logo
Piątek, 03 grudnia 2021 r.
imieniny:
Hilarego, Franciszka, Ksawerego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Piotr Szczepański
Św. Józef – pierwszy Rycerz Niepokalanej
Rycerz Niepokalanej
 
fot. Serafima Lazarenko | Unsplash (cc)


Kilkanaście lat temu pracowałem w klasztorze w Santa Severa. Było to ważne miejsce w historii „Rycerza Niepokalanej”. Gdy komunistyczne władze w roku 1953 zamknęły niepokalanowskie Wydawnictwo na 28 lat, druk naszego czasopisma podjęto zaraz po beatyfikacji Ojca Maksymiliana właśnie w tym małym włoskim miasteczku. Jednym z moich zadań była pomoc w drukarni przy składaniu kolejnych numerów „Rycerza”.

 

Za każdym razem prace nad nowym numerem rozpoczynaliśmy od modlitwy, którą prowadził najstarszy z zakonników, o. Nikodem. Można by powiedzieć: „standardowa procedura zakonna”. A jednak było w tym coś, co mnie zawsze dotykało. Na koniec naszych modlitw o. Nikodem wzywał wstawiennictwa św. Józefa, prosił Go o pomoc, powierzając Mu naszą pracę i jej owoce. Piękne - myślałem sobie - przecież św. Józef jest właśnie Patronem pracujących. Po latach zrozumiałem, że uciekanie się do tego świętego Patrona jest wpisane nie tylko w wymiar pobożności, ale też głęboko związane z niepokalanowską historią, której początek dał św. Ojciec Maksymilian.


Już jako seminarzysta w zapiskach z jednej ze swoich medytacji odnotował, iż św. Józef „jest ponad wszystkimi świętymi (z wyjątkiem Najświętszej Maryi Panny)”. Widział w Nim wzór relacji do Niepokalanej. W kolejnych latach tę pobożność pogłębiał i umacniał. Jako młody kapłan wielokrotnie sprawował Msze święte przy ołtarzach św. Józefa. Chętnie nawiedzał kościoły pod Jego wezwaniem. Nosił na szyi szkaplerz i łańcuszek z dwoma medalikami: Cudownym Medalikiem i drugi z wizerunkiem św. Józefa.


Gdy rozpoczął działalność wydawniczą czy to w Krakowie, Grodnie, czy w Niepokalanowie, uczył i często przypominał współbraciom, aby powierzali swoją pracę właśnie św. Józefowi. Stąd pochodzi zwyczaj rozpoczynania dnia pracy od modlitwy, która kończy się wezwaniem do św. Józefa - stara dobra szkoła! Choć nie zachowały się żadne konferencje czy kazania, w których św. Ojciec Maksymi­lian wnikliwie rozważałby cnoty Opiekuna Świętej Rodziny, to jednak często odnosił się do Niego, stawiając Go swoim współbraciom za wzór posłuszeństwa, czystości, radykalności, poddania się woli Pana Boga. Uczył, jak „potężnym Patronem” jest ten Święty i jak wielką czcią powinno się otaczać Tego, którego sam Pan Bóg wybrał na Opiekuna Niepokalanej i Jej Syna Jezusa.


Sami bracia zauważali wielką pobożność św. Ojca Maksymiliana wobec św. Józefa. Osobisty sekretarz Świętego - br. Pelagiusz, tak wspomina czasy II wojny światowej: „Nasz kochany Ojciec gorąco zachęcał nas do nieustannej modlitwy do św. Józefa. On sam również modlił się i polecał św. Józefowi Zagrodę Niepokalanej, której trwanie tak leżało mu na sercu. Starał się też, by w każdą środę była Msza święta wotywna na cześć św. Józefa. My też, zachęceni słowami i przykładem naszego Ojca, uciekaliśmy się do św. Józefa. Każdego dnia, zanim zaczęliśmy pracę, modliliśmy się do Niego o pomoc i błogosławieństwo. Już od wielu lat, jeszcze przed wojną, co roku przed 19 marca odprawialiśmy nowennę ku czci tego Świętego. Również każdego października po Różańcu kierowaliśmy nasze rzewne błagania do św. Józefa”.


W marcu 1940 roku niemiecka żandarmeria wydała polecenie, by wszyscy bracia, którzy powrócili do klasztoru przed styczniem tegoż roku [1940], a było ich 400, opuścili Niepokalanów. Św. Ojciec Maksymilian polecił, aby każdy modlił się o opiekę i pomoc w tej trudnej sprawie do św. Józefa. Sam targował się z okupantem niemieckim, pisał listy, jeździł do urzędów, dowodząc, że wszyscy ci bracia byli w Niepokalanowie przed wybuchem wojny. Wreszcie Niemcy odpuścili i pozwolili braciom pozostać w opłotkach Niepokalanowa.


Innym razem, już po śmierci św. Ojca Kolbego, w roku 1942 żandarmeria niemiecka plądrowała klasztor, a wielu braci było przekonanych, że zostaną rozstrzelani. I tym razem zaczęli modlić się do św. Józefa. Taką myśl dał jeden z braci, mówiąc, że Założyciel Niepokalanowa by tak właśnie postąpił. Już po kilku godzinach braci zo­stawiono w spokoju, a niemiecka policja odjechała. „Ilekroć bowiem podczas wojny groziły nam niebezpieczeństwa, polecaliśmy się św. Józefowi i zawsze z groźnych sytuacji wychodziliśmy szczęśliwie. Dlatego też po wojnie postawiliśmy tę statuę – mówił br. Felicissimus – by nieustannie przypominała nam, co winniśmy św. Józefowi”. Pomnik św. Józefa, wykonany przez br. Maurycego, do dziś stoi przy głównej drodze na terenie klasztoru.

 

19 marca 1949 roku w uroczystość św. Józefa cały Niepokalanów oddał się pod opiekę św. Józefa, obierając Go sobie jako szczególnego Patrona i Orędownika. Wszystko dokonało się podczas nabożeństwa, które poprowadził redaktor „Rycerza Niepokalanej” o. Jerzy Domański. Odmówił ze wszystkimi mieszkańcami Niepokalanowa Litanię do św. Józefa, przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, a także wygłosił zachętę tej mniej więcej treści: „Oddajmy św. Józefowi nasze warsztaty, maszyny i biura i prośmy Go, by strzegł tego i jak najskuteczniejszą czynił ich działalność. Oddajmy Mu nasze ciała - niech je karmi i ochrania, jak karmił Boże Dziecię i jak ochraniał Matkę Najświętszą w czasie ucieczki do Egiptu i w każdym innym momencie. Oddajmy pod opiekę św. Józefa nasze dusze, by na wzór Jego duszy otrzymały jak najwięcej łaski od Jezusa i urabiały się jak najposłuszniej według wzoru Niepokalanej. Na pewno się nie zawiedziemy! Przyrzeczmy św. Józefowi, że będziemy żywić doń szczególne nabożeństwo i sławę Jego szerzyć słowem i drukiem. Postanówmy, że będziemy naśladować Jego świetlane cnoty, zwłaszcza ubóstwo, czystość i oddanie się Niepokalanej”.

 

Można by powiedzieć, iż słowa te były jakby echem tego, co 11 lat wcześniej mówił św. Ojciec Maksymilian. W Wigilię 1938 roku br. Wawrzyniec Podwapiński zapisał w swym notatniku, zatytułowanym Perełki, dwa zdania, które mogły pochodzić z konferencji św. Ojca Kolbego, a może były Bożonarodzeniowymi życzeniami skierowanymi do współbraci? Tytuł notatki brzmi: „Św. Józef wzorem oddania się Niepokalanej”. Dalej czytamy: „Tak starajmy się wprowadzić Niepokalaną w dusze, jak św. Józef w Betlejem. Prośmy św. Józefa, byśmy tak byli oddani, tak się poświęcali, tak pracowali dla Niepokalanej i tak dla Niej żyli - jak On”. Aż chciałoby się dodać: …jak On, pierwszy Rycerz Niepokalanej.

 

O św. Józefie, którego opieka przed tronem Boga jest tak wspaniała, mocna i natychmiastowa, powierzam Ci wszystkie moje sprawy i pragnienia.


O św. Józefie, pomóż mi przez Twoje potężne wstawiennictwo i wyproś mi u Twojego Boskiego Syna wszelkie duchowe błogosławieństwa, żebym – poddany Twojej niebiańskiej mocy – mógł złożyć moje dziękczynienie i hołd najbardziej kochającemu ze wszystkich ojców.


O św. Józefie, nigdy nie zmęczę się kontemplowaniem Ciebie. A w Twoich ramionach zasypia Jezus. Nie ośmielę się zbliżyć do Ciebie, kiedy On spoczywa na Twoim sercu. Uściskaj Go mocno w moim imieniu, ucałuj Jego drogocenną głowę i poproś Go, by odwzajemnił ten pocałunek, kiedy będę wydawał moje ostatnie tchnienie. Św. Józefie, Patronie odchodzących dusz, módl się za mnie. Amen.

 

Piotr Szczepański
Rycerz Niepokalanej

 
Zobacz także
Paulina Matras
Czym jest cud? Ingerencją Boga w sprawy natury? A może miłosierdziem Bożym? Bez wątpienia cuda istnieją, chociaż często ich nie dostrzegamy. Dzieją się obok nas. Fakt, że Jezus oddał za nas swoje życie, to dowód na to, że bardzo nas kocha i chce naszego dobra...
 
Józef Majewski

Doświadczenie świeckich małżonków, dających życie swojemu dziecku, może zrodzić nowe pytania wobec takich tajemnic wiary, jak zbawienie dzieci, które umarły bez chrztu, grzech pierworodny czy niepokalane poczęcie Maryi. Niniejsze rozważania nie oferują pełnych odpowiedzi na stawiane pytania, zaledwie zakreślają kierunek, w jakim – jak sądzę – należałoby pójść, aby je znaleźć. Zapewne też będą rodzić kolejne pytania...

 
Wiktor
Przez całe życie walczymy z przeciwnościami losu, czasami je pokonujemy, godzimy się z nimi albo po prostu przegrywamy. Ale co się dzieje z nami po takich przejściach? Czy po takiej przegranej mamy tyle sił, się podnieść? Można powiedzieć z łatwością, że tak. Ale czy zawsze? Czasami w życiu przychodzi moment, że cały świat się dla nas zawalił...
 
___________________
 
 reklama