logo
Sobota, 17 listopada 2018 r.
imieniny:
Grzegorza, Salomei, Walerii, Elżbiety – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Śmierć - patrzmy na ziarna, nie na liście!
Mateusz.pl
 
fot. Ksenia Makagonova | Unsplash (cc)


Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec (J 12, 23-26).
 
Cmentarze, liście i ziarna
 
Różne uczucia i myśli rodzą się w nas, gdy w listopadzie odwiedzamy cmentarze. Widok grobów naszych drogich zmarłych przynagla, by osobiście pytać o śmierć, o sens także własnej śmierci. Widok jesiennej przyrody dodatkowo przyczynia się do zadumy. Choć jesień mieni się wieloma barwami, to jednak wszystko zdaje się zamierać. A my chcielibyśmy wiedzieć, czy jednakowo marny jest los liści spadających z drzew i los człowieka, który starzeje się i umiera.
 
– Gdzie znaleźć autentyczne odpowiedzi na nasz niepokój i pytania pełne trwogi?
 
Czy odpowiedzi dawane „sezonowo” (bo w listopadzie) w różnych czasopismach i periodykach, w audycjach telewizyjnych i radiowych mogą nas zadowolić? Pewno nie wszystkie. Wszystko zależy od tego, czy ich źródłem jest, w końcu, Zmartwychwstały Chrystus. Jan Paweł II pisał w swojej pierwszej encyklice: „Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca (...) musi (...) ze swoim życiem i śmiercią przybliżyć się do Chrystusa” (Redemptor Hominis).
 
Tak, „przybliżyć się do Chrystusa”. – Właśnie to staramy się czynić w dniach rekolekcji, w każdej autentycznej modlitwie, a szczególniej w Eucharystii. W perykopie dziś czytanej (w święto Wszystkich Świętych i Błogosławionych Towarzystwa Jezusowego) Pan Jezus w zaledwie paru zdaniach objawia nam najgłębszy sens naszego życia i naszego umierania: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.
 
To znamienne, że Jezus – stojący w obliczu bardzo już bliskiej własnej śmierci – wyraża jej ukryty sens poprzez skierowanie uwagi ku żywemu ziarnu, które zostaje wrzucone w ziemię. Jakiś czas nie wiadomo, co się z nim dzieje, ale po pewnym czasie widać, że w tej ziemi przetrwało, kiełkuje, wschodzi, przybiera nowy kształt.
 
Jezus przekazuje nam dobrą wiadomość o tym, że tak jak ziarno wtedy najpełniej objawia ukryte w nim możliwości, gdy zostaje wrzucone w ziemię, tak my wtedy, gdy... umieramy. Rolnicy nie boją się, że stracą ziarna, gdy wrzucą je w glebę. My nie powinniśmy bać się (za)tracenia siebie w aktach służby, pracy, wszelkiego zużywania sił. Służąc, dając – owszem, jakoś obumieramy. Ubywa nas, ale tak naprawdę – po przejściu przez krytyczny moment śmierci – wchodzimy w nowy rodzaj istnienia. Będzie on całkiem nowy, pełny, obfity, boski – bo Bóg da nam udział w swoim Życiu (por. 1 J 3, 2).
 
Bóg w śmierci nas „wy-kończy”
To prawda, w listopadzie stają nam przed oczyma groby z ciałami zamienionymi w proch. Chce nas przygnębić nawet widok marniejących liści. Jednak nasz Pan i Zbawiciel kieruje nasze myśli ku pszenicznym ziarnom, w których trwa życie. Jeśli ziarna pszenicy w ziemi nie umierają, nie kończą swego żywota, to my – tak bardzo miłowani (por. Iz 43, 2) i obdarzeni Boskim tchnieniem (por. Rdz 2, 7) – tym bardziej nie!
 
Pan Jezus niezmiennie i na wiele sposobów obwieszcza nam ludziom Dobrą Nowinę o życiu.
 
Jest On prorokiem nie śmierci, trwogi i rozpaczy, ale życia, radości i nadziei!
 
Jezus odsłonił ludzką śmierć jako jedynie „przejściowy” (paschalny) i chwilowy element wielkiego procesu życia, życia wiecznego. To do życia wybrał nas Bóg „przed wiekami” (por. Ef 1, 4). I dlatego nie ma powodu do trwogi, zwątpienia i rozpaczy.
 
Z otwartością dziecka i z powagą mędrca dowiadujmy się od Jezusa (jakby to było pierwszy raz), że nasz los bardziej „przepowiedziany” jest w kiełkujących ziarnach pszenicy niż w jesiennych liściach, które spadają i gniją. Może warto – wbrew jesieni i nadchodzącej zimie – wsiać kilka ziarenek zboża w... doniczce i zaobserwować, że ziarno wsiane w ziemię tylko pozornie kończy swój żywot. Owszem ulega dezorganizacji jego dotychczasowa struktura, ale końcowym efektem tego procesu nie jest unicestwiające zgnicie, lecz zakiełkowanie nowej rośliny, która rośnie, dojrzewa i wydaje owoc. I to obfity, piękny i cenny.
 
Perswazja Jezusa jest przejrzysta, zrozumiała. Czy przyzwolimy, by była skuteczna?
 
Niemądre byłoby ziarno, które za wszelką cenę chciałoby obronić się przed wsianiem go w ziemię. Niemądry byłby człowiek, który chciałby zakonserwować siebie i zachować jednie to znane sobie życie... Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Bóg Ojciec chce nam dać dużo bogatszy rodzaj życia niż ten, którym teraz się cieszymy (a czasem smucimy). Bóg Ojciec chce nas uświęcić i dać nam udział w Swoim Życiu. Pragnie dać nam oglądanie Boskiej Chwały (por. J 14, 23; 17, 24).
 
– Jednak i dla Syna Bożego Jezusa Chrystusa, i dla nas, jego małych braci, jest tylko jedna droga do tak wielkich obdarowań: zgodzić się ufnie i pogodnie na proces obumierania. Zgodzić się wejść przez ciasną bramę śmierci w nowy rodzaj egzystencji – przemienionej, podniesionej do nowej jakości (por. 1 Kor 15, 35-44).
 
Idąc na skróty, można by zatem powiedzieć, że właściwie wszystko, co tu na Ziemi „wykańcza” nas (w potocznym, negatywnym sensie), powinno nas właściwie cieszyć, gdyż przybliża godzinę, w której Bóg rzeczywiście do-kończy, wy-kończy, wydoskonali swoje dzieło stwarzania nas na swój obraz i podobieństwo. To, kim będziemy, widać już jakoś w Jezusie Chrystusie; zwłaszcza przemienia się na górze Tabor (por. Mt 17, 2) i gdy zjawia się jako Zmartwychwstały.
 
„Myśl częściej o niebie”
 
Bardzo pouczające, pogodne i wręcz radosne jest to, co Jezus mówi o godzinie śmierci w tekstach pozabiblijnych, a mianowicie gdy rozmawia z duszami mistycznymi, wybranymi do przekazywania Jego zaktualizowanego Orędzia [1].
 
Oto kilka cytatów z „ON i ja” (Gabriela Bossis). Poniższe teksty są dostępne w książce i w Internecie: www.onija.pl Każdy fragment wart jest tego, by go osobno rozważyć!
 
W swoje urodziny Gabriela pisze: Poświęciłam Mu pierwszą godzinę mego życia i prosiłam Go by ostatnia była pełna miłości. – „Przypomnij sobie: umiera się tak, jak się żyło. Jeżeli w chwilach, które dzielą cię od śmierci, twoje serce pełne jest Mnie; jeżeli pożera je gorliwość o moje Królestwo; jeżeli jesteś spragniona mojej chwały, taką zastanie cię śmierć i wydasz ostatnie tchnienie z myślą pełną miłości. Czy Ojciec, Oblubieniec, opuszcza wezgłowie tej, którą kocha?... A więc czy Ja, który tak kocham moje dzieci, mogę być daleko, gdy one ‘odchodzą’? Przejście nie jest długie: to opuszczenie świata ziemskiego, aby wejść w tamten świat. To prawdziwe narodziny: oznacza to narodzić się dla Życia, które nie skończy się nigdy. Tym Życiem jestem Ja” (nr 911. – 1941 – 26 lutego).
 
„Myśl częściej o niebie, ponieważ jest ono waszym jutrzejszym mieszkaniem, ponieważ wielu tam na was czeka, ponieważ tam powiększacie moją chwałę akcydentalną. Ależ nie jest pychą myśleć, że się pójdzie do nieba i waszym obowiązkiem jest pójść tam, nie zaniedbywać żadnego sposobu, ponieważ jest to wielkim pragnieniem mojej czułości. Wiesz, kiedy budzisz się w nocy, instynktownie ofiarowujesz Mi to przyjście swojej śmierci, bo ja znam twoją śmierć taką, jaka do ciebie przyjdzie. Wybrałem ją dla ciebie z miłością, tak jak wybrałem ją dla każdego z moich apostołów. Nie lękaj się więc z góry uścisnąć ten ostatni ziemski krzyż, jednocząc go z moim Krzyżem. Uczyń z tego już teraz akt miłości doskonałej, szczęśliwa, że opuścisz swoje ciało, aby wejść w moje ramiona. Przypominasz sobie: ‘Najpiękniejszym dniem w życiu jest dzień śmierci’. Opuścić swój dom by połączyć się z Oblubieńcem. Opuścić wszystko z radością, bez żalu, aby Mu dowieść swej miłości. Przypominasz sobie to zdanie żołnierza na wojnie: ‘Kiedy myślę, że w każdej chwili mogę zobaczyć Boga!’ Pragnij tej wizji Boga. Pragnij jak najwspanialszej rzeczy, jaka może ci się zdarzyć. Wszystkie swe czyny poddaj tym ostatnim chwilom swego odejścia. Prawda, że kiedy wybierałaś się w drogę na inny kontynent, czułaś się jak gdyby inną osobą? Wierz mocno, że w owej chwili ostatniego odjazdu, będziesz miała wszelkie potrzebne łaski, nie do pojęcia teraz, ponieważ Ja nie opuszczam swoich, moje dzieciątko.
 
Już naprzód ofiarowuj Mi często swoją niecierpliwość w oczekiwaniu na połączenie się ze Mną: z jak wielką radością będę słuchał twego okrzyku!” (nr 931).
 
„Sylabizuj już teraz alfabet miłości na chwilę twej śmierci”
 
„Sylabizuj już teraz alfabet miłości na chwilę twej śmierci. Twoje ostatnie tchnienie to twoje Consummatum est – Wykonało się! Powiedz mi je już teraz. Nie pozwól, by było coś przypadkowego w tej ważnej i pięknej chwili, jaką jest śmierć. To chwila spotkania. Spiesz się, moja umiłowana, aby ofiarować Mi myśli o śmierci. Umieraj już naprzód – czy rozumiesz? – przyjmując śmierć jak radość oczekiwaną, którą się piastuje w myśli, radość, która się zdarzy tylko raz... i którą należy przeżyć w całej pełni.
 
Mów: Gdy moje powieki zaczną się zamykać na sprawy tej ziemi, oczy moje będą szukały Twego spojrzenia miłości. Gdy uszy moje się zamkną, będę nadsłuchiwać Twojego głosu miłości. Panie, przyjmiesz cierpienie mego ciała jako wynagrodzenie za grzechy mojego życia i życia grzeszników, dla uwielbienia prawdy. A jeśli moje konanie się przedłuży, niech się przedłuża także moja miłość. Niech będzie wierną odpowiedzią na Twoją miłość na Krzyżu.
 
Mów tak często, moje dziecko, nie zostawiaj niczego przypadkowi. Wkraczaj radośnie w dziedzinę ostatnich chwil życia, jak gdybyś szukając ręki śmierci, chciała ją uczynić bliską towarzyszką twej drogi, aby lepiej mówić jej językiem i dostosować do niej twoje zachowanie.
 
Jakże mądre i gorliwe byłoby takie życie... Jak lekkim krokiem przebiegałoby się to, co pozostało jeszcze do przebycia... Jaki uśmiech w duszy, która czeka... Oblubieniec również czeka... Jeżeli twoje gorące pragnienie wzrasta, to cóż powiedzieć o Nim? On cię stworzył. Twoje pierwsze tchnienie należało do Niego, ofiaruj Mu także ostatnie, aby je zerwał, oddasz Mu tym chwałę: On pozwala, abyś mogła w ten sposób Go uczcić.
 
Dziękuj Mu za tę łaskę. Czy nie wiesz, że ‘dotknąć’ Boga to łaska niezwykła? Ponieważ jesteś Jego małym obrazem, utrwala się w tobie Jego odbicie. Być podobnym do Boga... Dziękujcie waszemu Stwórcy. Dziękujcie Mu za Jego subtelność. Jesteście z rodziny Bożej” (nr 945).
 
„Przeżyłem ostatnią godzinę tak jak wy”
 
„Przeżyłem ostatnią godzinę tak jak wy. Jednocz już teraz twoją śmierć z moją. Bądźmy razem, zwłaszcza w chwili ostatecznej. Wiesz jak w chwili niebezpieczeństwa członkowie rodziny rzucają się sobie w objęcia. Ty będziesz się jeszcze silniej tuliła do Mnie, gdy przyjdzie koniec twego życia. Będzie to uniesienie doskonałe, ofiarowanie wszystkiego, co cię otacza, z miłości do mego serca, na którym się oprzesz. O, moja córeczko, jak krótkie jest życie ziemskie. Wszystko zatrzymuje się w połowie drogi. Czy czujesz wyraźnie, że wasze mieszkanie jest gdzieindziej. Dlaczego przywiązaniem do rzeczy ziemskich opóźniać się w drodze do życia przyszłego, które nadejdzie już jutro? Czy nie masz ochoty Mnie zobaczyć, lepiej Mnie poznać? Proś Mnie o to pragnienie. Mogę ci dać wszystko, czego ci brak, ale ty nie prosisz. Zwłaszcza nie obawiaj się znudzić Mnie, przeszkadzać Mi. Jesteś moim dzieckiem. Nic z twojej strony Mnie nie męczy. Widziałaś niedawno tę młodą matkę, która ci powiedziała: ‘Kiedy trzymam moje dziecko w ramionach, zapominam o ziemi’. Czymże jest jej miłość macierzyńska w porównaniu z moją miłością? To Ja daję jej tę miłość. Miłość, jaką żywię do was, jest miłością Boga. Wiesz, mówiliśmy: To Boskie Szaleństwo’. Nie bój się więc. Proś. Pragnij Miłości i dziękuj Jej. Sama nazywaj się dzieckiem Bożym. Przyniesie ci to nowe uczucie” (nr 1151).
 
Patrząc na „tamto życie” i ceniąc je coraz bardziej, możemy z serca tak się modlić – za siebie i za innych:
 
Daj, Panie, każdemu jego własną śmierć
z tamtego życia płynące umieranie,
w którym jest jego miłość, głód i sens...
 
I innym tłumaczeniu (które mniej mi „pasuje”):
 
Każdemu daj śmierć jego własną, Panie, 
daj umieranie, co wynika z życia,
gdzie miał swą miłość, cel i biedowanie... [2]
 
o. Krzysztof Osuch SJ
mateusz.pl
________________________
Przypisy:

[1] Jeśli wszystkie charyzmaty dawane wierzącym są dla budowania całego Mistycznego Ciała Kościoła, to wyjątkowe, mistyczne dary niektórych osób tym bardziej mogą i powinny służyć zbudowaniu wielu.
[2] M. R. Rilke, za: Józef Tischner, Umieranie i jego sens,  http://www.chinmed.com/zdarzenia/zda_art/umieranie_sens.htm
 
Zobacz także
Jacek Prusak SJ
Wyobraźmy sobie, że przyjaźń nigdy nie boli. Jakby wtedy wyglądała? Sztucznie i sterylnie. Byłaby to przyjaźń między ludźmi, którzy bojąc się być blisko siebie, oglądają siebie przez szybę, aby się nie zranić. Ale wtedy, nie chcąc się wystawić na ryzyko bólu i cierpienia, skazaliby się na samotność we dwoje. Przyjaźnie muszą boleć, bo tworzą je ludzie. 
 
Fr. Justin
Dlaczego sakramenty przyjmuje się, poza wypadkami konieczności, w liturgicznym zgromadzeniu wiernych, w kościele?
 
Dariusz Piórkowski SJ
Na co my dzisiaj czekamy? Na podwyżkę, lepszą pracę, dyplom magistra, na święta? Czy w naszym życiu jest jeszcze miejsce na nieprzewidywalność? A może myślimy, że wszystko da się zaplanować i zabezpieczyć? Czy na co dzień z utęsknieniem wypatrujemy przyjścia Chrystusa? Jakie uczucia budzi w nas myśl o naszej śmierci? Czy rodzi w nas tęsknotę za Bogiem? 
 
 

Zaduszki

___________________
 
 reklama