logo
Sobota, 22 września 2018 r.
imieniny:
Maurycego, Milany, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Józef Krasiński
Świadkowie Jehowy. Czym się od nas różnią i czego możemy się od nich nauczyć
Kwartalnik Homo Dei
 
fot. Chuttersnap | Unsplash (cc)


Do Polski badacze Pisma Świętego (późniejsi świadkowie Jehowy) przybyli w roku 1895. Obecnie świadków Jehowy jest u nas około ćwierć miliona. Jest to w naszym kraju trzecie co do wielkości wyznanie po katolikach i prawosławnych. Ponad 120 tysięcy osób to pełnoprawni członkowie wspólnoty - tzw. głosiciele. Druga połowa (tzw. uczestniczący) przygotowuje się do pełni apostołowania, kaznodziejstwa i werbowania [1]. Kim są świadkowie Jehowy? Jakimi metodami działania się posługują? Na co należy zwrócić uwagę w duszpasterstwie parafialnym, aby uodpornić się na ich manipulacje? A wreszcie: czego możemy się od nich nauczyć? Te pytania stały się inspiracją dla niniejszego opracowania.
 
Geneza świadków Jehowy
 
Twórcą tego wyznania i zarazem sprawnie funkcjonującej organizacji religijnej był Charles Taze Russell (1852-1916), handlarz tekstyliami i obuwiem, który kilkakrotnie zmieniał swoją przynależność wyznaniową, a w swym dziele założycielskim startował jako adwentysta. W zakresie wiedzy biblijno-teologicznej był samoukiem. Dzięki publikacjom w swoim piśmie "Strażnica Syjońska. Zwiastun obecności Chrystusa" zdobył sporą popularność i zyskał licznych zwolenników.
 
W roku 1884 w Pittsburgu w stanie Pennsylwania powstało Towarzystwo Traktatowe Strażnica Syjońska (Zion's Watch Tower Tract Society), którego prezesem do końca życia był Russell. Przybrało ono później nazwę Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego (International Bible Students Association) i zaczęło się rozwijać w wielu krajach świata. Kilkutomowe dzieło Russella Wykłady Pisma Świętego miało za swój główny temat rychłą jakoby paruzję Chrystusa, powiązaną z końcem świata. Tytuł pisma "Strażnica Syjońska" pozostał do dziś i jest jednoznacznym zawsze sygnałem, z jaką społecznością mamy do czynienia.
 
Następcą Russella w kierowaniu społecznością badaczy Pisma Świętego został Joseph Franklin Rutherford (1917-1942). Z wykształcenia był prawnikiem i podobnie jak jego poprzednik nie miał wykształcenia teologicznego. Stał się jednak doskonałym "inżynierem dusz". W miarę demokratyczną strukturę stworzoną przez poprzednika przeobraził w ustrój teokratyczny. Sprawował władzę iście dyktatorską. W roku 1931 na kongresie w Columbus (stan Ohio) Rutherford wprowadził wiele zmian organizacyjnych, centralizujących władzę i ujednolicających doktrynę. Ważną zmianą było nadanie stowarzyszeniu nowej nazwy: świadkowie Jehowy - Jehovah's Witnesses. Broszurki i ulotki zapraszające na spotkania z wiernymi docierały do ogromnej ilości domów Ameryki. Obecny kształt organizacji oraz odcięcie się od innych wyznań i religii, czyli radykalny antyekumenizm, były dziełem właśnie Rutherforda. O bardziej świeckiej niż sakralnej strukturze świadków Jehowy (mimo powyższej teokratyczności) mówi samo ich słownictwo: "ciało kierownicze", "kanał informacyjny", "zarząd", "biuro główne", "prezes", "nadzorca". 
 
Dzieło Rutherforda kontynuował od 1942 r. jego następca Homer Knorr z Allentown (Pennsylwania), który kładł nacisk na misje zagraniczne i własne tłumaczenia Biblii na różne języki świata.
 
Doktryna
 
Świadkowie Jehowy odrzucają centralne dogmaty wiary chrześcijańskiej: dogmat Trójcy Świętej i bóstwo Chrystusa. Przez wielu chrześcijan uważani są (słusznie) za judaistyczną sektę eschatologiczną, która nie ma prawa należeć ani do Światowej Rady Kościołów, ani do jej oddziałów krajowych, bowiem konstytucja tej rady, uchwalona na sesji założycielskiej w Amsterdamie w r. 1948, ustaliła, że jej fundamentem jest dogmat trynitarny i wiara w bóstwo oraz dzieło odkupieńcze Jezusa Chrystusa [2]. Dlatego wyznanie świadków Jehowy, choć powstało w łonie chrześcijaństwa, nie zalicza się do Kościołów i wspólnot chrześcijańskich.
 
Według świadków Jehowy Bogiem jest tylko jeden Bóg - Jehowa, wszechmocny Stwórca wszystkich bytów. Chrystus jest pierwszą osobą stworzoną przez Jehowę, archaniołem, który wcielił się w człowieka, rodząc się z dziewicy Maryi. Nie jest więc Synem Ojca Niebieskiego, choć istnieje od prawieków. Duch Święty jest synonimem mocy Bożej, nie zaś osobą. Chrystus - ich zdaniem - jest pierwszym świadkiem Jehowy.
 
Z odrzucenia przez świadków Jehowy centralnych prawd wiary wynika niedwuznacznie, iż nie można zaliczyć ich w poczet wspólnot chrześcijańskich. Żaden Kościół ani żadna chrześcijańska wspólnota nie wyrzeka się krzyża, bóstwa Chrystusa i Ducha Świętego. [...] Zresztą żaden Kościół czy kościelna wspólnota do nich się nie przyznaje. [...] Natomiast świadkowie Jehowy posiadają doskonale zorganizowaną strukturę zrzeszenia. Są posłuszni swojej zwierzchności, gdyż działają w oparciu o system teokratyczny. Przełożeni są przedstawicielami Jehowy i dlatego nie można wyłamywać się z posłuszeństwa władzy zwierzchniej [3].
 
Jak to wyartykułował dla badaczy Pisma św. już Charles Russell, bardzo istotnym punktem doktryny świadków Jehowy jest zapowiedź bliskiego końca świata i paruzji Chrystusa. Zakończenie dziejów świata było wielokrotnie zapowiadane (a potem przesuwane na dalszą przyszłość) przez kierownictwo stowarzyszenia. O ile w chrześcijańskiej nauce eschatologicznej symbolem sądu ostatecznego była dolina Jozafata, dla świadków Jehowy moment końca świata przywoływany jest terminem z Księgi Apokalipsy: "Armagedon" (od pasma gór palestyńskich Har Megiddo). Gdy to słowo pada z czyichś ust, możemy być pewni, że mamy do czynienia ze świadkiem Jehowy. Rychłe nadejście królestwa Bożego stało się podstawowym kanonem proklamacji świadków Jehowy. 
 
Po licznych znakach, jak np. wojny i katastrofy w przyrodzie, nastąpi apokaliptyczna zagłada "wielkiego Babilonu" i przyjdzie tysiącletnie królowanie Chrystusa, a szatan zostanie "związany". A tą pokonaną "bestią" będzie nade wszystko imperium fałszywych religii, czyli wszystkich religii i wierzeń poza świadkami Jehowy. W dniu gniewu Bożego wszyscy nieprzyjaciele Jehowy zostaną unicestwieni. Ocaleją tylko prawdziwi czciciele Jehowy, czyli Jego świadkowie. Szczególnie mocno atakowany jest przez świadków Jehowy Kościół katolicki. Wystarczy wskazać na ich określenia (będące de facto obelgami) odnoszące się do społeczności katolickiej: "wielki Babilon", "wielka nierządnica", "prostytutka", "chrześcijaństwo nominalne", "tak zwany chrystianizm", "imperium religii fałszywej". W skład "wielkiego Babilonu" wchodzą zresztą nie tylko społeczności religijne, ale także wszelkie państwa i imperia polityczne. Ponieważ dziełem szatana - zdaniem świadków Jehowy - są wszelkie państwa, religie, wyznania i Kościoły, dlatego potępiają katolicyzm, prawosławie i protestantyzm oraz odrzucają wszelkie dążenia zjednoczeniowe chrześcijan, negując także współczesne formy ruchu ekumenicznego [4].
 
Kontynuując rozważanie wątku eschatologicznego doktryny świadków Jehowy, wskażemy na ich koncepcję wiecznego zbawienia. Zbawieni będą tworzyć dwie klasy. Pierwsza kategoria to zjednoczeni z Bogiem Jehową i współkrólujący z Jezusem w niebie. Będzie ich 144 tysiące. Liczba ta figuruje na kartach Księgi Apokalipsy 7,4. Rzeczywistością pełnego nieba, według wierzeń jehowitów, będą się zatem cieszyć tylko najgorliwsi, najbardziej zasłużeni apostołowie zrzeszenia. Dla milionów szeregowych członków będzie istniał wieczny raj na Ziemi. Będzie on przypominał biblijny Eden. Wszyscy zaś nie należący do świadków Jehowy będą unicestwieni. To będzie ich wieczne potępienie, ich piekło. Piekła jako stanu eschatologicznego świadkowie Jehowy nie uznają; dla nich piekło to po prostu grób. Cały człowiek umiera, a zmartwychwstaną tylko świadkowie Jehowy - do życia wiecznego w niebie lub w ziemskim Edenie. Stowarzyszenie jehowickie głosi jednoznacznie: Doktryna o nieśmiertelności duszy nie pochodzi z Biblii, lecz jest od szatana i demonów [5]. Gdy człowiek umiera, powraca do prochu ziemi. W dyskusji na ten temat powołują się na tekst proroka Ezechiela, a zwłaszcza na księgę Koheleta. Ezechiel cytuje słowa Boga Jahwe: Oto wszystkie dusze są moje: jak dusza ojca, tak i dusza syna jest moja: dusza, która zgrzeszy, ta umrze (Ez 18,4). Tymczasem dusza w języku biblijnym - i nawet w dzisiejszym języku pastoralnym - oznacza często całego człowieka-osobę, np. "w danej parafii jest tyle a tyle dusz". Tekst z Księgi Koheleta wydaje się bardziej adekwatny dla wierzeń jehowitów: Jednaki jest koniec człowieka i bydląt i równy stan obojga: jak umiera człowiek tak i one umierają i jednakie tchnienie mają wszystkie, i nie ma człowiek nic więcej nad bydlę: wszystko podlega marności i wszystko idzie na jedno miejsce: z ziemi są uczynione i do ziemi się jednakowo wracają. Któż wie, czy duch synów Adamowych wstępuje w górę i czy duch bydląt zstępuje w dół? (Koh 3,19-20). W odpowiedzi należy zauważyć, że Biblia obok wielu świętych postaci ukazuje także grzeszników i grzechy, a także wątpiących i wątpliwości w zakresie wiary. Właśnie takie wątpliwości przedstawia Kohelet i udziela na nie zdecydowanej odpowiedzi prawdy objawionej: Wróci się proch do ziemi swej, z której był, a duch wróci się do Boga, który go dał (Koh 12,7). Świadkowie Jehowy w dyskusji nie mają też odpowiedzi na słowa Jezusa: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28); albo: Nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach: "Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba"? Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych (Mt 22,31-32). Analogiczne teksty to: Rdz 1,26-27, Łk 23,43, Łk 16,19-23, Flp 1,23, Dz 7,59 i inne.
 
Dla wszystkich chrześcijan centralne znaczenie ma treść i symbolika krzyża, wskazującego na dzieło Odkupienia dokonane przez wcielonego Syna Bożego. W "postchrześcijańskiej" doktrynie świadków Jehowy nie ma miejsca na krzyż. Jest on dla nich znakiem pogańskim, używanym przed Chrystusem, narzędziem zbrodni, którego czczenie uważają za bluźnierstwo. Zresztą Chrystus umarł, ich zdaniem, nie na krzyżu, ale na palu. Natomiast wszyscy chrześcijanie nadzwyczaj jednomyślnie czczą Chrystusowy krzyż, bo jest on narzędziem zbawienia. Zresztą ściślej mówiąc, cześć oddawana krzyżowi jest adresowana do Osoby samego Boskiego Odkupiciela [6].
 
Wielką wagę świadkowie Jehowy przykładają do imienia Boga "Jehowa", jedynego i niezamiennego dla wszystkich języków i kultur. W tym słowie jego wyznawcy skupiają jak w soczewce wszystkie swoje treści religijne. Ale to imię występuje tylko na kartach Starego Testamentu, i to zresztą nie w postaci "Jehowa", lecz "Jahwe". (Ten błąd wynikł z ich nieznajomości biblijnego języka hebrajskiego [7]). Obok niego na oznaczenie Boga występują także terminy "Adonai" i "Elohim". Św. Paweł, Izraelita z krwi i kości, nigdzie nie nazywa się świadkiem Jehowy, ale sługą i apostołem Jezusa Chrystusa. Na kartach Biblii Bóg jest określany jako Stwórca, Ojciec, Król Wieków, Pan; częste są też terminy podkreślające Jego miłość, łaskawość. Ta biblijna wielość imion Boga ukazuje, że nieskończonej istoty Bożej nie da się zamknąć w ramach jednego słowa, pojęcia, imienia. Każdy naród ma prawo we własnym języku wyrazić imię Boga. 
 
Charakterystyczny dla świadków Jehowy jest brak w ich wspólnocie liturgii, świątyń i kapłanów. Fakt, że nie potrzebowali oni wznoszenia swoich świątyń oraz instytucji kapłanów, ogromnie sprzyjał ich "apostołowaniu" i konspiracyjnemu rozrostowi w krajach totalitarnych typu sowieckiego. Niełatwo było bowiem funkcjonariuszom tajnych służb namierzyć i zidentyfikować krzewicieli tej wiary bez widzialnych świątyń, kaplic i księży. A wielu ludzi głodnych Boga i Biblii w ateizowanych przymusowo krajach skwapliwie przyjmowało ich ofertę.
 
Jedynym w ciągu roku świętem obchodzonym przez świadków Jehowy jest Święto Pamiątki, czyli Wieczerzy Pańskiej, powiązane z upamiętnieniem śmierci Chrystusa, a obchodzone 14 nizan. Jest to sprawowanie quasi-Eucharystii: modlitwa nad przaśnym chlebem i czerwonym winem gronowym, które przekazywane są uczestnikom obrzędu, ale bez możności ich spożywania (to zastrzeżone jest tylko dla wybranych - najświętszych). Z sakramentem Eucharystii i ofiarą Eucharystyczną nie ma to nic wspólnego, choć nazywane jest Wieczerzą Pańską. Jehowici nie uznają także sakramentów: pokuty, chorych, kapłaństwa, bierzmowania ani małżeństwa. To ostatnie jest traktowane jako naturalny związek ustanowiony przez Boga, z zasady nierozerwalny. Zabroniona jest aborcja. Bliski chrześcijaństwu, ale nie identyczny jest obrzęd chrztu, praktykowany przez potrójne całkowite zanurzenie. Chrzci się tylko osoby dorosłe. Chrzest nie gładzi - ich zdaniem - żadnych grzechów, jest tylko symbolem całkowitego oddania się Bogu [8].
 
Fundamentem doktryny świadków Jehowy jest jedynie Biblia - to podstawowy punkt ich nauczania. Ciągle podkreślają, że ich nauka i wiara wynikają wprost z Biblii. I choć nie mają specjalistycznych studiów biblijnych i historycznych, są przekonani, że jedynie oni poprawnie interpretują i rozumieją Pismo św. I w tym względzie chwytają w swe sidła wielu chrześcijan, którzy z ambon katolickich słyszą często formuły: "Kościół was naucza", "Kościół Boży wymaga od was", podczas gdy świadkowie Jehowy głoszą: "Biblia was uczy". A prymat Biblii jest oczywisty dla serc wierzących i umysłów poszukujących Boga, dlatego ten jehowicki magnes działa dość skutecznie. Dopiero szczegółowa analiza i dyskusja demaskuje ich liczne błędy i przeinaczenia, np. "rejehowizację" Nowego Testamentu, gdzie w miejsce oryginalnych terminów "Kyrios" i "Theos" powstawiali "Jehowa" czy w licznych miejscach, gdzie zamienili "krzyż" na "pal".
 
Najczęściej świadkowie Jehowy trzymają się kurczowo literalnej interpretacji tekstów biblijnych, ale gdy ich treść im nie pasuje, bez skrupułów przechodzą na antypody i wskazują na ich sens symboliczny i metaforyczny. Rozporządzają własnymi przekładami Biblii, gdzie dowolność tłumaczenia nie zna granic leksykalnych [9]. W dyskusjach z nimi warto sięgać do oryginału hebrajskiego i greckiego; tu stają bezradni, bo tak daleko ich wiedza biblijna nie sięga. Warto także stawiać dociekliwe pytania, np. jak to jest możliwe, że teksty biblijne, pisane przed tysiącami lat, przetrwały aż do czasów "objawicieli" Russella i Rutheforda, skoro były przechowywane przez "szatański Babilon" i "kościelną ladacznicę". O jehowickiej metodzie operowania izolowanymi i wyrwanymi z kontekstu zdaniami nie warto tu mówić.
 
Morale i społeczna taktyka działania
 
Problem moralności jehowitów będzie jeszcze przywołany w dalszym rozważaniu. Tu najpierw dotkniemy ich relacji do krwi. Opierając się na starotestamentalnych tekstach rytualnych (por. Rdz 9,3-5 i Pwt 12,23), zakazują spożywania pokarmów z krwi (np. kaszanki), gdyż jest ona siedliskiem życia. Odmawiają konsumpcji krwi pod każdą postacią, a nawet transfuzji krwi dla ratowania życia. Tu dochodzi niejednokrotnie do ostrych konfrontacji z lekarzami, bowiem w wielu chorobach, w sytuacjach powypadkowych, po szpitalnych operacjach krew jest najważniejszym lub nawet wręcz jedynym środkiem dla uratowania życia. Gdy dorosły jehowita odmawia transfuzji krwi, z racji religijnych wybierając śmierć, szpital jest bezradny. Do ostrych scysji dochodzi, gdy idzie o ratowanie dziecka. Lekarz ma obowiązek ratować życie, nie zważając na "przesądy religijne", ale nie chce narażać się na proces sądowy z pozwu rodziców. Czasem podejmuje ryzyko dla ratowania życia, kiedy indziej zgłasza sprawę do sądu, by zezwolił na transfuzję wbrew woli jehowickich rodziców, ale sądy są nierychliwe, a transfuzja jest z reguły konieczna w ciągu godzin, nie dni. I tak np. 18-letnia Magda z Wołczyna zmarła, bo odmówiła transfuzji krwi. Społeczność miasta bolała nad śmiercią młodej dziewczyny, a świadkowie Jehowy zyskali nową "świętą" [10].
Podobnie odmawianie służby wojskowej namnożyło świadkom Jehowy "męczenników" i przyciągnęło nowych wyznawców. Bo dezaprobata wszelkiej sztuki wojennej, odrzucenie w każdym ustroju służby wojskowej, jako działalności, której celem jest zabijanie, potęgowały ich pozytywny odbiór społeczny w wielu krajach. Obowiązek obrony ojczyzny nie przemawia do świadków Jehowy, bo ta ojczyzna (każda) jest częścią "wielkiego Babilonu". Z tego względu w krajach komunistycznych ta społeczność religijna nie miała zatwierdzenia państwowego. Wtrącani do więzień za odmowę służby wojskowej, chodzili w glorii męczenników.
 
Bardzo ważną sprawą dla społeczności jehowitów z punktu widzenia moralnego i społecznego jest stała formacja członków wspólnoty i nowych adeptów. Służy temu tzw. Teokratyczna Szkoła Służby Kaznodziejskiej, która przygotowuje członków zboru do samodzielnej akcji "nawracania" i "apostolatu". Służy temu także Poradnik dla Teokratycznej Szkoły Służby Kaznodziejskiej. Celem szkolenia jest uzyskanie absolutnej jednomyślności. Niedopuszczalne jest omawianie jakichkolwiek wątpliwości natury doktrynalnej czy organizacyjnej. Nie wolno też zabiegać o awans we wspólnocie. Obowiązuje ślepe posłuszeństwo. Skoro służymy Jehowie w Jego organizacji, bądźmy zadowoleni z pozycji, którą nam w niej wyznaczył, i jak najsumienniej wywiązujmy się ze swoich powinności [11].
 
Celem formacji i przygotowania kaznodziejskiego jest głoszenie wszystkim ludziom orędzia o rychłym nadejściu królestwa Bożego, ze wszystkimi konsekwencjami końca świata. Trzeba więc oddać wszelkie bogactwa, przekazać konta bankowe i wszelkie zbędne rzeczy ziemskie na cele wspólnoty, by zyskać zbawienie wieczne i zdobyć jak najwięcej wierzących w Jehowę, ratując ich przed unicestwieniem. Dlatego centrala świadków Jehowy w Brooklynie należy do najbogatszych ośrodków religijnych w skali światowej. 
 
Formacja i przygotowanie do służby kaznodziejskiej są bardzo dokładne i szczegółowe. Obejmują sprawność w wygłaszaniu przemówień oraz prowadzeniu dyskusji. Ćwiczy się nawet takie detale jak siłę głosu, dykcję, modulację, logikę i spoistość wypowiedzi, zaangażowanie emocjonalne. Uczestnicy szkoły uczą się, jak rozpoczynać akcję nawracania (przez rozmowę) w najrozmaitszych sytuacjach życiowych: w pociągu, na ławce w parku, w restauracji, w kolejce czekających, w autobusie. Organizowane są zsynchronizowane "naloty" świadków na dzielnice miast, osiedla, osady, wioski.
 
Zazwyczaj świadkowie Jehowy występują parami. Ich pisma: "Strażnica" i "Przebudźcie się" rozprowadzane są w trakcie akcji metodą "od domu do domu". Ich gorliwość (a raczej natręctwo) sprawia, że "wypędzani drzwiami, wchodzą oknami". Jeśli ktoś wyrzuca ich z mieszkania, przy sprawozdaniu z akcji jest to dla nich dumny tytuł do chwały "męczeństwa" za głoszenie "prawdy". 
 
Ja osobiście podejmowałem niejednokrotnie dyskusję ze świadkami. Najbardziej spektakularna była dysputa prowadzona jeszcze w dobie ustroju komunistycznego w czasie jazdy autobusem z Warszawy do Sandomierza. Para młodych "apostołów" zaczęła od hasła "Armagedon". Wiedziałem, że mam do czynienia ze świadkami Jehowy. Cytowali liczne teksty biblijne, przekonując do swojej wiary. Gdy zacząłem dowodzić, że nie mają racji w interpretacji danego tekstu biblijnego, natychmiast, widząc swoją przegraną, przeskakiwali do następnego wersetu. Ale nie ustępowałem - kończyłem wykład, sięgając do hebrajskiego lub greckiego oryginału Pisma św. Były to czasy, kiedy autobusy były przepełnione pasażerami. Dopiero po dłuższym czasie zauważyłem, że cały autobus milczy, słuchając tej dyskusji. 
 
Miałem możność obserwowania świadków Jehowy przez wiele lat. W kraju i za granicą widziałem, jak wspomagali biednych i bezrobotnych, by ich chwycić w sidła swoich idei. Np. w czasie stanu wojennego rzuceni w amerykański świat Polacy nie byli zbyt chętnie ratowani od nędzy i bezrobocia przez Kościoły i władze administracyjne, natomiast świadkowie Jehowy ich przygarniali, oferowali mieszkanie i pracę. Nasi katolicy tłumaczyli się, że tylko korzystają z ich pomocy, ale nie mają zamiaru wyrzekać się swojej wiary. Po paru latach okazywało się, że zostali wchłonięci przez jehowitów. Indoktrynacja i presja społeczna zrobiły swoje.
 
Metoda werbowania stosowana przez jehowitów przebiega na niezwykle wyszukanych drogach. Na Zachodzie, zwłaszcza w USA, każdy zgon obywatela jest odnotowywany przez lokalną prasę (wraz z adresem - przybliżonym przynajmniej). Po zgonie (często niespodziewanym, nagłym, w wypadku) pierwsi w domu denata pojawiają się świadkowie i oferują swoją pomoc w zorganizowaniu pogrzebu. Rodzina zmarłego, załamana, zszokowana, nieporadna, często łatwo oddaje się w ręce tych "opiekunów", często zresztą nie zdając sobie sprawy, że ma do czynienia z jehowitami. Bo w Kościele katolickim trzeba udać się do urzędu parafialnego i tam uzgodnić procedurę pogrzebu, a świadkowie wszystko załatwiają za członków rodziny zmarłego. Taki pogrzebowy pierwszy kontakt staje się nieraz bramą do ich wspólnoty [12].
 
Gdy chodzi o socjologię jehowityzmu, warto dodać, że ruch ten rozwija się we wszystkich warstwach społecznych, ale swoją uwagę (w takich krajach jak np. USA, Brazylia, Meksyk) skierował przede wszystkim ku słabszym ekonomicznie klasom: Murzynom, Latynosom, Portorykańczykom. W tych grupach zyskują licznych adeptów także zielonoświątkowcy. Swoje żniwo zbierają te ruchy przede wszystkim w środowiskach pozbawionych należytego wykształcenia religijnego. Ignorancja religijna to jeden z głównych czynników powodujących wstępowanie ludzi w ich szeregi. Dlatego ważnym antidotum powstrzymującym rozrost jehowitów jest odpowiednie przygotowanie religijne ludzi [13]. Niemniej świadkowie Jehowy zdobywają sobie także często wyznawców o głębokich potrzebach i uczuciach religijnych, a nie tylko biedaków i cwaniaków.
Świadkowie Jehowy, zdecydowanie starotestamentalni w zakresie wiary religijnej, potrafią być supernowocześni na innych polach. Ujawnia się to np. w wykorzystywaniu przez nich środków masowego przekazu. Już kazania Charlesa Russella publikowane były przez gazety wychodzące w dużych jak na owe czasy nakładach. Także już w początkach sztuki filmowej wykorzystał on tę nową gałąź twórczości, nakręcając film Fotodram stworzenia. W 1933 roku jehowici posiadali w świecie już 408 rozgłośni radiowych. Rutherford zorganizował wydawanie w ogromnej ilości egzemplarzy pism "Strażnica" i "Golden Age", a w późniejszym czasie "Awake!" ("Przebudźcie się"). Podręcznik kaznodziejski zatytułowany: The Truth that leads to eternal life (Prawda, która prowadzi do życia wiecznego) został wydany w roku 1968 w 117 językach w łącznym nakładzie 107 milionów egzemplarzy. Pozycja pt. You can live forever in Paradise on Earth (Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi) ukazała się w roku 1982 w 115 językach w nakładzie sześćdziesięciu kilku milionów egzemplarzy. Polski nakład tej książki osiągnął 250 tysięcy egzemplarzy. W sumie od r. 1920 do końca stulecia ukazało się kilkanaście miliardów egzemplarzy jehowickich książek, broszur i zeszytów czasopism. Od lat 70. XX stulecia Towarzystwo Strażnica wydaje także różne kasety w wielu milionach egzemplarzy [14].
 
To jest niebagatelny czynnik napędowy ich ekspansji i wzór do naśladowania, byśmy nie uważali, że środki masowego przekazu to wynalazek diabelski, źródło wszelkiego zła, ale że może i powinien to być potężny środek ewangelizacji, przekazywania pełni Objawienia i ekonomii zbawczej, jaką niesie ludzkości ustanowiony przez Chrystusa Kościół katolicki. To jest pierwsze zdanie lekcji, jaką niesie dla nas fenomen jehowityzmu. 
 
Czego możemy się nauczyć od świadków Jehowy?
 
Możemy - i powinniśmy - nauczyć się od nich także częstej lektury Biblii, śmiałości i odwagi inicjowania dyskusji biblijnych w różnych okolicznościach i miejscach, nietraktowania Biblii jako domeny wyłącznie osób duchownych. Dość często proboszczowie jako owoc tygodnia biblijnego zaopatrują wszystkie domy swych parafii w księgi Ewangelii. Ale nie są one, niestety, przedmiotem lektury. Złośliwi mówią, że czasem służą w domu do podtrzymywania równowagi stołu, gdy jedna jego noga jest za krótka. Ubiblijnieniem rodzin biją nas zresztą na głowę nawet bracia protestanci.
 
W Polsce, gdzie proboszcz często ma wielu wiernych, wzajemny kontakt kapłana z parafianami ogranicza się do jednostronnego przekazu z ambony lub kontaktu urzędowego w kancelarii. Niektórym wiernym to jednak nie wystarcza. Szukają ściślejszej i bliższej wspólnoty religijnej, zwłaszcza jeśli przeżywają trudności życiowe, rozterki duchowe i szukają ich rozwiązania w Biblii, w Kościele, a nie np. w kieliszku. Nie dziwmy się, że gdy zapukają do nich świadkowie Jehowy, zaoferują im to, czego potrzebują. Wskazują na ten aspekt nowsze dokumenty Kościoła. Raport Kongregacji Doktryny Wiary z 1986 r., pt. Sekty albo nowe ruchy religijne, jak również raport Nadzwyczajnego Konsystorza Kardynałów z r. 1991, poświęcony problematyce sekt, próbują udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego cieszą się one taką popularnością. Powtarzające się w tych odpowiedziach akcenty są następujące: sekta czy nowy ruch religijny wytwarza silne poczucie wspólnoty wszystkich członków danego wyznania, poczucie "bycia jak w domu", bycia zauważonym, docenionym i wyróżnionym. Wszyscy są aktywni, nie są traktowani jak niedouczone owieczki wobec majestatu pasterza-kapłana. Wierni przystępujący do świadków Jehowy czy Hare Kriszna szukają tam głęboko ludzkiej akceptacji i afirmacji swojej osobowości i swojej aktywności. A więc zwykła ludzka bliskość wobec naszych wiernych to istotna droga do zwycięstwa w rywalizacji z sektami [15].
 
Gdy chodzi o bezpośrednią konfrontację ze świadkami Jehowy, nie należy ich traktować tylko gromieniem z ambony. Należy pouczać wiernych, by nie wypędzali ich z domów (bo wtedy mają tytuł do chwały męczeństwa w służbie prawdy), ale by grzecznie poprosili o opuszczenie domu wraz ze swoimi pismami. W toku dyskusji podjętej ze świadkami Jehowy trzeba demaskować ich prymitywną propagandę, socjotechniczną manipulację, ich biblijne "przekręty": wyrywanie zdań z całego kontekstu nauki Biblii, naiwne interpretacje tekstów biblijnych, niezrozumienie wzajemnej relacji Starego i Nowego Testamentu itp. Należy przypierać ich do muru pytaniem, jak Biblia mogła dochować się bez skażenia tysiące lat aż do epoki jehowickich objawicieli. W naszych seminariach duchownych przydałoby się praktyczne przygotowanie do dyskusji z jehowitami (na wzór ich dokładnego szkolenia). 
 
Jakikolwiek dialog ekumeniczny ze świadkami nie jest możliwy. I choć nam ekumenistom trudno wypowiedzieć to słowo, to trzeba jednak stwierdzić, że są oni klasycznymi sekciarzami. Ale ekumeniczna postawa otwartości każe nam dostrzec w nich także ich zalety moralne. Jako przykład wydarzenie z pogranicza sąsiedniej diecezji. W pewnej wiosce katolicy bardzo nie lubili swoich sąsiadów jehowitów. Postanowili im dotkliwie dokuczyć, by ich zniechęcić do "kociej" wiary. Pewną nocą zebrali się gromadką koło ich domostwa, i wchodząc po drabinie, zdejmowali dachówki z ich domu i układali w pryzmy na podwórzu. Sądzili, że śpiący gospodarze nic nie zauważą. Tymczasem nad ranem wyszła gospodyni z tacą pełną kanapek, mówiąc: "Panowie bardzo się napracowali, należy się wam posiłek". "Kawalarze" byli tym bardzo zawstydzeni. Mówili później: "Gdybyśmy dostali po gębie, gdyby nam nawymyślano, przełknęlibyśmy to gładko, ale przy takim obrocie sprawy nasz wstyd był okropny". Naprawili z powrotem dach. A więc możemy się od jehowitów uczyć nawet tak trudnej postawy jak miłość nieprzyjaciół.
 
Chrystusowy nakaz miłości wszystkich bliźnich, w tym również nieprzyjaciół, każe nam patrzeć na wyznawców innych religii, a nawet sekt, bez uprzedzeń i z życzliwością. Bo wielu z nich to uczciwi i życzliwi ludzie próbujący radykalnie i bezkompromisowo żyć wyznawaną wiarą. Nieraz szczerze szukają oni Boga, a to, że znaleźli Go w organizacji świadków Jehowy, zagubiwszy Go uprzednio w Kościele katolickim, nieraz dokonało się nie bez winy nas katolików i naszych duszpasterzy. Miłość każe nam widzieć w świadkach Jehowy przede wszystkim braci i jako takich kochać ich, a więc przynajmniej chcieć ich zrozumieć i obdarzyć życzliwością. Mądrość zaś podpowiada, by uczyć się nawet od tych, którzy uważają się za naszych wrogów [16].
 
_________________________________
Przypisy:
 
[1] R. Kołodziej, Struktury organizacyjne Świadków Jehowy, "Homo Dei" 65 (1996) nr 2-3, s. 129-143; Z. Danielewicz, Co świadkowie Jehowy mają do powiedzenia Kościołowi?, "Biuletyn Ekumeniczny" 27 (1998) nr 3, s. 87-89; W. Hanc, T. Lenkiewicz, Świadkowie Jehowy - apostołowie czy intruzi?, Włocławek 1990, s. 12-20; E. Warchoł, Rozłamy wśród badaczy Pisma Św. w Polsce okresu międzywojennego, "Homo Dei" 58 (1989), s. 212-217.
[2] Por. W. Miziołek, Wprowadzenie do zagadnień ekumenicznych, Warszawa 1974, s. 3; T. Kunda, By ratować zagubionych na manowcach Strażnicy, "Rycerz Niepokalanej" 1993, nr 3, s. 76-77; J. Domański, Strzeżcie się świadków Jehowy, "Rycerz Niepokalanej" 1989, nr 4, s. 117-119.
[3] W. Hanc, T. Lenkiewicz, Świadkowie Jehowy - apostołowie czy intruzi?, dz. cyt., s. 55; G. Fels, Świadkowie Jehowy bez retuszu, Niepokalanów 1995; H. Kern, Co to są świadkowie Jehowy?, Bielsko-Biała 1995.
[4] A. Tronina, Hasła Armagedon, Harmagedon, w: Encyklopedia katolicka, t. VI, red. J. Walkusz, Lublin 1993, k. 563; W. Hanc, T. Lenkiewicz, Świadkowie Jehowy, dz. cyt., s. 21, 56; H. Pająk, Bestie końca czasów, Lublin 2000; Z. Klimowska, "Strażnica" w walce z Kościołem, "Rycerz Niepokalanej" 1990 nr 1, s. 13.
[5] Duchy zmarłych. Czy mogą pomagać lub szkodzić? Czy naprawdę istnieją?, Nowy Jork 1991, s. 14; W. Słomski, Badacze biblijnych tajemnic, Warszawa 1997, s. 51; R. Reynolds, Kim są świadkowie Jehowy?, Katowice 1994, s. 24-25; W. Hanc, T. Lenkiewicz, dz. cyt., s. 53; Z. Danielewicz, Co świadkowie Jehowy..., dz. cyt., s. 92-94; Z. Pawłowicz, Człowiek a świadkowie Jehowy, Gdańsk 1991, s. 59.
[6] J. Salij, Czy Pan Jezus umarł na krzyżu? Pytania nieobojętne, Poznań 1988; W. Hanc, T. Lenkiewicz, dz. cyt., s. 54.
[7] J. Salij, Imię Boże. Pytania nieobojętne, Poznań 1988; W. Hanc, T. Lenkiewicz, dz. cyt., s. 26-34.
[8] G. D. Jóźwik, Służba Boża świadków Jehowy w świetle ich pism wyznaniowych, Warszawa 2003, s. 75-87; W. Hanc, T. Lenkiewicz, dz. cyt., s. 49-53; W. Słomski, Badacze biblijnych tajemnic, dz. cyt., s. 51-52; R. Reynolds, dz. cyt., s. 26-28; M. Krasula, Doktryna i działalność świadków Jehowy na terenie diecezji sandomierskiej, Lublin 2005, s. 44-74.
[9] W. Hanc, T. Lenkiewicz, dz. cyt., s. 25nn; R. Reynolds, Kim są świadkowie Jehowy?, dz. cyt., s. 31-32; J. Salij, Ukryte sensy w doktrynie świadków Jehowy, w: Królestwo Boże w was jest, Poznań 1980, s. 324-335; J. Bera, "Biblia" świadków Jehowy, "Myśl Ewangeliczna" 1990 nr 1-2, s. 24-36; J. Salij, Imię Boże, dz. cyt., s. 53-58; W. Bednarski, Pismo Święte a nauka świadków Jehowy, Oliwa 1994; Z. Domagała, Czy nauka świadków Jehowy jest zgodna z Biblią?, Lublin 1984; W. Majka, Czy tak uczy Pismo Święte?, Lublin 1989; D. Brown, God and Mystery in Words, Oxford / New York 2008, s. 22-148.
[10] W. Hanc, T. Lenkiewicz, dz. cyt., s. 55; Z. Danielewicz, Co świadkowie Jehowy..., dz. cyt., s. 89; B. Łabutin, Niepotrzebna śmierć. Świadek Jehowy odmówiła transfuzji krwi, "Gazeta Wyborcza" 14 (2002) nr 134, s. 7.
[11] Lojalne przestrzeganie porządku teokratycznego, "Strażnica" 104 (1983) nr 3, s. 13-17; Każdy na swoim miejscu, tamże, s. 22.
[12] T. Pietrzyk, Świadkowie Jehowy, dz. cyt., s. 250-259; Z. Danielewicz, dz. cyt., s. 98; W. Hanc, T. Lenkiewicz, dz. cyt., s. 21, 55-57; J. Tarnowski, "Magnes" świadków Jehowy, w: Rozmowy o wierze i życiu, Katowice 1989, s. 103-204. 
[13] Z. Pawłowicz, Kościoły i sekty w Polsce, w: Nowe religie i sekty wyzwaniem dla Kościoła? Materiały z sesji misyjno-pastoralnej, red. B. Wujek, Pieniężno 1994, s. 114-116; G. Jóźwik, Służba Boża świadków Jehowy, dz. cyt., s. 31-32.
[14] Z. Danielewicz, Co świadkowie Jehowy mają do powiedzenia Kościołowi?, dz. cyt., s. 96-97; G. Jóźwik, dz. cyt., s. 4-10, 122-124; Z. Marzec, Metody, działania i przyczyny sukcesów świadków Jehowy, Kraków 2000.
[15] Kongregacja Doktryny Wiary, Sekty albo nowe ruchy religijne. Wyzwanie duszpasterskie, "L'Osservatore Romano" 7 (1986) nr 5, s. 3-6; Z. Danielewicz, dz. cyt., s. 95-96; Z. Zacharewicz, Świadkowie Jehowy, Łódź 1997, s. 5.
[16] Z. Danielewicz, Co świadkowie Jehowy mają..., dz. cyt., s. 99; A. Skowronek, Sekty. Zgorszenie czy wyzwanie dla Kościoła?, Kraków 1992. Por. jeszcze pozycje: P. Jeliński, Wokół świadków Jehowy, "Kronika Diecezji Sandomierskiej" 86 (1993), s. 379-384, 466-473; G. Pape, Byłem świadkiem Jehowy, Warszawa 1991; T. Pietrzyk, Świadkowie Jehowy - kim są?, Wrocław 1991; A. Bielas, Byłem świadkiem Jehowy, "Rycerz Niepokalanej" 1998 nr 10, s. 354-356; R. Bauckham, Jesus and the Eyewitnesses. The Gospels as Eyewitness Testimony, Grand Rapids (Mi) 2006, s. 65-289. 
 
Zobacz także
Szymon Babuchowski
Choć liczba praktykujących w Polsce w ostatnich latach nieco się zmniejszyła, na pielgrzymkach tego nie widać. Tylko w sierpniu na Jasną Górę wejdzie 147 pielgrzymek. W największych, takich jak warszawska czy krakowska, bierze udział 7–8 tysięcy osób. Czego szukają Polacy w drodze do świętych miejsc? Czy współczesny model pielgrzyma różni się od tego, który dominował dwadzieścia, trzydzieści lat temu?...
 
Ks. Mieczysław Ozorowski
Wielu odpowiedzialnych za wspólnoty charyzmatyczne skarży się na relacje między świeckimi a kapłanami. Niejednokrotnie zarzucają oni kapłanom, że za mało czasu poświęcają powierzonym im pod opiekę grupom modlitewnym. Zastanówmy się zatem, co zrobić, by ta współpraca była lepsza i bardziej owocna...
 
Marcin Nowak
Ilu świętych wychowało się na "Zdrowaś Mario" i nabożeństwach, a nie na jeżdżeniu za charyzmatykami! To jest skarb Kościoła. Charyzmaty są potrzebne, ale Pan Bóg daje je w konkretnym celu i tyle, ile jesteśmy w stanie przyjąć. 

Z o. Piotrem Różańskim, pijarem i rekolekcjonistą, który posługuje modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, rozmawia Marcin Nowak.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama