logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
abp Władysław Ziółek
Sól i światło świata
Przewodnik Katolicki
 


Czyśmy nie utracili smaku?
 
Wy jesteście solą czymś bardzo powszednim i codziennym, ale równocześnie cennym i niezastąpionym. To jest ewangeliczne zadanie, ale i pytanie: Czyśmy nie utracili swojego smaku?
 
Czyśmy nie zwietrzeli i nie stali się pośród tego świata „zbyteczni” ze swoim chrześcijańskim świadectwem? Ile razy się zdarza, że nie tylko nie „poprawiamy smaku” – jak dobra i świeża sól – ale naszymi słowami i czynami pozostawiamy po sobie „niesmak” i „wiele goryczy”. Nie można żyć między ludźmi i nie dbać o to, jaki wpływ na nich wywieramy, jaki dajemy im przykład. Trzeba wiedzieć, co zrobić z naszym chrześcijaństwem i jak powinna „działać” nasza wiara.
 
Kiedy wielu próbuje nas dzisiaj skazać „na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi”, tym bardziej mamy być dla świata „solą ziemi” – czyli odpowiedzialni za rodzinę, w której żyjemy, za dom, w którym mieszkamy, za pracę, którą wykonujemy, za ludzi, których spotykamy…
 
Posłani do walki z ciemnością
 
„Wy jesteście też światłem świata”. Światłem nazywał Chrystus tylko siebie: „Ja jestem Światłością świata”, która rozjaśnia ciemności, przezwycięża grzech, przywraca nadzieję. Światło oznacza w Biblii Bożą obecność. Zatem i chrześcijanin powinien „być światłem” – znakiem obecności Boga wśród ludzi. Przez nasze „dobre uczynki” Bóg powinien być „widoczny” dla innych. Oby tylko nie błyszczeć swoim „słowem i mądrością”, ale „ukazywać ducha i moc Bożą”. I tego Bożego światła nie „ukrywać”. Bo w tym jest sens, żeby światło postawić „na świeczniku, aby świeciło wszystkim”. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy wielu to światło drażni.
 
Jesteśmy posłani do walki z ciemnością tego świata, dlatego nie można się tylko tlić. Trzeba tak żyć wiarą, żeby można było się spokojnie i bez wstydu „pokazać” ludziom. Może „nasze światło” oświeci czyjeś ciemne i poplątane drogi?
 
Być „solą i światłem” w świecie, który często „uważa Boga za zbytecznego lub obcego”, który zdaje się przekonywać, że „Bóg nie zajmuje się życiem i problemami człowieka”, a Jego obecność „może stanowić zagrożenie dla ludzkiej autonomii”. Być „solą i światłem”, żyjąc samemu słowem Bożym i świadczyć, że jest ono „żywe i skuteczne” także dzisiaj.

Rozsmakowywać się w słowie Bożym
 
Do tego zachęca nas papież Benedykt XVI w adhortacji o słowie Bożym, które „nie przeciwstawia się człowiekowi, nie niszczy jego autentycznych pragnień, co więcej, oświeca je, oczyszczając i doprowadzając do spełnienia”. Dlatego trzeba „rozsmakowywać się w głębokim sensie słowa Bożego”, żeby być dla tego świata „dobrym nasieniem”.
 
Obyśmy byli „solą i światłem”, pamiętając o „wewnętrznym związku między przekazywaniem Słowa i świadectwem chrześcijańskim”. Ważne jest głoszenie słowa, ale „nieodzowne jest nadanie temu słowu wiarygodności, by nie jawiło się jako piękna filozofia lub utopia, ale jako rzeczywistość, którą można żyć i dzięki której można żyć”.
 
Jezus nie oczekuje od nas rzeczy niemożliwych: czynów wielkich i wyjątkowych, które zrobią z nas „herosów” chrześcijaństwa. Nie o wielkość czynów chodzi, ale o to, by były wyraźnie i jednoznacznie chrześcijańskie. Niech będą proste i skromne, pełne światła – pełne Bożej obecności.
 
abp Władysław Ziółek
Przewodnik Katolicki 6/2011
 
 
fot. Graphicstock.com  
 
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ

Czy to nie dziwne, że modlimy się ciągle o pokój, chociaż w tylu miejscach na świecie toczą się konflikty zbrojne i wojny? Błagamy Boga o zdrowie dla naszych bliskich i innych chorych, chociaż równocześnie widzimy, że ich stan wcale się nie poprawia, a niektórzy z nich umierają. Prosimy o uwolnienie z dokuczającej nam słabości, chociaż po latach zdajemy sobie sprawę, że w zasadzie niewiele się zmienia.

 
ks. Wojciech Przybylski
Adwent. Czas modlitwy, tęsknoty, oczekiwania, wewnętrznej pracy. W Adwencie módlmy się: "Dobry Boże, odeszliśmy od Ciebie. Szukaliśmy szczęścia poza Tobą, ale nie znaleźliśmy. Nasze dusze i serca wyschły jak studnia. Teraz błąkamy się, jesteśmy spragnieni. Źle nam bez Ciebie. Przyjdź"...
 
Andrzej Grudzień
Jest taki znamienny moment w historii Koziołka Matołka pod koniec trzeciej księgi jego przygód - bohaterowi udaje się w końcu odnaleźć upragniony Pacanów, gdzie może zostać podkuty. Tu jednakże kolejne rozczarowanie - pewien profesor tłumaczy mu, że kowale pracujący w tym mieście nazywają się Koza, stąd powiedzenie: "Kozy kują w Pacanowie"...
 
 
___________________
 
 reklama