logo
Wtorek, 29 września 2020 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Rafała, Gabriela – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Siostry z Przasnysza
Rozpoczynając życie zakonne...
materiał własny
 


Rozpoczynając życie zakonne...
 
„Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga,
W Panu wybrałem sobie schronienie,”
(Ps. 73,28)
 
Werset ten stał mi się bardzo bliski, gdyż odzwierciedla w sposób jakże prosty i delikatny pragnienie życia kontemplacyjnego – życia, które zawsze w jakiś sposób mnie intrygowało i pociągało. Cały czas jednak decyzja o podjęciu takiego „wyzwania” pozostawała odległa i niemalże nieosiągalna. Trudno było bowiem pojąć cichy i prawie niedosłyszalny w zgiełku spraw tego świata głos Chrystusa oraz swoją ludzką naturą przyjąć wezwanie. Zawsze podchodziłam do tego z niedowierzaniem – jak Bóg może zapraszać do takiego życia właśnie mnie, przecież jest tyle wspaniałych, świętych osób, które zapewne o wiele lepiej sprawdziłyby się w roli mniszki klauzurowej… Z takim przeświadczeniem odsunęłam więc od siebie słodkie szepty Ducha Świętego i zaczęłam poszukiwać Woli Bożej w zgromadzeniach czynnych. Nigdy nie mogłam jednak znaleźć odpowiedniego i zawsze pragnęłam czegoś innego, właściwie sama bojąc się przed sobą przyznać, że Pan Bóg ma już dla mnie drogę i tak cierpliwie oraz pokornie na nią zaprasza.
 
Poza tym wciąż nie byłam w stanie powiedzieć, czy to, co tak ciągle szamoce się w mojej duszy, to rzeczywiście głos Pana, czy tylko moje własne pragnienia i sympatie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że przecież Bóg przemawia do człowieka poprzez pragnienia jego serca i właśnie tą drogą objawia Swoja Wolę i zaprasza do radosnej współpracy.
 
Dobrze pamiętam jedne rekolekcje, na które pojechałam pełna nadziei, ze w końcu będę mogła spokojnie zastanowić się nad dalszą drogą życia i dobrze „przemodlić” decyzję. Pan Bóg jednak postanowił inaczej i akurat wtedy całkowicie zniknęła owa – towarzysząca mi już tak długo – potrzeba serca i nie byłam w stanie w ogóle modlić się w intencji rozpoznania powołania. Sytuacja była to nader dziwna i – można powiedzieć – dramatyczna, ale to właśnie ona pozwoliła mi uświadomić sobie, że myśli o zakonie mogą być rzeczywiście drogowskazami. Bez nich bowiem miałam odczucie, jakby dla mnie jednej już nie było żadnej drogi, żadnej misji – zupełna pustka.
 
Po tej próbie Pan nie pozostawił mnie jednak samej i znów łagodnie zapraszał, by być w końcu tylko dla Niego. Patrząc teraz na to wszystko z perspektywy czasu, doskonale widzę, że Bóg rzeczywiście przychodzi „nie przez wicher ogromny i nie przez ogień”, ale daje znać o Swej Woli w lekkim powiewie, delikatnie – tak, by w żaden sposób nie pogwałcić naszej wolności i pozwolić podjąć w pełni świadomą decyzję.
 
Trudno jest oczywiście porzucić rodzinę, przyjaciół, przerwać studia, ale czy przecież Apostołowie nie pozostawili wszystkiego dla Jezusa? Oni też zdawali sobie sprawę ze swoich ułomności – „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8) – powiedział św. Piotr, ale poszli za swoim Mistrzem mimo wszystko i wbrew wszystkiemu.
 
Życie w klasztorze kontemplacyjnym, to życie blisko Chrystusa – zaspokaja ono wszystkie potrzeby kochającego serca, bo czyż nie pragniemy być jak najbliżej swojego Ukochanego?
 
Tak bardzo cieszę się, ze Bóg pozwolił mi w taki sposób służyć Sobie i Kościołowi – w życiu ukrytym, prostym i cichym, ale tak mocno przenikniętym Jego obecnością. Czas podejmowania decyzji i rozpoznania powołania był okresem pełnym niepewności, lęku i niezdecydowania, ale wiem, że nie było w tym nic przypadkowego i małymi kroczkami Pan doprowadzał mnie na ścieżkę, którą dla mnie przeznaczył.
 
Dziś, rozpoczynając dopiero życie zakonne, mogę śmiało powiedzieć za św. Augustynem, iż „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, Panie”, bo Wola Boża jest zawsze najlepsza, nikt  bowiem nie troszczy się o nas tak jak Ojciec.
 
siostra z Przasnysza
e-mail:
klaryskikapucynki@wp.pl
 

***
 

Gdzie bije dzwon?
 
A bije na pewno!!!
Albo inaczej: ktoś puka do Twoich drzwi (cały czas zresztą), ale drzwi nie zostały otwarte, bo ciągle nie wiadomo, Kto puka. Ale puka do konkretnych drzwi - nie innych tylko Twoich... Dlaczego?... Nie wiem.... Ty też nie wiesz... Bo to jest Jego tajemnica.
Dlaczego puka?... Bo kocha, a nie jest kochany.
 
Im więcej czasu spędzamy z Kimś tym bardziej poznajemy Go i nasza miłość wzrasta. Ważny jest moment w powołaniu, w którym odkryjemy twarz Tego, Który puka do naszych drzwi. Kiedy odkryjemy, że jest to Żywy Bóg?
Znacznie łatwiej jest otworzyć drzwi i zaprosić Gościa do swego domu i radować się z Nim, kiedy oczami WIARY odkryjemy, Kim jest tajemniczy Przybysz...
Czy dzwon na wieży bije przez przypadek? Czy raczej oznajmia, że wkrótce ma rozpocząć się Eucharystia?...
 
"Uczyńcie Eucharystię centrum swojego życia." - tak powiedział Jan Paweł II, święty Papież. A jeśli Tajemniczy Przybysz zaprasza Cię na spotkanie Eucharystyczne, to czy miałabyś odwagę przyjąć Jego zaproszenie?...
 
I krok po kroku na Eucharystycznym szlaku życia, co dzień coraz bardziej odkrywać, Kim jest Ten, który pukał, a jest obecny pod kruchą Hostią. Miłość wzrasta wraz z poznaniem Osoby, a On mówi: "Ja Jestem"... Czy chcesz Go najpierw lepiej poznać, by Twoje serce biło dla Niego, a kiedyś zobaczyć Go na własne oczy i radować się przez całą wieczność, że odważyłaś się skorzystać z cichego zaproszenia Jego miłości?...
 
siostra z Przasnysza
e-mail:
klaryskikapucynki@wp.pl
 
Zobacz także
Katarzyna Jabłońska

Logika Królestwa Bożego jest obrazoburcza, bo sam Bóg jest obrazoburczy – nie zgadza się na nasze wyobrażenia o Nim. Gerhard Lohfink mówi, że chwała Jezusa nie ogranicza się do wymiaru ponadzmysłowego, czysto duchowego, lecz staje się widzialna i uchwytna – można ją kosztować i smakować. Jest w „Ludziach Boga” symboliczna scena: bracia w ostatni wieczór przed porwaniem smakują dobre francuskie wino. Oglądamy ich piękne, radosne twarze. To jest właśnie Królestwo Boże...

 

Wspólnota zakonna to bukiet polnych kwiatów, znajdą się w nim i pokrzywy, i tarnina, i oset. Ale wszyscy są potrzebni, tylko razem można do czegoś dojść – mówił o. Michał Zioło w rozmowie z Katarzyną Jabłońską.

 
Katarzyna Jabłońska
Ks. Józef Tischner powiedział kiedyś, że nie zna człowieka, który straciłby wiarę po lekturze dzieł Marksa, ale za to zna kilku, którzy stracili ją po rozmowie z własnym proboszczem. Słowa te, co nie dziwi, wzbudziły spore oburzenie wśród duchowieństwa. Wyrażają one jednak pewną intuicję, której nie warto zbyt pospiesznie lekceważyć...
 
Aleksandra Wojtyna

Izydor był ubogim najemnikiem, rzetelnie wykonującym swą pracę na roli, Maria biedną wieśniaczką, sierotą posługującą u bogatego ziemianina. Ich drogi połączyła cześć dla Najświętszej Maryi Panny. Spotkali się przy maryjnej figurze, by ustroić ją swymi bukietami. Tak sobie do gustu przypadli, że niemal natychmiast pojawiła się myśl o małżeństwie. Jednak, jako że obydwoje byli podlegli swym panom, musieli poprosić o pozwolenie na realizację swych małżeńskich planów. Izydor oświadczył się Marii przy studni, twierdząc, że jego zamiary wobec niej są tak czyste jak woda, którą z niej czerpią.

 
 
___________________
 
 reklama