logo
Piątek, 22 października 2021 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Sławomir Kamiński SCJ
Smutek - i co dalej?
Czas Serca
 
fot. Francisco Moreno | Unsplash (cc)


Jednym z większych problemów dzisiejszego człowieka jest egzystencjalny smutek. Coraz częściej towarzyszy on naszemu zabieganiu, przeżywaniu ogromu stresu, doświadczeniu lekceważenia czy też poniżenia. Zagląda do niby-szczęśliwych rodzin, wprowadzając je w zakłopotanie. Jedni przeżywają go ze względu na niedostatek, inni z powodu nadmiaru dóbr, które w końcu przestają cieszyć. Jeszcze inni smucą się wrażeniem wystygłej miłości albo niespełnionych pragnień czy oczekiwań w stosunku do tego, kto okazał się ostatecznie chwilowym partnerem, dezerterującym w obliczu banalnych trudności, takich do rozwiązania przy dobrej woli obu stron.

 

Plaster na smutek

 

Ludzie czasami próbują sobie jakoś radzić ze smutkiem, sięgając dla odprężenia po używki, szukając ukojenia w zwariowanej zabawie w pubach czy dyskotekach, pośród nowych ludzi, tak samo smutnych i zniechęconych, spragnionych coraz to nowych doznań, które i tak cieszą tylko przez chwilę. Wbrew pozorom niespokojne jest serce człowieka trawionego smutkiem. Tak trudno poradzić sobie z nim samemu. Okazuje się, że w wielu przypadkach pomoc lekarza specjalisty czy terapeuty staje się czymś nieodzownym.

 

Wydaje się, że w jego przezwyciężeniu, a przynajmniej w profilaktyce ważną rolę może odgrywać nasza relacja z Bogiem i to, czy jesteśmy ludźmi wierzącymi na poważnie. Nie chcę powiedzieć, że ta kwestia tłumaczy wszystko, bo przecież trudno odmówić choćby biblijnemu królowi Saulowi wiary w Boga, a przecież w jego wnętrzu szalał tajfun destrukcyjnego smutku, który trudno było opanować nawet dźwiękami cytry Dawida (por. 1 Sm 18,8-12). Jednak także i on, jak biblijny Kain i inni, pogubił się w swojej relacji z Bogiem, w pewnym sensie stawiając siebie na pierwszym miejscu i dając się pochłonąć zazdrości.

 

Lek bliskości

 

Prawdziwa wiara ma znaczenie dla życia człowieka. Kiedy jest oderwany od Boga, staje się bardziej podatny na egzystencjalne porażki, które potęgują osobisty smutek. Człowiek potrzebuje bliskości Boga, Jego Serca, miłosierdzia i przebaczenia, nadziei mogącej przezwyciężyć największe życiowe doświadczenia, a wreszcie Jego pocieszenia i zrozumienia. By przekonać się o tym bezboleśnie, wystarczy otworzyć Ewangelię, a w niej można zobaczyć Chrystusa o Sercu wzruszającym się nad sytuacją wdowy z Nain, której śmierć wyrwała jedynego syna (por. Łk 7,11-17). Ten sam Jezus daje najpierw słowo pocieszenia po stracie brata Marcie i Marii z przyjaznej mu Betanii, a potem ze łzami wskrzesza Łazarza (por. J 11,1-44). Wreszcie wydobywa On z trudnej osobistej sytuacji Zacheusza. Mężczyzna po spotkaniu z Mistrzem, którego chciał ukradkiem zobaczyć, nauczył się prawdy, że więcej radości jest w dawaniu niż w braniu. Zrozumiał, że szczęścia nie przynosi pieniądz, do zdobycia którego wykorzystuje się ludzi, ale radością może być jego wykorzystanie dla dobra ludzi (por. Łk 19,1-10). Pismo Święte, Stary i Nowy Testament, mogą nam dać wiele przykładów w kwestii opanowywania druzgocącego smutku i bronienia się przed nim, wystarczy się tym zainteresować i czytać, a wtedy ucząc się także na zapisanych przykładach, łatwiej będzie stać się mądrzejszym także we własnych doświadczeniach.

 

Źródło pocieszenia

 

Warto spróbować otworzyć się na Boże pocieszenie, co oznacza w rzeczywistości zwrócenie swojego serca w stronę Jezusowego Serca, które jest źródłem wszelkiej pociechy. Kościół formułując takie wezwanie w Litanii do Najświętszego Serca Jezusowego, chce nas wyposażyć w przeświadczenie, że Chrystusowi nie są obojętne ludzkie cierpienia, zagubienia i troski, które spędzają nam sen z powiek. Być źródłem to znaczy zapewniać stały dopływ kojącej łaski Bożej, choćby w konfesjonale, w którym odbywa się najbardziej prawdziwe pocieszenie. Tam sam Bóg pochyla się nad biedą człowieka, by go następnie w radości i z oczyszczoną na nowo życiową kartą przywrócić także najbliższym. Tego pocieszenia nie brakuje też chorym, bo i dla nich często w tak skomplikowanej osobistej sytuacji jest pocieszenie, które stanowi sakrament chorych – potwierdzenie, że w chorobie naprawdę nie są sami. Jest z nimi Chrystus, który przez cierpienie i opuszczenie ostatecznie przeszedł zwycięsko, otwierając nam podwoje nieba, gdzie nie będzie już ani smutku, ani płaczu. Pocieszeniem są dary Ducha Świętego, które otrzymaliśmy w dniu bierzmowania. Dzięki większej świadomości możemy je lepiej wykorzystać dla dobra swojego i innych. Tak jak Pocieszyciel, Duch Święty, na nowo przypomniał o tym apostołom, tak samo i nam może to uczynić, wyrywając nas z bezsensu smutku. Pocieszenie można odnaleźć i w przyjmowanej Eucharystii, a także w Komunii duchowej, która jest jej namiastką, wtedy gdy istnieją obiektywne przeszkody, by Ją przyjąć, i musi wystarczyć tęsknota za Tęskniącym za nami. Nie ma więc większego pocieszenia dla człowieka, jak samodająca się miłość Boża. Przyjęcie jej odmienia serce człowieka. Pod jej wpływem przestaje być sercem kamiennym, a staje się często na nowo sercem z ciała. Problem tylko w tym, aby odważyć się na taką miłość postawić w swoim życiu. Problem w tym, by za taką prawdziwą miłością podążać. Problem w tym, by do takiej miłości się zwrócić. Problem w tym, by taką miłość darmo przyjąć. „Bo góry mogą się poruszyć i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi Pan, który ma litość nad tobą” (Iz 54,10). W Jego Sercu miłości więc nie braknie. Z tego źródła płynie wciąż zapewnienie: „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt 5,4) i zaproszenie tchnące otuchą z wysoka: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (11,28). Potrzeba tylko zbliżyć się do Niego, a „rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza” (J 7,38). I smutek rzeczywiście zamieni się w radość.

 

ks. Sławomir Kamiński SCJ
Czas Serca nr 135

 
Zobacz także
Roman Zając
Słowo z samej swej natury jest antonimem milczenia. Boże milczenie zostało przerwane, gdy wypowiedział On swoje Słowo (por. J 1,1). Od tego momentu rozpoczął się dialog Stwórcy i stworzenia. Jak czytamy w Liście do Hebrajczyków: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców [naszych] przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,1-2). Bóg w najpełniejszy sposób dał nam się poznać przez Syna, który jest Jego wcielonym Słowem. 
 
Szymon Żyśko

Depresję osoby wierzącej charakteryzuje coś jeszcze. Poczucie, że Bóg się przed nami ukrył. I nie jest to bynajmniej Jego wina, ale nasza. Ukrył się, bo jesteśmy niegodni, zbyt mali, bo sami sobie tę chorobę „wyhodowaliśmy” lub jak utwierdzają nas w przekonaniu wciąż zbyt często inni w Kościele – bo to wina naszej zbyt małej wiary. Depresja staje się więc zasłużoną karą, a poczucie nieobecności Boga zadośćuczynieniem, na które się godzimy. 

 
Mirosław Kopczewski OFMConv
Błogosławieni, czyli szczęśliwi, w oczach Jezusa są ci, którzy trwają przy sprawiedliwości pomimo prześladowań. O jaką sprawiedliwość chodzi? Według logiki ktoś, kto jest sprawiedliwy, godny jest szacunku, poważania i nagrody. Często słyszymy o tym, że ktoś otrzymał jakieś wyróżnienie za swój czyn, postawę, zachowanie itp. Z natury sprawiedliwość zasługuje na nagrodę. Dlaczego więc Jezus mówi o prześladowaniu ludzi sprawiedliwych? 
 
___________________
 
 reklama