logo
Środa, 20 stycznia 2021 r.
imieniny:
Fabioli, Miły, Sebastiana, Fabiana  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Maria Eugeniusz od Dzieciątka Jezus OCD
Roztargnienia i oschłości w nauczaniu św. Teresy od Jezusa
Zeszyty Karmelitańskie
 
fot. Luke Jurgella | Unsplash (cc)


“To, co taką mi mąkę sprawiało,
snadź i was w danym razie boleśnie dotknąć może;
dlatego o tym wam mówię” [1]
 
Mówiąc o modlitwie skupienia, św. Teresa czyni następującą uwagę: “Ten sposób modlitwy, bez rozumowania umysłem, ma to w sobie, że dusza musi tu dużo zyskać, albo stracić. Kiedy mówię tutaj o stratach, mam na myśli roztargnienia, jakich się tutaj doznaje” [2].
 
Najwyższe nawet metody, modlitwa najbardziej uporządkowana zarówno jak i uważne czytanie, nie są w stanie całkowicie usunąć roztargnień i oschłości.
 
Zaznacza Święta, że ciężka to próba, a niezdawanie sobie z niej sprawy powiększa cierpienia i niebezpieczeństwa. A oto co pisze na ten temat: “Najgorsze to, że mając to przekonanie, iż nie potrzeba nam żadnej innej umiejętności, prócz tej, byśmy umiały myśleć o Tobie, nie umiemy nawet pytać i prosić o radę tych, którzy mają wiedzę, ani nawet na myśl nam nie przyjdzie, by tu było o co pytać i radzić się; i tak nie znając samych siebie, straszliwe cierpimy udręczenia, i rzeczy, które nie są złe, owszem dobre, za wielką sobie winę poczytujemy. Stąd pochodzą te strapienia, których doznaje tyle dusz oddanych modlitwie, po większej części nie mających nauki, i narzekania ich na męki wewnętrzne, i melancholie dochodzące nieraz do utraty zdrowia i nawet porzucenia drogi modlitwy” [3].
 
Ażeby wyjaśnić sprawę tak ważną, zastanowimy się nad istotą i przyczynami roztargnień i oschłości oraz postaramy się odnaleźć środki zaradcze.
 
Istota roztargnień i oschłości
 
Słusznie zaznaczono, że “skupiony i roztargniony są dwoma przymiotnikami przeciwstawnymi” [4]. Skupienie jest warunkiem modlitwy. Roztargnienia na modlitwie są zgoła czymś, co przeciwstawia się skupieniu. Podczas gdy skupienie na modlitwie jest ześrodkowaniem aktywności naszych władz na jakiejś rzeczywistości nadprzyrodzonej, to roztargnienie jest ucieczką jednej lub wszystkich władz ku jakiemuś innemu przedmiotowi, co niweczy skupienie.
 
Ucieczka jednej lub kilku władz niekoniecznie musi być już roztargnieniem. Święta Teresa zachęca nas tutaj do podjęcia analizy psychologicznej, która nam pomoże do określenia istoty roztargnień.
 
Przerażona rozbieganiem się we wszystkich kierunkach swoich władz, Święta ucieka się po radę do uczonych, a ci potwierdzili jej to, co sama na drodze doświadczenia odkryła odnośnie do roztargnień i niezawisłej aktywności każdej z władz duszy: “Ja przechodziłam przez to, i z takiego odmętu myśli obcych wielkie nieraz miewałam udręczenia, aż ledwo cztery lata temu, czy mało co więcej, z własnego na sobie doświadczenia zrozumiałam, że myślenie albo wyobraźnia (dla dzisiejszego określenia rzeczy tego wyrazu używam) to jeszcze nie sam rozum. Zasięgnąwszy w tym względzie rady jednego uczonego teologa, otrzymałam od niego odpowiedź, że się nie mylę, co niemałą mi radość sprawiło” [5].
 
Że władze duszy mają aktywność niezależną od siebie i że niektóre z nich mogą oddzielnie wyłamać się od skupienia nie niszcząc go – oto prawdy, które pocieszyły św. Teresę.
 
Jakież są zatem te władze, których chodzenie samopas może być kłopotliwe, ale nie sprawia jeszcze roztargnienia?
 
Przede wszystkim zmysły zewnętrzne, które mogą przyjmować wrażenia i przeżywać je, podczas gdy skupienie nie ulega jeszcze zniszczeniu. Mogę, np. w czasie przechadzki wśród pól, oglądać krajobraz przyjemny, słuchać śpiewu ptaków, odczuwać jakieś cierpienie fizyczne czy duchowe, a równocześnie odprawiać moją modlitwę na jakiś temat ewangeliczny całkiem różny od tych wszystkich spostrzeżeń i doznań. Oderwanie się od zmysłów spotyka się często w skupieniu. Zaznacza to św. Teresa w Twierdzy wewnętrznej: “W chwili gdy to piszę, jednocześnie mam zwróconą uwagę na to, co się dzieje w mojej głowie, na ten ustawiczny w niej szum i zgiełk, o którym wspomniałam na początku, a który mi odejmował prawie możność zajęcia się tym pisaniem, które mi nakazano. Czuję w głowie jakby nurt wielkich rzek, z hukiem fale swoje toczących, albo jakby całe stada rozmaitego ptactwa, z piskiem i świstem się trzepoczącego -wszystko to mam nie w uszach, ale w wierzchniej części głowy… Wszystek ten zamęt nie przeszkadza mi jednak w modlitwie ani w uwadze na to, co tu mówię” [6].
 
Wyobraźnia, której działanie tak ściśle związane jest ze zmysłami, może również wyłamać się pozostawiając duszę oddaną rzeczywistościom nadprzyrodzonym, które ją wiążą.
 
Posłuchajmy jeszcze świętej Teresy, której doświadczenie wyświetla tak szczęśliwie te delikatne zagadnienia: “Nieraz widziałam władze duszy mojej zajęte Bogiem i spokojnie w Nim zebrane, a z drugiej strony czułam w sobie zamęt myśli na wszystkie strony rozpierzchłych; było to dla mnie zagadką” [7].
 
A jak sprawa będzie się przedstawiać, jeśli chodzi o rozum, tę władzę dyskursywną w przeciwstawieniu do umysłu, który prawdę pojmuje spojrzeniem prostym i bezpośrednim?
 
Święta Teresa zaznacza, że podczas gdy wola uwięziona jest słodko na modlitwie odpocznienia i zażywa boskich rozkoszy, rozum może pozostawać w stanie wzburzenia: “Pozostałe dwie władze: rozum i pamięć, wspierają wolę, aby coraz bardziej stawała się zdolną używania tak wielkiego dobra. Niekiedy jednak zdarza się przeciwnie, że gdy wola tak złączona jest z Bogiem, tamte mocno jej przeszkadzają… rozum i pamięć odchodzą i przychodzą, patrząc, czy nie użyczy im wola tych rozkoszy, których używa” [8].
 
Wszystkie teksty św. Teresy, jakie dotychczas przytoczyliśmy, łącznie z ostatnim, mające udowodnić niezależność aktywności poszczególnych władz duszy, opisują stany czysto kontemplacyjne. I rzeczywiście, właśnie w kontemplacji – gdzie Bóg uspokaja swoim wpływem tę czy inną władzę, a pozostawia inne w stanie działania – rozdział różnych władz okazuje się jaśniej i na drodze doświadczenia.
 
Rozdział władz, jaśniej pojęty w kontemplacji, jest stałym faktem psychologicznym, który konsekwentnie towarzyszy wszystkim etapom życia duchowego. Zaznaczmy jednak, że bezpośrednia interwencja Boga na aktywność władz, która powoduje nadprzyrodzoną kontemplację, zmienia widocznie prawa skupienia w czasie tego właśnie okresu.
 
Podczas gdy kontemplacji wystarczy, aby wola tylko przylgnęła do Boga ogarniającego słodko duszę, a inne władze mogą być równocześnie w rozproszeniu – to w okresie aktywnym zdaje się, że nie może zaistnieć świadoma uwaga duszy na jakąś prawdę nadprzyrodzoną, bez zajęcia się umysłu tym przedmiotem, czy to przez rozumowanie, czy to przez proste spojrzenie.
 
W tym zatem okresie aktywnym, który nas obecnie interesuje, należy przyznać, że uwaga względnie skupienie są rozbite z chwilą wyłamania się z umysłu.
 
Poza tym, w tym okresie, niezależność aktywności władz – którą trudniej tutaj rozpoznać – jest również mniej rzeczywista. Spostrzeżenia zmysłowe i rozproszenia wyobraźni zamącą łatwiej pracę umysłu, a w konsekwencji i skupienie.
 
Rozproszenie będzie dobrowolne, kiedy umysł dobrowolnie i świadomie uchylać się będzie od uwagi na rzeczywistość nadprzyrodzoną, a zajmie się innym przedmiotem. Będzie natomiast niedobrowolne, kiedy to zajmowanie się innym przedmiotem będzie się dokonywać niedobrowolnie albo bez pełnej świadomości, zazwyczaj ulegając jakiemuś wrażeniu lub obrazowi. Kiedy roztargnienie nie jest tylko czymś przejściowym w czasie modlitwy, ale w następstwie niemożności skupienia się umysłu na jakimś przedmiocie i jego ruchliwości staje się jakby stanem trwałym, wtedy wytwarza stan oschłości. Oschłości towarzyszy najczęściej smutek, niemoc, pomniejszenie zapału duszy, rozproszenie i nerwowość władz.
 
Roztargnienie jest cierpieniem; oschłość stwarza stan zawodu. Były one najdotkliwszą próbą dla św. Teresy. Opisuje je często, aby nas natchnąć odwagą. Podczas długich lat – mówi ona opisując “pierwszy sposób nawadniania ogrodu” za pomocą dobywania wody wiadrem, co odpowiada pierwszym stopniom modlitwy – poznała dobrze trud “spuszczania często wiadra do studni i wyciągania go próżnym”. I jej zdarzyło się nieraz, że “od zmęczenia już i rąk podnieść nie zdołała ani nie mogła się zdobyć na żadną myśl pobożną…” – I wyznaje dalej Święta: “Jeśli kiedy udało mi się jedną kropelkę zaczerpnąć z owej studni błogosławionej, wydawało mi się to szczególną łaską od Boga. Są to, wiem dobrze, cierpienia bardzo dojmujące i większej zdaniem moim potrzeba odwagi do zniesienia ich niż do innych wielu utrapień, jakie są na świecie” [9].
 
A oto inne jeszcze wyznanie świętej Mistrzyni modlitwy, które na pewno pocieszy nas w naszej bolesnej niemocy: “W te prawdy zagłębiałam się myślą, gdy mogłam; lecz bardzo często, przez kilka lat, więcej byłam zajęta pragnieniem, by prędzej skończyła się godzina przeznaczona na rozmyślanie, i nasłuchiwaniem, rychło zegar wybije, niż dobrymi pobożnymi myślami. I nieraz ochotnie] byłabym podjęła nie wiem jak surową pokutę, którą by mi naznaczono, niż to, że miałam się skupić w duchu dla odprawienia modlitwy wewnętrznej… Taka mną ciężkość owładała w chwili przestępowania progu kaplicy, że potrzeba mi było wezwać na pomoc wszystką odwagę swoją – którą powiadają, że mam niemałą, i Bóg mi ją dał dużo większą nad zwykłą siłę kobiecą, jak się to w różnych zdarzeniach okazało, tylko że na złe jej użyłam – nie zdołałam przezwyciężyć siebie”  [10].
 
Cierpienie, związane ze stanem niemocy i znużenia towarzyszące pustce władz, jest powiększane poczuciem bezużyteczności wysiłków i wyrażeniem ostatecznej klęski na drogach modlitwy, a w konsekwencji w życiu duchowym. Duszy oddającej się modlitwie konieczne jest wyjaśnienie i pomoc. To wyjaśnienie i pomoc znajdzie się z pożytkiem w wyjaśnieniu przyczyn oschłości i środków zaradczych.
 
Przyczyny roztargnień i oschłości
 
Nasze poszukiwania nie będą się odnosić do przyczyn dobrowolnych roztargnień i oschłości. Takimi przyczynami są: niedbalstwo w ich odpędzaniu w czasie modlitwy albo przyjemność w zajmowaniu się nimi; znaczne zaniedbania w czytaniu duchownym i przygotowaniu, które powinny dostarczyć modlitwie treści; rozproszone życie i stałe nieumartwienie zmysłów. W takich wypadkach łatwo jest podać środek zaradczy. Niedbalstwo w jego stosowaniu byłoby skazaniem się na niepowodzenia, za które ponosiłoby się odpowiedzialność.
 
Chodzi tutaj wyłącznie o wskazanie przyczyn, które sprawiają, że walka z roztargnieniami niekiedy staje się nader ciężka, a czasem wprost bezskuteczna. Przyczyny te, konsekwentnie, nie pochodzą bezpośrednio z woli ludzkiej.
 
– Charakter prawd nadprzyrodzonych jest pierwszą przyczyną roztargnień i oschłości. Te prawdy nadprzyrodzone są nam podawane w formułach dogmatycznych. Formuła dogmatyczna wyraża w pojęciach ludzkich w sposób analogiczny prawdę boską, która pozostaje tajemnicza, wywodząc się z wyższego porządku niż te pojęcia.
 
Na modlitwie wiara miłosna lgnie do tej prawdy, która w istocie pozostaje ciemna, a wyjaśni się tutaj na ziemi dopiero później na podstawie pewnego doświadczenia, spowodowanego darami Ducha Świętego. W pierwszym tym okresie tajemnica pozostaje całkowicie ciemna.
 
W tym czasie umysł ujmuje formułę dogmatyczną, przenika pojęcia, rozumuje, podziwia i nasyca się. Ta praca wokół prawd najpiękniejszych i najwyższych, jakie istnieją, budzi zainteresowanie niezrównane. Ponieważ jednak przenikliwość umysłu jest ograniczona, a światła, jakie można dostrzec, dość szybko się wyczerpują odnajdując wciąż te same formuły i te same światła, już dalej nie odczuwa nasycenia: assueta vilescunt.
 
– Niestałość władz duszy – oto druga przyczyna roztargnień i oschłości. Władze zmysłowe zarówno jak i rozum, którego działanie jest tak ściśle związane ze zmysłami, są władzami niestałymi i lotnymi. Wola może je skierować na pewien przedmiot i utrzymywanie je wokół niego, ale z chwilą kiedy nakaz woli ustępuje albo się rozluźnia, władze te odzyskują swoją niezawisłość, ażeby staczać się po swoich pochyłościach i oddać się działaniu na pozór nieuporządkowanemu, poddając się pokusom zewnętrznych spostrzeżeń albo wspomnieniom pamięci.
 
Cierpliwe i wytrwałe ćwiczenia, co właśnie stanowi ascezę skupienia, może je uczynić bardziej podatnym na działanie woli i przyzwyczaić do milczenia w skupieniu, ale nie potrafi zmienić ich natury. W Drodze doskonałości św. Teresa stwierdza: “Dość, że damy im [zmysłom] znak, dość jednej chwili skupienia, a wszystkie się zbiorą we wnętrzu. A choć potem może znów się rozpierzchną, zawsze to już wielka rzecz, że raz się poddały” [11].
 
Ani oczyszczenie zmysłów, które podporządkowuje zmysły duchowi, ani nawet dogłębne oczyszczenie ducha – jak to potwierdzają wyznania św. Teresy przytoczone uprzednio – nie podporządkowuje zmysłów duchowi definitywnie.
 
Trzeba dopiero cofnąć się do świętego człowieczeństwa Jezusa Chrystusa i do Najśw. Maryi Panny, aby odnaleźć przedziwnie rozwinięte władze zmysłowe, których falowanie, pełne życia i zapału, poddane jest całkowicie woli i których poruszenia całkowicie są przez nią kierowane.
 
Grzech pierworodny stworzył ten nieład pozbawiając nas darów pozaprzyrodzonych, które tworzyły w naturze ludzkiej harmonię podporządkowując władze niższe wyższym i kierując je ku Bogu. Stąd pochodzi niezależność władz, jaka istnieje w nas; dwoistość naszej natury, złożonej z ciała i duszy, przejawia się w wewnętrznym, coraz boleśniejszym doświadczeniu, a potwierdza się ostatecznie w śmierci, która jest ostatnią konsekwencją grzechu: stipendium peccati mors est (Rz 6, 23).
 
Na ten nieład, tkwiący w naszej grzechem zranionej naturze, który sprawia, że skupienie staje się tak trudne – żali się św. Teresa: “Gorzko tu mi się przypomina szkoda, jaką nam wyrządził grzech pierworodny, bo z tego źródła snadź pochodzi ona niesposobność nasza do cieszenia się całą duszą takim dobrem nieskończonym. Ale u mnie pochodzi ona bez wątpienia z własnych grzechów… niekiedy również i moje złe zdrowie jest tego powodem” [12].
 
– Ta ostatnia uwaga Świętej wskazuje na trudności, jakie mogą powstawać na modlitwie z powodu chorób. Dołączyć tutaj musimy również skłonności patologiczne oraz wady charakteru czy usposobienia.
 
Cała dziełalność umysłowa podlega wpływom dobrego samopoczucia fizycznego, względnie najlżejszym nawet niedyspozycjom. Pracownicy umysłowi doskonale sobie zdają sprawę z tego, że nie doznając żadnej wyraźnej choroby, czują się jednak w pewnych momentach dnia czy w pewnych okresach niezdolni do jakiejś określonej pracy umysłowej i zmuszeni są rozłożyć swoje zajęcia według jakości energii umysłowej, jakiej one wymagają.
 
Praca umysłowa na modlitwie odnosi się do prawd najwyższych a tajemniczych. Aby ją spełnić doskonale, trzeba być w dobrej formie.
 
Prawda to, że trzeba tu więcej kochać niż rozumować; ale uczuciowość jest jeszcze bardziej związana z ciałem niż rozum i bezpośrednio podlega zmianom. Bez zdziwienia usłyszymy wypowiedź św. Teresy na ten temat: “Bardzo często – o czym z wielokrotnego doświadczenia się przekonałam i wiem, że tak jest, bo patrzałam na to i zastanawiałam się nad tym, i później osób duchownych się radziłam – bardzo często, mówię, ta niesposobność pochodzi z niedyspozycji fizycznej. Bo taką jest nasza nędza, że ten więzień, ta biedna dusza nasza podziela z ciałem niedomagania jego; częstokroć zmienność pogody albo zaburzenia w organizmie tak na nią wpływają, że bez żadnej winy swojej nie może uczynić tego, co chce, ale cierpieć musi na wszelki sposób” [13].
 
Zmiana godziny modlitwy może zapobiec tej niesposobności, zaznacza na wstępie Święta. Trudno o zdrowszy realizm i bardziej macierzyńską troskę w prowadzeniu początkujących na drogach modlitwy. Bardziej uciążliwe niż te chwilowe niedyspozycje mogą być skłonności patologiczne i wady charakteru. Św. Teresa wspomina o skłonnościach do melancholii i bólach głowy, które skupienie czynią niemożliwym. Starała się usunąć od modlitwy pewne osoby, które z powodu słabości fizycznych nie mogły znieść najmniejszego wstrząsu bez popadnięcia w omdlenie.
 
Współczesna psychiatria (co na pewno zachwyciłoby św. Teresę) z przenikliwością wystudiowała te choroby dziedziczne, które mogą mieć głęboki wpływ na rozwój życia duchowego.
 
Medycyna zajmuje się niemal wyłącznie wypadkami klinicznymi. Ale wypadki graniczne są nader częste. Można powiedzieć, że każdy z nas ma tę czy inną skłonność mniej lub więcej rozwiniętą.
 
Podczas gdy w zwykłej działalności życiowej te skłonności zaledwie się ujawniają, to na modlitwie ujawniają się w pełni. Stąd melancholik oskarżający się bez przerwy, skrupulant stale zajęty swymi wątpliwościami, człowiek obdarzony żywą wyobraźnią nie mogący jej powściągnąć, nieopanowany, którego władze są zawsze w ruchu – znajdują specjalną trudność w skupieniu się.
 
– Szatan. “Kiedy roztargnienie i zamęt umysłu są niezwykłe… wtedy szatan jest ich sprawcą” – powiada św. Teresa.
 
Święta niejednokrotnie doświadczyła na tym polu jego działania: “Zdarzyło mi się to w tygodniu Męki Pańskiej i w Wielkim Tygodniu, kiedy właśnie z największą rozkoszą zwykłam oddawać się modlitwie wewnętrznej. Nagle zły duch opanowuje rozum myślami nieraz tak błahymi, że w innym czasie śmiałabym się z nich, i trzyma go jakby omotanego we wszystkie błazeństwa, jakie zechce mu podać, i duszę tak spętaną, iż nie jest panią siebie ani zdolna pomyśleć cokolwiek bądź dobrego. Przedstawia jej same tylko fraszki i niedorzeczności bez sensu i związku, ni przypiął, jak to mówią, ni przyłatał… Nieraz, przyznaję, takie miałam uczucie, jak gdyby czarci bawili się moją duszą jak piłką, rzucając ją i odrzucając tam i sam, a żadnego nie zostawiając jej wyjścia, którędy by się z rąk ich wyrwała” [14].
 
Święta podkreśla, że przede wszystkim niepokój jest znakiem obecności szatana i przyczyną zamieszania na modlitwie: “Niepokój ten nie wiadomo skąd pochodzi; czuje się tylko, że dusza opór stawia i trwoży się, i smuci sama nie wie czemu… Trwoga ta i smutek, jak sądzę, pochodzą z tajemniczego, jakie duch na sobie czuje, zetknięcia z drugim duchem” [15].
 
Ta obecność ducha nieczystego może być poznana dopiero przez ducha już oczyszczonego. Zdaje się jednak, że to gwałtowne działanie jest niezbyt częste i że szatan rezerwuje je sobie dla dusz silnych, przed którymi czuje trwogę. Mimo to opisy te są ogromnie pożyteczne, albowiem wskazują nam na zwykłą taktykę szatana i styl jego działania.
 
Wydaje się rzeczą normalną, że szatan korzysta ze swojej władzy i ze względnej słabości dusz początkujących na drogach modlitwy, by je zatrzymać w marszu ku Bogu, wykorzystując w takim stopniu, jak to jest dla niego możliwe, oschłości i roztargnienia. Jego działanie na początkujących wydaje się pewne i jakkolwiek w porównaniu z działaniem odnośnie do św. Teresy sposób postępowania jest daleko łagodniejszy, jest jednak prawdopodobnie daleko skuteczniejszy.
 
– Działanie Boga, a raczej dopust Boży. Działanie tych naturalnych i nadnaturalnych przyczyn wchodzi w zakres planów Mądrości Boga, która wszystko obraca na dobro tych, których miłuje. Światło nadprzyrodzone i łaska, które są owocami cierpień i śmierci Chrystusa, mogą głęboko przeniknąć do duszy tylko przez uczestnictwo w tym cierpieniu i zbawczej śmierci.
 
Te cierpienia niosą ze sobą światło poznania samych siebie i utwierdzają nas w pokorze: “Dla dobra naszego, nie wątpimy o tym, boska łaskawość Jego taką nas chce drogą prowadzić, abyśmy dobrze zrozumieli, że jesteśmy niczym; bo taka jest wzniosłość i wielkość tych łask, których nam potem użycza, iż potrzeba nam, pierwej nim ich użyczy, poznać z własnego doświadczenia nędze nasze, by nas snadź nie spotkało to, co spotkało Lucyfera” [16].
 
Są one dalej prośbą pozwalającą wyróżnić odważnych: “Dlatego Pan częstokroć na początku, a nieraz i przy końcu tej drogi modlitwy wewnętrznej dopuszcza na miłośników swoich te męki duchowe i inne, jakie się nasunąć mogą, pokusy, aby ich doświadczył, aby się okazało, czy będą mogli pić kielich Jego i pomagać Mu nosić krzyż, pierwej nim złoży w nich wielkie skarby swoje” [17].
 
Te słowa Świętej odsłaniają nam opatrznościowe plany Boga, który z mądrością kieruje i spożytkowuje wszelkie działania, zarówno wolne jak i nieprzyjazne, do uświęcenia wybranych.
 
W tych oschłościach, nawet i u początkujących, prawdopodobnie często się zdarza, w sposób nieciągły, działanie światła Bożego, które wywołuje oschłość kontemplacyjną.
 
Zdaje nam się rzeczą pewną, że “niesposobność” do rozważań rozumowych pochodziła u św. Teresy z łask zjednoczenia, jakie uprzednio otrzymywała, “albowiem ci, którzy zostali podwyższeni do stanu kontemplacji doskonałej, nie potrafią już rozumem rozmyślać o Męce i życiu Chrystusa” [18]. Te przedłużające się trudności na modlitwie, połączone z uczuciem pokory, ten smutek, który ją przytłaczał, musiały być następstwem tych etapów oświetlonych silnym światłem Bożym, w których poddawały się zmysły pod władanie ducha i przygotowywały duszę do cudownych łask, jakie później otrzymać miała.
 
Nie można tego twierdzić o wszystkich oschłościach początkujących, ale można się odważyć na taki sąd, że oschłość kontemplacyjna jest u większej ilości dusz gorliwych możliwa już na początku drogi ich modlitwy.
 
Środki zaradcze
 
Te rady, jakie podaje św. Teresa przeciw oschłościom, odnoszą się do dusz, które wykazały swoją wolę przez wierność w skupieniu, czytaniu duchownym i modlitwie. Święta chce je nauczyć zwalczać niedobrowolne przyczyny roztargnień i oschłości.
 
Swoboda w doborze środków
 
Badanie przyczyn roztargnień wykazuje nam jasno, że są wśród nich takie, których nie potrafimy opanować jakimś gwałtownym wysiłkiem. Jeśli chodzi np. o bezsilność władz wobec prawd nadprzyrodzonych, o ich niestałość naturalną, o schorzenia fizyczne czy działania szatana, tam zdajemy sobie sprawę, że gwałtowność, jakiej byśmy użyli w ich zwalczaniu, byłaby nierozumna i pyszna. To przekonanie przepoi całą naszą walkę przeciw roztargnieniom i każe nam zastosować pewien umiar, który ma sens jedynie wobec tych przeszkód. Posłuchajmy, co mówi nasza mądra Mistrzyni: “Strapienie, jakiego stąd [z roztargnień] doznają, będzie im dowodem, że stan ten nie z ich winy pochodzi. Niechże się tym nie dręczą, niech się nie męczą daremnym trudem zmuszania rozumu swego do spokojnego i porządnego myślenia, bo do tego on w tym stanie nie jest zdolny. Daremne takie miotanie się pogorszyłoby tylko ten zamęt wewnętrzny; niech odmawiają pacierz, jak potrafią, albo niech na ten czas zupełnie zaniechają modlitwy i duszy schorzałej dadzą chwilę spoczynku, zajmując się tymczasem jaką pożyteczną czynnością” [19].
 
A w innym miejscu pisze jeszcze dobitniej: “Gdy w takich chwilach przymuszać ją [duszę] do modlitwy, złe tym bardziej się wzmaga i tym dłużej trwa. Potrzeba tu roztropności, aby umieć rozpoznać takie pory i nie dręczyć biednej na próżno; niech taka dusza zrozumie, że jest chora; niechaj w takim będąc zniemożeniu, jeśli potrzeba i przez kilka dni, inną sobie obierze godzinę modlitwy. Niech znosi jak potrafi ten czas wygnania; bo dla duszy kochającej Boga jest to gorzka niedola widzieć siebie skazaną na takie nędzne życie i nie móc czynić tego, co by uczynić chciała, z powodu takiego uprzykrzonego gościa, jakim jest to ciało” [20].
 
I streszcza dalej Święta swoje rady: “Niechże wówczas dla miłości Boga ulży nieco i posłuży ciału, aby ono za to w wielu innych razach służyło duszy; niech użyje świętej jakiej rozrywki w pobożnej rozmowie, w przechadzce na wolnym powietrzu albo cokolwiek spowiednik poradzi innego. W tym wszystkim więcej pomocne jest doświadczenie, które nas uczy, co w danym razie będzie nam pożyteczne, by we wszystkim można było służyć Bogu” [21].
 
Przytaczamy tak obszerne wyjątki, nie dlatego by zebrać wskazówki postępowania – bo przecież wypadki są przeróżne – ale raczej, by nauczyć się w szkole św. Teresy, w jakim duchu należy prowadzić walkę z roztargnieniami. Łatwo odgadnąć, że w pewnych wypadkach, by zapobiec pewnym niemocom, nie tylko potrzeba umiaru w wysiłkach, ale pomocy i światłej opieki. Niekiedy potrzebna będzie współpraca kierownika duchownego i lekarza, by zapewnić ciału zdrowie a duszy postęp.
 
Wytrwałość
 
Roztropność nie na to jest polecana, by usprawiedliwiać lenistwo, ale aby umożliwić wytrwałość. “Wytrwałości tu przede wszystkim potrzeba” – powie Święta [22]. I ustawicznie to powtarza. Wszystko przemija. Cierpliwością osiąga się wszystko! Prawdą to jest przede wszystkim, jeśli chodzi o modlitwę.
 
Sama również głównie dzięki cierpliwości osiągnęła swoje bogactwa nadprzyrodzone: “Rzadki jednak był dzień – wyznaje – bym nie spędzała długich godzin na rozmyślaniu, chyba że byłam bardzo chora albo bardzo zajęta” [23]. Najcięższą pokusą jej życia było to, że przez przeszło rok zaniedbała się w modlitwie, uważając siebie za niegodną [24].
 
Ta wytrwałość musi się odnosić nie tylko do samego ćwiczenia w modlitwie, ale i do ascezy skupienia, która powinna jej towarzyszyć. Trzeba w ciągu dnia roztoczyć straż nad swoimi zmysłami, strzec się ciekawostek, które rozpraszają, i możliwie jak najczęściej zwracać się do swojego Mistrza przez akty strzeliste czy akty cnót teologicznych.
 
Te modlitwy roztargnione, a przede wszystkim oschłości, są mimo wszystko pełne światła, wykazują bowiem – razem z głęboką słabością duszy – równocześnie przyczyny roztargnień. Będzie to bądź sympatia lub antypatia, do której się wciąż powraca, bądź wrażenie, które wciąż jeszcze wywołuje zamieszanie, bądź spostrzeżenie, które narzuca się nieprzeparcie, bądź wspomnienie, które przeszkadza w skupieniu. Lepiej niż przez rachunek sumienia szczegółowy dusza odkrywa główne punkty, wokół których powinna skoncentrować swoje wysiłki w ascezie skupienia.
 
Choćby nawet była grzeszna, niech jednak dusza wytrwa, a – jak zapewnia Święta – Bóg ulituje się nad nią: i “Źli, usposobieniem swoim tak różni od Ciebie, powinni by się łączyć z Tobą, abyś Ty ich uczynił dobrymi; niech się tylko zgodzą, byś Ty był z nimi choć dwie godziny dziennie, jakkolwiek oni nie umieją być z Tobą, jeno wśród tysiącznych roztargnień, trosk i myśli światowych, jak ja to czyniłam. Za to przezwyciężenie, jakie sobie zdają dla dobrowolnego wbrew roztargnieniom pozostawania w tak szczęśliwym z Tobą towarzystwie – bo w początkach, a nieraz i później, nic więcej na rozmyślaniu czynić nie zdołają – Ty, Panie, łaskawie na nich spoglądasz” [25]. Jednym słowem, jedynie wytrwałość jest zdolna odnieść sukcesy w modlitwie.
 
Pokora
 
Wytrwałości powinna towarzyszyć cierpliwa i ufna pokora: “Cóż tedy pocznie taki, który przez długie dni widzi w sobie samą tylko oschłość i taką bezskuteczność pracy swojej w chodzeniu do studni i szukaniu wody, że gdyby nie pomniał na to, że tak pracując przyjemność czyni i posługę oddaje Panu ogrodu, gdyby go nie powstrzymywała obawa postradania tego wszystkiego, co już wysłużył, i nadzieja, że przecie nie pozostanie bez pożytku ten trud nużący, jaki ponosi tyle razy spuszczając wiadro do studni i zawsze je wyciągając bez wody – gotów by porzucić wszystko?…
 
“Cóż więc, pytam, pocznie ogrodnik w takiej niedoli swojej? Niech się pociesza, niech się weseli, niech sobie to poczytuje za łaskę największą, że dano mu pracować w ogrodzie tak wielkiego Monarchy, że tak pracując podoba się Jemu, i że w tym ma na celu nie własne zadowolenie swoje, ale zadowolenie Jego.
 
“Niech Go wysławia ustawicznie, iż takie mu zaufanie , okazuje, widząc, jak on przecie z taką pilnością chodzi około pracy przez Niego mu zleconej, choć Pan mu żadnej nie daje zapłaty. Niech Mu dopomaga w noszeniu krzyża, pomnąc na to, że On całe życie swoje dźwigał brzemię krzyża; niechaj nie tu na ziemi szuka chwały królowania z Nim i modlitwy niechaj nigdy za nic nie opuszcza, ale raczej wciąż się stwierdza w mocnym postanowieniu, że chociażby ta oschłość trwać miała całe życie, on nie dopuści upaść Chrystusowi pod krzyżem. Przyjdzie czas, że otrzyma zapłatę za wszystko” [26].
 
To usposobienie pokory miłosnej i cierpliwej jest już owocem oschłości. Jednoczy bowiem duszę z opatrznościowymi planami, które pozwalają na oschłości i wykorzystują je dla uświęcenia wybranych oraz łatwo wysługują od Boga najwyższe łaski: “Mają swą cenę te udręczenia… Bóg nie zostawia ich bez nagrody, nawet i w tym życiu jeszcze; bo rzecz pewna, że jedna z tych godzin rozkosznego uczucia boskiej słodkości Jego, których mi potem Pan użyczał, wydała mi się przeobfitym wynagrodzeniem za wszystkie udręczenia, jakie przez długi czas wycierpiałam, chcąc wytrwać na modlitwie” [27].
 
Jezus zostaje zwyciężony pokorną i miłosną cierpliwością. To jest właśnie to usposobienie, które zapewnia duszy triumf nad zewnętrznymi i wewnętrznymi przeszkodami, jakie przeszkadzają jej w zjednoczeniu z Bogiem.
 
Święta Teresa tak podsumowuje swą naukę: “Ponieważ to, co taką mi mękę sprawiało, snadź i was w danym razie równie boleśnie dotknąć może, dlatego wam przy każdej sposobności to samo powtarzam pragnąc, byście dobrze zrozumiały, że jest to rzecz nieunikniona, że zatem ani niepokoić się o to, ani trapić nie powinnyśmy; nie zważajmy na wyobraźnię i wybryki jej; niech sobie lata i kręci się ta żegotka młyńska, jak jej się podoba, a my tymczasem mielmy mąkę naszą, spokojnie pracując dalej wolą i rozumem.
 
“Różne bywają stopnie i różna siła tych naprzykrzonych roztargnień, według różnego stopnia zdrowia i różnych okresów czasu. Niech cierpi biedna dusza, bo choć tu nie jest winna, inne przecie mamy winy, za które słusznie byśmy cierpieli i na cierpliwość się zdobywali.
 
“A ponieważ z powodu małej umiejętności naszej nie dość tego, co w książkach czytacie, i tego, co ustnie wam radzą, byście o te mimowolne roztargnienia się nie troszczyły, przeto nie uważam za stracone tych chwil, które poświęcam na coraz dokładniejsze wytłumaczenie wam tej zasady i pocieszenia was w tym strapieniu; chociaż nie na wiele przydadzą się wszelkie objaśnienia moje, póki Pan sam nie raczy was oświecić. Ale potrzeba także i Bóg tego żąda, byśmy używały odpowiednich środków do oświecenia się i zrozumienia, co wyprawia w nas niespokojna wyobraźnia i przyrodzona skłonność, i byśmy tego, co nam diabeł podsuwa, nie kładły na karb duszy, jakoby to było z jej winy” [27].
 
 
Maria Eugeniusz od Dzieciątka Jezus OCD
Zeszyty Karmelitańskie 

_________________________________________
Przypisy:
 
[1] TwierdzaIV, 1, 13.
[2] Życie 9, 5.
[3] Twierdza IV, 1 9.
[4] Dr Laignel-Lavastine, profesor na wydziale medycyny, w artykule Les distractions dans la priere; étude physio-psychologiue (Roztargnienia na modlitwie; studium fizjo-psychologiczne) w: Études Carmélitaines, kwiecień 1934, s. 120-142.
[5] Twierdza IV, 1, 8.
[6] Tamże IV, 1, 10 passim.
[7] Tamże IV, 1, 8.
[8] Życie 13, 3 passim.
[9] Tamże 11, 11.
[10] Życie 8, 7.
[11] Por. Droga 28, 7.
[12] Życie 30, 16.
[13] Tamże 11, 15.
[14] Życie 30, 11.
[15] Tamże 25, 10.
[16] Życie 11, 11.
[17] Tamże 11, 11.
[18] Twierdza VI, 7, 11.
[19] Droga 24, 5.
[20] Życie 11, 15.
[21] Tamże 11, 16.
[22] Twierdza II, 1, 3.
[23] Życie 8, 3.
[24] Tamże 7, 1.
[25] Życie 8, 6.
[26] Tamże 11, 10 passim.
[27] Życie 11, 11 passim.
[28] Twierdza IV, 1, 13-14.
 
Zobacz także
ks. Łukasz Kleczka SDS
Dopada mnie czasem pokusa niewiary. Są takie chwile, w których zajęty mnóstwem spraw, realizacją wielu zobowiązań, poddaję się przemijającemu czasowi. Ciągle coś trzeba zorganizować, napisać, przygotować. Nawet, jeśli jest to kazanie niedzielne lub artykuł. A wszystko z podtekstem, że musi być dobre. Bo ludziom trzeba dzisiaj w Kościele wszystko "dobrze podać i przekazać"...
 
Krzysztof Osuch SJ

„Naglące ostrzeżenie” – taki tytuł rozważania wydaje mi się w pełni uprawniony, zważywszy na treść czytań z 26. Niedzieli zwykłej w roku C. Autorem ostrzeżenia jest sam Bóg! Bóg czuje się odpowiedzialny za każde pokolenie i każdego człowieka. Stwórca miłuje nas ludzi nieskończoną miłością. On także widzi nieskończenie więcej niż my, dlatego … ostrzega. Czy można pozostać obojętnym i zlekceważyć takie ostrzeżenie?

 
Tomasz Powyszyński

Październik został uznany za miesiąc maryjny, więc kiedy lepiej rozmawiać o różańcu niż właśnie w październiku? Różaniec jest modlitwą bardzo ciekawą i paradoksalną: jest i łatwy, i trudny jednocześnie; jest i prosty teologicznie, i głęboki; odmawianie go może być szalenie pociągające, ale bywa, że także nudne i nużące. Jest w nim po prostu coś… ludzkiego.

 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー