logo
Niedziela, 21 października 2018 r.
imieniny:
Celiny, Hilarego, Janusza, Jakuba Strzemię, Urszuli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Jaworska
Smutek, który się nie kończy
Szum z Nieba
 
fot. Kevin Laminto | Unsplash


Kiedy mówimy o radości, może zrodzić się w nas pytanie: „A co z ludźmi, którzy jej nie doświadczają, ponieważ są cali pogrążeni w smutku? I czy taki stan trwa wiecznie?”.

Problem wciąż nierozumiany i ignorowany


Depresja jest jedną z najczęstszych chorób, cierpi na nią ok. 350 mln ludzi na świecie, z czego w Polsce aż 1,5 mln (ok. 4% społeczeństwa). Dotyczy osób w każdym wieku, nie omija nawet dzieci i młodzieży. Ale tylko połowa ludzi dotkniętych depresją poddawana jest leczeniu. Dlaczego? Być może dlatego, że ten problem jest wciąż nierozumiany i ignorowany.
 
Ludzie przeżywający depresję są osobami o dużej wrażliwości – która, z jednej strony, pozwala im świetnie wyczuwać innych ludzi, a z drugiej strony sprawia, że noszą w sobie ogromne cierpienie i wewnętrzny ból, z większą intensywnością przeżywają lęk przed opuszczeniem i odejściem. Ludzie depresyjni to piękne dusze, bardzo bogate wewnętrznie. Depresja jest zaburzeniem nastroju. Ale sam obniżony nastrój jest niewystarczający do diagnozy depresji. Jednym z podstawowych objawów jest uczucie smutku, przygnębienia. Oczywiście nie każdy smutek jest depresją. Smutek depresyjny trwa przez większość dnia, każdego dnia, przez wiele tygodni. Osoby w depresji płaczą, nie wiedząc dlaczego. Często budzą się w nocy zalane łzami. Tracą zainteresowanie i zadowolenie tym, co do tej pory sprawiało im przyjemność. Znika radość z tego, co wcześniej potrafiło ją przynieść. Depresja powoduje pewnego rodzaju niepełnosprawność życiową, np. cierpiąca na nią osoba nie jest w stanie wyjść z łóżka i pójść do pracy. Towarzyszą temu trudności z koncentracją uwagi oraz spowolniony tok myślenia. Utrapieniem staje się noc, gdy nie można zasnąć albo człowiek budzi się wczesnym rankiem, nie mogąc kontynuować snu. Kolejnym objawem są myśli samobójcze, które w depresji pojawiają się jako bardzo realne – przerażają, zawstydzają, potrafią mieć charakter wewnętrznego przymusu.
 
Stan, w którym nie widzi się żadnego wyjścia
 
Depresja jest stanem, w którym nie widzi się żadnego wyjścia. Męczy wykonywanie najprostszych czynności, więc codzienne sprawy stają się ogromnym wysiłkiem.
 
Spada zaufanie i szacunek do samego siebie. Zanika wszelka nadzieja, także na to, że ten stan kiedyś się skończy. Pojawiają się nieracjonalne poczucie winy oraz wyrzuty sumienia. Chory nieadekwatnie ocenia siebie, nie wierzy w swoje możliwości. Wszystko widzi w czarnych kolorach. Świat staje się nocą. Ludzie depresji noszą w sobie nieustanny lęk. Mają świadomość, że coś jest nie tak, ale nie są w stanie tego zmienić. Depresja odzwierciedla się także w życiu duchowym: modlitwa staje się ciężka, pusta, głucha, pojawia się poczucie odłączenia od Boga. Osoba w depresji spotyka Boga, ale na innym poziomie – wie, że On jest blisko, ale nie ma poczucia głębokiego odczuwania Go. Objawy depresji przypominają strapienie duchowe, lecz ona trwa dłużej i przejawia się w całym funkcjonowaniu człowieka. Są różne depresje: lżejsze i głębokie. Mogą mieć różne nasilenie. Z reguły rozpoczynają się o wiele wcześniej niż są rozpoznawane. W młodzieńczym wieku depresja często jest związana z drażliwym nastrojem, może manifestować się ucieczkami z domu, ze szkoły. Często jest nierozpoznawana. Różne są teorie powstawania depresji. Istnieją teorie genetyczne, biologiczne, związane z niedoborem serotoniny. W psychologii często mówimy o stracie jako przyczynie depresji.
 
Sens depresji 
 
Depresja ma swój sens, chce człowiekowi coś powiedzieć. Często jest reakcją na zbyt słabe więzi. Ludzie w depresji to ludzie osamotnieni: „Umieram, ponieważ nie mam więzi”.
 
Mają dużo znajomych, ale są to relacje płytkie, powierzchowne. Głód relacji rośnie aż do czasu, gdy odzywa się jako depresja, która mówi: „Umrzesz, bo nie masz relacji”. Podstawową potrzebą człowieka jest bycie w relacji: z drugim człowiekiem, z Bogiem i z samym sobą. Niestety, dzisiejsza kultura nie daje miejsca i przestrzeni na słabość i smutek, dlatego depresja maskuje się często pod objawami bólowymi. Po dłuższym czasie przebywania z taką osobą odczujemy głęboką studnię smutku, w której ona jest uwięziona. Istotą depresji jest sprzeczność – człowiek na zewnątrz wydaje się radosny, pełen energii, silny, radzący sobie, a wewnątrz jest słaby, jakby się zapadał. Ludzie chorzy na depresję cierpią dodatkowo z powodu nierozumienia, ponieważ dostają od otoczenia informację, że nie ma powodów, by tak przeżywać lub odczuwać rzeczywistość: „Uśmiechnij się! Przecież wszystko jest dobrze!”. To zwiększa ból, ponieważ cierpiący człowiek chciałby się czuć inaczej, ale nie jest w stanie – z jednej strony jest więc bezsilność, z drugiej strony niemożność wyjścia z niechcianego stanu. Zaczyna on oskarżać siebie o lenistwo, choć depresja jest chorobą i nie ma z tym nic wspólnego, a więc słowa: „weź się w garść” nie są pomocne, wręcz przeciwnie.
 
Jak pomóc człowiekowi w depresji?

Po ludzku nic nie można zrobić, można jedynie być – zachowując spokój i nie wyciągając kogoś z choroby „na siłę”. Ważne jest, by uczyć się rozmawiać, umieć wysłuchać, zaakceptować wszystkie uczucia takie, jakimi są, pozwolić drugiemu na żal, łzy, smutek i słabość.
 
Jednocześnie istotne jest, by nie pochłaniać tych uczuć – tzn. by pewien rodzaj empatii nie stał się drogą obciążenia siebie ponad możliwości emocjonalne. Rozmowa jest już jakąś kontrolą nad depresją, a otwartość jest pierwszym symptomem wychodzenia z niej. Depresja jest chorobą, a skoro jest chorobą, to znaczy, że można ją wyleczyć. Nie należy dawać naiwnych rad, one nie pomagają. Osoby w depresji wiedzą, jak powinno być, ale nie potrafią tak zrobić. Potrzebny jest czas na stopniowe wychodzenie, bez oczekiwania zbyt szybkich zmian.
 
Innym rodzajem pomocy jest zachęcenie chorego do pójścia do lekarza i rozpoczęcie leczenia. Depresję leczy się przez psychoterapię i leczenie farmakologiczne, a leki antydepresyjne są bezpieczne, ponieważ nie uzależniają.
 
Niebezpieczne jest natomiast samodzielne odstawianie leków lub sterowanie dawkami. Możemy pomóc choremu przez wspieranie go w regularnym braniu leków, ponieważ najczęstszą przyczyną niewyleczenia tej choroby jest właśnie ich samowolne odstawianie. W innych ludziach osoby depresyjne wywołują poczucie winy, bezsilności, bezradności, ponieważ udzielanie im rad nic nie działa. Pojawia się pragnienie, by ten stan szybko się skończył… a on trwa. Z upływem czasu niesie to ze sobą ogromny ciężar. A czasami wystarczy, że osoba w depresji usłyszy od nas słowo wsparcia, usłyszy o naszej obecności. Sama obecność potrafi wystarczyć – nie tylko wspólne rozmowy, ale wspólny czas milczenia, po prostu bycie obok. Depresja jest ogromnym cierpieniem i wobec takich osób musimy mieć szczególną delikatność i szacunek. Ten smutek musimy uszanować. Ważna jest atmosfera akceptacji, szacunku i współczucia. Smutek potrzebuje przestrzeni akceptacji. Ból depresji chce być usłyszany. A dusza tak wrażliwa – wymaga szczególnego otulenia.
 
Anna Jaworska
Szum z Nieba nr 146/2018 
 
Zobacz także
Monika Białkowska
Jedni je lubią, drudzy się boją, jeszcze inni omijają „na wszelki wypadek” – jakby udawanie, że cmentarze nie istnieją, odsuwało od nas konieczność śmierci. Ani udawanie, ani lęk nie zmienią rzeczywistości: śmierć przyjdzie. Boimy się własnej śmierci i boimy się śmierci bliskich. Być może właśnie uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, kiedy odwiedzamy groby, są dobrą okazją do tego, by skonfrontować się ze swoimi lękami. To okazja, by zapytać o ich źródło, o sens i o to, czy jesteśmy wobec nich bezradni. 
 
Aneta Pisarczyk
Zranienia, szczególnie te z dzieciństwa, towarzyszą każdemu z nas. Dziś na wiele z nich potrafimy spojrzeć realnie, z tzw. dorosłego punktu widzenia, ale nawet wtedy na ich wspomnienie możemy odnaleźć w sobie wówczas odczuwany wstyd, głęboko skrywaną złość lub po prostu paraliżujący lęk małego dziecka. Jako dzieci musieliśmy się im po prostu poddawać, jako dorośli możemy przejąć nad nimi kontrolę. 
 
ks. Tomasz Jaklewicz
Wielkanoc ma stać się uczestnictwem ludzi – twoim, moim, wszystkich. Nadzieja na dalszy ciąg, na trwanie, na coś jeszcze większego. Zwłaszcza dla ludzi, którzy mają ciężki żywot, nadzieja Wielkanocy może rozjaśniać ich spojrzenie. 

Z ks. prof. Wacławem Hryniewiczem o zmartwychwstaniu Chrystusa i naszym rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama