Katolik.pl - Spojrzenie Pana i nasze nawrócenie
logo
Środa, 21 października 2020 r.
imieniny:
Celiny, Hilarego, Janusza, Jakuba Strzemię, Urszuli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Rafał Myszkowski OCD
Spojrzenie Pana i nasze nawrócenie
Głos Karmelu
 


 
 
U Boga patrzeć, to kochać i obdarzać miłosierdziem – mówi św. Jan od Krzyża (Pieśń Duchowa 19, 6; 31, 8). A u człowieka?... U człowieka patrzeć to często obserwować na chłodno, niekiedy nawet odzierać z godności, wyśmiewać lub praktykować rolę absolutnego władcy spoza szklanego ekranu. Ludzkie postaci odarte z wnętrza i prezentujące się przed naszymi oczyma na ekranie telewizora lub komputera przyzwyczajają nas niebezpiecznie do płaskiego patrzenia na realne osoby towarzyszące nam z całym bogactwem swojego wewnętrznego świata w naszej codzienności.
 
„U Boga patrzeć, to kochać i obdarzać miłosierdziem”. Jego spojrzenie nigdy nie jest obojętne. Jest zawsze zaangażowane, wypatrujące człowieka. Jezus, przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja... idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza i brata jego, Jana..., ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej... (Mk 1, 16; 19; 2, 14). Łatwo jest nam zrozumieć, że z życzliwością patrzy na prostych rybaków, czy jednak nie dziwi nas, że nie ma dla jego spojrzenia przeszkody, gdy dociera do Lewiego w komorze celnej, gdzie niesprawiedliwy poborca siedzi skupiony nad swym zyskiem?
 
Spojrzenie Jezusa ogarnie jeszcze wielu innych. Ogarnie na przykład św. Pawła, który, jak to bez ogródek określił św. Łukasz, siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich (Dz 9, 1). Jego spojrzenie przenika nawet przez ohydną kurtynę zdrady i pobudza do łez najtwardsze skały ludzkich serc (por. Łk 22, 61). Nie miej więc wątpliwości, że spojrzenie Jezusa przemieni także i ciebie...
 
„U Boga patrzeć, to kochać”. Spojrzenie Jezusa wyznacza w naszym życiu kolejne etapy dorastania do ewangelicznej miłości. Chociaż możemy snuć rozważania o nawróceniu, to jednak siła tej przemiany, którą ono oznacza nie pochodzi z nas samych. Jej źródłem jest miłość Boga. W momencie duchowego spotkania naszych oczu ze spojrzeniem Jezusa, dokonuje się „wywrócenie na lewą stronę” wszystkich naszych teorii. Jezus nie pcha nas wcale w górnolotne uniesienia, ale otwiera nasze oczy na dobro będące w zasięgu naszych rąk. Przemienia nas miłością agape: zstępującą w konkrety życia, a nie katapultującą nas poza rzeczywistość.
 
Liturgicznie już jesteśmy nawróceni. Wraz z całym Kościołem wypowiadamy słowa, które są całkowicie wywrotowe: Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale. Te słowa są szalone i dlatego je lubię. Dziwię się, że wraz z wieloma innymi żyję jeszcze ich odwrotnością, ale bardzo chciałbym do nich dorosnąć i nawrócić się na ich pełną treść.
 
Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu... Odwrotnością tych słów jest „straszenie” Panem Bogiem. Poza liturgią my często nie głosimy śmierci naszego Pana Jezusa Chrystusa. Głosimy Go tak, jak wyobrażał sobie św. Piotr, gdy chciał Mu wyperswadować szalone słowa o Krzyżu. „Taaak, mój Chrystus was osądzi!” – myślimy, gdy niepokorny świat uderza w nas osobiście, albo w ludzi Kościoła. Dopiero gdy spotkamy Jezusa, jak ten sam św. Piotr, Jezusa idącego, by dać się jeszcze raz ukrzyżować ze swoimi braćmi, wtedy dopiero nasza „propaganda” przemienia się w prawdziwą Ewangelię... Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu... Dopiero na Krzyżu zostało całkowicie zniweczone kłamstwo szatana. Oddemonizowany Bóg, wiszący pomiędzy łotrami, takimi jak ja... i ty.
 
Wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie. Głoszenie oznacza przekaz, najczęściej w słowach, przekaz prawdy, tak jak ją rozumiemy. Wyznawanie jest związane z życiem, z postępowaniem. My często głosimy Jezusa, jak bohatera filmu z happy endem, który na końcu i tak wychodzi cało nawet z wybuchu bomby atomowej, bo się okazało, że przypadkiem miał na sobie kilkumetrowej grubości ołowiany kaftan. Wyznajemy jednak Jezusa jakby był martwy. Głosimy żywego, bo tak się nauczyliśmy, ale wyznajemy martwego, bo... „takie jest życie”, czytaj: „nie da się żyć według przykazań, według Ewangelii, bo nikt tak nie żyje. Nie da się żyć w czystości, nie da się nie myśleć tylko o pieniądzach, nie da się iść w niedzielę do kościoła, gdy się cały tydzień harowało” itp., itd. Wyznajemy Twoje zmartwychwstanie. Jego życie odnajdujemy tam, gdzie kończą się nasze pewności. Cudowne jest życie paschalne dziecka Bożego wyznającego Jezusa, żyjącego Jezusem, który zwyciężył śmierć grzechu.
 
I oczekujemy Twego przyjścia w chwale. Jeśli chlubię się Jezusem, który przeszedł przez śmierć i zmartwychwstał, jeśli z Nim codziennie zmartwychwstaję z mojego grzechu, z mojego przerażenia, z mojej izolacji itp., to nie mogę nie wypatrywać z radością Jego przyjścia. Gdy jednak moje życie jest wyznaniem martwego Boga, to słowa o Jego przyjściu tchną trupim zapachem przerażenia.
 
„U Boga patrzeć, to kochać i obdarzać miłosierdziem”. Ja wiem, Wybawca mój żyje! (Hi 19, 25). Nawrócenie możliwe jest tylko, gdy napotkamy wzrok Zmartwychwstałego i zobaczymy Jego chwalebne rany. Może przedsionkiem nawrócenia jest nasza tęsknota, pragnienie, by umieć bardziej kochać? Pocieszające są słowa św. Jana od Krzyża ukazujące Boga jako Oblubieńca, którego skarga duszy tęskniącej dotyka w same źrenice oczu. Jak mówi nasz święty mistyk: „Oblubieniec dusz nie może patrzeć długo na ich cierpienie w osamotnieniu” (Pieśń Duchowa 11, 1). Nie jesteśmy w stanie zaaranżować tej chwili, gdy wzrokiem naszej duszy napotkamy wreszcie Jego spojrzenie, ale możemy być czujni. Tak ważne jest, by w chwili spotkania odpowiedzieć odważnie. Dlatego muszę uważać, by moje spojrzenie nie było „szklane” tzn. bezmyślne i bezduszne. Przenoszę więc wzrok z ekranu na żywe osoby. Może ich oczami patrzy na mnie Jezus? Napełniam swe spojrzenie kolorami przyrody, bo jak mówi św. Jan od Krzyża o stworzeniach, „Bóg przyodziewa je swym spojrzeniem w piękno i napełnia weselem cały świat i niebiosa” (Pieśń Duchowa 6, 1). Może więc w nich napotkam Jego wzrok?
 
Przede wszystkim, wraz ze wspólnotą Kościoła, szybko wstaję po Przeistoczeniu w czasie Eucharystii, gdy Jezus zstępuje na ołtarz i zaprasza do uczestnictwa w Jego śmierci, bym mógł zmartwychwstać i żyć Jego życiem. Kiedy już stoję, patrzę na Jego uniżenie w Eucharystycznym Chlebie, a wiedząc, że i On na mnie patrzy, odpowiadam na tę tajemnicę wiary wraz z całym Kościołem: Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale!!!
 
 
o. Rafał Myszkowski OCD 
 
Zobacz także
ks. Andrzej Draguła
Artykuł został usunięty, ponieważ redakcja Tygodnika Powszechnego zakończyła współpracę ze wszystkimi serwisami internetowymi, także z naszym.

Zapraszamy do czytania innych ciekawych artykułów w naszej czytelni.
 
Jacek Skowroński
Sakrament – słowo, z którym spotykamy się tak często, że może przestaliśmy już zastanawiać się nad rzeczywistością, która się za nim kryje. Znamy katechizmową definicję, mówiącą, że jest to „widzialny znak niewidzialnej łaski”, ale może nie potrafimy powiązać jej z doświadczeniem. Korzystamy z sakramentów, ale być może nie zastanawiamy się nad ich istotą i znaczeniem dla naszego życia. 
 
o. Stanisław Morgalla SJ
Częstą barierą przed wyznaniem grzechów w konfesjonale jest wstyd lub lęk. Przyznanie się do winy zawsze wiele nas kosztuje i jest krępujące. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś o zdrowych zmysłach będzie beznamiętne wyznawał własne słabości czy niegodziwości. Uczuć w konfesjonale nie unikniemy. Moim zdaniem one są cennym wzmocnieniem wyznania grzechów i żalu za nie...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー