logo
Piątek, 05 marca 2021 r.
imieniny:
Aurory, Euzebiusza, Hadriana, Fryderyka, Oliwii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Mirosław Cholewa
Siedem grzechów przeciwko jedności
Zeszyty Odnowy
 


Piąty grzech przeciw jedności: niejasne relacje i zasady
 
Czasami zdarza się, że atmosfera w grupie modlitewnej jest jak mętna woda. Podobnie ma się rzecz z zasadami, na których budowane jest życie wspólnotowe. Myślimy, że jakoś to będzie.
 
Bardzo istotne jest, żeby zasady, na jakich istnieje grupa, zostały jasno i precyzyjnie określone. Podeprę się przykładem z życia grupy ewangelizacyjnej, z którą jestem związany od około ośmiu lat. Tworzą ją osoby świeckie, małżeństwa i osoby samotne, jest tam też drugi ksiądz. Pan dal nam przywilej, że prowadzimy ewangelizację w seminariach duchownych. Byliśmy w około dwudziestu seminariach. Był jednak taki czas, że nie mieliśmy zaproszeń z seminariów. Spotykaliśmy się regularnie, co dwa tygodnie; modliliśmy się, dzieliliśmy się wiarą, życiem, ale nigdzie nas nic zapraszano. Wobec tego zaczęliśmy przyjmować zaproszenia do domów zakonnych oraz innych miejsc.
 
W ubiegłym roku, kiedy przyjęliśmy tych zaproszeń bardzo wiele, przyszło zaproszenie do jednego z seminariów. Kiedy próbowałem zmontować ekipę, okazało się, że mało kto może jechać, bo każdy oprócz tego dzieła ma też inne zobowiązania: rodzinne i zawodowe. Okazało się więc, że do tego seminarium pojechało nas niewielu. Jedna osoba, rekonwalescentka po poważnej chorobie, druga z dużymi problemami, a ja prawie straciłem głos. Ile we mnie było wtedy rozżalenia: „Jak to! To miało być nasze pierwsze powołanie, a tymczasem nasze siły się rozproszyły”. Problem tkwił jednak w tym, że nie mieliśmy jasno określonych zasad przyjmowania zaproszeń, nic rozeznawaliśmy ich, a zaproszenia płynęły różnymi kanałami. Poszliśmy wtedy po rozum do głowy: trzeba określić jasne zasady. W tej chwili w zespole są cztery osoby, które rozeznają, czy podejmujemy jakąś posługę, czy nie. Niech wasza mowa będzie Tak-tak; nie-nie. A co ponadto jest, od Złego pochodzi (Mt 5,37).
 
Dotyczy to nic tylko naszego języka, ale także zasad bycia we wspólnocie, w przeciwnym razie grozi nam bardzo niebezpieczna połowiczność. Pamiętajmy o ludowym porzekadle: „W mętnej wodzie diabeł łowi”.
 
Co jest lekarstwem na ten grzech przeciw jedności? Jednoznaczność, nawet twarde, ale jasne, klarowne zasady.
 
Szósty grzech przeciw jedności: brak przebaczenia
 
Kiedy zabraknie przebaczenia między ludźmi, może dojść do zbudowania wysokich murów, wyższych niż mur chiński. Są to mury wrogości, obojętności, które trudno będzie potem pokonać. Łatwiej było rozebrać mur berliński niż te mury wrogości i obojętności.
 
Kilka lat temu spotkałem młodzieńca, który miał czarny kajecik, a w nim czarnym długopisem zapisywał różne przykre zdarzenia i urazy.
 
Pisał, pisał, pisał, a później czytał, czytał, czytał, medytował, medytował i gorzkniał, gorzkniał... Cały świat był beznadziejny, wszyscy byli beznadziejni, wszyscy po kolei. Przerażające!
 
Pismo Święte mówi: Jeśli zaś przeniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj (Mt 5,23-24). Zawsze będą takie słowa i gesty, które ranią, bo jesteśmy ludźmi. Jesteśmy ranieni i ranimy innych słowami i gestami. To jest nieuniknione i dlatego ciągle potrzeba przebaczania, tak, jak nie da się raz na zawsze nawrócić, tylko trzeba się ciągle nawracać. W niektórych wspólnotach jest to nawet wpisane w strukturę: regularnie przeżywa się czas pojednania, żeby pewne sprawy oczyścić, wyjaśnić i nic gromadzić urazów w nieskończoność.
 
Jan Vanier, założyciel „Arki”, założyciel ruchu „Wiara i Światło” wskazał na dwa elementy konieczne dla zdrowia wspólnoty. Są nimi radość i przebaczenie.
 
Co jest lekarstwem? Pogodzić się przed zapadnięciem zmroku. Wcześniej modlić się, rozmawiać, wyjaśniać sprawy, dogadywać się. Niech nad waszym gniewem nie zachodzi sionce (Ef 4,26); Nie dawajcie miejsca diabłu (Ef 4,27).
 
Siódmy grzech przeciw jedności: zamykanie się w sobie
 
Ja określam go mianem tworzenia „klubów charyzmatycznych”. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo samowystarczalności: zaczynam szukać tego, co łatwe, miłe, przyjemne i nie podejmuję trudu otwierania się na innych. Jest to wyraźna pokusa lenistwa: „Nie chce mi się. Jest tak dobrze, sympatycznie. Po co przyjmować innych?” Zaczyna się wówczas „klub charyzmatyczny”: ja jestem wspaniały, ty jesteś wspaniały, my jesteśmy wspaniali! Ja jestem inteligentny, ty jesteś inteligentny, my jesteśmy inteligentni! Ja jestem przystojny, ty jesteś przystojny, my jesteśmy przystojni! To jest izolowanie się w swoim małym światku. Gdy ktoś się tak izoluje, może się udusić. Na dłuższą metę taka sytuacja jest nie do wytrzymania. Potrzeba otwarcia się na zewnątrz. Jak mówi św. Paweł: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” (por. l Kor 9,16). Biada mi, gdybym nic decydował się na otwarcie, na wyjście ku innym. Biada mi! Owszem, z tym wiąże się ryzyko wychodzenia ku innym, ryzyko przyjmowania odmienności innych. Właśnie taka postawa pozwala nam wzrastać. Pozwala, aby Duch Święty draży nasze serca, kruszył je i dokonywał dzieła nawrócenia.
 
Tu posłużę się przykładem naszych przyjaciół, którzy również są związani z ekipą ewangelizacyjną. Marek i Agnieszka są młodym małżeństwem, choć już parę lat po ślubie. Nic mieli dzieci i zdecydowali się na adopcję. Adoptowali sześciotygodniową Martynę i okazało się, że otwarcie się na nowe życie, na przyjęcie tego dziecka do domu przewróciło wszystko do góry nogami. Marek bardzo lubił długo spać, lubił ustabilizowane sytuacje, wszystko ustawione na swoim miejscu, a tu pojawił się nowy człowiek, który wywrócił wszystko do góry nogami. Ponieważ Agnieszka zajmowała się dzieckiem cały dzień, a on był w pracy, dlatego zdecydowali, że jedną noc będzie wstawała do dziecka Agnieszka, a drugą – Marek. No i wstawał. Widziałem go po kilku tygodniach: był zmęczony, utrudzony, ale szczęśliwy. Myślę, że to jest dobry obraz tego, co dzieje się, gdy wpuszczamy innych i Jezusa do swojego życia. Może to wszystko postawić na głowie, ale może też przywrócić porządek i postawić na nogach.
 
Co jest lekarstwem na zamykanie się w sobie? Podejmowanie nieustannego trudu otwierania się na innych – dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu.
 
Przypomnijmy więc:
 
Pierwsze lekarstwo – Potrzeba osobistego nawracania się.
 
Drugie lekarstwo – Prawdziwa pokora i duch służby.
 
Trzecie lekarstwo – Przejrzystość w podejmowaniu i rozwiązywaniu konfliktów.
 
Czwarte lekarstwo – Prawda w miłości i dobra komunikacja.
 
Piąte lekarstwo – Jednoznaczność w tym, co dotyczy zasad życia wspólnotowego. Nawet twarde zasady, ale jasne i jednoznaczne.
 
Szóste lekarstwo – Nic dawajcie miejsca diabłu. Niech nad waszym gniewem nie zachodzi sionce (Ef 4,26-27).
 
Siódme lekarstwo – Podejmować trud otwierania się na innych.
 
Amen.
   
ks. Mirosław Cholewa
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Ks. Józef Kudasiewicz
Znany w Polsce i bardzo często wydawany Mały słownik teologiczny ks. Mariana Kowalewskiego podaje następującą definicję cudu: „Cud – nadzwyczajne i zewnętrzne (tzn. mogące być doświadczalnie, zmysłowo poznane) wydarzenie, które wykracza poza możliwości sił przyrody i dlatego można je wytłumaczyć tylko przez bezpośrednią działalność Boga. Cuda uważa się za zewnętrzny sprawdzian i cechę wiarygodności Objawienia”. W świetle tego opisu cud jest wydarzeniem zewnętrznym, podpadającym pod zmysły. 
 
Amelia Pasternak
Była sobie mała dziewczynka. Miała może rok może troszeczkę więcej i bardzo chciała być już samodzielna. Wprawdzie chodzenie bez trzymania się ręki taty nie wychodziło jej najlepiej, ale co jakiś czas zapominała, że jeszcze nie umie sama sobie dobrze poradzić i wyrywała swoją dłoń z opiekuńczego uścisku ojca. Nie mijało wiele czasu i mała przewracała się...
 
Krzysztof Stachewicz
Dla czego powinienem żyć? Czy odpowiedź na to pytanie jest uzależniona wyłącznie od mojego arbitralnego postanowienia, czy też istnieje jakiś kod egzystencji, jakieś zobowiązanie wynikające z bycia człowiekiem? Co jest właściwym etosem, rozumianym jako domostwo człowieka? Co stanowi przestrzeń jego wzrastania, ewangelicznego „owocowania”? Jak żyć? – pytamy za etyką, która stawia to pytanie w kulturze europejskiej począwszy od Sokratesa, czyli od dwóch i pół tysiąca lat. Czy istnieje jakaś fundamentalna prawda o ludzkim życiu? 
 
 
___________________
 
 reklama