logo
Niedziela, 16 grudnia 2018 r.
imieniny:
Albiny, Sebastiana, Zdzisławy, Adelajdy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Henryk Bejda
Rodzinny przepis na niebo - Martinowie
Źródło
 
fot. Ghost Presenter | Unsplash (cc)


Tereska, wpatrując się w oblicze swojego, zamkniętego przez kilka lat w zakładzie leczniczym, cierpiącego "Króla", dostrzegła w nim cierpiącego Zbawiciela. Ludwik Martin zmarł w 1894 r. Groby Zelii i Ludwika znajdują się nieopodal bazyliki w Lisieux. Pomiędzy nimi wznosi się figura ich córki - św. Tereski. 
 
Zelia Guerin i Ludwik Martin przed zawarciem małżeństwa myśleli o pójściu do klasztoru. Po ślubie, z poświęceniem wypełniali obowiązki rodzicielskie. Mieli dziewięcioro dzieci. Do historii przeszli jako rodzice "największej świętej czasów nowożytnych" - św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Dziś, jako Słudzy Boży, sami są kandydatami na ołtarze.
 
Drobna, licząca zaledwie 154 cm wzrostu, Zelia nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Wychowywała się w rodzinie żandarma - w atmosferze rygoru, przymusu i skrupulatności oraz kulcie takich wartości jak: praca, zapobiegliwość, uczciwość i umiar.
 
Matka - choć bardzo pobożna - była dla niej ogromnie surowa. Zelia niemal na każdym kroku słyszała słowa: "To grzech!". Nic dziwnego, że po latach stwierdziła: "Moje dzieciństwo i młodość były smutne jak żałobny całun". Od dzieciństwa wdrażana była do ciężkiej pracy i już w młodości zasłynęła jako doskonała koronczarka. W jej sercu zrodziło się wówczas pragnienie życia zakonnego. Po rozmowie z przełożoną Sióstr Miłosierdzia zrezygnowała z tych planów. "Mój Boże, skoro nie jestem godna być Twoją oblubienicą (...), stanę się małżonką, aby wypełnić Twoją świętą wolę. Tak więc proszę, daj mi wiele dzieci i spraw, aby wszystkie były Tobie poświęcone" - stwierdziła.
 
Pan Bóg spełnił wkrótce jej prośbę, stawiając na jej drodze Ludwika Martina - człowieka o "szlachetnej fizjonomii" i "pełnym godności zachowaniu". Ludwik - syn kapitana wojsk francuskich - był osiem lat starszy od Zelii. Pochodził z rodziny "chrześcijan głębokiej wiary". Cenił dobrą lekturę, ciszę i samotność. Miał "instynkt artysty", umiał pięknie rysować i malować, miłował porządek. Jako młodzieniec próbował wstąpić do zakonu. Nie przyjęty, wybrał zawód zegarmistrza.
 
Największe szczęście
 
Zelia i Ludwik wzięli ślub 13 lipca 1858 r. Ona miała 27 lat, on - 35. Małżonkowie początkowo postanowili żyć jak brat z siostrą, rezygnując z tego pomysłu dopiero po dziesięciu miesiącach, na skutek rozsądnych porad pewnego kapłana. Wkrótce w ich życiu pojawiły się dzieci - ich "największe szczęście". Jako pierwsza przyszła na świat Maria Luiza (1860). Potem kolejno: Maria Paulina (1861), Maria Leonia (1863), Maria Helena (1864), Maria Józef Ludwik (1866), Maria Józef Jan Baptysta (1867), Maria Celina (1869), Maria Melania Teresa (1870) i - jako ostatnia - Maria Franciszka Teresa (1873), czyli słynna św. Tereska. 
 
Między dziećmi a pracą
 
Przez okres niemowlęctwa i karmienia piersią dziećmi Martinów zajmowały się zazwyczaj służące-mamki. Zelia zatrudniała je z konieczności - musiała pracować i nie miała pokarmu. Nie była z tego powodu zbyt szczęśliwa i - jak sama wyznawała - jeśli mogłaby, chętnie zrezygnowałaby z ich usług.
 
Mimo pomocy służby, małżonkowie mieli pełne ręce roboty. "Jest coraz słodsza, ale bardzo mnie zajmuje, jest ciągle przy mnie i utrudnia mi pracę" - mówiła o najmłodszej córce Teresce Zelia Martin, dodając, że musi nadrabiać później "skradziony" przez córkę czas. "Wieczorami pracuję nad moją koronką aż do dziesiątej, a wstaję o piątej. Muszę też wstawać raz lub dwa razy w nocy do maleńkiej. Jednak im więcej mam do zrobienia, tym lepiej się czuję" - zwierzała się szwagierce. Wiele czasu Zelia poświęcała też pozostałym córkom, a zwłaszcza nieco wolniej rozwijającej się, upartej i sprawiającej problemy wychowawcze Leonce.
 
Ludwik Martin - choć także intensywnie pracował - również znajdował czas dla dzieci. Ukochany tatuś czytał im, bawił się z nimi i spacerował, modlił się z nimi i rozmawiał. Jeździł z córkami na ryby, a w czasie wakacji zabierał najstarsze do Paryża lub nad morze.
 
Bez przymusu
 
Martinowie uważnie obserwowali rozwój swoich pociech. Potrafili stanowczo zareagować kiedy uważali, że dzieje się im krzywda, np. Terenia została odebrana z pensji, kiedy na skutek rozłąki z rodzicami - ciągle bolała ją głowa. Nie wahali się także popierać ich samodzielnych i przemyślanych decyzji - np. pragnienia wstąpienia do zakonu wyrażonego przez 14-letnią Tereskę.
 
Choć Zelia, z uwagi na doświadczenia z dzieciństwa, była zdecydowaną przeciwniczką stosowania jakiegokolwiek przymusu, nie znaczy to, że Martinowie nie nakładali na swe córki przeróżnych obowiązków. Zelia - tak jak jej matka - była dość surowa dla dzieci, karała je głównie za upór i kapryśność, ale umiała szybko im przebaczać, jeśli te okazały skruchę za niewłaściwe postępowanie. Pragnęła nauczyć córki samozaparcia, szczodrobliwości, rozwijając ich zalety, a piętnując wady. Dziewczynki musiały szanować swoje zabawki, dobrze się uczyć, wdrażać do samodzielnego podejmowania decyzji. Od starszych wymagano, by pomagały rodzicom opiekując się młodszymi latoroślami. Rodzice dbali też o to, by córki mogły rozwijać wrodzone zdolności, chwalili je za sukcesy i wspierali.
 
Bóg w rodzinie
 
Bóg od początku odgrywał najważniejszą rolę w życiu małżonków Martin. Kochali Go ponad wszystko, ufali Jego Opatrzności i zawsze zgadzali się z Jego świętą wolą. Swoją głęboką wiarą dawali wspaniały przykład dzieciom, dbali o ich rozwój duchowy i starali się przekazać im oparty na wierze system wartości. 
 
Codziennie przed figurą Matki Bożej modlili się za nie do Boga, aniołów i dusz czyśćcowych. Żyli skromnie, chętnie pomagając biednym i cierpiącym. Ich codzienna praca rozpoczynała się Mszą św. o godz. 5.30. Często przyjmowali Komunię św. Ludwik co jakiś czas odbywał ćwiczenia duchowe u trapistów w Mortagne - i wyprawiał się z dziećmi na pielgrzymki do kościoła MB Zwycięskiej w Paryżu, do Seez, Chartres, Lourdes. Zelia, będąc franciszkańską tercjarką, często nawiedzała klasztor klarysek w Alençon.
 
Małżonkowie cieszyli się widząc swoje dzieci zatopione w modlitwie i pobożnie uczestniczące we Mszy św., a także nabożeństwach kościelnych.
 
Na kolanach u "Króla"
 
Po śmierci Zelii (zmarła na nowotwór piersi w 1877 r., w wieku 45 lat, po 12 latach choroby, w czasie której nadal kierowała domem, pracowała i urodziła pięcioro dzieci) trud wychowania musiał podjąć sam Ludwik. "Każdego popołudnia szłam na przechadzkę z tatusiem: wspólnie nawiedzaliśmy Najświętszy Sakrament, wstępując codziennie do innego kościoła" - wspominała w "Dziejach duszy" św. Tereska z Lisieux. W czasie tych spacerów "tato lubił dawać mi pieniądze na jałmużnę, abym zanosiła je spotykanym ubogim". Obserwując swojego "Króla" podczas kościelnych nabożeństw Tereska pisała: "Bywało, że oczy jego napełniały się łzami, które na próżno usiłował powstrzymać; dusza jego z takim upodobaniem zatapiała się w prawdach wiecznych, że zdawało się, jakoby już nie był na ziemi". W innym miejscu wspominała spędzane z ojcem wieczory: "Ach! Jakże słodko było po grze w warcaby usiąść razem z Celiną na kolanach taty... Śpiewał swoim pięknym głosem pieśni napełniające duszę głębokimi myślami... lub kołysząc nas delikatnie, recytował wiersze pełne prawd wiecznych... Potem podnosiliśmy się do wspólnej modlitwy, podczas której królewna była tuż przy swoim Królu, przyglądając się mu, by zobaczyć jak modlą się Święci... Wreszcie przychodziłyśmy wszystkie po kolei, według wieku powiedzieć tatusiowi dobranoc i otrzymać od niego pocałunek (...)".
 
W atmosferze miłości
 
Święte życie małżonków zaowocowało powołaniami. Pięć córek Martinów wybrało życie zakonne. Pozostałe dzieci - Helena, Ludwik, Jan i Melania - zmarły w wieku dziecięcym.
 
Dziewczęta bardzo kochały swoich zacnych rodziców. Ciężko przeżywały chorobę nowotworową i śmierć matki oraz poważne zaburzenia psychiczne ojca, spowodowane udarem mózgu, paraliżem i depresją. Tereska, wpatrując się w oblicze swojego, zamkniętego przez kilka lat w zakładzie leczniczym, cierpiącego "Króla", dostrzegła w nim cierpiącego Zbawiciela. Ludwik Martin zmarł w 1894 r. Groby Zelii i Ludwika znajdują się nieopodal bazyliki w Lisieux. Pomiędzy nimi wznosi się figura ich córki - św. Tereski. Na cokole wyryte zostały jej słowa: "Dobry Bóg podarował mi ojca i matkę, godnych raczej nieba niż ziemi".
 
Henryk Bejda
Źródło, 27 maja 2007 
 
Zobacz także
Jan Uryga
Wśród licznego zastępu świętych niewiast wyniesionych na ołtarze znajduje się św. Róża z Limy, nazywana "pierwszym kwiatem Ameryki". Jej liturgiczne wspomnienie przypada 23 sierpnia. Imię Róża wywodzi się z języka łacińskiego. Łacińskie Rosa to użyty jako przydomek wyraz pospolity rosa - róża...
 
Mieczysław Guzewicz
Dla wielu rozwód wynika z konieczności udowodnienia sobie czegoś w okresie kryzysu wieku średniego czy luzu moralnego podczas zakładowych imprez integracyjnych. Skala dramatów w małżeństwach z powodu zdrad przyczynia się do lęków w rodzaju: czy nam się uda wytrwać w wierności?...
 
Ks. Sebastian Korczak SDS
Ubóstwo w swoim znaczeniu źródłowym, pochodzącym od łacińskiego słowa paupertas, a w odniesieniu do osoby pauper, oznacza coś lub kogoś ubogiego. I w tym miejscu istotna uwaga! Otóż ta pierwotna etymologia słowa ubogi oznacza nie tego, który nic nie posiada, lecz także tego, który posiada mało. To posiadanie oznacza jednak tyle, aby wystarczyło do godnego, ludzkiego życia...
 
 
___________________
 
 reklama