logo
Wtorek, 26 maja 2020 r.
imieniny:
Eweliny, Jana, Pawła, Filipa – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Śmierć – radość i lęk
Mateusz.pl
 


Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon /Bogu/ w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: Panie, chcemy ujrzeć Jezusa. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław Twoje imię. Wtem rozległ się głos z nieba: Już wsławiłem i jeszcze wsławię. Tłum stojący /to/ usłyszał i mówił: Zagrzmiało! Inni mówili: Anioł przemówił do Niego. Na to rzekł Jezus: Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć (J 12,20-33).
 
„Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca [...] musi ze swoim życiem i śmiercią przybliżyć się do Chrystusa” – pisał Jan Paweł II w encyklice Odkupiciel człowieka. To właśnie próbowali uczynić Grecy z dzisiejszej perykopy. My też, z naszym życiem i z naszą śmiercią, przychodzimy do Jezusa, który sam też mierzył się z bliską śmiercią. Była ona dla Jezusa też trudna, ale On widział ją w perspektywie bliskiego uwielbienia. I to czyni wielką różnicę.
 
Dziwne sprzężenie – śmierci i uwielbienia
 
Oto starszyzna żydowska podjęła już decyzję, by pojmać Jezusa (por. J 11, 57) i skazać Go na śmierć. Podobny los (z polecenia tej samej władzy) miał spotkać Łazarza (por. J 12, 10), niedawno wskrzeszonego z martwych. Jezus ma w pamięci bardzo drogą Jego sercu ucztę u zaprzyjaźnionej rodziny Łazarza, Marii i Marty... Wnet miało zacząć się żydowskie święto Paschy. Rzesze ludzi wypełniały Jerozolimę. Wśród pielgrzymów byli Żydzi z różnych stron ówczesnego świata. Przybyło także trochę pogan sympatyzujących z judaizmem. Wielu z nich rozmawiało o niezwykłym Rabbim Jezusie...
 
Jezus ma już za sobą uroczysty wjazd do Jerozolimy (por. J 12, 12-19). Jeszcze otaczają Go tłumy słuchaczy. Jedni z Nim sympatyzują, inni śledzą Go z coraz większą wrogością, pewni tego, że jego dni są już policzone... W tej to scenerii i „gęstniejącej” atmosferze wrogości rozgrywa się to, o czym mówi dzisiejsza perykopa. Jezus dowiaduje się od Filipa i Andrzeja, że jacyś Grecy chcą Go zobaczyć. W odpowiedzi na ich pragnienie ujrzenia Go (poznania Go) Jezus wypowiada kilka ważkich zdań, w których daje poznać Siebie, a także odsłania sens ludzkiego wędrowania przez Ziemię: „A Jezus dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy”.
 
– Chciałoby się zawołać: Kto z nas ludzi potrafiłby tak mówić w obliczu bliskiej śmierci, i to śmierci okrutnej, męczeńskiej? Jezus tymczasem z jasnością umysłu zaprasza, by razem z Nim widzieć przede wszystkim bliskie już uwielbienie! O uwielbieniu i chwale powie Jezus jeszcze wyraźniej w Wieczerniku: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy” (J 13, 31-32).
 
Powrócić do Ojca, wejść ponownie w Boski sposób istnienia (po czasie kenozy wpisanej w tajemnicę Wcielenia) – to najradośniejszy moment w życiu Jezusa. Radość nie była jednak jedynym uczuciem, które towarzyszyło Jezusowi. W Jego Sercu obecny był także lęk, wielka trwoga, która w Ogrójcu spowoduje krwawy pot: „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę”.
 
Śmierć – nasz lęk i nadzieja
 
Wszyscy jesteśmy wezwani, by wziąć sobie do serca Jezusowy los i odkryć, że Jego droga jest naszą drogą. Jesteśmy powołani, by uczynić ją własną pod każdym względem, we wszystkim. Znaczy to, że i nas Bóg Ojciec zaprasza do otwarcia się na uwielbienie, na wieczne życie i chwałę. Jednak na drodze do tego wspaniałego celu napotkamy swoistą przeszkodę: coś, co kosztuje i coś, co trwoży. Kosztuje: całożyciowa służba, trwoży: śmierć.
 
Jezus oswaja Greków, i wszystkich idących za Nim, z wielkim prawem obumierania (i całkowitego obumarcia) po to, aby zacząć żyć pełnym Życiem w Bogu: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”.
 
– Pan Jezus w tym obrazie obumierającego ziarna przybliża naszemu rozumieniu i sercu najgłębszy sens naszego życia. Mówi wprost, że doczesne życie jest powolnym obumieraniem. Nie może być inaczej. Jak ziarno może zaowocować jedynie po wsianiu go w rolę i po obumarciu w niej, tak i człowiek wchodzi (owocuje) w szczęście życia wiecznego, gdy ufnie godzi się codziennie obumierać, tracić swe siły (siebie w obecnym kształcie) i, w końcu, umrzeć. Tak, można ciężko wzdychać i zanosić gorące prośby i błagania do Tego, który może wybawić od śmierci (por. Hbr 5, 7), ale i tak strumień czasu unosi nas, codziennie i w każdej chwili, do krytycznego momentu, jakim jest śmierć!
 
Wszyscy o tym wiemy, choć (na ogół przez kilka dekad życia) rzadko o tym myślimy. Unikamy myśli o śmierci, pewno głównie dlatego, że widzimy w niej nie przede wszystkim „godzinę uwielbienia”, ale raczej samo ogołocenie, kres życia, destrukcję osoby i początek rozkładu naszego ciała. Jezus, sam stający na progu śmierci i (właśnie) uwielbienia, odsłania nam to, co jest dla nas ukryte. Mówi jasno, że za porażającymi procesami obumierania: dezorganizacji i rozkładu – skrywa się wzbierające życie, całkiem nowe życie, wieczne (por. J 17, 2) – przemienione – wyniesione do nowej jakości przez Wszechmoc i Dobroć Boga Ojca.
 
To oczywiste, że my sami na razie nie potrafimy wglądnąć w zapowiadane przez Jezusa uwielbienie biednej ludzkiej natury. Jezus wie jednak na pewno, że i ziarno pszenicy, i człowiek – odbywają podobną drogę ku „obfitowaniu życia”, a jest to droga właśnie obumierania i śmierci; śmierci, która jednak nie niszczy, lecz uwydatnia (jak powiedziałby Norwid: ja cię nie stargam, ja cię uwydatnię)!
 
Jezus Chrystus pragnie, abyśmy – my tak ograniczeni w przenikaniu choćby tylko struktury samej materii, a cóż dopiero mówić o głębiach duszy i Boga samego – uchwycili się Jego słów i wiedzy. A Jezusowa wiedza jest bezbłędna. Jezus nie oszukuje nas, gdy uświadamia nam, że trzeba tu na Ziemi stopniowo obumierać i umrzeć. Jedynie po dopełnieniu się tego procesu obumierania i śmierci Bóg Ojciec może dać nam bogatszy rodzaj życia oraz uwielbić – tak jak uwielbił swego Syna, i naszego Brata – Jezusa.

Żyć rewelacją!
 
Obumieranie i śmierć, wzięte same w sobie, zawsze rodzą w nas smutek, żal, opór, bunt, a nawet rozpacz. Jednak całe to bolesne przeżywanie zmienia się, łagodnieje, gdy dowiadujemy się od Chrystusa, że Bóg na nas czeka w Domu, w którym jest mieszkań wiele (por. J 14, 2). Że Ojciec nas miłuje (J 16, 27) i że chce nam dać życie w obfitości!
 
Myślenie chrześcijan o umieraniu i śmierci ma (powinno mieć) swoją specyfikę. Dokładniej mówiąc, winniśmy być świadomi posiadania największej rewelacji i najlepszej nowiny, która ma swe źródło w Śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa. To wielki dar, że możemy myśleć o śmierci w perspektywie Tego, który nas oczekuje i czyni przygotowania do spotkania z nami (por. J 14, 3)!
 
Piękne jest to życzenie: „Daj, Panie, każdemu jego własną śmierć, z tamtego życia płynące umieranie, w którym jest jego miłość, głód i sens” (Maria Reiner Rilke). Poeta zachęca nas, byśmy coraz bardziej miłowali „tamto życie”, zaś to obecne – poniekąd coraz mniej. Poeta, zapewne sam olśniony jasnym światłem Chrystusa Zmartwychwstałego, poucza, iż trzeba, byśmy głód i najgłębsze pragnienie kierowali ku „tamtemu życiu”. Trzeba, byśmy sens swego życia i śmierci wyprowadzali z nieskończonej Miłości Boga do nas!
 
Słowa szorstkie, ale prawdziwe
 
Żeby myśl „tamtym życiu” nie „straszyła”, a umieranie nie kojarzyło się z rozpaczą, to trzeba wsłuchać także w te słowa Jezusa, które mówią o złej miłości do (obecnego) życia, a także o tym, że warto służbę Chrystusowi przełożyć ponad służbę samemu sobie: „Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”.
 
Te „szorstkie” słowa Jezusa należy brać na „zęby mądrości” i dobrze rozważyć, a nie co prędzej łagodzić je i „tłumaczyć” Jezusa, że wyrażał się tak dosadnie (by nie powiedzieć: niezręcznie), ponieważ miał do dyspozycji język ubogi w czasowniki (i stąd owo „nienawidzi”)... Spróbujmy zawierzyć mocnym słowom Jezusa, zważywszy na to, że bardzo skłonni jesteśmy do tego, by bez umiaru i opamiętania kochać to obecne życie, jednocześnie wybierając dla niego najbrzydszy kształt: kształt grzechu. Kształt bezczelnego lekceważenia Bożego Dekalogu i wydawania siebie na łup trzech pożądliwości (por. 1 J 2, 16) oraz wszelkiego użycia i przyjemności, wyniesionych ponad wszystko – nawet ponad samego Boga (por. 2 Tm 3, 4)!
 
Wobec tak prymitywnego pojmowania wielkiej tajemnicy naszego życia – nie są za mocne słowa Jezusa, który nakazuje (usilnie doradza) znienawidzić swoje ślepe i nierozumne zapatrzenie w samą doczesność... Jeśli dla kogoś „życie wieczne” jest słowem pustym (lub prawie pustym), to wtedy – dla przebudzenia go z duchowego letargu – potrzebne są mocne słowa, które każą się zastanowić, czy aby nie tracimy (głupio) szczęśliwego życia wiecznego za przysłowiową miskę soczewicy, samej tylko przemijającej doczesności.
 
Na sam koniec drugie zdanie Jezusa: „A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec”. – Nie ma najmniejszego powodu, by wahać się służyć Jezusowi! Zamiast jakichkolwiek tłumaczeń i perswazji proponuję, byśmy zechcieli powtórzyć sobie kilka razy to, co Jezus powiedział; i byśmy unaocznili sobie ogrom i wspaniałość Jezusowej obietnicy: „A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec”.
 
Krzysztof Osuch SJ
 
fot. LadyDragonflyCC, New Bean Growth
www.flickr.com
 
Zobacz także
Ks. Marek Starowieyski
Sprawiedliwość Boża okazała się nie tylko w losach Piłata, lecz także w losie Żydów. Wczesne średniowiecze było zafascynowane losami i zburzeniem Jerozolimy, a Wojna Żydowska Józefa Flawiusza w przekładzie łacińskim zwana Hegesipposem, stanowiła jedną z ulubionych lektur tej epoki. Taka jest geneza dwóch dziwnych i chwilami może nawet mało chrześcijańskich apokryfów: Zemsty Zbawiciela i Uzdrowienia Tyberiusza...
 
Amelia Pasternak
Czy Jezus założył Kościół i kiedy?
 
Janusz Dobry
Bóg jako pierwszy wychodzi nam na przeciw i mówi „tak” naszemu życiu. Jednocześnie chce, żebyśmy odpowiedzieli „tak” Jemu i przyjęli zaproszenie do udziału w historii miłości, którą dla nas przygotował. „Bóg jest zawsze pierwszy. Zbawienie, które nam daje, jest zaproszeniem do uczestnictwa w historii miłości, która przeplata się z naszymi dziejami; która żyje i chce się zrodzić wśród nas, abyśmy mogli przynosić owoce tam, gdzie jesteśmy, jakimi jesteśmy i z kim jesteśmy” – mówił papież Franciszek w czasie czuwania z młodymi podczas ŚDM w Panamie.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー