logo
Piątek, 22 stycznia 2021 r.
imieniny:
Dominiki, Mateusza, Wincentego, Anastazego  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
George Martin
Słowo Boga przychodzi w słowach ludzi
Mateusz.pl
 


Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. A myśmy oglądali chwałę Jego, chwałę, jaką. Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.
(J 1, 1-3, 14)

 

Znamienny jest fakt, że tożsamość jednej z osób Trójcy Świętej jest określona jako Słowo.


Słowo jest czymś wymówionym. Rozprzestrzenia się, by służyć porozumieniu. Słowo jest mostem pomiędzy ludźmi. Kiedy mówimy, nie tylko przekazujemy informacje, ale odsłaniamy coś ż nas samych. Dla osoby Trójcy Świętej być Słowem znaczy, że samoobjawienie się jej jest częścią samej natury Boga.

 

Przez Słowo Boga został stworzony świat. Bóg przemówił i wszystko powstało. Słowo Boga jest słowem mocy, twórczym słowem, słowem miłości. Nic nie skłaniało Boga do stworzenia świata poza miłością, która szukała urzeczywistnienia.

 

Nie istnieliśmy, dopóki Bóg nie przemówił w miłości. Jego miłość stwarza tego, kocha On kocha. Kiedy Bóg mówi: Kocham Ciebie, to Ty staje się rzeczywistością. Istniejemy, bo Boże słowo miłości zostało wymówione. Istniejemy, bo kiedy Bóg mówi: powstaje ten, kto Go słucha.

 

Całe potężne Słowo Boga – Słowo, które powołuje świat do życia – stało się ciałem Jezusa Chrystusa z Nazaretu. Słowo Boga zostało wypowiedziane i stało się człowiekiem. Ewangelia Jana nie mówi, że weszło do ciała, czy żyło pod postacią ciała, Jan po prostu stwierdza, że Słowo stało się ciałem.

 

Nie zadowala się też Jan stwierdzeniem, że Słowo Boga stało się człowiekiem, lub przyjęło formę człowieka. Jan zdecydowanie stwierdza, że Słowo stało się ciałem – słowo niosące konotacje słabości, pokusy i śmiertelności, które są udziałem człowieka. W Jezusie z Nazaretu Bóg nie udawał stania się człowiekiem, ani chodzenia po ziemi w ludzkim przebraniu. W Jezusie Chrystusie Słowo Boga stało się człowiekiem z krwi i kości, jednym z nas.

 

Słowo Boga stało się ciałem i mieszkało między nami. Dokładniej przekład słów Jana brzmiałby: i rozbiło swój namiot między nami. Uderza nas znajoma nuta: prawie jak gdybyśmy powiedzieli: Słowo Boga stało się człowiekiem i wprowadziło się do naszego sąsiedztwa. Ten, który stworzył świat, chodził po nim. Ten, którego miłość powołała nas do istnienia, żył z nami jako jeden z nas.


Byłoby łatwiej zrozumieć nam Jezusa, gdyby był tylko bardzo dobrym człowiekiem, a nie Synem Bożym. A z drugiej strony; byłoby łatwiej zrozumieć Jezusa, gdyby nie był naprawdę człowiekiem; gdyby Słowo niezupełnie stało się ciałem. Teza o odrzuceniu boskości Jezusa jest odrzuceniem faktu, że jest On Słowem Bożym: Oczywiście to sprzeciwiałoby się przekazowi Ewangelii. A1e odrzucenie Jego człowieczeństwa, odrzucenie faktu, że Słowo stało się ciałem byłoby nie mniejszym błędem. Błędem; który możemy popełnić nieświadomie, z naszej czci dla Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego.

 

Ewangelie dają nam wiele dowodów pełnego człowieczeństwa Jezusa, jeżeli tylko jesteśmy na nie wyczuleni. Czytamy o Jezusie idącym z Judei do Galilei, odległość około 110 km przez teren górzysty. Zatrzymał się w południe koło miasta Sychor zmęczony drogą (J 4, 6) i spragniony poprosił Samarytankę o wodę. Czy naprawdę wierzymy, że był zmęczony i spragniony? Wiemy, że długa droga wyczerpałaby również i nas i że my na pewno bylibyśmy koło południa zmęczeni i spragnieni. Ale czy przyjmujemy, że Jezus czuł takie samo zmęczenie i ból, jakie my odczuwamy? Czy raczej podświadomie przyjmujemy, że był nadczłowiekiem poruszającym się po ziemi, nie odczuwając skał pod sandałami?

 

Słowo, które stało się ciałem czuło to samo zmęczenie i głód co my. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu (Hbr 4, 15). Nasza wiara w Jezusa Chrystusa, Słowo Boże, musi brać pełnię Jego człowieczeństwa pod uwagę. Jeżeli nie rozumiemy, że Słowo stało się ciałem, nie rozumiemy jak Bóg posłał nam swoje Słowo.

 

Tak samo nasze słuchanie słowa Bożego w Piśmie musi wziąć pod uwagę całe człowieczeństwo tego słowa. Jezus Chrystus jest Słowem Bożym, które stało się człowiekiem. Pismo – to, słowa Boga w słowach ludzi. Jeżeli rozumiemy Pismo tylko jako słowa Boga, a nie słowa Boga wypowiedziane w słowach ludzi, nie będziemy w stanie dobrze słuchać Boga mówiącego do nas poprzez Pismo. Jeśli będziemy rozumieć Pismo jako słowa ludzi, a nie jako słowo Boże, także go nie zrozumiemy.


Jak Bóg przemawia słowami Pisma? Jak słowo Boga przychodzi do nas w Piśmie? Wolimy wierzyć, że jest to raczej słowo zesłane z niebios niż wyrażone przy pomocy strun głosowych. Wolimy rozumieć je jako słowo bezcielesne niż słowo, które stało się ciałem.

 

Muzułmanie wierzą, że Koran został podyktowany Mahometowi przez anioła Gabriela. Mormonowie wierzą, że ich święte księgi były znalezione, napisane w nieznanym języku na złotych tablicach. Dla chrześcijan słowa Boże nie przychodzą przez aniołów lecz przez ludzi. Nie przychodzą one w tajemniczym języku, lecz w języku ludzi. Słowa Boga były nam dane w bardzo ludzkiej formie, tak jak Słowo Boga dane nam pod postacią człowieka.

 

Musimy rozumieć w jaki sposób słowo Boga przychodzi do nas, by móc słuchać go właściwie. Musimy zaakceptować całe jego człowieczeństwo, by dosięgnąć jego boskości. Tak jak nasza wiara jest w słowie Boga, które stało się ciałem, tak nasze podejście do Pisma musi być zwróceniem się w kierunku słów Boga, które przyjęły pełną ludzką postać.

 

Słowo w historii


W celu właściwego zrozumienia Biblii musimy zrozumieć jej powstanie. Bóg wybrał, by Jego Słowo stało się ciałem w historii specyficznego narodu, wybór ten dał Jego nowinie określoną formę. Będziemy czytać Biblię z tym większym zrozumieniem i słuchać słowa Bożego tym lepiej, im bardziej poznamy jak Pismo zostało ukształtowane i sformułowane poprzez życie narodu wybranego.

 

Bóg wybrał potomków Abrahama, by byli narzędziem, za pomocą którego wypowiadał się do człowieka i zadecydował, że kiedy czas się wypełni, Jego syn będzie potomkiem Abrahama. Nasze rozumienie Pisma musi więc zacząć się od Abrahama; Słowa Bożego musimy słuchać tak jak duchowych spadkobierców Abrahama.

 

Jest coś tajemniczego, prawie gorszącego w Bożych wyborach. Tajemnicą jest dlaczego Bóg wybrał właśnie tego człowieka 3800 lat temu, kazał mu opuścić swą ziemię i powołał go, by stał się ojcem narodu wybranego. To właśnie od Abrahama z Ur zaczyna się objawienie Boga w historii ludzkiej. Czemu Bóg dokonał tego a nie innego wyboru? Dlaczego po wiekach ciemności i ciszy Bóg postanowił przemówić właśnie wtedy, a nie kiedy indziej? Nie wiemy. Wiemy tylko, że właśnie w ten sposób Bóg postanowił przemówić do ludzkości. Możemy tylko z szacunkiem odnieść się do Jego wyboru i słuchać, kiedy mówi do nas.

 

To od podróży Abrahama do Kanaan ok. 1850 r. p.n.e. zaczyna się objawienie. To wtedy kiedy Abram stał się Abrahamem, ojcem wiary, ludzie zaczęli z wiarą polegać na Bogu i zmienili się dzięki niej.

 

My także, nawet dziś, powinniśmy stać się dziećmi Abrahama, by słuchać Boga z wiarą. Bóg najpierw zaczął mówić do Abrahama. Wiara, w której żyjemy była najpierw wiarą, w której żył w sposób niepełny ale za to spontanicznie Abraham. Abraham słyszał Boga, Boga mówiącego do niego i dzięki temu zmieniło się jego życie.

 

W późniejszych wiekach potomkowie Abrahama byli klanem niewolników w Egipcie. Byłoby przesadą nazwać ich narodem; byli zjednoczeni tylko najluźniejszymi rasowymi i religijnymi więzami. Zachowali wspomnienia o swoich przodkach Abrahamie, Izaaku i Jakubie, lecz wyznawali tylko fragmentaryczną wiarę w jednego prawdziwego Boga. Około r. 1250 p.n.e. Bóg wybrał Mojżesza, Synajskiego pasterza, który wyrósł w Egipcie i objawił mu się. Słowo Boga przyszło niespodziewanie z płonącego krzewu, wchodząc w życie Mojżesza i znów w ludzką historię. Bóg powierzył Mojżeszowi misję wyzwolenia potomków Abrahama z niewoli w Egipcie.

 

Początek naszej Biblii tkwi w pracy i nauczaniu Mojżesza. Nasze Pisma mają korzenie w pismach i tradycjach, które zaczęły się krystalizować ok. 3000 lat temu. Nasze Pisma nie spadły z nieba na złotych tablicach; były pracowicie pisane i przepisywane linia po linii, przez okres tysiąca lat. Jak Abraham jest ojcem wiary, tak Mojżesz jest ojcem Biblii.

 

Mojżesz był więcej niż tylko wielkim przywódcą, prawodawcą lub potężnym cudotwórcą. Był narzędziem zmieniającym potomków Abrahama w naród. Połączył on słabe więzy tradycji i wiary i pod natchnieniem Boga uczynił z nich powszechne wzory życia i działania. Nie tylko wyprowadził potomków Abrahama z Egiptu, lecz przywiódł ich do zawarcia układu z Bogiem, że oni będą ludem Bożym, a Bóg będzie ich Bogiem. Przywiódł ich do powszechnej świadomości i drogi życia.

 

Nie uchwycimy znaczenia Starego Testamentu jeżeli nie zrozumiemy, że jest to księga, która wyrosła z życia narodu. Jeżeli oddzielimy ją od jej początków, źle ją zrozumiemy i źle zastosujemy do naszego życia. To oznacza, że musimy mieć ogólne pojęcie, co znaczy być narodem – kulturowe doświadczenie, którego większość z nas nie posiada.

 

W erze, w której policja, szpitale, opieka społeczna i biura zatrudnienia były nieznane, byt ludzki zależał od przynależności do rodu, plemienia, narodu. Naród jednakże posiadał coś więcej niż tylko środki fizycznego przetrwania. Miał również wspólne dziedzictwo tradycji, wspólną całość dzielonych przeżyć. Nasze pozostawanie w klasowej jedności jest tylko bladym odbiciem zbiorowej pamięci o narodzie. Lecz naród, o którym mowa, był narodem wybranym, jego dziedzictwo tradycji koncentrowało się na obecności Boga pomiędzy nimi poprzez wszechmocne czyny, które spełnił dla nich w przeszłości. Każdy z nas sięga pamięcią do dni młodości, podobnie oni jako naród pamiętali poprzednie pokolenia od samych początków.


Poznajemy drugiego człowieka zarówno przez to co mówi, jak przez to, co czyni. Naród wybrany wzrastał w poznawaniu Boga tak przez Jego słowa jak i czyny. Jego objawienie było zawarte tak w tym, co się im wydarzyło jako narodowi, jak i w tym, co On im powiedział. Początkowo Bóg objawił im swą naturę bardziej wydarzeniami niż słowami. Słowa przyszły później.

 

Duża część Starego Testamentu jest powiązana z historią. Jest to jednak bardzo szczególna historia. Autorzy byli bardziej zainteresowani znaczeniem wypadków niż samymi wydarzeniami. Obydwa wymiary są konieczne, by historia sakralna stała się objawieniem. Jeżeli coś się nie wydarzyło, nie może być mowy o jego znaczeniu. Ale wydarzenie bez znaczenia, nie może służyć objawieniu miłości Boga dla Jego ludzi.

 

Wyjście Izraelitów z Egiptu było jednym z najbardziej decydujących wydarzeń w historii narodu wybranego. Było to wydarzenie, które czyniło z nich naród, które wyzwalało ich z niewoli, które wprowadzało ich na drogę tworzenia królestwa, które dawało im wzór do naśladowania. Było to wydarzenie, w którym późniejsze pokolenia dostrzegały wielkie znaczenie, i które ma znaczenie nawet dla nas.

 

Wyjście było historycznym zdarzeniem, czymś co mogłoby być zasadniczo skomentowane w wieczornym dzienniku, gdyby miało miejsce dziś. Ale autorom Starego Testamentu nie wystarczyło tylko skomentować fakt, tak jak zrobiłby to dziś spiker. Opowiedzieli o tym w taki sposób, że zostało wyeksponowane znaczenie, jakie fakt ten miał dla nich. Byli bardziej zainteresowani jego znaczeniem niż szczegółami.

 

Stary Testament zaczął się jako dziedzictwo narodu wybranego, dziedzictwo przechodzące z ojca na syna. Każde pokolenie opowiadało następnemu pokoleniu jak stali się narodem Tylko się strzeż bardzo i pilnuj swej duszy, byś nie zapomniał o tych rzeczach, które widziały twe oczy: by z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia, ale ucz ich swych synów i wnuków (Pwt 4, 9). Uczyli o Bogu i o tym, co znaczy być członkiem narodu wybranego przez zapamiętywanie wydarzeń, które znaczyły jego początek. Uczyli o specjalnej trosce Boga o nich, opowiadając o cudownych czynach, jakie Pan Bóg zdziałał przez wzgląd na nich. Przypominanie tych wydarzeń było czymś więcej niż abstrakcyjną lekcją historii, było uczeniem i nauczaniem o Bogu. Gdy cię syn zapyta w przyszłości: co oznacza ten zwyczaj – odpowiesz mu: Jahwe ręką mocną wywiódł nas z Egiptu, z domu niewoli (Wj 13, 14).


W cywilizacji, gdzie niewielu potrafi czytać lub może pozwolić sobie na posiadanie jakiegokolwiek rękopisu, głoszenie i nauczanie są wzorem ustnego przekazu i zbiorowej pamięci. Kultura starożytna polegała bardziej na słowie mówionym niż pisanym. Mądrość i tradycje były przekazywane z pokolenia na pokolenie raczej ustnie niż za pomocą książek. Gdy pisano księgi, to raczej w celu utrwalenia ustnego przekazu niż zastępowania go.

 

Samo przekazywanie ustnej tradycji ma wpływ na to, co jest przekazywane. Historie są przekazywane ustalonymi sposobami; poetycka forma wyrazu będzie przyjęta dla łatwiejszego zapamiętywania. Stałe i wielokrotne opowiadanie historii wygładza ją tak, jak wzburzone morze wygładza kamień, dopóki nie stanie się okrągły.

 

To wpływa na Biblię, którą czytamy dziś. Większą część Biblii jest zapisanym wyrazem ustnej tradycji, zapisaniem nowiny, którą głoszono, uczono i przekazywano z pokolenia na pokolenie słowem mówionym. To ustne przekazywanie miało wpływ na słowa, które czytamy i na formę, w jakiej są prezentowane.

 

Słowa Boga przyszły do narodu (izraelskiego) wybranego nie tylko przez wydarzenia, które objawiły jego obecność i wspomnienia przechodzące z pokolenia na pokolenie. Słowa Boże były także wypowiadane przez proroków, ludzi, którzy przemawiali w imieniu Boga. Okres proroków trwał od czasów Dawida do czasów po wygnaniu. Złoty wiek proroctwa przyszedł z Izajaszem, Jeremiaszem i Ezechielem od około 950-500 r. p.n.e. Były to lata, kiedy Izrael po raz pierwszy zachwiał się na krawędzi podboju przez obce potęgi, potem uległ inwazji i wygnaniu, wreszcie pozwolono mu wrócić z niewoli. Po ok. 400 r. przed Chrystusem proroctwo zamarło i głód przyszedł do Izraela, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Jahwe (Am 8,11).


Prorocy byli ludźmi, którzy głosili wybranemu narodowi słowo Boże. Mówili mniej o przyszłości niż o teraźniejszości. Przynieśli Boże osądzenie drogi, jaką naród wybrany poszedł. Ich nowina była często ta sama – wezwanie do powrotu do czystości wiary w Boga jedynego – ale każdy prorok kierował tę nowinę w kontekście specyficznej sytuacji historycznej i specyficznych potrzeb.

 

Dlatego też księgi proroków Starego Testamentu muszą być czytane w oparciu o tło historii St. Testamentu. To, czy naród wybrany był na krawędzi podboju przez obce potęgi, lub czy był on podbity i na wygnaniu, określało konkretne słowo, jakie Bóg kierował do niego przez proroków. Wezwanie proroków przed wygnaniem było często wezwaniem do nawrócenia, ostrzeżeniem, że nieszczęście przyjdzie, jeśli nie powrócą do prawdziwej czci Boga. Było to często wyrażane w sposób bezkompromisowy i nawet przy pomocy ostrych słów. Ale Boże słowo proroków do narodu wybranego podczas wygnania przyjęło inny ton. Było to słowo pocieszenia nadziei i obietnicy wyzwolenia.

 

Kiedy czytamy prorocze księgi Starego Testamentu trzeba pamiętać, że zawierają one prorocze słowa kierowane przede wszystkim do narodu wybranego w czasach tego proroka i konkretnej sytuacji, w jakiej się naród znajdował. Ezechiel nie wygłaszał proroctw dla Amerykanów czy Europejczyków XX w; kierował on słowo Boga do Izraelitów w VI w: przed Chrystusem, w czasach ich wygnania do Babilonu. Ponieważ słowo Boga było prawdziwie wypowiedziane przez Ezechiela, jego proroctwa zawierają Objawienie Boże dla wszystkich czasów. Ale było to objawienie kierowane do ludzi żyjących przeszło 2500 lat temu, słowo Boga ukształtowane przez ich sytuację i potrzeby. My jesteśmy pośrednimi beneficjantami; inspiracja i znaczenie były w pierwszej kolejności związane z ustnym przekazem kierowanym do konkretnych słuchaczy. Mamy przywilej podsłuchiwać tę rozmowę i poprzez to słuchać słowa Bożego kierowanego także do nas.

 

W Starym Testamencie tak historia jak i proroctwo były widziane jako manifestacja słowa Bożego. Historia była mierzona znaczeniem, objawieniem się Boga ludziom. Proroctwo było zakorzenione w historii, występujące w historycznym kontekście, naświetlające znaczenie tego momentu historii w oczach Boga i wiążące razem przeszłość, teraźniejszość i przyszłość jako plan Boga, Historia była historią narodu; proroctwo było słowami Boga kierowanymi do narodu. Lud Boży stanowił kontekst i tło do wypowiadania Słowa Bożego.

 

Słowo staje się słowami


Działanie Boga w historii nie może być ograniczone do natchnienia pisarzy w Biblii. Duch Święty prowadził i inspirował nie tylko autorów Biblii, ale także proroków, sędziów, cudotwórców i przywódców Starego Testamentu oraz apostołów, proroków, ewangelistów, nauczycieli i działających cuda w Nowym Testamencie.

 

W rzeczywistości Pismo często mówi o Duchu Świętym prowadzącym przywódców narodu wybranego i apostołów wczesnego Kościoła (np. Lb 11, 16-25 i Dz 15, 22-29), mówi o Duchu sprawiającym, że prorocy przemawiali (2 Krn 24, 20 i Dz 11, 28) rzadko wspomina, żeby natchnął apostołów do pisania Pisma. To nie oznacza, że Duch Święty nie prowadził autorów Pisma (bo prowadził), ale że ta inspiracja musi być dostrzeżona w kontekście przewodnictwa Ducha nad narodem wybranym i Kościołem. W tym kontekście Bóg dokonał przemiany całokształtu literatury, która wyrażała dziedzictwo tego narodu. Poza tym kontekstem powstawanie Pisma nie może być zrozumiałe.

 

Nie powinniśmy wyobrażać sobie, że głos Boga przyszedł do autorów Pisma w sposób słyszalny, dając im właściwe słowa, które oni od razu zapisywali. Głos z nieba posłużyłby się lepiej ludzkim uchem niż ludzkim rozumieniem i przyjmowaniem treści. Zamiast tego Duch działał poprzez natchnienie – przez podawanie treści, obdarzanie ludzi mądrością, umożliwiając im zrozumienie ważności Boga wśród Jego ludu, przez zachęcanie ich do pisania.

 

Kiedy Paweł pisał swoje listy, wiedział, że sam pisze te listy. Prawdopodobnie nie czuł się inaczej w czasie, gdy pisał listy, które później zostały włączone do Nowego Testamentu, niż wtedy gdy pisał listy, które później zaginęły i nie stanowią części Pisma. Paweł niewątpliwie modlił się o przewodnictwo Boże i natchnienie kiedy pisał, ponieważ była to odpowiedź na konkretne problemy ówczesnego Kościoła, a on chciał, żeby ta odpowiedź była prawidłowa. Czasami twierdził, że wyraża tylko własne opinie w listach Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan:.. (1 Kor 7, 12), Nie mam zaś nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten., który – wskutek doznanego od Panu miłosierdzia - godzien jest, aby mu wierzono (1 Kor 7, 25). Paweł zatem, nie próbował pisać Pisma. ale pisać prawdę, głosić Ewangelię, rozwiązywać praktycznie problemy, które powstawały.

 

Mimo tego, Paweł był natchniony przez Ducha Świętego, tak, żeby to, co pisał mogło być przyjęte przez Kościół jako pisana część nowego przymierza, które Bóg zawierał ze swym ludem: Bóg prowadził go, kiedy pisał ale – prowadził go bez naruszania jego wolności w wyrażaniu myśli. Przewodnictwo Ducha Świętego z pewnością nie tłumiło indywidualnej osobowości Pawła i nie powstrzymywało go nawet od posługiwania się zwrotami, które dziś uważalibyśmy za nieuprzejme (np. Gal 5,12).


Kiedy przejdziemy od ksiąg jednego autora (jak listy Pawła) do ksiąg, które przeszły przez długi proces rozwoju, mając kilku autorów i wydawców (np. Ks. Rodzaju) sprawa, w jaki sposób działało natchnienie Ducha Świętego, staje się jeszcze bardziej skomplikowana. Nam wystarczy wiedzieć, że Duch Święty przewodził rozwojowi każdej księgi, a w rzeczywistości całej Biblii.

 

Nasze współczesne pojęcie autorstwa kojarzy się z twórcą piszącym książkę. Wiele ksiąg Starego Testamentu nie powstawało w ten prosty sposób. Ich autorstwo obejmowało stulecia i wiązało ze sobą wiele osób na różne sposoby. Osnową księgi była starożytna tradycja wiernie przekazywana z generacji na generację w sposób ustny. Być może trochę odmiennie w różnych rejonach geograficznych były przekazywane relacje dotyczące tego samego wydarzenia. Podczas opowiadania i powtarzania wydarzeń tradycje przyjmowały też inną formę.

 

W wielu wypadkach każda z tych tradycji została zapisywana. Autor nie traktował swojego zapisu tradycji jako szansy na zdobycie sławy, lecz celem jego było tak wierne przekazanie tradycji, jak to tylko było możliwe. Jego własne poglądy i osobowość w sposób nieunikniony miały pewien wpływ na wybór zachowywanych tradycji i słowa, którymi się posługiwał przy zapisywaniu jej.

 

Później – może nawet o całe wieki później – ktoś zajął się dziełem wydawania różnych tradycji jako całości. Z szacunku dla materiału, którym się zajmował, redaktor mógł zdecydować, że włączy kilka trochę odmiennych tradycji bez przepisywania ich dla zgodności szczegółów.

 

W parę lat później drugi, a może trzeci redaktor zabrał się do danej księgi, włączając inne elementy pisanej i ustnej tradycji, doprowadzając księgę do formy, w której poznajemy ją dzisiaj. To rozszerzone autorstwo może zaprzeczać naszemu rozumieniu Biblii jako jednej księgi, jednego autora. Jest to jednak bardzo naturalny proces, kiedy księga przyjmuje realne dziedzictwo narodu i zostaje opowiedziana, zapisana i wydana w kontekście stałej obecności Boga z Jego ludem.


Jeśli będziemy próbować czytać księgi Starego Testamentu tak jak gdyby pochodziły od jednego autora, zagubimy się w niekończących się trudnościach. Jeśli przyporządkujemy autorstwo bezpośrednio samemu Bogu, będziemy musieli pogodzić się z nieścisłościami i zmianami stylu. Jeśli nawet będziemy patrzeć na każdą księgę jak na pochodzącą od jednego autora, powstaną trudne pytania. Ale jeśli spojrzymy na Stary Testament jak na zapisane religijne dziedzictwo narodu, jak na zapisany rezultat stałej obecności Boga, to unikniemy wielu problemów i na wiele pytań będziemy mogli dać odpowiedź.

 

Tak właśnie zapisy w księdze Wyjścia związane z przejściem przez Morze Czerwone będą różniły się szczegółami, ale będą zgodne co do głównego wydarzenia i jego znaczenia: Bóg działał, aby wyzwolić swój naród wybrany z niewoli egipskiej, przez umożliwienie im przejścia przez morze tak jak przez suchy ląd. Jeden zapis ma wiatr wschodni, wysuszający wody (Wj 14, 21), inna tradycja mówi o wodach rozsuniętych na obie strony (Wj 14, 22). W momencie gdy te dwie tradycje nie są zgodne w szczegółach, zgadzają się w spojrzeniu na ważność wydarzenia. Bóg umożliwił Izraelitom ucieczkę z Egiptu przez morze.

 

Są dwie pułapki, których musimy unikać: z jednej strony nieprzyjmowanie, że Biblia jest inspirowana przez Ducha Świętego, a z drugiej strony przekonanie, że Biblia spadła z nieba bez udziału ludzkich rąk, albo jedynie dzięki ukrytej pomocy autora. Obydwa niebezpieczeństwa są realne i mogą skutecznie powstrzymać od mówienia do nas słowami Pisma.

 

Jeśli zignorujemy fakty, że Biblia jest natchnionym przez Boga autorytatywnym słowem do nas, będziemy ją może czytać z czystego zainteresowania, ale nie jako słowo Boże do nas skierowane. Może nawet potraktujemy ją jako starożytny tekst wart przestudiowania, ale nie usłyszymy przez nią Boga i naszego życia ona nie zmieni.

 

Jeśli nie przyjmiemy, że słowo Boże zostało wyrażone w słowach ludzi, nie będziemy mogli słuchać tego słowa we właściwy sposób. Będziemy czytać Biblię jak gdyby był to nikły głos szepczący monotonnie do naszego ucha tekst od ks. Rodzaju 1, 1 do Apokalipsy 22, 21. My natomiast musimy słyszeć głos Boga brzmiący symfonią ludzkich głosów – głosów, które czasami z sobą debatują, głosów, które czasami posługują się formą poetycką, czasami pieśnią. Zagubić te głosy – to zagubić głos Boga, to zagubić nas samych.


W rozdziale II podany jest przykład czytania czasopisma. Wiemy, że nowela różni się od artykułu i ma inny cel. Wiemy, że wiersz zawiera inny rodzaj prawdy niż przepis kucharski.

 

Tę samą zdolność rozróżniania musimy przenieść na strony Pisma Świętego. Musimy przyjąć, że jeśli Bóg postanowił przemawiać do ludzi w ich języku (tak jak to uczynił), to mógł wybrać jakikolwiek sposób ludzkiego wyrazu i zapisu, by przekazać swą naukę. On może objawić się tak przez poezję jak i prozę, tak przez fikcję jak i historię. Tak samo jak Jezus nie był w połowie człowiekiem i w połowie Bogiem, tak i Słowa Pisma nie są w połowie ludzkie, a w połowie boskie, ale w pełni ludzkie i w pełni boskie. Są prawdziwie natchnionymi słowami Boga, Jego dla nas objawieniem, są jednak objawieniem dokonanym poprzez inspirowane wysiłki ludzi – ludzi, którzy posługiwali się wieloma różnymi formami literackimi i stylami, by wyrazić słowo Boże.

 

Biblia nie jest jedną księgą, ale biblioteką ksiąg. Każda księga ma swą własną osobowość i punkt widzenia; różne księgi posiadają różne formy literackie i sposoby wyrażania prawdy. Jeżeli pomylimy jedną formę literacką z inną, pomylimy się co do tego, co Bóg chce nam powiedzieć poprzez tę formę i jak chce to uczynić.

 

Nie możemy i nie żądamy, aby przypowieści Jezusa odnosiły się do konkretnych wydarzeń historycznych. Niewątpliwie wielu było siewców, tych, którzy wydawali uczty weselne i ludzi, którzy wynajmowali innym swe winnice, w czasach Jezusa. Wątpliwe czy On miał poszczególnych siewców, czy weselne uczty na myśli; opowiadał przypowieści tylko po to, aby przekazać prawdę, której chciał nauczyć. Apostołowie często zapytywali o znaczenie przypowieści; nigdzie nie jest zanotowane, by pytali o imię siewcy, datę uczty weselnej, czy adres winnicy.

 

W bardzo podobny sposób, niektóre księgi Starego Testamentu zostały napisane dla nauki, którą miały przekazać, bez sztywnego trzymania się danych historycznych czy geograficznych. Księga Estery mówi o Mardocheuszu, który jest przedstawiony jako deportowany z Jerozolimy przez Nabuchodonozora, ale służący jako doradca Aswerusowi, który panował w 100 lat po śmierci Nabuchodonozora. Księga Daniela w równie wolny sposób podchodzi do dat i postaci historycznych, gdy przekazuje swą naukę. Oznacza to, że nie są one przeznaczone do nauki historii, ale do nauczania o Bożej miłości do Jego narodu.


Z drugiej strony, tak jak jest błędem żądać, aby przypowieści zawierały dokładną informację historyczną, tak samo jest błędem traktować prawdziwie historyczne księgi jak gdyby były one przypowieściami. Autorzy historii biblijnej byli tak samo zainteresowani znaczeniem wydarzeń jak i samymi wydarzeniami. Ale jeśli wydarzenia te nie miały miejsca, ich ważność nie mogła być dostrzeżona. Jeśli Bóg nie wyzwolił naprawdę Izraelitów z Egiptu i nie zawarł z nimi przymierza, naród wybrany nie mógł powstać. Jeśli Jezus Chrystus naprawdę by nie żył i nie nauczał, nie umarł na krzyżu i nie zmartwychwstał, jakiekolwiek głoszenie, że jest On Panem i Zbawcą byłoby bezcelowe.

 

Kiedy niektórzy z nas słyszą po raz pierwszy, że fragmenty Biblii nie koniecznie zostały napisane po to, aby zapisywać fakty historyczne, bardzo szybko zakładamy, że żadna z ksiąg nie jest historycznie wierna. W rzeczywistości jednak archeolodzy, i badacze Pisma stale powiększają ewidencję wierności tych ksiąg Biblii, które zostały napisane dla zachowania faktów historycznych. Jana sadzawka z pięcioma sadzawkami (J 5, 2) została odkryta i odkopana w Jerozolimie. Badania nad starożytnymi prawami Mezopotamii odkryły, że wiele faktów z życia Abrahama opisanych w księdze Rodzaju ma pokrycie w kulturze, w której się wychował. Aby czytać Pismo jako słowo Boże musimy czytać je ze zrozumieniem i umiejętnością rozróżniania. Musimy rozumieć typ literatury, jaki reprezentuje każda księga Biblii oraz intencje autora, kiedy ją pisał. Nie wolno nam ani żądać historycznej dokładności, ani odrzucać Biblii jako bajki religijnej. Musimy nauczyć się czytać początkowe rozdziały księgi Rodzaju inaczej niż czytamy cztery Ewangelie; czytać Jonasza inaczej niż księgi Królewskie; czytać Apokalipsę inaczej niż list do Rzymian.

 

Czytanie każdej księgi Biblii (i fragmentu każdej księgi) pod kątem rodzaju literackiego jaki ona reprezentuje, pozwala nam naprawdę skupić się na tym, czego księga ta nas naucza. Musimy koncentrować się na tym, co autor chce nam przekazać – co jest nauką natchnioną przez Ducha Świętego i co Pan chce, abyśmy zrozumieli. Tym sposobem będziemy mogli słuchać słowa Bożego skierowanego jasno do nas poprzez słowa i rodzaje literackie Pisma; Jego głosu w chórze innych głosów.

 

Jak powstawała nasza Biblia?


Jeżeli mielibyśmy widzieć proroctwo Izajasza czytane przez Jezusa w synagodze lub konkretne listy Pawła wysyłane do Koryntian, na pewno zadziwiłyby nas, pomijając fakt, że napisane były całe dużymi literami, ze wszystkimi słowami połączonymi, bez przerw i znaków przestankowych:

 

Egzemplarze Pisma Świętego były stosunkowo rzadkie w czasach Starego Testamentu a nawet w czasach Jezusa. Niewielu ludzi umiało czytać lub pisać; niewielu posiadało książki. Pisano na skórach zwierzęcych lub na papirusie, mniej drogiej substancji z roślin. Ale nawet pojedynczy arkusz papirusu kosztował być może całodzienny zarobek przeciętnego robotnika. Arkusze papirusu były tak połączone, że tworzyły zwój. Zwój wystarczająco długi, by pomieścić Stary Testament, mógł kosztować tyle ile kilku miesięczne zarobki. Oczywiście przeciętny człowiek nie mógł pozwolić sobie na posiadanie Pisma Świętego tak łatwo jak my dzisiaj. Stąd ważność słuchania Pisma czytanego w synagodze; Stąd we wczesnym Kościele była tradycja czytania Pisma, gdy chrześcijanie gromadzili się, by wielbić i czcić Wieczerzę Pańską.

 

Dobrze jest uświadomić sobie, że najstarsze części Biblii mają trzy tysiące lat. Nie posiadamy już oryginalnych manuskryptów, które autorzy sporządzali odręcznie lub dyktowali. Najstarsze przetrwałe wydania Nowego Testamentu pochodzą z IV w., pomimo iż wiele starszych manuskryptów poszczególnych ksiąg i fragmentów zostało odnalezionych. Różne rękopisy czasami czyta się trochę inaczej, lub pomijają fragmenty lub inne włączają. Dzieło tworzenia współczesnego tłumaczenia, wobec tego wymaga podjęcia decyzji, za którym tekstem należy iść.

 

Biblia początkowo istniała pod postacią kolekcji luźnych zwojów. Myślimy o Biblii jako o księdze; w początkowej swej historii jednak, nie była to księga ale zbiór ksiąg. Dopiero stopniowo różne księgi, które tworzą Biblię, zostały zebrane razem i uważane za jedną księgę. A nigdzie w Biblii nie jest powiedziane, które księgi tworzą Biblię. Jest to decyzja na pewno natchniona przez Boga, ale podjęta przez Kościół pod przewodnictwem Ducha Świętego.

 

W czasach Chrystusa naród żydowski posługiwał się dwoma zestawami ksiąg Starego Testamentu. Żydzi zamieszkujący Palestynę czytali Pismo Święte po hebrajsku, w języku którym mówili od czasów Dawida do czasów wygnania. (W czasach Jezusa mówili po aramejsku, językiem bardzo zbliżonym do hebrajskiego.) Żydzi zamieszkujący inne części świata posługiwali się greckim tłumaczeniem Starego Testamentu, ponieważ greka była zwykłym językiem tam, gdzie mieszkali. Żaden określony zestaw ksiąg nie istniał dla Żydów, aż do czasów po Chrystusie, mimo iż była mowa co do osnowy Statego Testamentu. Greckie wydanie Pisma Świętego zawierało jeszcze kilka ksiąg, których nie zawierała hebrajska edycja.


Kiedy Kościół chrześcijański rozpoczął swą działalność, z reguły posługiwał się greckim wydaniem Starego Testamentu; ponieważ szybko stał się powszechnym Kościołem chrześcijańskim, a greka była najpowszechniej używanym językiem. Księgi, które znamy jako Nowy Testament były napisane po grecku (pomimo iż mogło być wcześniejsze wydanie Ewangelii Mateusza po aramejsku). Nawet list Pawła do Rzymian mówiących po łacinie był napisany po grecku! Kiedy autorzy Nowego Testamentu chcieli cytować Stary Testament, cytowali go z greckiego tłumaczenia.

 

Mimo dysput; Kościół przyjął księgi zawarte w greckim wydaniu Starego Testamentu jako księgi Starego Testamentu aż do czasu protestanckiej reformacji. W tym czasie reformatorzy opatrzyli te księgi, które były w greckim Starym Testamencie, a nie w hebrajskim nazwą apokryficzne – nie uznane jako Słowo Boga, na tej samej zasadzie co przyjęte księgi Starego Testamentu. Sobór Trydencki potwierdził tradycję, że te księgi są natchnionymi częściami Starego Testamentu i są one dziś czytane przez katolików i ortodoksów.

 

Nowy Testament przeszedł przez podobny okres ewolucji i selekcji. Więcej niż 100 ksiąg i pism ukazywało się we wczesnym Kościele, jako ewangelie, listy czy objawienie pisane przez apostołów i Pawła. Spośród nich zostały wybrane te, które w sposób autentyczny wyrażały wiarę Kościoła i stanowiły przewodnik dla życia chrześcijańskiego. Podczas kiedy istniała zadziwiająca zgoda co do tego, co było natchnione, a co nie, Kościół dalej prowadził dyskusje dotyczące wyboru ksiąg, które czytamy dziś jako Nowy Testament. Więcej o tym procesie będzie powiedziane w rozdziale VII.

 

Wszyscy mamy mylne pojęcia odnośnie pewnych spraw czasami będąc przekonani, że są to niezbite prawdy. Większość tych mylnych pojęć jest zupełnie nie szkodliwa. Ale mylne pojęcia o Biblii mogą spowodować, że nie usłyszymy słowa Bożego we właściwy sposób.


Spis treści Biblii nie wskazuje kolejności, w jakiej księgi Biblii zostały napisane. Może się tak wydawać, ponieważ księga Rodzaju omawia stworzenie i jest pierwsza, a księga Apokalipsa omawia koniec świata i jest ostatnia. Ale rzeczywista kolejność, w której księgi Biblii zostały napisane, niewiele przypomina kolejność, w której ukazują się one w Biblii.

 

W szczególności moglibyśmy przyjąć, że w Nowym Testamencie Ewangelie zostały napisane najpierw, później listy, później księga Apokalipsy. W rzeczywistości niektóre z listów Pawła zostały napisane przed ewangeliami, a prawie wszystkie listy zostały napisane przed ewangelią św. Jana. Również listy Pawła nie są podane w kolejności, w której zostały napisane. Są one podane mniej więcej według ich długości, z najdłuższym do Rzymian jako pierwszym.

 

Nieświadomie przyjmujemy, że Pismo zostało napisane w rozdziałach i wersetach: że Paweł napisał swój list do Rzymian w 16 rozdziałach. Możemy nawet nieświadomie przyjąć, że Jezus mówił wersetami, które ewangeliści po prostu przepisali. Jakkolwiek pomocny może być podział na wersety i rozdziały dla umiejscowienia urywków, nie są one częścią Pisma i nie były częścią Biblii, kiedy była ona pisana. Biblia była po raz pierwszy podzielona na rozdziały w pierwszej połowie XVIII w. przez Stephena Laugton'a; podział na wersety został wprowadzony przez drukarza Roberta Estienne w 1551 r. Jeśli uczynilibyśmy odniesienie do J 3,16 dla chrześcijanina z pierwszego wieku lub nawet z XII, otrzymalibyśmy pytające spojrzenie.

 

Co więcej, podział na rozdziały i wersety niekoniecznie odzwierciedla logiczny podział tekstu Pisma Świętego. Jest wygodnie czytać rozdział dziennie, ale myśl rozwinięta przez Pawła może zaczynać się w połowie jednego rozdziału i kończyć się w połowie następnego. Nasze czytanie powinno być kierowane znaczeniem odnalezionym w Piśmie i naturalnymi jednostkami myślowymi, które tam znajdujemy, a nie przez podziały wprowadzone później. Nie powinniśmy uważać naszego obecnego systemu numeracji wersetów i rozdziałów za świętą część Pisma Świętego.

 

Słowo Boże w słowach ludzi


Ludzkie początki Biblii mogą być dla nas bardzo trudne do przyjęcia. Możemy być nimi zgorszeni. Możemy też rozumieć ludzki wymiar Pisma Świętego jako wyraz Bożej miłości do nas, jako dowód na to jak dalece Bóg posunął się, wychodząc nam naprzeciw.

 

Biblia zawiera słowa Boga w słowach ludzi. Nie zawiera bezosobowych słów Boga zapisanych ognistym palcem. Nie jest to nawet zapis słów grzmiących spośród chmur, wiernie zapisanych przez tego czy innego stenografa.

 

Nieświadomie nie chcemy tego zaakceptować. Jest o wiele łatwiej – i o wiele romantyczniej – wierzyć, że donośny głos dyktował słowa różnym ludziom, którzy po kolei je zapisywali. Trudniej jest przyjąć, że Bóg postanowił objawić się nam dziś poprzez myśli i słowa, które były autentycznymi myślami i słowami istot ludzkich, takich jak my sami.

 

Możemy być tak zgorszeni człowieczeństwem Bożych słów, jak zgorszeni byli Żydzi człowieczeństwem Jego Słowa: Ale Żydzi szemrali przeciwko Niemu dlatego, iż powiedział: Jam jest chleb, który z nieba zstąpił, i mówili Czyż to nie jest syn Józefa, Jezus, którego ojca i matkę my znamy Jakżesz może on. teraz mówić: Z nieba zstąpiłem (J 6, 41-42).

 

Łatwo jest przyjąć mannę, która tajemniczo ukazuje się jako chleb zesłany z nieba. Trudniej jest przyjąć stwierdzenie Jezusa, że naprawdę jest chlebem nam posłanym. A nawet to stwierdzenie byłoby łatwiej przyjąć, gdyby Jezus pojawił się tajemniczo pomiędzy nami, dorosły i nieznanego pochodzenia. Ale Jezus pojawił się między nami w sposób całkowicie zdawałoby się zwykły: znamy jego ojca i matkę. Jak może twierdzić, że jest Słowem Bożym?


Zgorszenie, jakie Żydzi odczuwali w człowieczeństwie Jezusa jest jak zgorszenie, które my odczuwamy, czytając Pismo jako Słowo Boże. Jak to słowo może być Słowem Boga zesłanego z nieba? Znamy ludzi, którzy je napisali: Izajasza, Jana; Pawła. Jak słowa tych ludzi mogą być słowem Boga?

 

Jeśli nie przyjmiemy, że słowa Biblii były w pełni słowami ludzi, nie zrozumiemy ich właściwie jako słowo Boże – dokładnie tak, jak nie zrozumiemy Jezusa jako Chrystusa, jeśli nie przyjmiemy Jego pełnego człowieczeństwa. Jezus nie był trochę człowiekiem, a słowa Biblii nie są trochę słowami ludzkimi. Słowo Boga do nas musi być przyjęte jako w pełni ludzkie, obojętnie czy mówione w sposób niepełny słowami Biblii, czy wypowiedziane w sposób pełny w osobie Jezusa z Nazaretu.

 

George Martin
mateusz.pl

 

fragment książki Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
tytuł oryginału: READING SCRIPTURE AS THE WORD OF GOD
tłumaczyła: Anna Horodyska

 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー