logo
Piątek, 22 lutego 2019 r.
imieniny:
Piotra, Małgorzaty, Marty, Nikifora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Grzegorz Ryś
Rozmowa o inkwizycji
List
 


Rozmowa o inkwizycji
z ks. dr GRZEGORZEM RYSIEM, historykiem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, rozmawia Iwona Budziak

- Gdy mówi się o jakichś zdarzeniach historycznych, warto patrzeć na nie z punktu widzenia współczesnych im ludzi. Czy i na inkwizycję trzeba tak spojrzeć? Czy na tym polega obiektywizm?

- Nie można historii Kościoła uprawiać ahistorycznie, tzn. nie można przenosić np. na wiek XIII, XIV własnych kategorii myślenia (poza wszystkim to błąd metodologiczny). Podkreśla to także Ojciec Święty w tekstach, które wzywają do oczyszczenia pamięci. W tym oczyszczaniu pamięci musi być uwzględniony kontekst historyczny. Z drugiej strony nie można wszystkiego uzasadnić tylko i wyłącznie kontekstem historycznym; wtedy wpadamy w błąd charakterystyczny dla marksizmu, podkreślającego, że jest baza, która determinuje nadbudowę, warunki historyczne przesądzają o wszystkim i można nimi wytłumaczyć każdą, nawet największą zbrodnię. A przecież jest pytanie o wolność człowieka, o jego odczytanie Ewangelii itd. Przyczyny historyczne pomagają zrozumieć, jak doszło do zjawiska, ale one wcale nie wyznaczają pełnej jego oceny.

- No właśnie. Kiedy Kościół się rodził, gdy depozyt wiary był mocno utrwalony i Ewangelia "płynęła w żyłach" każdego chrześcijanina, patrzenie na ludzi inaczej myślących, inaczej wierzących było zupełnie inne niż w zaledwie kilka wieków później. Co takiego się stało, że Kościół usankcjonował przemoc w szerzeniu i obronie wiary?

- Kościół przez wieki nie jest taki sam, bo nie ci sami tworzą go ludzie. Było kilka przełomowych momentów w jego historii, kiedy Kościół wchodził w zupełnie inne od tego, w którym wyrósł, środowisko. Tak było na przełomie IV i V wieku, gdy Europa z rzymskiej stała się barbarzyńska. Kościół wychowany na starożytnej tradycji rzymskiej schrystianizował barbarzyńców, ale równocześnie sam się zbarbaryzował, bo już nie Rzymianie, a barbarzyńcy go tworzyli. Owszem, Rzymianie mieli spadkobierców jak Grzegorz Wielki, ale on miał za partnerów w Europie ludzi, których etos był zupełnie inny. Byli zauroczeni walką, która stanowiła dla nich wartość samą w sobie, dla nich obligatoryjnym zachowaniem była zemsta rodowa. Wchodząc do Kościoła wnieśli to, co płynęło w ich żyłach. Kościół starożytny, który był pacyfistyczny mówił: jeżeli ktoś chce być żołnierzem, nie będzie ochrzczony. Od V wieku przez jakiś czas Kościół próbował pokazywać, że wojna jest czymś złym, karał pokutą, nieraz nawet roczną ludzi, którzy na wojnie kogoś zabili. Po kilku wiekach okazało się, iż to wszystko przynosi znikome rezultaty i że trzeba schrystianizować rzemiosło wojenne, by zamiast rozbójnika mieć chrześcijańskiego rycerza.

- I co się dzieje?

- Dzieje się tak, że Kościół staje się barbarzyński, a barbarzyńcy stają się chrześcijanami.

- Wśród tych barbarzyńców są takie wyspy ludzi myślących, powiedzmy bardziej tradycyjnie, czasem buntują się przeciw takiemu relatywistycznemu Kościołowi. Czy walka z nimi są to korzenie inkwizycji?

- To jest alternatywa dość pozorna, bo nie jest tak, że w XIII w mamy po jednej stronie katarów a po drugiej inkwizytorów, bo pośrodku są jeszcze Franciszek i Dominik, więc "alternatywa" jest potrójna. Są także ludzie krytycznie nastawieni do Kościoła, do jego episkopatu, np. św. Bernard, którzy jednak nie zrywają z Kościołem tylko próbują go zmieniać od środka.

- Czy w takich warunkach rozwarstwienia w patrzeniu na Kościół rodzi się duch inkwizycji, zaczyna się walka o Kościół w sposób siłowy? Jakie są korzenie inkwizycji?

- One sięgają momentu, gdy spróbowano postawić znak równości między Kościołem a państwem. Czyli wieku IV, gdy cesarz stał się chrześcijaninem. Ma on do Kościoła podejście czysto instrumentalne. Chrześcijaństwo jest mu potrzebne jako element jednoczący państwo. Wcześniej takim elementem była religia pogańska i wtedy ( jak to było za czasów Decjusza) ginęli chrześcijanie. Po Decjuszu cesarzem jest Konstantyn, który jest jego odwrotnością: postępuje tak samo, tylko teraz chrześcijaństwo ma zapewnić jedność państwa.

- Czyli chodzi nie o Ewangelię, tylko o władzę.

- Cesarzowi o cóż chodzi. Jeśli postawi się znak równości między Kościołem a państwem, a w Cesarstwie Rzymskim już chrześcijańskim ten znak postawiono bardzo szybko, to człowiek burzący jedność Kościoła równocześnie burzy jedność państwa. Jego działalność można wtedy utożsamić ze zdradą. Trzeba pamiętać, że w starożytności kwestie dogmatyczne budziły o wiele większe emocje niż dziś. Bazylii Wielki opowiada, że człowiek nie może spokojnie przejść przez ulicę: idzie do fryzjera, a ten opowiada, że Syn jest współistotny Ojcu, a idzie się na targ, kupić sobie jajko u przekupki, a ona mówi, że Syn jest tylko podobny do Ojca. Gdy jest taka atmosfera, cesarz nie może na to patrzeć obojętnie. Próbuje administracyjnie narzucić jedną oficjalną wykładnię chrześcijaństwa. Mówimy tu o postawie władzy rzymskiej, z którą Kościół początkowo nie bardzo ma ochotę się spotkać. Gdy prześledzimy starożytne sobory, nigdzie nie znajdziemy tekstu, z którego by wynikało, że Kościół aprobuje taką postawę władzy państwowej.

- Tylko że jeżeli nawet tekstu nie znajdziemy, to fakty były takie, jakie były.

- Więcej, fakty w jakiejś mierze były aprobowane nie tyle przez oficjalny Kościół, co przez bardzo ważnych teologów, takich jak Augustyn. Poza tym Kościół - już średniowieczny - pozostał bardzo przywiązany do rzymskiego prawa. Badania nad rzymskim prawem weszły w nowe stadium w wieku XII. Powstałe wtedy pierwsze uniwersytety europejskie , zwłaszcza włoskie, tworzyły się wokół studiów nad rzymskim prawem, później także - prawem kościelnym. Dramat polega na tym, że odkrycie rzymskiego prawa (z czasów Teodozjusza, Justyniana, kodeksów, które karały herezję nawet śmiercią) zbiegło się w czasie z pojawieniem się herezji i to herezji masowej (tzw. ruchy ubogich, m.in. katarzy, waldensi). Dla Kościoła zachodniego, który naraz zetknął się z herezją i to tak bardzo popularną, było to nowe doświadczenie. Szukał jakiegoś narzędzia.

- Ale zderzenie tych dwóch fal - Kościoła z herezją i stopniowo utworzenie Inkwizycji do walki z tymi zjawiskami sprawiło, że Inkwizycja stała się swoistym aparatem policyjnym Kościoła do czyszczenia dlań pola. Inkwizytorzy stopniowo zdobywali coraz większą władzę, nawet przewyższającą władzę miejscowego biskupa.

- Inkwizytor łączył w swoim ręku cały szereg funkcji. Począwszy od tego, że on wykrywał zbrodnię, udowadniał ją, osądzał. Obrońcy nie było a od wyroku inkwizytora nie było odwołania. Był on sędzią papieskim, z papieskim autorytetem. Władza inkwizytora rzeczywiście była duża, i przeciwko niej biskupi niejednokrotnie się burzyli. Już w pierwszym pokoleniu inkwizytorów okazało się, że taka władza może człowieka bardzo deprawować. Inkwizytorzy okazywali się ultragorliwi. Biskupów to niepokoiło, czasem udało się odwołać takiego człowieka z urzędu. W latach 1311 - 1312 podczas soboru w Vienne podsumowano działalność inkwizytorów. Stwierdzono, że nieraz lekarstwo okazało się znacznie gorsze niż choroba. Od tej pory wymagało się od inkwizytorów odpowiedniego wieku do sprawowania tej funkcji, jakiegoś wykształcenia i ścisłej współpracy z biskupem miejsca. Fakt, iż Kościół zajął się tym na soborze, pokazuje wielkość zjawiska. Zdecydowano się uruchomić pewne hamulce. Rzecz stała się niebezpieczna. Ówczesne problemy sobór nazywa po imieniu mówiąc, że obiektywizm procesów jest wyraźnie wykrzywiony przez cały szereg pokus, na jakie człowiek mający wyjątkową władzę jest narażony.

- Jakie były liczby skazanych, jak to się miało do innego rodzaju przestępstw?

- Na szczęście proces inkwizycyjny musiał być protokołowany. Dla każdej sprawy sporządzano osobne akta. Jest różny stopień ich zachowania, np. akta Inkwizycji Rzymskiej rozproszone są niemalże po całym świecie. Nie mamy wszystkich akt Inkwizycji Hiszpańskiej, dlatego dane, które się podaje dla Hiszpanii, są szacunkowe, ale ocalały akta w Portugalii. Mówię o różnych regionach, dlatego, że zasadą działania trybunałów inkwizycyjnych aż po wiek XIX było to, że nie były one scentralizowane, działały na powierzonym sobie obszarze i nie podlegały Inkwizycji Rzymskiej. Dopiero w XIX w. powstała w wyniku przekształcenia tejże Kongregacja Świętego Oficjum i z czasem, po Soborze Watykańskim II, przyjęła nazwę Świętej Kongregacji Doktryny Wiary i objęła swym działaniem cały Kościół. Poszczególne lokalne trybunały z czasem poupadały. Albo w trakcie Rewolucji Francuskiej albo trochę później. Słynny jest proces inkwizycyjny przeprowadzony w Montaillou, w wiosce w Pirenejach. Inkwizytorzy aresztowali wówczas całą wieś, 98 osób. Proces trwał ponad rok, przesłuchano nie tylko oskarżonych, ale też ponad stu świadków z okolic. Pięć osób zostało skazanych na śmierć, czterech katarów i jeden waldens. A więc wyroki śmierci stanowiły 5%, reszta wyroków była różna. Ludzie zostali skazani albo na więzienia, albo na noszenie oznakowanego stroju, co było bardzo uciążliwą karą, pozbawiającą człowieka dobrego imienia - piętnowała go ona i pokazywała społeczeństwu jako kogoś niebezpiecznego, z kim nie wolno się kontaktować. Takich oznakowanych osób w średniowieczu prócz heretyków było jeszcze kilka grup, np. Żydzi i prostytutki.

- Z dzisiejszego punktu widzenia zestawienie bulwersujące. A śmierć ponosili przez spalenie?

- Tak, z reguły stos. Wybierano rodzaj śmierci sugerujący oczyszczenie. 5% to może być niewiele jak i ogromnie dużo, wszystko zależy od liczby prowadzonych spraw. Przy 90 - będzie to 5 osób, ale w przypadku Inkwizycji Hiszpańskiej, działającej od XV w. do lat 30. W XIX w., szacuje się, iż wykonano ok. 5-10 tys. wyroków śmierci. Dla porównania, męczenników Kościoła z pierwszych trzech wieków jego istnienia jest ok. 3 tys. Inkwizycja Hiszpańska ma na swym koncie więcej ofiar niż Rzym zabił chrześcijan.

- W Hiszpanii w tej liczbie znalazło się wielu Żydów?

- Tak, tylko że musimy pamiętać iż dopóki Żyd nie został ochrzczony, nie podlegał Inkwizycji. Lecz gdy przyjął chrzest, a nadal praktykował judaizm, traktowany był jako upadły chrześcijanin. XIV wieczna Hiszpania była krajem, w którym narodził się nowożytny antysemityzm, taki sam, jak kilka wieków później w nazistowskich Niemczech czy w faszystowskich Włoszech. Mówiono o czystości rasowej, o wyższości rdzennych Hiszpanów, którzy mieli wywodzić się jeszcze od Wizygotów, w stosunku do ludności napływowej - Arabów i Żydów. Ten etniczny antysemityzm jako narzędzie walki wykorzystywał inkwizycję. Trzeba wszakże pamiętać, że Inkwizycja Hiszpańska była instytucją podporządkowaną królowi - państwową, a nie kościelną (obsługiwali ją jednak duchowni).

- Wróćmy jednak do wyroków...

- W aktach Inkwizycji Weneckiej z lat 1544-1724 czytamy, iż we wszystkich sprawach wydano 23 wyroki śmierci, spośród których wykonano 18, a 5 przypadków przekazano do Rzymu. Wśród nich najsławniejszy był Giordano Bruno, który ostatecznie został osądzony i spalony w Rzymie. Inkwizycja w Akwilei i Concordii wydała 14 wyroków śmierci. Trybunał działający w Portugalii ma natomiast na przestrzeni 200 lat, 1700 wyroków śmierci. Gdyby wszystkie te cyfry zsumować, będzie to liczba znacząca. Ale nawet gdyby jeden człowiek został spalony, to jest o jednego za dużo i jest to zbrodnia w imię fałszywie pojętej prawdy.

- Jak to się stało, że Kościół zaczął wycofywać się z takiego sposobu radzenia sobie z herezjami i odstępstwami od wiary?

- Na takie wycofywanie się trzeba było długo czekać. Przede wszystkim dlatego, że w ten sposób myślał nie tylko Kościół, czego przykładem są choćby wojny religijne, które toczyły się w XVI i XVII wieku i pochłonęły masę ofiar, czy Noc św. Bartłomieja. Po okresie średniowiecza i rozmaitych przemianach politycznych ukształtowała się Europa absolutystyczna, której zasadą stało się: jedna władza, jedno prawo, jedna religia, a w Niemczech: czyja władza, tego religia. Jeśli książę był katolikiem, poddani mieli być katolikami, jeśli luteraninem, luteranami itd. Państwo miało stanowić monolit wyznaniowy. Potem przyszedł czas Rewolucji Francuskiej a wraz z nią haseł: wolność, równość, braterstwo. Zaś po niej mamy powrót wszystkich idei konserwatywnych, Europa, która odrodziła się po Napoleonie, była bardzo konserwatywna. Dopiero w 2. poł XIX wieku pojawiają się hasła liberalne, wśród których najbardziej "podejrzanym" było hasło wolności religijnej, czyli rozdziału Kościoła od państwa. Dopiero wówczas można mówić, iż kończy się czas myślenia w duchu Inkwizycji, a Kościołowi pozostają dla obrony Ewangelii jedynie środki ubogie, którymi są słowo i sakrament. Wśród teologów hasło rozdziału Kościoła od państwa po raz pierwszy pojawiło się w latach 30. XIX wieku, dla nich był to postulat mający prowadzić do wolności Kościoła. Chodziło o to, by wyzwolić Kościół spod kurateli i omnipotencji państwa. Dla hierarchii w dużej mierze te postulaty były nie do przyjęcia, ze względu na niełatwy kontekst historyczny. Hasła liberalne kojarzyły się z Rewolucją Francuską, która była czasem prześladowania Kościoła. Papieżowi liberalizm kojarzył się z liberalnym ruchem włoskim, który sprawił, iż państwo, którym władał od VIII w. zostało mu odebrane, a sam stał się więźniem Watykanu. Oczywiście pojęcia wolności nie dało się zanegować, gdyż w końcu to słowo wpisane jest w Ewangelię, Listy Pawłowe. Ale znalazłoby się na indeksie, gdyby jego autorami byli autorzy Syllabusa, który powstał w 2. poł XIX wieku, gdzie wśród wszystkich możliwych błędów ówczesnego świata na pierwszym miejscu znalazła się wolność religijna, jako przesąd fałszywy i bardzo szkodliwy.

To wycofywanie się Kościoła trwało bardzo długo, bo musiał odpowiedzieć sobie na pytanie o wolność religijną i stwierdzić, że chrześcijaństwo nie musi być religią stanu, nie musi być też pierwszą religią w państwie, katolicyzm nie musi być religią oficjalną. Dla bardzo wielu ludzi Kościoła model prawny przekłada się na zagadnienia teoretyczne i mówią: jeśli się postawi na poziomie prawa znak równości między religiami, czy to nie oznacza, że wszystkie religie są równe, czy to nie jest tak, że się stawia znak równości między prawdą a błędem? To jest problem schizmy arcybiskupa Lefebrea, a nawet naszych lat. Do dzisiaj myślenie w kategoriach deklaracji o wolności religijnej wcale nie jest oczywiste.

- Gdzie w takim razie w tych wszystkich sporach o miejsce religii, o sposób funkcjonowania Kościoła jest miejsce dla Ewangelii?

- Kościół Ewangelię czyta, natomiast czy ludzie Kościoła Ewangelię czytają? Czytają ją przez wieki i ufamy, że robią to coraz lepiej. Dla mnie przykładem dającym wiele do myślenia jest Tomasz Morus. Poniósł on śmierć w obronie własnego sumienia, na pewno był człowiekiem ewangelicznym i on właśnie, jako kanclerz Anglii uważał, że herezję można karać śmiercią. Co to oznacza? Że Ewangelię zawsze czyta człowiek jakoś uformowany, wychowany w określonym środowisku, na takim a nie innym uniwersytecie, w takim a nie innym rozumieniu prawdy. Każdy z nas, kiedy sięga po tekst ewangeliczny, ma jakieś przedrozumienie. Rozumiemy Ewangelię w taki a nie inny sposób. To nieraz jest bardzo bolesne, że do zrozumienia prawd najbardziej oczywistych Kościół musi się przebijać przez 20 wieków. Jest to też jakąś miarą grzechów ludzi Kościoła. Trzeba było doczekać XX wieku i nowoczesnej biblistyki, żeby przełamać fundamentalistyczne czytanie Biblii, jakie było normą w Kościele, jeszcze dziewiętnastowiecznym. Wartości się nie zmieniają, tylko z czasem zmienia się ich rozumienie. Papież nie bez powodu mówi o zgorszeniu, o antyświadectwie czy o tym, co było grzechem ludzi Kościoła. Jest tak, że czasem najpierw jest grzech, a dopiero potem dorabia się do tego ideologię i na to jak człowiek czyta nawet teksty objawione wpływa, takie a nie inne jego życie.

- Co Ksiądz myślał prywatnie, gdy pisał o Inkwizycji? Czy historyk odczuwa wewnętrzne emocje w stosunku do rzeczywistości, którą opisuje?

- Nigdy nie bałem się mówić ani pisać o rzeczach, które są bolesne w historii Kościoła. Takich spraw jak Inkwizycja w Kościele jest wiele. Mojemu mistrzowi, prof. Kracikowi zawdzięczam zasadę, że prawda broni się sama. Półprawda zawsze przekształca się w mitologię - czarną albo białą, ale zawsze szkodliwą. To, że Kościół jest ludzki i przez to jednocześnie święty i grzeszny nie ma to przełożenia na moją wiarę - absolutnie wierzę w święty Kościół.

z ks. dr GRZEGORZEM RYSIEM,
historykiem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie,
rozmawiała Iwona Budziak

 
Zobacz także
ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Latem 1796 r.francuskie wojska, przygotowywały się do inwazji na państwo kościelne i zajęcia Rzymu. Z bogatej dokumentacji, przechowywanej w archiwum Kurii Rzymskiej, dowiadujemy się, że w tym właśnie czasie miał miejsce niezwykły fenomen. Było to zjawisko obserwowane przez setki tysięcy ludzi. 101 obrazów Matki Bożej w Rzymie, oraz 21 w innych miejscowościach prowincji rzymskiej, w cudowny sposób "ożywiło się". Matka Boża na obrazach poruszała oczami, wargami, płakała...
 
ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Wiara, chrzest, Kościół, zbawienie. Grzech, przykazanie, nawrócenie. Znamy te słowa i rozumiemy… Czy rzeczywiście? Trudność w nich tkwiąca jest ukryta. Dziś są to słowa z języka religijnego. Kiedyś jednak zaczerpnięto je z języka codziennego, w którym miały znaczenie bardziej zwyczajne i praktyczne. Przestaliśmy to dostrzegać...
 
Zbigniew Stachurski
Prawdziwe wychowanie wiary winno zawsze prowadzić do świadomego przyjęcia Jezusa Chrystusa za swojego Pana. Powinno to utwierdzać mnie i każdego ochrzczonego w tym, że On jest DROGĄ, PRAWDĄ i ŻYCIEM. Oznaczać to będzie, że w życiu chrześcijanina, moim życiu, Prawda winna być wyznacznikiem w drodze do osiągnięcia życia wiecznego.
 
 
___________________
 
 reklama