logo
Środa, 06 lipca 2022 r.
imieniny:
Dominiki, Jaropełka, Łucji, Marii Teresy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Błażej Węgrzyn
Skąd to pominięcie? Komentarz Bractwa Słowa Bożego
Mateusz.pl
 
fot. Daniel McCullough | Unsplash (cc)


Komentarz do pierwszego czytania

 

Prorok Zachariasz najprawdopodobniej pochodził z rodziny kapłańskiej i urodził się w trakcie deportacji babilońskiej w VI wieku przed Chr. Te dwa autobiograficzne fakty wyznaczają zarazem dosłowne przesłanie całej Księgi: Zachariasz bowiem wzywa swych rodaków, w chwili ustania wygnania, do powrotu do Ziemi Obiecanej oraz dopinguje ich, by jak najprędzej odbudowali świątynię i wznowili kult. Ponadto, motywy zaczerpnięte od Zachariasza dość często, i to w kluczowych miejscach, pojawiają się na kartach Ewangelii, odkrywając wówczas właściwy, duchowy sens Księgi: gdy Jezus wjeżdża na osiołku do Jerozolimy (zob. Za 9, 9 i Mt 21, 5); gdy Judasz przyjmuje 30 srebrników za wydanie Mistrza (zob. Za 11, 12n i Mt 26, 15; 27, 5); wreszcie, gdy setnik przeszywa włócznią bok martwego Jezusa (zob. J 19, 34.37) – ten ostatni motyw stanowi zarazem treść obecnego czytania. Połączmy teraz oba te sensy, korzystając z intuicji Katechizmu, który na interesujący nas motyw powołuje się w kontekście sakramentu pokuty i pojednania, mówiąc o skrusze serca, czyli pokucie wewnętrznej: „Bóg daje nam siłę zaczynania od nowa. Odkrywając wielkość miłości Boga, nasze serce zostaje wstrząśnięte grozą i ciężarem grzechu; zaczyna obawiać się, by nie obrazić Boga grzechem i nie oddalić się od Niego. Serce ludzkie nawraca się, patrząc na Tego, którego zraniły nasze grzechy (por. J 19, 37; Za 12, 10)” (KKK 1432). A zatem, pierwsze czytanie nakłania nas do zdiagnozowania naszej „ziemi wygnania” – co nią jest; dlaczego tam trafiliśmy; czemu wciąż w niej tkwimy? Prorok pragnie, byśmy odbudowali „świątynię” naszego serca – bynajmniej nie własnymi siłami, lecz kontemplując przebite serce Jezusa.


Komentarz do psalmu

 

Szukam… Pragnę… Tęsknię… Odbierzmy otwierającą dzisiejszy psalm zwrotkę jako wołanie wygnanych do Babilonii Żydów oraz nasz jęk w chwili próby, pokusy i faktycznego grzechu. Wpatruję się w Ciebie w świątyni! W drugiej strofie przenieśmy się wyobraźnią do Jerozolimy, gdy ci sami Żydzi już cieszą się, że zaufali Zachariaszowi, decydując się na powrót i odbudowę przybytku; zwróćmy się także ku samym sobie, wspominając momenty, gdy ośmieleni spojrzeniem i dobrym słowem przyjaciół, decydowaliśmy się „wpuścić” ich w swoją biedę, a nieraz także wyznać ją – czy to jako umyślny postępek, czy to jako toczącą nas słabość – w sakramentalnej spowiedzi. Sycę się… – Następną część utworu przyjmijmy jako wskazówkę, by zawsze dawać sobie czas na ciche smakowanie odbytej dobrej rozmowy oraz otrzymanego rozgrzeszenia, np. idąc na samotny spacer bądź udając się na dłuższą adorację eucharystyczną. Lgnę do Ciebie! – Kończące psalm wersety niech będą dla nas pouczeniem, by z umawianiem się na spotkanie z bliskimi i planowaniem spowiedzi nie czekać, aż coś się stanie, tylko dbać o ich regularność.


Komentarz do drugiego czytania

 

Zapewne każdy z nas – celowo albo przypadkowo – uczestniczył kiedyś w obrzędzie chrztu dziecka. Kończy się on słowami celebransa, skierowanymi do całego zgromadzenia (nie tylko chrzczonego człowieczka ani rodziców i chrzestnych): „Wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Alleluja, alleluja! (dosł. «Chwalmy Pana!»)”. Nie przewiduje się po nich żadnej odpowiedzi; nie jest to również formuła „zagrzewająca” do czegoś. To raptem jednokrotnie złożone zdanie oznajmujące – oznajmujące jednak sam tajemniczy, bo właśnie sakramentalny, rdzeń chrześcijaństwa. Podczas gdy Żydzi i grzesznicy z komentarzy do pierwszego czytania i psalmu zakończenie swojego wygnania do geograficznej i moralnej Babilonii bez problemu zauważyli, nowoochrzczony człowiek wcale nie „świeci”. A jednak, zostaje realnie przyobleczony w Chrystusa: zostaje w nim trwale „zainstalowany” „program” łaski – nade wszystko cnót wiary, nadziei i miłości – naprostowujący ich wolę ku Bogu. Odtąd, cały widz polega na tym, by tej prawdzie metafizycznej stworzyć dogodne warunki do ekspresji egzystencjalnej: we własnym, dojrzewającym życiu psychicznym i relacyjnym. Jeżeli to się dokona, Nowe Prawo, o którym będziemy słuchać od jutra do środy w Ewangeliach, okaże się czymś doprawdy życiowym i „namacalnym”; jeżeli zaś nie, to to samo Nowe Prawo będzie tylko kolejnym przykazaniem, apelującym do naszej samodzielności. A jak jest dziś ze mną – od ilu to już lat jestem obiektywnie przyobleczony w Chrystusa? Czy skłania mnie to do wzniesienia spontanicznej radosnej aklamacji „Alleluja, alleluja!” czy raczej utyskiwania, w jakiż to twardy reżim się „wkopałem”?


Komentarz do Ewangelii

 

Inaczej niż u pozostałych synoptyków (zob. Mk 8, 31nn; Mt 16, 21nn), po pierwszej zapowiedzi swojej męki przez Jezusa św. Łukasz nie przywołuje Jego ostrego konfliktu z Piotrem, tylko natychmiast przechodzi do pouczenia skierowanego do wszystkich. Skąd to pominięcie? Otóż, wydaje się, że każdy z Ewangelistów adresuje swe dzieło do uczniów innego typu. Marek, którego tekst jest najstarszy i na którym bazują pozostali, pisze do tych, którzy dopiero nawracają się na chrześcijaństwo, przed którymi dopiero stoi wybór Jezusa; ich wyobrażenia o Zbawicielu, jak u Piotra, wprost zderzają się z perspektywą cierpienia. Mateusz, którego tekst jest młodszy, pisze do tych, którzy już tę podstawową decyzję podjęli, i zaczynają życie w Kościele; ci, z kolei, zderzają się właśnie ze swoimi wyobrażeniami o idealnej wspólnocie, podczas gdy „real” jest zgoła inny. Wreszcie, Łukasz pisze do uczniów, którzy pomału podejmują odpowiedzialność za formację innych i na tej drodze potrzebują własnego „doewangelizowania”; oni więc w jakiejś mierze mają już za sobą i wybór Jezusa jako cierpiącego Mesjasza, i wybór Kościoła jako Jego Ciała, które też cierpi, też bywa rozdzierane, a nawet – już nie „też” – dopuszcza się skandali i zgorszeń… W każdym razie, przed każdym z tych domyślnych adresatów – którym odpowiadają nasze serca z ich kondycją – rozpościera się horyzont naśladowania Jezusa ukrzyżowanego. W rozpoczętym dziś tygodniu, niech ten horyzont ziszcza się w pobożniejszym wykonywaniu porannego znaku krzyża: „Chrześcijanin rozpoczyna swój dzień, swoje modlitwy i działania znakiem krzyża: «W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen». Ochrzczony poświęca cały swój dzień chwale Bożej i prosi Zbawiciela o łaskę, która pozwala mu działać w Duchu Świętym jako dziecku Ojca. Znak krzyża umacnia nas w chwilach pokus i trudności” (KKK 2157).

 

ks. Błażej Węgrzyn
Bractwo Słowa Bożego

mateusz.pl

 
Zobacz także
ks. Mirosław Tykfer

Kościół można postrzegać jedynie jako instytucję. Będzie wtedy jak szkielet, któremu zabraknie ciała. No i jak o takim bezcielesnym szkielecie mówić: piękny? Nie da się. Właśnie dlatego potrzebna jest pobożność maryjna. Można nieustannie zwracać uwagę na to, że Kościół jest jakąś strukturą władzy, urzędem i systemem przyjętych poglądów. I to jest o Kościele jakaś prawda. Można nawet sprowadzić Kościół do organizacji pozarządowej, która ma swój manifest i zajmuje się działalnością dobroczynną.

 
Robert Więcek SJ

Każdy wierzący jest zaproszony, by wypełniła się w nim modlitwa „uczyń serce moje według Serca Twego”. Św. Ignacy Loyola, kiedy zaprasza nas do rozważania zmartwychwstania Pana Jezusa, zaczyna od słów: „(…) w pierwszej kontemplacji rozważać o tym, jak Chrystus Pan ukazał się Pani naszej (…) swojej ukochanej Matce (…)”. Choć w Biblii nie ma o tym wzmianki, to zmysł wiary już od samego początku o tym ogłaszał. Czy mogło być inaczej?

 
o. Jerzy Gogola OCD
Teresa od Dzieciątka Jezus, ta, która przez długi czas nazywana była przez ogół wiernych "małą świętą z różami" i której obrazy, bardziej lub mniej przesłodzone, widujemy niemal w każdej kaplicy i kościele (nawet nie należących do żadnej z rodziny zakonnej), uważana jest dzisiaj za jedną z największych świętych Kościoła. 
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm