logo
Sobota, 28 stycznia 2023 r.
imieniny:
Agnieszki, Kariny, Lesława, Tomasza, Juliana  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Jerzy Szymik
Światło od Dzieciątka Jezus
Gość Niedzielny
 


Jak żyć w objęciach XXI wieku? Trzyma, nie puści… Chcę się podzielić czymś bardzo osobistym, jednym z najważniejszych odkryć mojego życia i myślenia. Rzecz dotyczy świętej Teresy z Lisieux, jej postaci i geniuszu osoby. Światło, które od niej bije, jest światłem "od Dzieciątka Jezus". W sam raz na święta… I na życie. Bo może być ono sposobem na życie, przyszłością Kościoła, jego teologii… Spróbuję rzecz wyjaśnić. A zatem – po kolei.

Mała Teresa, wielka teologia

Jaka teologia na nowe tysiąclecie? Patronką mojej odpowiedzi, patronką teologii dającej nadzieję, jest święta Teresa z Lisieux – jej postać, dzieło, myśl. Teologia musi się trzymać blisko świętych, inaczej grozi jej wysuszenie… A Teresie dane zostało jedno z najgłębszych w dziejach chrześcijaństwa rozumienie tajemnicy Wcielenia – swoista "łaska Bożego Narodzenia".

Ale też w życiu i pismach Teresy na centralnie usytuowany żłóbek pada nieustannie cień krzyża. Który to cień – dzięki Wielkiej Nocy – staje się blaskiem. Właśnie tak przeżywana "łaska Bożego Narodzenia", inkarnacyjność (Inkarnacja = Wcielenie) sprawia, że Teresę charakteryzuje duchowość na wskroś współczesna: miłość Ziemi, planety ludzi, marnej doli człowieczej, zamiłowanie do aktów straconych i znaczących niewiele albo nic; bezwzględna szczerość, pasja i miłość totalna. Wybitny francuski pisarz, Jean Guitton przenikliwie tropi jej nowoczesność, pisze: jest współczesna jak my – "aż do poczucia trwogi istnienia, aż do doświadczenia radykalnego, wszechobejmującego zwątpienia, aż do (...) smaku nicości, który dane było Teresie poczuć w ostatnich latach życia, w umieraniu okrutniejszym niż sama śmierć".

Do tego koniecznie marzenie jej życia: "być miłością w sercu Kościoła" – miłość jako absolutne centrum, znak tożsamości; "kościelność" religijnego doświadczenia i przeżycia jako powietrze, którego obecność jest konieczna dla oddechu człowieczego szukania Boga. Oto "łaska Bożego Narodzenia". Wybierając jednoznacznie Boga, wybierać - tym samym i tym bardziej – człowieka. Chrystologia od Dzieciątka Jezus na czas późnej nowoczesności – projekt teologii przyszłości, pragnienie mojego umysłu i serca. Kto wie, czy nie jest to najlepsza propozycja drogi dla wielu z nas…

Mała droga, wielka miłość

"Pan Bóg tak bardzo nas kocha i przykro Mu, że musi zostawić nas na ziemi, abyśmy wypełnili swój czas próby, nie powinniśmy więc przysparzać Mu dodatkowych przykrości, skarżąc się nieustannie, że jest nam bardzo źle; trzeba sprawiać wrażenie, że się tego nie widzi!".

Autorką tych niezwykłych, szokujących wręcz słów, jest właśnie ona, doktor Kościoła, święta Teresa z Lisieux – od Dzieciątka Jezus i Świętego Oblicza. Przyznajmy, że to, co najbardziej intryguje w powyższej wypowiedzi, to radykalna zmiana perspektywy w podejściu do kwestii cierpienia, owocująca ową prowokacyjną radą: "trzeba sprawiać wrażenie, że się tego nie widzi". Ale ktokolwiek prawdziwie kochał, wie doskonale, o czym tu mowa: cierpieć jak najciszej, żeby mój ból nie sprawiał bólu komuś, kogo kocham i kto mnie kocha. Jeśli musi boleć, niech boli tylko mnie, nie jego (ją)…

Oto punkt wyjścia "chrystologii od Dzieciątka Jezus": miłość, jej "bezwzględność", jej radykalizm. Teologia jako "nauka wiary" (to jedno z określeń teologii) jest nierozdzielnie związana z miłością. Wszak wiara chrześcijańska jest wiarą w Boga-Miłość. I jeśli teologia i świętość mają sobie wiele do zaoferowania, jeśli teologia w życiu świętych otrzymuje konieczny dla własnej tożsamości komponent doświadczenia, jesteśmy, w przypadku "chrystologii od Dzieciątka Jezus", w punkcie newralgicznym, najgorętszym. "Kochać Jezusa i uczyć innych Go kochać" – było Teresy jedynym pragnieniem. Miłość Chrystusa była dla niej kluczem, jaki stosowała wobec całej rzeczywistości, wobec wszystkich tajemnic życia. Głównie wobec bólu, ciemności.

Teologiczny rdzeń jej "małej drogi" jest na wskroś chrystocentryczny, a fundament - ściśle inkarnacyjny - Dzieciątko Jezus jest dla niej wszystkim. "Mała droga" prowadzi od "łaski Bożego Narodzenia" do "łaski ukrzyżowania". Żłóbek i Krzyż stanowią "narożne filary" geniuszu jej chrystologii, w której odkryła sposób na swoje życie i – jako prorokini – sposób na życie sobie współczesnych oraz tych, którzy przyjdą po nich, wszystkich uczestników dramatów nowoczesności i ponowoczesności. Mówiła o tym wprost, Ona, uczestniczka "nocy ciemności", udręk duchowych, psychicznych, fizycznych, próbowana przez Boga jak złoto w tyglu, "siedząca przy stole grzeszników" jak Bóg w Jezusie, tęskniąca bardziej za ziemią niż niebem i pragnąca sprowadzić niebo na ziemię - w ten sposób solidarna wobec Sióstr i Braci jak Bóg w Dzieciątku Jezus…

Bóg-Dziecko jest bowiem sercem jej duchowości. Fenomen Wcielenia jest w jej optyce duchowej i teologicznej największym znakiem Boskiej Wszechmocy: Bóg jest tak mocny (aż tak!), że w swojej wszechmocnej wolności może uniżyć się do stania się dzieckiem, które "dorośnie" do śmierci krzyżowej. Kardynał Schönborn powie: "Bóg jest tak mocny, że może się on stać tak mały jak dziecko". Oto najważniejszy argument "chrystologii od Dzieciątka Jezus" w mrocznych kwestiach życia: Bóg jest mocen (wszech-mocen) rozjaśnić każdą noc. Spełnieniem tego stała się Wielka Noc.

 
1 2  następna
Zobacz także
Błażej Strzechmiński OFMCap
Nadzieja chrześcijańska nie jest ani abstrakcją, ani pobożnym życzeniem, ale opiera się na mocnym fundamencie, który stanowi osoba Jezusa Chrystusa. Człowiek nadziei z ufnością spogląda w przyszłość i oczekuje szczęśliwego jej spełnienia w wieczności. Jego nadzieja jest bowiem zakotwiczona w Bogu. Podobne doświadczenie zdobył Ojciec Pio z Pietrelciny. Czy jednak było tak zawsze i nic nie zachwiało tej jego pewności, którą złożył w Jezusie Chrystusie?
 
O. Augustyn Jankowski OSB
... dlaczego potrzebne jest człowiekowi Objawienie? Jak uczy II Sobór Watykański, "od początku stworzenia Bóg prowadzi dialog z człowiekiem" a Pismo Święte jest właśnie jednym z elementów tego odwiecznego dialogu. Jeżeli więc ktoś chce naprawdę rozmawiać z Bogiem, nie może nie uznawać Jego słów, które zostały zapisane właśnie w Piśmie Świętym. Jest to dla mnie naczelny sposób przekazania żywego Słowa Bożego w dialogu z człowiekiem. Czy do tego dialogu nie mogłaby wystarczyć tylko modlitwa?...
 
Fr. Justin
Podziwiam wspólnotę menonitów, którzy zamiast samochodu jeżdżą bryczkami zaprzężonymi w konie; nie posługują się prądem elektrycznym, ale lampą oliwną i świecami; wzajemnie się wspomagają, chętnie się dzielą z drugimi. Ten styl życia, z dala od cywilizacji, wnosi w ich życie spokój, harmonie i na pewno miłość. Czy wszyscy chrześcijanie nie powinni tak żyć?
 
 
___________________

 reklama

katolicyzm