci stwierdzeniem: "Nie chce mi się dalej męczyć". Jak temu zapobiec?
 
Problem jest zawieranie związku przez ludzi niedojrzałych. Czasami kiedy siedzę w konfesjonale, pytam narzeczonych, którzy przychodzą do spowiedzi, w jaki sposób przygotowują się do spowiedzi. Kurs przedmałżeński najczęściej jest traktowany po macoszemu. Tymczasem, ja kiedy zadaję pytanie o zawód i słyszę w odpowiedzi: "jestem księgową", "informatykiem" itd., zadaję kolejne pytanie: "Ile czasu poświęciłeś/łaś, żeby ten zawód sprawować?". Zazwyczaj jest to około 20 lat edukacji! Małżeństwo nie kończy się tak jak zawód emeryturą, ale trwa do końca życia. Najczęściej jedynym przygotowaniem do małżeństwa jest doświadczenie życiowe, bez jakiejkolwiek lektury poświęconej tematyce małżeńskiej. Skoro nawet teoretycznie, niektórzy ludzie nie wiedzą czym jest małżeństwo, co dopiero w kwestii praktycznego nastawienia, które jest wzajemnym obdarowaniem się sobą i wydaniem potomstwa. Temu może towarzyszyć robienie kariery, wzbogacanie się razem, rozwijanie zainteresowań. Ale nie można doprowadzić do tego, że te uboczne cele wychodzą na pierwszy plan, a te które są głównymi są zepchane na ostatnie miejsce.

Jeszcze 30 lat temu rozwód był powodem wstydu. Teraz świat który jest karmiony codziennością rozwodów w świecie celebrytów przyjmuje to jako coś zwyczajnego. Czy Kościół nie powinien wystosować w tym kierunku ofensywy ewangelizacyjnej i uświadamianiu wiernych czym w rzeczywistości małżeństwo jest? Nie wierzę, żeby 6 konferencji na kursie czy nauce przedmałżeńskiej spełniało te wymagania.
 
Na pewno tak. Ale zawsze istnieje taki dylemat, że jeśli nie możemy osiągnąć wszystkiego, to z tego co już mamy powinniśmy zrezygnować. To się tyczy dzisiejszego przygotowania do małżeństwa. Musimy zdawać sobie sprawę, że prawdę jakiej Pan Bóg od nas oczekuje można uzyskać nie tylko czytając czy odbywając kursy. Istnieją dwie drogi dojścia do prawdy: droga uczonych i maluczkich. Jeśli człowiek w swoim życiu jest pokorny i otwiera się na różne natchnienia Boże, to również może  osiągnąć to poznanie celów małżeństwa i rozwijać swoją miłość do współmałżonka. Myślę, że prawda jest gdzieś pośrodku. To nie jest tak, że my możemy kursami zastąpić drogę maluczkich, ani tak że z powodu ich niedoskonałości mamy z nich całkiem zrezygnować.
 
Dlaczego zatem Kościół nie rozwija formuły kursów przedmałżeńskich?
 
Niewątpliwie formuła powinna ulec odnowie. Przede wszystkim powinna zostać zwrócona uwaga na to jakiego rodzaju bałagan wykoślawiający obraz małżeństwa wnosi świat, po to żeby uświadomić, że w tych pewnych wzorcach i propozycjach nauk jest błąd, na czym polega oraz jakie są konsekwencje pójścia tą błędną drogą. Na ekranie rozwód wydaje się być celebracją uroczystości gdzie wszyscy są uśmiechnięci, ale tak naprawdę rozwód to jest rozejście się dwojga przyjaciół. A każde rozejście się dwojga przyjaciół jest traumą, zawodem, raną psychiczną. Jest bardzo dużo ludzi, którzy "doświadczenie" rozwodu mają z telewizji, która nie jest w stanie przekazać głębi tego dramatu. Niestety większość mediów zafałszowuje nam obraz świata. Nie znaczy to, że mamy porzucić wszystkie media do lamusa i uważać że media są przyczyną wszelkiego zła! Trzeba uczulić ludzi, żeby nabrali pewnego dystansu do tego co jest antywartością, a prezentowane jest jako osiągnięcie cywilizacyjne.
 
A co z tymi, którzy po rozwodzie ułożyli sobie życie i żyją w konkubinacie? Niemalże nic nie słyszę o opiece duszpasterskiej nad tymi parami, które żyją w niesakramentalnym związku małżeńskim, ale  mimo to pragną zachować jedność z Kościołem.
 
Jest takie duszpasterstwo. Ale najpierw trzeba wytłumaczyć klika faktów. Po pierwsze, sam rozwód nie jest jeszcze zaczątkiem nowego grzechu, jeśli jedna osoba nie jest w stanie spełnić wymogów życia małżeńskiego.
 
Na przykład w przypadku alkoholizmu lub innej traumy rodzinnej.
 
Tak. Kościelnym odpowiednikiem rozwodu cywilnego jest separacja. Często w wyniku takiego stanu rzeczy są zawierane powtórne związki. Jeżeli powtórnie został zawarty związek cywilny, wtenczas z punktu widzenia kościelnego jest konkubinatem. Ale jest też inny rodzaj związku: konkubinat nie tylko z punktu widzenia kościelnego, ale też z punktu widzenia prawnego. W takim wypadku ci ludzie nie mają żadnego szacunku dla instytucjonalności tego pożycia. To jak jakby zawrzeć nowy związek, z odgórnym założeniem, że w każdej chwili można go zerwać.
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Małgorzata Szewczyk
Kim jesteśmy, by oceniać tych ludzi, osądzać ich? Nie znamy okoliczności, w jakich nastąpił rozpad małżeństwa, nie wiemy, jakie były powody odejścia od współmałżonka itd. Zwykle oni wiedzą doskonale, że ich związek jest przeciwny nauczaniu Kościoła, od którego się nie odżegnują. Stąd też nie ma potrzeby wypominać im tego przy byle okazji.

O małżeństwach niesakramentalnych z Józefem Augustynem SJ – jezuitą, znanym rekolekcjonistą i kierownikiem duchowym rozmawia Małgorzata Szewczyk
 
 
Wojciech Zagrodzki CSsR
W każdej dyskusji światopoglądowej pada żądanie, aby udowodnić, że Bóg istnieje. I wierzący najczęściej – wystarczy zaglądnąć na dowolne forum internetowe – podają jakieś „dowody” Ale kiedy przeciwnicy w dyskusji zbijają ich argumenty, wówczas uciekają się do superargumentu: „istnienie Boga to sprawa wiary”. Taka odpowiedź nie jest niczym innym niż próbą odseparowania wiary od rozumu...

Rozmowa o. Wojciecha Zagrodzkiego CSsR z ks. Stanisławem Wszołkiem
 
ks. Maciej Krulak
Wiara to nie tylko zespół prawd do poznania i wierzenia, to żywa, osobista i osobowa relacja z Jezusem Chrystusem, który nie jest tylko bohaterem opowiadań, ale Bogiem i Zbawicielem żywym i obecnym w życiu konkretnego człowieka. Jak pisze Apostoł, wierzyć to znaczy spotkać Jezusa – słyszeć, ujrzeć i dotknąć, czyli doświadczyć, że jest i to jest bardzo konkretnie – namacalnie.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー