logo
Niedziela, 27 września 2020 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ulrich Dobhan OCD
Św. Teresa od Jezusa. Bóg - człowiek - świat
Zeszyty Karmelitańskie
 
fot. Steven Wright | Unsplash (cc)


Święta Teresa dzieli swe życie na dwa duże okresy. Ten podział, który ona sama zaznacza w Księdze życia, jest ważny dla rozwinięcia naszego tematu: „Odtąd jest to już inna, nowa księga, to znaczy inne, nowe życie. To, aż dotąd, było moje. Natomiast to, którym żyłam, odkąd zaczęłam objaśniać te sprawy modlitwy, jest tym, którym Bóg żył we mnie” (Ż 23,1) . Już teraz możemy w formie syntetycznej antycypować rezultat naszych refleksji: wówczas gdy żyła „swoim” życiem, jej relacje z sobą samą, z Bogiem, z ludźmi i ze światem, były zmienne i chaotyczne.

 

1.

Jezus Chrystus – Bóg, przyjaciel i wyzwoliciel

 

Analizując historię powołania św. Teresy, widzimy, że razem z wieloma motywacjami negatywnymi przy wstępowaniu do klasztoru pojawia się przede wszystkim jedna pozytywna i zarazem główna: jej ufność w Chrystusie:

 

Demon podsuwał mi myśli, że nie będę mogła ścierpieć trudów zakonu, gdyż byłam bardzo rozpieszczona. Broniłam się przed tym rozważaniem o trudach, które znosił Chrystus, a zatem nie będzie to wiele, gdy ja przejdę trochę niedogodności ze względu na Niego; że On wspomoże mnie w znoszeniu ich. (Ż 3,6)

 

Początki

 

To wyznanie łączy się tylko z pewnym odcinkiem drogi świętej ku Chrystusowi, drogi, którą się datuje od jej dzieciństwa i która się spełnia w małżeństwie duchowym . Teresa w tym momencie swego życia, gdy wstępowała do klasztoru Wcielenia, doszła już do sposobu modlitwy rozumianej jako relacja z Chrystusem, inspirowana ku temu przez listy św. Hieronima, w których Chrystus jawi się jako centrum całego życia wewnętrznego. Była to metoda modlitwy praktykowana przez tą, która sama miała się stać mistrzynią modlitwy dla innych:

 

Przez wiele lat, prawie każdej nocy, gdy polecałam się Bogu przed snem, zanim zasnęłam zawsze myślałam przez chwilę o tym wydarzeniu, gdy [Pan] modlił się w Ogrójcu. Nawet wtedy, gdy nie byłam jeszcze zakonnicą. (Ż 9,4)

 

Chrystus miał więc dla niej znaczenie osobowe, przede wszystkim Chrystus Cierpliwy – w Ogrodzie Oliwnym – do Jego obecności się przyłączała i w jego misterium się ukrywała.

 

Jej natura

 

Potrzeba osobowego sposobu modlitwy zachowuje wyraźny związek z naturą świętej, jeśli mamy na uwadze, co ona sama pisze w tej sprawie: „Byłam najbardziej kochana przez mego ojca” (Ż 1,4); kuzyni „mieli dla mnie wielką miłość” (Ż 2,3); i przede wszystkim: „Pan do tego mnie uzdolnił, że gdziekolwiek byłam, inni dobrze się ze mną czuli i w ten sposób byłam bardzo lubiana” (Ż 2,8).

 

Biorąc pod uwagę te wyznania, jest bardzo możliwe, jak podejrzewa o. Efrem od Matki Bożej, że jedna z głównych przyczyn ciężkich chorób, których się nabawiła niedługo po wstąpieniu do klasztoru, tkwiła w nieosobowym stylu życia wewnętrznego, jakie było kultywowane we Wcieleniu:

 

Jej byt był atroficzny i nie mogła wzrastać, tracąc słodycz modlitwy i podstawowe wsparcie w Człowieczeństwie Chrystusa. Bez Niego nie mogło wzrastać jej człowieczeństwo.

 

W całej swej strukturze osobowej, w swym wymiarze naturalnym i nadnaturalnym, Teresa była mocno ukierunkowana ku innemu „Ty”. Także ten czynnik: pragnienie bezpośredniego oddania się Bogu, mógł wpłynąć na jej decyzję wstąpienia do klasztoru. Widziała z całą jasnością bardzo szybko, że ani ludzka miłość, ani ludzka przyjaźń, ani nawet życie małżeńskie nie mogą ugasić jej pragnień; takie było doświadczenie egzystencjalne jej słynnego „Tylko Bóg wystarcza”.

 

Teresa od Jezusa, wraz ze swoim konkretnym doświadczeniem życiowym, jest potwierdzeniem, że życie chrześcijańskie jest w swej istocie przede wszystkim życiem w komunii z Bogiem, jest relacją osobową, przyjaźnieniem się z Nim; że chrześcijaństwo jest czymś więcej niż religią dzieł zewnętrznych czy rozporządzeń prawnych. W tym sensie Święta pełni misję profetyczną w naszym posoborowym czasie odnowy modlitwy, moralności i praktyk pastoralnych. Misja Teresy i jej przesłanie, stają się jeszcze bardziej wyraźne i przemawiające poprzez jej doświadczenie kryzysu. Kryzysu w tym momencie jej życia, w którym zaprzestała czuwać nad swym życiem wewnętrznym i modlitwą wewnętrzną.

 

Kryzys

 

Dzięki przyjaźni z Chrystusem Teresa ujrzała jasno, kim był Bóg i co Bóg dla niej uczynił, ale również kim i jaką była ona:

 

Starałam się uobecnić Chrystusa wewnątrz mnie obecnego i łatwiej było mi się odnaleźć – moim zdaniem – w tych miejscach, gdzie widziałam Go bardziej osamotnionego. Wydawało mi się, że będąc tam osamotniony i strapiony, jako osoba potrzebująca pomocy, łatwiej dopuści mnie do siebie. Takich prostodusznych myśli miałam wiele. (Ż 9,4)

 

Teresa przez to głębiej zrozumiała, doświadczyła i przeżyła: Jezus dokonał mego zbawienia! Wycierpiał to wszystko dla mnie! Ale zrozumiała również, że ona sama zaczęła:

 

I tak z rozrywki w rozrywkę, z próżności w próżność, z okazji w okazję, zaczęłam wikłać się tak często w wielkie okazje, a moja dusza była tak wyniszczona w licznych próżnościach, że już mi było wstyd ponownie zbliżyć się do Boga w tak szczególnej przyjaźni, jaką jest modlitewna relacja. (Ż 7,1)

 

Własne życie ukazało się jej jako ciągła niewierność, nie dlatego, że nie miała sił, by siebie przekroczyć, ale dlatego, że:

 

ani moje postanowienia, ani utrudzenie, w którym siebie widziałam, nie były wystarczające, aby już więcej nie powrócić do upadania, gdy znalazłam się w sytuacji temu sprzyjającej. (Ż 6,4)

 

Nie brakowało więc jej dobrej woli, ale stawało się coraz bardziej widoczne jej radykalne ograniczenie. W tym doświadczeniu wytworzyło się to, co nieraz określi siebie jako „kobietę nędzną”, bez wykluczania z tej wypowiedzi pewnej świadomej ironii wobec „uczonych”

 

Rozwiązanie kryzysu?

 

Wobec tego próbuje sobie poradzić w następujący sposób:

 

Zaczęłam obawiać się praktykowania modlitwy. I wydawało mi się, że lepiej będzie postępować jak wiele innych Sióstr, gdyż będąc tak nędzną, należałam do najgorszych, i odmawiać jedynie to, do czego byłam zobowiązana i tylko ustnie, gdyż nie powinna – tak myślałam – praktykować modlitwy myślnej i tak bliskiej relacji z Bogiem. (Ż 7,1)

 

To rozwiązanie wydawało się logiczne i uczciwe. Skoro każdego dnia doświadczała swej niewierności Bogu, wydało jej się lepszym zadowolić się w relacji z Panem wypełnieniem przepisanych praktyk pobożnych i unikać spotkania wewnętrznego i osobowego z Panem. Później bez wątpliwości rozpoznała: „To było najstraszniejszym oszustwem, które demon zdołał wmówić mi pod pozorem pokory” (Ż 7,1).

 

Kwestia sensu życia

 

Jaki sens ma me życie, jeśli pomimo wszystkich mych wysiłków ani się nie doskonali, ani „nie realizuje”?

 

Dopóki moje podejście do życia modlitwy opiera się na uchwytnych rezultatach, które mogę mieć, lub osiągnięciach, które mogę uzyskać, nie będę miał uspokajającej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ może się zdążyć, jak się zdarzyło w przypadku Teresy, że pomimo wielkich wysiłków nie doświadczam w sobie żadnego rozwoju. Lecz jeśli jest obecna w moim życiu przyjaźń z Chrystusem, wówczas rezultaty, realizacje, cele, schodzą na drugi plan. Moje życie wypełnia się sensem, poprzez życie w przyjaźni z Bogiem, przez wysilanie się, gdy jest to możliwe, aby osiągnąć przyjaźń z tym, który:

 

choć był Bogiem, to był również człowiekiem; że nie zdumiewa się słabościami ludzi; że rozumie naszą nędzną kondycję podlegającą wielu upadkom na skutek pierwszego grzechu, który On przyszedł naprawić. Mogę rozmawiać z Nim jak z przyjacielem, pomimo że jest wielmożnym panem. (Ż 37,6)

 

Dlatego zapewnia Święta czytelników swego Życia:

 

bez względu na to, jak złe rzeczy uczyniłby ten, kto zaczął ją praktykować, niechaj jej nie porzuca, gdyż to modlitwa jest środkiem, dzięki któremu będzie mógł zawrócić, aby zaradzić złu, a bez niej będzie to o wiele trudniejsze. (…) A kto jej nie rozpoczął, na miłość Pana błagam go, niechaj nie pozbawia się takiego dobra. Nie ma się tu czego obawiać, a jedynie pragnąć. (Ż 8,5)

 

Modlitwa jest jedyną możliwością życia sensem, prowadzącą do pełni ludzkiego rozwoju. Sama Teresa siebie daje za świadka i żywy przykład tego:

 

I uważam to za pewne, że przez modlitwę – jeśli dusza w niej wytrwa, pomimo grzechów i pokus, i upadków na tysiące sposobów, które demon podsuwa – Pan doprowadzi ją, w końcu, do portu zbawienia, podobnie jak – z tego, co na dzisiaj mi się wydaje – doprowadził i mnie. (Ż 8,4).


To jest Pan, który ją „wyciągnął” i zbawił. To jest Pan wyzwoliciel. Przez przyjaźń z Nim jej transcendencja się nie zmniejszyła, lecz zachowała i wzrosła. Człowiek się doskonali poprzez przyjaźń z Bogiem. Moc i miłość Boża manifestują się w kontraście z ludzkim ograniczeniem i niegodnością.

 

Nawrócenie

 

W świetle tego wszystkiego, relacja Teresy o jej nawróceniu, tak jak je przedstawia w Księdze życia, ma centralne znaczenie:

 

Tak więc dusza moja była już tym zmęczona i chociaż chciała, to jednak nielojalny styl życia, który prowadziłam, nie pozwalał jej odpocząć. Przydarzyło mi się raz, że wchodząc pewnego dnia do oratorium, zobaczyłam obraz przyniesiony tam na przechowanie, a który wyszukano na pewną uroczystość mającą odbyć się w naszym domu. Było to wyobrażenie Chrystusa, bardzo poranionego, i tak nabożne, że widząc Go takim, czułam się cała poruszona, gdyż ono dobrze przedstawiało to, co Pan dla nas przeszedł.

 

Tak mocno poczułam, jak źle odwdzięczyłam Mu się za te rany, że – zdaje mi się – serce mi się rozdzierało i upadłam tuż przy Nim cała zalana łzami, błagając Go, aby mnie już raz na zawsze umocnił, abym Go już nie obrażała. (…) Ale ten ostatni raz, tam przy tym obrazie – o którym mówiłam – wydaje mi się, że przyniosło mi to więcej pożytku, gdyż byłam już całkiem nieufna względem siebie i całą moją ufność pokładałam w Bogu. (…) Ale rozważając miłość, którą On mnie darzy, odzyskiwałam zapał, gdyż w Jego miłosierdzie nigdy nie zwątpiłam.

 

A w samą siebie wiele razy. (…) Och, na Boga! Jakże zdumiewa mnie siła tego oporu, którego doświadczała w sobie moja dusza, mając tak liczne pomoce ze strony Boga! Nadal czuję się pełna obaw, świadoma, jak mało mogłam dokonać z sobą, i jak widziałam się tak skrępowaną, aż do niemożności zdecydowania się na pełne determinacji, całkowite oddanie się Bogu! (Ż 9,1.3.7)

 

W tych wypowiedziach Doktor Mistyki odbija się jasno, z perspektywy człowieka, doświadczenie skrajnej słabości, które paradoksalnie zbiega się z początkiem działania Boga w tymże człowieku. Można powiedzieć, że życie duchowe jest nade wszystko ufnością, patrzeniem ku Bogu działającemu dalej i poza to, co się dzieje, niezależnie od tego, co i jak by się działo, jest przekonaniem, że za tym „jak”, w niezrozumiałości i tajemniczości, jaka by ona nie była, On jest Ukryty.

 

Takie zadanie wydaje się często trudne do realizacji w konkretnym życiu, lecz życie bez tej ufności i nadziei jest jeszcze trudniejsze. Życie bez ufności konsekwentnie prowadzi do rozpaczy. Człowiek potrzebuje Boga dla zachowania i realizacji samego siebie. Dlatego jakże prawdziwe są słowa Świętej wychwalające Pana za to, że ją wyzwolił z samej siebie!


Ta wizja sprawiła w niej samej jeszcze inny skutek:

 

Dzięki temu zyskałam również to uczucie największej udręki, powodowanej we mnie przez świadomość istnienia tych wielu dusz, które się potępiają (zwłaszcza tych luteranów, gdyż poprzez chrzest byli już członkami Kościoła) i budzi to we mnie te wielkie porywy dla przynoszenia pożytku duszom, gdyż wydaje mi się, że z całą pewnością dla wybawienia choćby jednej z nich od tych najcięższych katuszy, z największą chęcią zniosłabym śmierć po wielokroć. (Ż 32,6)

 

Ta troska o zbawienie dusz początkowo pozostawała na drugim planie, gdyż rozważania Teresy nad zrobieniem swej pierwszej fundacji, kierowały się początkowo ku stworzeniu środowiska, w którym możnaby realizować prawdziwe powołanie karmelitańskie:

 

że widać bardzo wyraźnie, iż jest to do wytrzymania (życie w klasztorze św. Józefa) i można znosić to bez umęczenia; i wspaniałe przystosowanie tego miejsca do tego, aby mogły w nim nieustannie żyć te, które sam na sam chciałyby cieszyć się doświadczaniem swojego Oblubieńca Chrystusa; albowiem o to właśnie mają zawsze zabiegać, aby być same z Nim samym. (Ż 36,30).

 

Chciała założyć klasztor, w którym będzie tylko piętnaście zakonnic, bez możliwości powiększania ich liczby, żyjących w największym zamknięciu, tak żeby nigdy z niego nie wychodziły ani nie widywały się z nikim bez zasłony na twarzy, ugruntowanych w modlitwie i umartwieniu.

 

2.

Droga Teresy ku człowiekowi

 

Święta Teresa podjęła życie zakonne, przede wszystkim po to, by zbawić samą siebie. Nawet w jej bezpośredniej reakcji na wizję piekła (1560), w której „Zrozumiałam, że Pan chciał, abym zobaczyła miejsce, które demony trzymały tam dla mnie przygotowane, a ja zasłużyłam na nie moimi grzechami” (Ż 32,1), myślała o ratowaniu tylko siebie: „zapragnęłam uciec od ludzi i raz na zawsze i całkowicie oddzielić się już od świata” (Ż 32,8).

 

Spotkanie z protestantyzmem

 

Przypuszcza się, że Teresa stosunkowo szybko poznała Protestantym i niebezpieczeństwo, jakie niósł dla Kościoła. W Drodze doskonałości, dziele zrodzonym między 1562 a 1566, spotkanie z tym fenomenem religijnym, które dzieliło chrześcijaństwo i Europę, znalazło oddźwięk egzstencjalny:

 

W tym czasie doszły mnie wieści z Francji o ciężkich szkodach, jakie tam cierpi wiara od luteran i jak tam coraz bardziej się wzmaga nieszczęsna ta herezja. Odczułam to boleśnie i jak gdybym co mogła albo co znaczyła, poczęłam płakać przed Panem i błagać Go, by tak wielkiemu złu zaradził. (Dd 1,2)

 

Pod wrażeniem tak ciężkiej groźby napisała jeszcze:

 

Czułam, że oddawszy się bez podziału modlitwie za tych, którzy bronią Kościoła, za kaznodziejów i uczonych teologów, którzy są obrońcami jego, będziemy wedle naszej możności wspomagały tego Pana naszego, tak niegodnie poniewieranego! (tamże)

 

Fundatorka klasztoru św. Józefa zmodyfikowała perspektywę swego dzieła. Nie koncentruje już uwagi wyłącznie na sobie samej ani na dobru duchowym małej grupki mniszek ze św. Józefa, ale jej modlitwa staje się apostolska:

Ten jest cel, do którego zmierzać mają wasze modlitwy, pragnienia i umartwienia; gdybyście zatem w innym zamiarze je spełniały, wiedzcie, że równałoby się to niedopełnieniu tego celu, dla którego was tu zgromadził Boski Oblubieniec. (Dd 3,10)

 

Spotkanie z Ameryką

 

Przez pierwsze lata Teresa żyła w klasztorze św. Józefa stylem i ideałem, jaki przedstawiła grupie sióstr:

 

Ale coraz wyżej z każdym dniem rosły we mnie gorące pożądania przyczynienia się w czymkolwiek do zbawienia jakiej duszy. I nieraz miałam takie uczucie, jak gdyby kto posiadał w schowaniu u siebie wielki skarb i chciałby użyczać z niego wszystkim, a nie może, bo mu ręce związano. Tak i dusza moja czuła się niejako związana, bo jakkolwiek bardzo wielkie były łaski, których Pan w tych latach mi użyczał, wszystko to zdawało mi się jakby uwięzione we mnie i leżące bez pożytku. (F 1,6)

 

Gdy trochę później, w 1566 roku, Alonso Maldonado przybędzie z „Indii” do klasztoru św. Józefa, wyzwoli w niej misyjny entuzjazm. Słowa Pana: „Poczekaj córko trochę, a zobaczysz wielkie rzeczy” (F 1,8), zaczynają się konkretyzować w pozwoleniu danym przez Generała Zakonu o. Jana Bautiste Rubeo, aby ufundowała więcej klasztorów. Odtąd Święta Fundatorka już nie zazna spokoju. Wykorzystuje lata życia, które jej zostają, na fundowanie możliwie największej liczby klasztorów, w których będzie się żyło takimi samymi ideałami, jak w św. Józefie.

 

Przemienia się w „niespokojną i wędrującą” służkę Boga. Ow ideał zbawienia indywidualnego, który ożywiał jej wejście w życie zakonne, zostaje przekroczony i wzbogacony. Jej relacja z bliźnim i światem zmieniły się radykalnie, nie z powodu jej własnej decyzji, ale dlatego, że sam Bóg ją do tego uzdolnił.


Z duchowej drogi Teresy możemy zrozumieć, że tylko wtedy, gdy człowiek dochodzi do intensywnego zjednoczenia z Bogiem, jego czyny wobec bliźniego stają się owocne i skuteczne. Tylko ten, kto jest pełen Boga, może działać skutecznie dla Niego. Tylko taki człowiek, mimo trudności i przeszkód, odnajdzie środki i drogi, przez które będzie potrafił wypełnić misję i wolę Bożą.

 

Całkowite otwarcie na bliźniego w postaci zapału apostolskiego i misjonarskiego, jest w Teresie owocem, czy też konsekwencją, jej bezwarunkowej miłości do Boga i także sprawdzianem jej autentyczności. Życie kontemplacyjne może się więc przemienić w życie nadzwyczaj aktywne, tak jak się stało w przypadku Świętej z Avila. życie kontemplacyjne jest więc całkowitą dyspozycyjnością wobec Boga: „Fiat mihi scundum verbum tuum”.

 

Ulrich Dobhan OCD

Zeszyty Karmelitańskie 1 (58/2012)

 
Zobacz także
Bogdan Sadowski
Czym jest nadzieja w życiu każdego z nas? Czy tylko pustym słowem, po które sięgamy, by pocieszyć innych w ich nieszczęściu? Czy może całkowitym zawierzeniem Bogu, którego miłosierdzie pozwoli nam kiedyś znaleźć odpowiedź na wszystkie życiowe Dlaczego?
 
Monika Białkowska

Jeśli w kościele wisi gaśnica, to ona nie oznacza, że to szczególnie narażone na pożary miejsce albo że ksiądz jest podpalaczem. Po prostu wszędzie może się coś stać, dlatego dobrze wiedzieć, że ona jest – i gdzie jej szukać. Plakat wiszący w gablocie parafialnej nie sugeruje, że w tej konkretnej parafii jest pedofil. Informacja z plakatu może być realną pomocą dla tych, którzy zostali kiedyś skrzywdzeni przez księdza. 

 

O cieniu, jaki na sprawiedliwych księży i świeckich rzucają afery pedofilskie w Kościele, o intencjach tych, którzy je ujawniają oraz o ryzyku fałszywych oskarżeń z ks. Piotrem Studnickim rozmawia Monika Białkowska

 
Michał Borkowski
Grzeszących mężczyzn spotykamy na ulicach, w mediach, a najczęściej – po prostu w lustrze. Katalog tych męskich grzechów jest bardzo obszerny, ale chciałbym się zastanowić nad nicią przewodnią czy mechanizmem tego naszego męskiego grzeszenia, innymi słowy – męskiej głupoty. 
 
 
___________________
 
 reklama