logo
Środa, 20 stycznia 2021 r.
imieniny:
Fabioli, Miły, Sebastiana, Fabiana  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Cezary Sękalski
Rodzinny tor przeszkód
Głos Ojca Pio
 


Kiedy więź rozwija się harmonijnie, mężczyzna (czasem przy dyskretnej pomocy kobiety) dojrzewa do oświadczyn, a więc do jasnego wyrażenia wobec swojej wybranki pragnienia zawarcia z nią małżeństwa. Propozycja ta nie musi od razu wiązać się z konkretną datą ślubu, wynajęciem sali na przyjęcie weselne itp. Stanowi raczej poważną deklarację mężczyzny, która – jeśli zostanie przyjęta przez kobietę – wyznaczy dalszy etap budowania związku, również wobec otoczenia. Narzeczeństwo oznacza bowiem publiczne wyrażenie pragnienia zawarcia małżeństwa przed najbliższą rodziną i przyjaciółmi, którzy odtąd w nowy sposób zaczynają postrzegać parę. Odtąd narzeczeni, najczęściej w porozumieniu z rodzicami, mogą planować kolejne kroki ku małżeństwu, a wybrana data ślubu zwykle bywa wypadkową tak dalszego ich dojrzewania, jak i realiów życiowych (terminu ukończenia studiów, perspektywy na pracę zawodową dającą możliwość samodzielnego utrzymania się, miejsca przyszłego zamieszkania, ale też wolnych terminów w wybranym kościele czy możliwości rezerwacji sali weselnej).
 
Warto zaznaczyć, że narzeczeństwo nie musi automatycznie prowadzić do małżeństwa, ale jest kolejnym etapem rozeznawania. Gdyby w trakcie pogłębiania więzi i wzajemnego poznawania się wypłynęły nowe niepokojące fakty, powinny one zostać wzięte pod uwagę przy podejmowaniu kolejnych decyzji. Lepiej od razu "wziąć je na warsztat", niż zamiatać pod dywan z nadzieją, że  może wszystko samo jakoś się ułoży. Stawka jest zbyt wysoka i w uzasadnionych wypadkach lepiej jest zerwać zaręczyny, niż ze względu na opinię rodziny i znajomych wiązać się na całe życie z kimś, kogo nie możemy do końca uznać za godnego zaufania... 
 
Ach co to będzie za ślub!
 
Jeśli poprzednie etapy budowania związku zostały pomyślnie przebyte, a warunki zewnętrzne na to pozwalają, młodzi ludzie są gotowi do wejścia w związek małżeński. Im większą mają świadomość religijną, tym głębiej mogą przeżywać uroczystość kościelną. Niekiedy mówi się o tym, że sakrament małżeństwa jest zaproszeniem Pana Boga do relacji między mężem i żoną, ale przez ludzi głęboko wierzących łącząca ich miłości od początku jest odbierana jako Boży dar, który domaga się odpowiedniego rozeznania i pielęgnowania zgodnie z zaleceniami Ewangelii. 
 
Sakrament małżeństwa wcale nie jest zakończeniem rozwoju miłości, ale otwiera nowy etap jeszcze bardziej ścisłego i wymagającego budowania związku. Jego podstawą jest ślubowanie wierności, uczciwości i miłości małżeńskiej – a wypełnienie przyrzeczenia jest wcale niełatwym, nowym, codziennym zadaniem małżonków. Bycie ze sobą na co dzień oprócz miłych chwil dostarcza także wielu trudności i otwiera nowe wymiary przestrzeni do budowania jedności. Łatwiej było w narzeczeństwie od czasu do czasu spotykać się na romantycznych randkach, niż teraz w codzienności wykuwać jedność, kiedy przeżywa się różne humory czy frustracje, których życie na ogół nie szczędzi. 
 
W poszukiwaniu równowagi

Wspólne zamieszkanie zmusza małżonków do określenia własnego sposobu codziennego życia razem. Oboje zwykle podświadomie próbują wnieść do nowej rodziny swój model funkcjonowania, który wynieśli z rodzinnego domu, a że zwykle są one różne, prędzej czy później musi dojść do konfliktu między małżonkami. Kto u nas gotuje? Kto i kiedy sprząta? W jaki sposób rozdzielić codzienne obowiązki domowe? – to tylko przykłady problemów logistycznych, jakie teraz trzeba rozwiązać. Oboje przy tym często są głęboko przekonani, że model, jaki funkcjonował w ich rodzinie, był najlepszy z możliwych i w sposób oczywisty powinien zacząć obowiązywać w nowym domu. Stąd, kiedy współmałżonek nie wchodzi w zaproponowany (a nieraz, niestety, podświadomie narzucany) schemat, pojawia się rozczarowanie, a czasem dąsy i fochy... "Mówił, że mnie kocha, a teraz nie chce mu się wyrzucać śmieci i czeka, aż ja to zrobię..." – może żalić się żona. "Mówiła, że mnie kocha, a sam muszę zadbać o posiłek, jak za kawalerskich czasów..." – można usłyszeć z ust męża. Te różnorakie rozczarowania są za to "osładzane" pożyciem seksualnym, które dla nowożeńców jest fascynujące i daje wiele wspaniałych przeżyć bliskości i radości ze wspólnego obdarowywania się sobą, o ile wcześniej narzeczeni zachowywali czystość i ta sfera życia im zanadto nie spowszedniała. 
 
Ćwiczenie dialogu wyniesione z narzeczeństwa może teraz bardzo procentować w próbach porozumiewania się w sprawach wspólnego życia, aby z dwóch różnych systemów rodzinnych spróbować zbudować coś zupełnie nowego, odpowiadającego obojgu małżonkom. Dobrze jest, jeśli nowo budowany wzorzec zawiera pewną równowagę między oczekiwaniami i zaangażowaniem obojga małżonków, co wymaga z jednej strony umiejętności negocjacji, z drugiej natomiast gotowości do ustępstw. Gorzej dzieje się, jeśli wszystkie "batalie" wygrywa zawsze jedna strona, ponieważ utrwala to jej dominację, co z kolei u drugiego partnera może rodzić poczucie niesprawiedliwości i bycia wykorzystywanym. Taki układ na dłuższą metę może okazać się destrukcyjny, bo satysfakcja jednego małżonka jest uzyskiwana kosztem drugiego, brakuje zatem równowagi, a rosnąca frustracja musi w końcu znaleźć ujście. Kiedy próby porozumienia nie dają rezultatów, warto poszukać pomocy terapeutycznej, która może wesprzeć małżonków w lepszej wzajemnej komunikacji, a przez to wprowadzić ich na drogę wiodącą ku odnalezieniu utraconej równowagi w związku. 
 
Zobacz także
o. Augustyn Jankowski OSB
Pamiętam religijny i poważny nastrój Świąt Bożego Narodzenia spędzanych już w Polsce, po powrocie mojej rodziny z Syberii. Ojciec wkładał pod obrus siano, a mama dbała o to, żeby na stole nigdy nie zabrakło kutii - ulubionego dania z jej dzieciństwa. W wigilijny wieczór zasiadaliśmy uroczyście do pięknie nakrytego stołu. Jako pierwsza życzenia składała babcia, trzymając w ręku talerzyk z opłatkami...
 
Czesław Wasilewski SJ
Każdy z nas jest wzburzony, gdy słyszy o kolejnych zbrodniach i nic dziwnego, że je potępia. Niestety bardzo często ta nienawiść zła przemienia się w nienawiść człowieka. Bez wątpienia przestępca ponosi odpowiedzialność za to, co zrobił, jednakże czy nie byłoby lepiej dać szansę temu, kto popełnił błąd?
 
ks. Andrzej Trojanowski TChr.
Eucharystia sama w sobie jest największym cudem - powtarzał św. Tomasz z Akwinu. Lecz ten najwspanialszy z cudów kryje w sobie tajemnicę, która całkowicie umyka naszym zmysłom: wzrokowi, smakowi, dotykowi... Pomimo wyjaśnień najmądrzejszych teologów, obecność Boga w Eucharystii pozostaje dla nas tajemnicą wiary, która przerasta naturalne możliwości rozumu...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー