logo
Środa, 20 stycznia 2021 r.
imieniny:
Fabioli, Miły, Sebastiana, Fabiana  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Roman Bielecki OP
Sumienie trzeba szanować
Miesięcznik W drodze
 


A w którym momencie rodzi się chciwość, bo jest to grzech główny i jakoś powiązany z pracą. Jak ją w sobie rozpoznać?

Protestanci twierdzą, że skutecznym testem chciwości jest dziesięcina oddawana na Kościół. Niezależnie od mojej sytuacji materialnej oddaję 10 proc. własnych dochodów Kościołowi. Innymi słowy, pokazuję Panu Bogu, że pieniądze nie panują nade mną. Co więcej, w ten sposób idę za wskazaniami Bożej obietnicy, że jeżeli pokażę swoje zdystansowanie do tego, co materialne, to Bóg będzie mi błogosławił.

Mam paru protestanckich przyjaciół, którzy tak robią i rzeczywiście stają się coraz bogatsi. Jest to trochę wkurzające, bo takie podejście do Pisma trąci fundamentalizmem, ale sama zasada jest słuszna. Uwaga! Nie da się przy tym Pana Boga oszukać. Nie da się zrobić takiego duchowego triku, że coś dam, ale po to by dostać więcej, a tak naprawdę wcale się nie zdystansowałem. Jeśli dajesz szczerze, to znaczy, że możesz otrzymać więcej, bo posiadanie cię nie niszczy, czyli to ty posiadasz, a nie jesteś posiadany przez chęć posiadania. No i oczywiście dodajmy, że dawanie jako manifestacja mojej wolności wobec pieniędzy wcale nie musi być "na Kościół", jest wiele innych możliwości wspomagania finansowego.

Mówisz o etosie protestanckim, a czy katolickie nauczanie zawiera takie wskazówki?

W jednym ze swych wystąpień Benedykt XVI mówił o małych pragnieniach, które obumierają w człowieku po to, by mógł pragnąć więcej. Zbieram pieniądze, bo chcę zbudować dom. Zbudowałem i co dalej? Okazuje się, że to jeszcze nie wszystko, że chcę więcej, żeby tam była rodzina, żebym miał z kimś bliską więź. Buduję tę więź, mam dzieci, a potem się starzeję i nagle się okazuje, że nie jestem potrzebny tym dzieciom, że znowu coś, co było pozytywną wartością, obumiera, i co dalej? Papież mówi, że człowiek przez całe życie doświadcza tego, że jego pragnienia nie znajdują zaspokojenia w tym, co jest na ziemi, bo skierowane są na wieczność. Tyle że nie da się zgrabnie przeskoczyć z życia doczesnego do wiecznego i powiedzieć sobie, że skoro moje pragnienia są nieskończone i tu na ziemi ich nie zaspokoję, to teraz nic nie będę robił, niczego nie będę pragnął i poczekam na koniec świata. Małe pragnienia prowadzą do większych, a te większe do największych. Opozycja: być czy mieć, jest w tej perspektywie trochę fałszywa, bo im więcej mam, na przykład książek, które przeczytałem, wiedzy, którą zdobyłem, sztuki, którą zobaczyłem, muzyki, której słuchałem, to staję się kimś innym, bo to wszystko jakoś mnie kształtuje. Podobnie jest z domem i przedmiotami, które w nim mam. To wszystko mnie zmienia i kształtuje, zarówno w wymiarze duchowym, jak i materialnym. Ten proces przechodzenia od małych pragnień, przez coraz większe marzenia, aż do celu ostatecznego, to jest to, o co chodzi w chrześcijaństwie.

Czy Kartezjański paradygmat "Myślę, więc jestem" został współcześnie zastąpiony przez "Pracuję, więc jestem"? Czy praca nas definiuje?

Brakuje mi w tym zdaniu podkreślenia wymiaru relacji do kogoś. Bez odniesienia do Boga czy innych ludzi to zdanie jest kalekie. Praca nie jest celem samym w sobie. Można przepracować całe życie i być zgorzkniałym, nie zbliżyć się o krok do "bycia", nawet jeżeli ta praca miała sens. Pracowanie nie daje zbawienia i w tym znaczeniu traktowanie zdania "Pracuję, więc jestem" jako dogmatu byłoby niepokojące. Co myśleć o niepełnosprawnych czy przykutych do łóżka? Nie pracują, więc nie są? Albo bezrobotni. Ktoś, kto nie pracuje, przeczyta hasło "Pracuję, więc jestem" i pomyśli: Skoro nie pracuję, to nie istnieję? I ludzie często tak siebie przeżywają - jestem nikim, jestem bezwartościowy, bo nie mam pracy. A to nieprawda. To, że ktoś jest bezrobotny, nie znaczy wcale, że jest bezwartościowy. Sens istnienia nie zależy tylko od pracy. Ważne jest, żeby zarabiać i mieć, bo stoi za tym jakiś rodzaj uznania i na to zasługujemy. Ale potrzebna jest również świadomość, że to, co mamy, nie może nami rządzić. To banał, ale warto go powtarzać, że ważniejsze jest to, jakim człowiekiem się staję, niż jakie zarobki osiągam. 

Rozmawiał Roman Bielecki OP
W drodze 10 (458)/2011
 
poprzednia  1 2 3 4
Zobacz także
ks. Jacek Poznański SJ
Dla Jezusa najważniejsze jest nawrócenie człowieka. W Ewangelii św. Marka (1, 15) pierwsze Jego słowa brzmią: Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! Jezus pragnie, by człowiek podjął pracującą w nim łaskę i całkowicie zwrócił się ku Bogu. Nawrócenie nie daje widocznych korzyści, na przykład uzdrowienia. Może się odbyć w cichości serca i bez mocnych doświadczeń duchowych, tak że człowiek tego nie zauważy...
 
Ks. Rafał Masarczyk SDS
O ofiarności mówi się różnie. Jedni widzą w niej ważny element współżycia ludzi. Inni oceniają ofiarność jako naiwność i słabość. Niewątpliwie ofiarność potrzebna jest do dobrego funkcjonowania społeczności. Gdy wszyscy będą dbali tylko o swoje egoistyczne cele, to dana społeczność będzie wyglądała jak wielkie pole walki, na którym każdy zmaga się z każdym...
 
Redakcja "Listu"
Zdarza się, że ludzie unikają spowiedzi, bo boją się księdza, który siedzi w konfesjonale. A przecież to, że spowiedź dzieje się za pośrednictwem drugiego człowieka, jest właśnie jej zaletą. To dodaje obiektywizmu, broni nas przed zakłamaniem. Przede wszystkim boimy się tego, że prawda o nas zostanie wyjawiona i poddana ocenie...
 
Rozmowa z o. Tomaszem Grabowskim OP i ks. Krzysztofem Porosło 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー