logo
Sobota, 05 grudnia 2020 r.
imieniny:
Kryspiny, Norberta, Sabiny, Geralda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Piórkowski SJ
Stany duchowe człowieka
Mateusz.pl
 


Ponieważ żyjemy w czasie, Bóg dociera do nas idąc niejako po śladach naszych przeżyć, ale też wzbudzając różne stany ducha, dzięki którym próbuje przekazać swoją wolę lub dokonać naszego wewnętrznego udoskonalenia. Co więcej stany duchowe odzwierciedlają trwającą w człowieku walkę dobra ze złem, która nie zawsze musi przybierać dramatyczny charakter i niebotyczne rozmiary.

Wejść na poziom ducha

Psychologia to bardzo pożyteczna dziedzina wiedzy, ba, sfera psychiczna to nieodzowna i ważna cząstka nas samych. Kto chciałby od niej uciec lub pozbyć się swojej psyche, dokonałby zamachu na własne człowieczeństwo. Dzisiaj psychologia przeżywa swoisty renesans. Nie tylko staje się jednym z kluczowych narzędzi poznawania człowieka i złożonych procesów zachodzących w jego wnętrzu, ale też przybiera postać swoistego mesjasza naszej cywilizacji. Całe zastępy psychoterapeutów, mających wyprowadzić pacjentów z depresji, nerwic, napięć i stresów codzienności przeładowanej tysiącami bodźców, otwiera podwoje swoich gabinetów, by spieszyć z pomocą zagubionemu człowiekowi. Liczba studentów psychologii na wielu uniwersytetach wciąż pozostaje na stałym poziomie. Półki księgarskie aż uginają się pod ciężarem psychologicznych poradników, kompendiów, analiz i teorii. Nic dziwnego. Człowiek szuka recepty na rozliczne bóle i troski swojej egzystencji. Chce zorientować się, co się z nim dzieje. Pragnie poznać zachodzące w nim procesy, nazwać uczucia, które miotają nim na różne strony, wywikłać się z trudnych do zniesienia konfliktów, znaleźć spokój i ukojenie.

Ale wbrew temu, czego byśmy oczekiwali, nie wszystko da się wytłumaczyć czy zrozumieć w obrębie psychologii. W naszym życiu dochodzi do głosu także duch i ciało, które współgrają z naszą psyche. Nieraz dziwię się tym, którzy sądzą, że psychologia uzdrowi człowieka, że wystarczy jakaś porządna terapia, a wszelkie problemy znikną. Niewątpliwie, zdarza się, że fachowa pomoc specjalisty wnosi wiele światła do naszego życia, a nawet może rozwiązać jakieś trapiące nas problemy, pomaga zadbać o właściwy tryb życia, uwalnia blokowane całymi latami uczucia, wzmacnia poczucie wartości. Zaprzeczanie dobroczynności psychologii równałoby się walce z wiatrakami. Jednak z drugiej strony nie można uznać jej za punkt docelowy wszelkich ludzkich pragnień i probierz postępowania człowieka.

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że nadmierna fascynacja bądź brak trzeźwego dystansu do psychologii prowadzi do zmiany postrzegania rzeczywistości. Jeśli nie uwzględni się granic psychologii i jej niewystarczalności, wówczas dochodzi do dość opłakanej w skutkach redukcji: psychologizacji człowieka i otaczającej go rzeczywistości. Objawia się to w ten sposób, że sfera psychiczna okazuje się ostateczną instancją i kryterium w podejmowaniu decyzji, w ocenie ludzkich czynów i zachowań. Dobre samopoczucie bierze wówczas górę nad wyborem większego dobra, którego spełnienie nie zawsze wiąże się z komfortowym stanem emocjonalnym czyniącego i otoczenia. Ewentualne konsekwencje ludzkich wyborów oceniane bywają li tylko z psychologicznego punktu widzenia, a więc z poziomu uczuciowości. Jeśli ktoś się nie poczuł się urażony, jeśli nie stracił dobrego nastroju, to wszystko jest w porządku. Tym samym na dalszy plan schodzi sfera duchowa, a więc „przestrzeń”, która przekracza a zarazem przenika cielesność i psychikę.

Mój przyjaciel z Niemiec, który od lat prowadzi poradnię psychologiczną w centrum Berlina, opowiadał mi wielokrotnie, jak to często dociera w terapii z wierzącym bądź niewierzącym pacjentem do pewnego punktu krytycznego. Mianowicie, po kilku miesiącach spotkań okazywało się, że w człowieku tym nagle odżywa tęsknota za Kimś większym, za Absolutem, sensem, Bogiem. Przez lata wielu ludzi sądzi, że dręczy ich depresja, jakieś osobiste nierozwiązane konflikty, które na gwałt trzeba uśmierzyć, po czym stwierdzają, że tak naprawdę, odkrywają w sobie wewnętrzny niepokój – jakieś poruszenia, które przychodzą jakby z innego świata. Tutaj psycholog staje już zupełnie bezradny. Duch pacjenta zaczyna budzić się z letargu. Terapeuta nie może go zachęcić do wiary, bo nie jest ona środkiem antydepresyjnym czy psychotropowym. W tym miejscu zaczyna się dopiero otwierać „możliwość” wiary, odsłania się przedpole dla obdarowania łaską wiary – związania się z Osobą, która zaspokoi pragnienia, niepokoje i tęsknoty.

Wypływa z tego wniosek, że nasz duch przedziera się jakoś do naszej świadomości, chociaż nieraz odbywa się to z wielkim trudem i mozołem. Co więcej, nasz wymiar duchowy staje się areną prawdziwego zmagania i walki duchowej.

Św. Ignacy z Loyoli, próbując opisać to, co dzieje się w naszej duszy, odwołuje się do działania duchów: dobrych i złych, które wywołują w nas różne poruszenia. Chociaż zewnętrznie reakcje te wyrażają się poprzez uczucia i rozmaite myśli, nie można ich zredukować jedynie do sfery emocjonalnej. Nasze rozmaite poruszenia, uczucia i myśli mogą zawierać w sobie działanie Boga bądź Jego przeciwnika – szatana. Zauważanie i rozpoznawanie takich poruszeń to dzisiaj wielka sztuka, zwłaszcza, że mówienie o duchach przypomina wielu współczesnym opowiadanie małym dzieciom bajki o krasnoludkach i śpiącej królewnie. Anioły, diabeł, duchy – toż to historyje rodem z baśni Andersena!

A jednak świat duchów jest pośród nas obecny, chociaż niestety najczęściej w postaci zabobonnego reliktu z przeszłości, który okazuje się jeszcze tu i ówdzie przydatny.

 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
ks. Przemysław Bukowski SCJ

Jedną z miar dojrzałości człowieka jest jego świadomość własnych postaw. Dotyczą one zarówno autentyzmu wyrazu osobistych przekonań, jak i umiejętności rozumienia drugiego. Jedno i drugie wzajemnie się zresztą warunkują. Ktoś, kto potrafi bardziej słuchać wyznań innego, niż go oskarżać, w jakiś sposób życzliwiej spogląda w lustro niż ten, kto nie odkrywa potrzeby rozumienia drugiego, ma za to silne przeświadczenie o słuszności przerobienia go na swoje podobieństwo. Wiedza o wzajemnej inności potrafi zbliżać, ale potrafi też budować obustronne mury. Zresztą bliskość zawsze zakłada odległość.

 
ks. Jacek Siepsiak SJ
Służą zachowaniu w lepszym stanie, a niszczą życie wewnętrzne. Dłuższy wydaje się okres przydatności do spożycia, a ich zażycie groźne dla zdrowia, że aż strach brać coś takiego do ust. Mięso w lodówce się nie psuje, ale organy w naszych ciele i owszem. Konserwanty winny konserwować, przedłużać trwanie. I robią to. Ale czy konsekracja polega na długim trwaniu, czy raczej na poświęceniu? Gdy poświęcam się czemuś lub komuś, to czy po to, by jak najlepiej zachować wieczną nieskazitelność? 
 
anonim
Od kilku lat pracuję w szpitalu. Kiedy chodzę po długich korytarzach i odwiedzam chorych, spotykam również tych, którzy zbliżają się do kresu swoich dni. Ostatnie dni życia są takimi chwilami, kiedy człowiek ściąga maski, jakie bardziej lub mniej świadomie nosił do tej pory. Wtedy - niezależnie od światopoglądu - zadawane są najbardziej egzystencjalne pytania, dzieje się coś, co można nazwać "wychylaniem się w przyszłość", mimo iż biologiczne życie dobiega końca.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー