logo
Wtorek, 06 grudnia 2022 r.
imieniny:
Dionizji, Leontyny, Mikołaja, Emiliana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Mateusz Szerszeń CSMA
Rosaroterapia. O tym, dlaczego różaniec leczy
Któż jak Bóg
 
fot. Dolina Modlitwy | Unsplash (cc)


Słowo, które pojawia się w tytule niniejszego artykułu, jest neologizmem. Jak jednak każdy neologizm, tak i ten wyrasta z potrzeby opisania rzeczywistości, której się doświadcza. Postanowiłem stworzyć nowe słowo, by opisać szczególne doświadczenie związane z najpopularniejszą modlitwą maryjną świata.

 

Zdarza się, że człowiek w swoim życiu przeżywa okresy trudne. Często wcale się ich nie spodziewa, a one przychodzą znienacka i wywracają świat do góry nogami. Zmagamy się czasami z problemami, które zwyczajnie nas przerastają i wzbudzają poczucie bezradności wobec zła i cierpienia, które uderza tam, gdzie nasz najczulszy punkt. Choroba, problemy rodzinne, czy wreszcie śmierć bliskiej osoby są zawsze wyzwaniem dla człowieka. W takich momentach okazuje się, w jakiej kondycji duchowej i psychicznej jesteśmy naprawdę.

 

Nie ukrywam, że sam, na niedługo przed napisaniem tego tekstu, doświadczyłem stanu, który kazał mi spojrzeć na rzeczywistość z innej strony. Przygnieciony problemami i zmartwieniami szukałem pomocy, ale im bardziej się starałem przemówić sam sobie do rozsądku, tym bardziej traciłem siły i popadałem w zwątpienie. Nie zawsze bowiem powiedzenie sobie: „Będzie dobrze” pomaga. Bagatelizowanie kłopotów wcale ich nie rozwiązuje. Na szczęście, prowadzimy swoje życie duchowe w dużej mierze intuicyjnie, na kłopoty życiowe wybierając naturalne lekarstwa.

 

Duchowa kozetka

 

Tu pojawia się rosaroterapia. Wieczorem, kiedy przychodzą natrętne myśli i nie jestem w stanie pracować, czytać, a nawet spokojnie siedzieć. Wtedy, gdy rodzi się frustracja i mam poczucie, że tracę kontrolę nad własnym życiem. Wówczas nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po mały różaniec, który leży obok mojej nocnej lampki, i zacząć kontemplować życie Jezusa i Maryi.


Każdy różaniec jest dla mnie wyzwaniem, ale też każdy różaniec przynosi coś nowego. Tyle już razy zdarzało się, że patrzyłem na tajemnice różańcowe w nowy sposób. Nie ma tam nudnej powtarzalności, ale jest spojrzenie, które realnie (sic!) odnosi się do moich problemów. Modląc się zaczynam patrzeć na swoje życie przez pryzmat wydarzeń z Ewangelii. Słowo Boże poprzez różaniec znajduje we mnie swoją aktualizację.

 

Do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu, że takie rzeczy są możliwe. Dotykam rzeczywistości, która nie jest wytłumaczalna z ludzkiego punktu widzenia. Doznaję swoistego procesu zdrowienia, który pozwala mi spokojnie położyć się spać i odnaleźć siły na kolejny dzień. Różaniec, który wydaje się tylko „zwykłym powtarzaniem”, okazuje się być najlepszą terapią duszy, jaką w życiu przeszedłem.


Zastanawiam się tylko, czy jest to przypadek. Czy można by inaczej? Nie wiem. Bóg to wie. Tak się jednak zdarzyło, że racjonalność, którą staram się kierować w życiu, nie zawsze spełnia swoje zadanie i często wiedzie mnie na manowce beznadziei. Z różańcem jest inaczej.

 

Przestaję myśleć, a zaczynam KOCHAĆ!

 

Nie bez wzruszenia piszę te słowa. Wydaje mi się, że obecność Jezusa i Maryi jest w tej modlitwie niezaprzeczalna. Kto choć raz stanął w obliczu cierpienia i śmierci wie, o czym mówię. Kontemplacyjne zagłębianie się w historię z Ewangelii rodzi we mnie pewną empatię z uczestnikami historii Jezusa. Widzę między nimi także siebie. Odczuwam i dotykam tego, co Bóg przeżywał 2 tysiące lat temu jako człowiek. Staję się uczestnikiem i jednocześnie mam poczucie złożonej mi przez Boga obietnicy.

 

Odkrycie odkrytego

 

Pewnie pojawią się w tym miejscu pytania o to, czy na różańcu doświadczam też problemów. Oczywiście, że tak! Trud, który wówczas podejmuję, wydaje mi się najbardziej twórczy. Staram się oddać Bogu w czasie tej modlitwy cały swój świat uczuć. Uczucia niechciane pragnę pokochać, zranione pokazać Jezusowi, radosne oddać Panu na chwałę.

 

W ten sposób doświadczam głębokiego pokoju. Zaczynam patrzeć na rzeczywistość „ewangelicznie”. Przestaję się bać i martwić. Rodzi się we mnie mocne przekonanie, że z Bogiem mężnie mogę znosić wszelkie przeciwności. Nie ma wtedy znaczenia, czy jestem grzesznikiem czy świętym. Jestem w rękach Boga, który mnie kocha i potrzebuje. Moje problemy stają się Jego problemami.

 

To pewnie dlatego czuję wewnętrzną ulgę. Okazuje się, że nie muszę nieść swojego krzyża sam; że wszyscy, którzy zaufali przede mną, przeżywali doświadczenia podobne, a może nawet jeszcze trudniejsze.

 

Odkryłem różaniec na nowo i nie uważam, żeby było to odkrycie, którego dokonałem sam. Intuicja duchowa, wspierana łaską, doprowadziła mnie do momentu, w którym wiem, że istnieje lekarstwo na wszystkie problemy. Oczywiście, one same się nie rozwiążą, ale mam siłę, aby stawić im czoła. Moim pragnieniem jest dzielenie się tym doświadczeniem zgodnie z dominikańską zasadą: Kontemplować i dzielić się owocami kontemplacji. Bogu przez Maryję niech będzie chwała, że przez różaniec autentycznie działa łaska, którą nazywam rosaroterapią!

 

Mateusz Szerszeń CSMA
Któż jak Bóg 5/2022

 
Zobacz także
ks.Mieczysław Piotrowski TChr
W obliczu śmierci rodzi się w człowieku lęk przed unicestwieniem na zawsze. W sposób instynktowny odrzucamy myśl o możliwości całkowitej zagłady własnej osoby,ale równocześnie stajemy bezsilni wobec nieuchronnej konieczności śmierci. Ten bunt przeciwko śmierci oraz pragnienie nieśmiertelności to nic innego, jak głos samego Chrystusa, który wzywa każdego z nas do przylgnięcia przez wiarę do Jego Osoby...
 
Elżbieta Adamiak, Monika Waluś
Myśląc o postawie wobec Maryi, na pierwsze miejsce należało by wysunąć przyjęcie wiarą objawionej prawdy o Niewieście, z której narodził się Jezus (por. Gal 4,4) oraz uznanie z podziwem, zachwytem i radością tego miejsca i tej roli, jakie Pan dziejów przydzielił Miriam z Nazaretu. Takie uznanie jest podstawowym aktem kultu związanym z Jej osobą i posłannictwem. Wszystko inne z tego wyrasta...

Z o. Stanisławem Celestynem Napiórkowskim rozmawiają Elżbieta Adamiak i Monika Waluś
 
o. Krzysztof Górski OCD

Ludzie zmarli żyją w Bogu. Łącznością z nimi jest Eucharystia. Przyjmujemy Ciało Chrystusa zmartwychwstałego, żywego. To nie jest ciało umarłe. Łącząc się z Nim w ten szczególny sposób, pozwalając się włączyć w Jego uwielbione ciało, wchodzimy w przestrzeń komunii także z naszymi zmarłymi, którzy żyją w Chrystusie.

 

Rozmowa z o. Piotrem Jordanem Śliwińskim – kapucynem, dyrektorem szkoły dla spowiedników, absolwentem wydziału filozofii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, wykładowcą filozofii

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm