logo
Niedziela, 26 maja 2019 r.
imieniny:
Eweliny, Jana, Pawła, Filipa – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Michał Golubiewski OP
Sługa i Król
Przewodnik Katolicki
 


Kościół nazywa Chrystusa Królem, ale czy Jezus chciał tak być nazywany i czy chciał być kojarzony ze wszystkim, z czym kojarzy się nam „królewskość”?
 
Koniec roku liturgicznego. Kościół czci Jezusa jako „Króla wszechświata”, przyjmując perspektywę Apokalipsy. Obejmuje wszystko jednym spojrzeniem, widząc jasno, że początek i koniec wszystkich rzeczy należy do Chrystusa, „Władcy królów ziemi” (Ap 1, 5), którego „panowanie jest wiecznym panowaniem” (Dn 7, 14).
 
Wspaniałość, majestat, władza… – za słowem „król” idzie cały szereg skojarzeń, żywych i głęboko zakorzenionych w naszej wyobraźni, chociaż niewiele dziś miejsc, gdzie istnieje monarchia. Kościół nazywa Chrystusa Królem, ale czy Jezus chciał tak być nazywany i czy chciał być kojarzony ze wszystkim, z czym kojarzy się nam „królewskość”?
 
Król, który się wymyka
 
Zachowanie Jezusa w Ewangelii wydaje się niejednoznaczne. Z jednej strony widzimy, że przyjmuje godność królewską. Nie protestuje, kiedy Natanael nazywa Go „Królem Izraela” (J 1, 49). Błogosławi Piotra, który w imieniu apostołów nazywa Go Mesjaszem, a więc oczekiwanym władcą (por. Mt 16, 16). Jego cuda ukazują Jego władzę nad naturą i złymi duchami. Wielu osobom pozwala się nazywać „synem Dawida”, co sugeruje Jego godność królewską; przyjmuje także uroczyste powitanie podczas swego wjazdu do Jerozolimy, kiedy tłumy krzyczą: „Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie!” (Łk 19, 38). Wreszcie, kiedy Piłat Go pyta: „Czy Ty jesteś królem żydowskim?”, odpowiada jasno: „Tak, Ja nim jestem” (Mk 15, 2).
 
W tym wszystkim widzimy jednak pewną rezerwę, jakby Jezus chciał powiedzieć „tak, ale…”. Zabrania uczniom rozgłaszać, że jest Mesjaszem (por. Mk 8, 29; Łk 9, 20). Gdy tłumy wprost chcą Go obwołać królem po rozmnożeniu chleba, wymyka się im i odchodzi (por. J 6, 15). W rozmowie z Piłatem mówi o tym, że Jego królestwo „nie jest z tego świata” (J 18, 36).
 
To „ale” dotyczące królowania, odczytać można także z tego, co Chrystus mówi uczniom o władzy: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą” (Mt 20, 25–26). Przez te słowa Jezus chce zmienić wyobrażenie uczniów o tym, na czym ma polegać władza, ale pomaga im też głębiej zrozumieć tajemnicę Jego własnego królowania. Przychodzi bowiem jako Król, ale inny od władców znanych z historii.
 
Władza i pokora
 
Jezus daje się poznać uczniom jako „Król-Sługa”, Ten, który „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć” (Mt 20, 28). Chyba najmocniejszym w Ewangelii obrazem, który to pokazuje, jest chwila, kiedy Jezus myje uczniom nogi podczas ostatniej wieczerzy. Jednak nie tylko na ten moment, ale na całą misję Chrystusa można popatrzeć w tej perspektywie. On jest Królem, który „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi” (Flp 2, 6–7). Bóg „schodzi w dół”, do stworzonego przez siebie człowieka, po to, żeby mu pomóc, Król przychodzi do poddanego, żeby go podnieść i obmyć, zaprosić do przyjaźni i mu „usłużyć”.
 
Jezus jest jednocześnie „Królem-Sługą Pańskim” z proroctw Izajasza i „Królem-Sługą ludzkim”, Sługą człowieka. Jest to tym bardziej tajemnicze, że Jego panowanie i służba wiąże się cierpieniem. Tak mówił o tym papież Franciszek w jednej ze swoich homilii: „Jezus nie wkracza do Miasta Świętego, by otrzymać honory przysługujące doczesnym królom, sprawującym władzę, panującym. Wkracza, aby być ubiczowanym, znieważonym i zelżonym (…) Jezus wkracza do Jerozolimy, aby umrzeć na krzyżu. To tutaj właśnie jaśnieje to, że jest Królem zgodnie z zamysłem Boga: jego tronem królewskim jest drzewo krzyża!” (homilia na Niedzielę Palmową, 2013 r.).
 
Nawet jeśli później Chrystus zostaje „ponad wszystko wywyższony” (Flp 2, 9) i w Apokalipsie widzimy Go jako zasiadającego na tronie i „Króla królów” (Ap 19, 16), to sposób, w jaki Jego królowanie ukazało się na ziemi, pozostaje tajemniczy. Połączenie w Jego życiu władzy i pokory, wielkości i uniżenia do dziś „wymyka się” nam, jak sam Chrystus wymknął się z rąk tych, którzy dwa tysiące lat temu chcieli Go okrzyknąć królem.
 
Słudzy czy ci, którym się służy?
 
Te „dwie strony medalu”, dwa wymiary Jezusowego królowania – pełnia władzy i pełne miłości służenie innym – mają swój odpowiednik w naszej relacji do Chrystusa. Z jednej strony jesteśmy tymi, którym On służy; z drugiej – to On jest naszym Panem.
 
On służy nam przez to, co zrobił dla nas przez swoją Mękę i Zmartwychwstanie. Służy, karmiąc nas w Eucharystii i wychodząc ku nam ze swoim nieskończonym miłosierdziem, będąc zawsze „do naszej dyspozycji” w sakramencie pojednania. W tym wymiarze już w pewien sposób zaczyna się spełniać przypowieść Chrystusa o panu, który przychodząc do swoich sług sam, „przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał” (Łk 12, 37).
 
Jednocześnie jednak to my jesteśmy Jego sługami, a On naszym Panem. To my mamy być Mu posłuszni, my oddajemy Mu cześć za to, co dla nas uczynił i uwielbiamy Go w Eucharystii. Święto Chrystusa Króla przypomina nam i akcentuje szczególnie tę stronę tajemnicy królowania Chrystusa. Jezus-Sługa jest także „dziedzicem wszystkich rzeczy” (Hbr 1, 1) oraz Tym, do którego należy „wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28, 18). Kiedy uroczystość ta została ustanowiona przed dziewięćdziesięciu laty przez papieża Piusa XI, to ogłosił on ją właśnie z myślą o przywróceniu i pogłębieniu czci Chrystusa jako Pana. Dotyczyło to zwłaszcza życia społecznego, z którego w wielu krajach chrześcijaństwo było stopniowo usuwane. Papież pisał w encyklice Quas primas: „Gdyby więc z powrotem ludzie prywatnie i publicznie uznali najwyższą władzę Chrystusa, niewypowiedziane dobrodziejstwa sprawiedliwej wolności, spokojnej karności, zgody i pokoju, niechybnie musiałyby przeniknąć wszystkie warstwy społeczne”.
 
„Królu, rozkazuj!”
 
Cześć, którą Kościół oddaje Chrystusowi Królowi, jest czcią oddawaną Synowi Bożemu. Tym jednak, co może nam pomóc ją zrozumieć i duchowo nas do niej „podprowadzić” jest także cześć wzbudzana przez królów ziemskich. Przychodzą mi na myśl dwa jej literackie „ślady”. W Potopie Henryka Sienkiewicza jest scena, w której górale ratują w bitwie z rąk Szwedów króla Jana Kazimierza i jego orszak, nie wiedząc, komu przyszli z pomocą. Sienkiewicz opisuje, jak jeden z królewskich towarzyszy woła do nich po skończonej walce: „Czy wiecie, komuście przyszli w pomoc... Oto król i pan wasz, któregoście uratowali! Na te słowa krzyk uczynił się w tłumie: ‘Król! król! Jezusie, Mario, król!’ – Wierni górale poczęli się cisnąć do pana i tłoczyć. Z płaczem opadli go zewsząd, z płaczem całowali jego nogi, strzemiona, nawet kopyta jego konia. Zapanowało takie uniesienie, taki krzyk i szlochanie, że aż biskupi z obawy o osobę królewską musieli zbytni zapał hamować”.
 
Drugi, zupełnie drobny epizod pochodzi z Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena. Jest to scena, kiedy jeden z żołnierzy spotykając się przed bitwą ze swym starym królem, klęka przed nim i wyciągając ku niemu swój miecz mówi: „Królu, rozkazuj!”.
 
Uroczystość Chrystusa Króla stawia nam przed oczy Jezusa w Jego bliskości Króla-Sługi, lecz jeszcze bardziej w Jego majestacie Króla Wszechświata. Wzywa nas do przyjęcia Jego pełnej miłości służby, lecz przede wszystkim do powierzenia Mu się na służbę jako Panu i Królowi. On zaś mówi: „A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec” (J 12, 26).
 
 
Michał Golubiewski OP 
Przewodnik Katolicki 46/2015
 
Zobacz także
Jacek Stojanowski
Wielki, prawy człowiek został niesłusznie skazany. Jak to się w ogóle mogło stać? Kto do tego dopuścił? Judasz, ta zdradliwa żmija, zadowolił się nędznymi ochłapami. Podstępni, zakłamani arcykapłani żydowscy bali się Chrystusa więc kazali Go pojmać. Tylko Piłat starał się jak mógł żeby nie dopuścić do skazania Jezusa. Ale co miał zrobić skoro głupi, ciemny lud się uparł?...
 
ks. E. Janikowski TChr
W tej katechezie zajmiemy się refleksją nad niezwykle wysokim poziomem etycznym Jezusa. Słusznie zauważa Spranger: powiedz mi, co się tobie wydaje wartościowe, co przeżywasz jako wartość najwyższą, a powiem ci, kim jesteś. Przykładowo - jeśli spotykam człowieka i on mi oświadcza, że najwyższą dla niego wartością jest pieniądz, albo jego własna korzyść i wygoda lub może przyjemność, to wiem, że nie mogę na niego liczyć w sytuacji zagrożenia, bo on będzie ratował to, co jest dla niego najważniejszą wartością!
 
Aneta Pisarczyk
Gdy czytamy karty Ewangelii,zdumiewa fakt, w jaki sposób Jezus pociągał za sobą tłumy. Słuchały Go,fascynowały się Nim i Jego nauką, podążały za Nim, nie bacząc na głód i niewygody. Niewątpliwie był On gwiazdą swoich czasów – działał na ludzkie emocje, dawał głębię, dokonywał cudów, był znany. A dzisiejsi popularni kapłani? Czym fascynują? W czym leży ich fenomen? I czego szukamy, słuchając ich? 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 


 
Cost-Club.com: Best Cosplay Costumes for Sale