Katolik.pl - Samotność w rodzinie
logo
Wtorek, 20 października 2020 r.
imieniny:
Ireny, Kleopatry, Witalisa, Jana Kantego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Małgorzata Mierzwa-Hudzik
Samotność w rodzinie
Zeszyty Formacji Duchowej
 


Wraz z przemianami w naszym kraju poszerza się krąg osób doświadczających samotności – osamotnienia. Jeszcze do niedawna, jako Polacy, znani byliśmy z tego, iż lubiliśmy być razem, świętować, bawić się. Czasem problemem było raczej odseparowanie się od bliskich niż problem samotności. Jednak stajemy się społeczeństwem konsumpcyjnym, coraz bardziej nastawionym na posiadanie, a co za tym idzie, jesteśmy coraz bardziej samotni. Wiele godzin spędzamy w pracy, a po przyjściu do domu zasiadamy przed telewizorem, komputerem. Brak wtedy czasu na bycie razem z rodziną, na rozmowy. Komunikacja przestaje być dialogiem, a staje się monologiem. Zauważam, że dużym problemem w rodzinach jest samotność ludzi, którzy przecież wybrali życie we wspólnocie. Prowadzi ona do utraty więzi ze sobą, drugim człowiekiem i z Bogiem. Jest to wielkie cierpienie dla rodziny.
 
Trzy rodzaje samotności
 
Spróbujmy przyjrzeć się problemowi samotności w rodzinie od różnych stron i zastanowić się, jak można go rozwiązać. Samotność i cierpienie to rzeczywistość związana ze złem. Towarzyszą one człowiekowi od momentu grzechu pierworodnego. Kiedy człowiek zerwał więzy miłości z Bogiem, z drugim człowiekiem i z sobą do jego życia wkradło się cierpienie. Choć cierpienie kojarzymy częściej z bólem fizycznym, to istotnym, choć czasem mniej zauważalnym, problemem jest cierpienie psychiczne czy duchowe. Do takich należy brak więzi w rodzinie. Rodzina jest miejscem, gdzie człowiek przychodzi na świat – rodzi się. To miejsce, gdzie pragnie czuć się przyjęty, może być sobą. Każdy ma jakąś rodzinę. Większość dorosłych ludzi wybiera małżeństwo, a w konsekwencji życie w rodzinie, jako swoją drogę życia. Oczekują oni miłości, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa i zaspokojenia wielu innych potrzeb psychicznych. Życie często boleśnie weryfikuje te oczekiwania. Spójrzmy jak patrzą na problem samotności psycholodzy. Craig Ellison wyróżnia trzy rodzaje samotności: emocjonalną, społeczną, egzystencjalną.
 
Samotność emocjonalna
 
Wiąże się z utratą lub brakiem głębokiej więzi psychicznej z drugim człowiekiem. Czuje on wtedy, że brak mu osoby bliskiej: ma ogromną potrzebę kontaktu emocjonalnego, której nie może zaspokoić. Przyczyn niemożności zaspokojenia tej potrzeby jest wiele. Wymieńmy tu jedną, moim zdaniem najczęściej obecnie spotykaną. Jest nią problem nawiązywania głębokich relacji osobowych z drugim człowiekiem. Często nie potrafimy, boimy się tego. Dzieci, które nie miały w dzieciństwie możliwości przywiązać się emocjonalnie i uczuciowo do jednej osoby (matki, ojca), gdyż ich opiekunowie ciągle zmieniali się, w życiu dorosłym nie potrafią nawiązywać głębokich relacji uczuciowych. Te relacje je przerażają, a samo przywiązanie kojarzy się od razu z bólem porzucenia. Pamiętam osobę, która jeżeli tylko doświadczyła, że ktoś stał się dla niej bliski, ważny emocjonalnie, szybko zrywała tę znajomość, nie rozumiejąc oczywiście swojego zachowania. Bała się, że jeżeli kogoś pokocha – zostanie porzucona. Dlatego doświadczała bólu rozstania w sposób przez nią kontrolowany. 
 
Samotność społeczna
 
To doświadczenie związane jest z brakiem grupy społecznej, wspólnoty, która akceptowałaby, dawałaby wsparcie i przyjaźń. Gdy jej brak, pojawia się poczucie pustki, niepokoju, braku celu. Życie toczy się jakby na peryferiach, poza istotnymi wydarzeniami. Jest to częste doświadczenie kobiet wykształconych, które decydują się na wychowanie dzieci i przez wiele lat pozostają poza grupą zawodową i poza wszelkimi innymi grupami. Do tego dochodzi nieobecność męża, który wtedy intensywnie pracuje, aby móc utrzymać rodzinę. Brak znajomych i sąsiadów zamyka kobietę w kręgu tych samych spraw i obowiązków.
 
Samotność egzystencjalna (duchowa)
 
Łączy się z poczuciem braku więzi człowieka z Bogiem. Człowiek oddzielony od Boga nie widzi sensu swoich działań. Życie przeżywane jest jako coś bardzo uciążliwego i bezsensownego. Często w rodzinie nie zwracamy na ten problem uwagi. Nie rozmawiamy o tym jaką mamy relację z Bogiem. Często nie przychodzi nam do głowy, aby zastanowić się na jakim etapie rozwoju duchowego jest mąż, żona? Jaki obraz Boga nosi w sobie moje dziecko? A jest to bardzo ważne. Jeżeli, nie zdając sobie z tego sprawy, będziemy do małżonka kierować oczekiwania, których człowiek zaspokoić nie może (a może je spełnić tylko Bóg), to nasze cierpienie, samotność może się pogłębić. Trzeba mieć świadomość, że oczekiwanie od drugiego człowieka, iż będzie bezwarunkowo kochał, nigdy nas nie zawiedzie, że zawsze stanie na wysokości zadania to oczekiwania nierealne. Powinny one być kierowane do Boga, a nie do człowieka, gdyż tylko Bóg kocha  bezwarunkowo, tylko Bóg nigdy nie zawodzi. Głęboka relacja z Bogiem wypełnia przestrzeń samotności człowieka, której nic innego wypełnić nie może.
 
Samotność a rodzina
 
Te trzy rodzaje samotności podane przez psychologię są moim zdaniem bardzo mocno obecne w naszych rodzinach. Przenikają się wzajemnie i owocują zanikaniem pojęcia miłości opartej na  wzajemnym obdarowywaniu siebie – dawaniu i braniu. Relacje rodzinne przypominają raczej handel niż obdarowywanie. Łatwiej jest dać zarobione pieniądze niż zobaczyć, że dziecko bardzo pragnie naszej obecności. Często pod oporem i sprzeciwem dorastającego dziecka kryje się wielkie pragnienie kontaktu z rodzicem, a pod postawą bierności i odczuciami bezsensu pragnienie usłyszenia, że jest ważne dla niego.
 
Osamotnienie w rodzinie to nie tylko doświadczenie dziecka. Często cierpią na nie dorośli, którzy zabiegani, uwikłani w różnego rodzaju sprawy, nie mają dla siebie czasu. Narasta w nich poczucie rozczarowania, krzywdy, niezrozumienia. Jest to bardzo niebezpieczny stan dla całej rodziny. Przestajemy ze sobą rozmawiać. Komunikowanie się to jeden z najważniejszych sposobów wyrażania wzajemnej miłości.
 
Rozmowa o tym, co się wydarzyło, co przeżywam, czego oczekuję od ciebie, jakie mam obawy i jakie radości, to doskonały sposób na uzdrowienie relacji w rodzinie. Oczywiście istnieje pewne ryzyko, że możemy usłyszeć też słowa krytyczne i bolesne. Warto jednak podjąć ten trud. Mamy wtedy szansę być głębiej, bardziej prawdziwie ze sobą, z bliskimi. Jest to sytuacja wymagająca od nas pewnego wysiłku.
 
Już słyszę głosy protestu, że tego się nie da zrobić, bo wymaga dużo czasu. Owszem, potrzebny jest czas, ale mniej niż się nam wydaje. Gdyby nasze rozmowy z dziećmi, z współmałżonkiem  zajmowały nam po 15 minut dla każdego, przy pewnych spełnionych warunkach (lepsze poznanie siebie i swoich potrzeb, aktywne słuchanie siebie nawzajem) to wystarczy.
 
Budowanie więzi to przede wszystkim umiejętność słuchania drugiej osoby, to umiejętność  nazywania swoich uczuć i oczekiwań, uznanie, iż drugi człowiek (także dziecko) ma prawo przeżywać daną sytuację inaczej niż ja. Umiejętność prowadzenia dialogu w rodzinie to sprawa zasadnicza, która zakłada istnienie wolności i miłości, daje pierwszeństwo słuchania nad mówieniem i pragnie zastąpić postawę oceniania postawą rozumienia. Czy warto podejmować te zmiany? Tak, jeżeli to pozwoli nam wyskoczyć z szalonego biegu życia i zmniejszyć cierpienie bliskich, na pewno warto! Jeżeli chcemy przy końcu naszego życia powtórzyć za św. Pawłem, że „w dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem...” – z pewnością trzeba tak postąpić. 
 
Małgorzata Mierzwa-Hudzik
Zeszyty Formacji Duchowej nr 15/2001
 
 
fot. Katie Chase | Unsplash (cc) 
 
Zobacz także
o. Jarosław Kupczak OP, Marcin Konik-Korn
Jedną z grup, która toczy dziś najbardziej zażartą batalię z Kościołem katolickim są grupy feministycznych aktywistek. Domagają się one prawa do aborcji, refundacji antykoncepcji oraz możliwości adoptowania dzieci przez kobiety nie pozostające w związku małżeńskim. Kościół katolicki wypracował jednak własną koncepcję feminizmu...
 
Jacek Salij OP

Aż jedenaście encyklik różańcowych, jedną konstytucję apostolską oraz trzy listy apostolskie wydał sam tylko papież Leon XIII (lata1878-1903). Tak bardzo zależało mu, aby możliwie wszystkich katolików zachęcić do modlenia się na różańcu. Papież ów zachęcał do otwarcia się na różne formy tej modlitwy: „Zachęcamy wszystkich chrześcijan – cytuję encyklikę Supremi apostolatus – aby, czy to publicznie, czy osobno, każdy w swym domu i ze swą rodziną odprawiali te pobożne modły różańcowe”.

 
o. Fabian Błaszkiewicz SJ
Jakiś czas temu pisaliśmy o pokusie posługiwania się talizmanami i amuletami. W dyskusjach, jakie często pojawiają się, powtarza się zasadnicze pytanie: czy osobom używającym takiego talizmanu w sposób nieświadomy - np. otrzymały go w prezencie i noszą jak zwykłą biżuterię - może grozić jakiekolwiek duchowe niebezpieczeństwo?...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー