logo
Środa, 08 grudnia 2021 r.
imieniny:
Delfiny, Marii, Wirginiusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Piórkowski SJ
Świątynia Ciała przetrwa
Mateusz.pl
 
fot. Anirudh | Unsplash (cc)


„Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo" (J 2,19)

Wszyscy ewangeliści wspominają o oczyszczeniu świątyni przez Jezusa. Jednak relacja św. Jana różni się znacznie od pozostałych. Przede wszystkim, jest umieszczona na początku działalności Chrystusa, a nie jak w przypadku synoptyków: Łukasza, Marka i Mateusza tuż przed procesem i męką. Nadto, św. Jan wspomina o zniszczeniu świątyni. Dopisuje również własny komentarz do sceny.

W wersjach synoptycznych Jezus, powołując się na słowa Jeremiasza, oskarża zebranych o uczynienie z domu Ojca jaskinii zbójców. Świątynia została zamieniona w kryjówkę dla tych, którzy mają coś na sumieniu. Sądzą, że składając ofiary, unikną sprawiedliwości i kary. Jeremiasz krytykuje obłudę Izraelitów, którzy mimo popełnianych niegodziwości przychodzą do świątyni, uważając, że ich dar jest miły Bogu. Traktują kult jak listek figowy.

 

Św. Jan podziela zdanie synoptyków, ale równocześnie przemyca bardziej złożoną i głębszą myśl. Jezus wzywa, aby nie robić ze świątyni targowiska (domu handlu), czyli nie nadawać temu miejscu innego charakteru niż ten, jaki przypisał mu Bóg. Ewangelista prawdopodobnie odsyła czytelników do ostatniego zdania z księgi Zachariasza: „Nie będzie już w owym dniu przekupnia w domu Pana Zastępów” (Za 14,21).

Zdanie to jest częścią dziwnej wizji, jaką Zachariasz roztacza przed Izraelem. Oto nadchodzi dzień, kiedy Jahwe, jedyny król świata, obejmie rządy w Jerozolimie, po czym zamieszkają w niej wszystkie narody. Jednak zanim to nastąpi, Bóg wezwie ludy całej ziemi do wojny przeciwko Izraelowi. Miasto zostanie złupione, część mieszkańców wygnana. Następnie „Pan wyruszy do boju i będzie walczył przeciw ludom, jak niegdyś walczył w dniu bitwy” (Za 14,3).

Zwyciężywszy, Pan ustali nowy porządek w społeczeństwie, stworzeniu i kulcie. Narody zaczną teraz walczyć między sobą. Spośród nich ostanie się niewielka grupa. W nature zniknie różnica między dniem a nocą. Zapanuje wieczna jasność. To, co świeckie i to, co religijne będzie odtąd jednością, gdyż Bóg zamieszka w mieście. Kult przybierze inną formę. Nie będzie już kapłanów, lecz „wszyscy będą przychodzić, by składać ofiarę” już nie ze zwierząt, ale w zupełnie inny sposób. Dlatego sprzedający zwierzęta przed świątynią po prostu stracą pracę. Wszyscy ludzie będą uczestniczyć w radości Stwórcy i Jego królowaniu.

Pan „uczyni wszystko nowe”

Podobną wizję znajdujemy w Apokalipsie św. Jana. Po tragicznych przejściach, plagach i prześladowaniach, z nieba zstąpi Jeruzalem, stając się wiecznym przybytkiem Boga z ludźmi. Pan „uczyni wszystko nowe”. Objawi się nowy ład: „Świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek. I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą – Baranek” (Ap 21,22-23).

W dwunastym rozdziale swojej księgi, Zachariasz chwali wspaniałość Stwórcy, „który rozpostarł niebiosa i założył fundamenty ziemi, i ducha tchnął we wnętrze człowieka” (Za 12,1). Podczas gdy Jeremiasz uzasadnia niezawodność obietnic Jahwe niezmiennością praw natury, Zachariasz uważa stworzony porządek za coś zmiennego. Podkreśla stwórczą moc Boga, który może „przemodelować” cały kosmos i ustalić nowe prawa. Może re-kreować, ponownie stworzyć niebo i ziemię.

Ta idea powraca w Biblii jak bumerang. Teoria ciągłego stwarzania człowieka i świata pojawiła się w naszych wcześniejszych rozważaniach. Pamiętamy obraz potopu, gliny, oczyszczania metalu, wygnania i ich paradoksalne znaczenie. Re-kreacja zakłada, przynajmniej na początku, „wszczęcie wojny”, rozpad, cierpienie, zburzenie tego, co wydawało się trwałe.

 

O jaką świątynię chodzi?

Mam nadzieję, że teraz będziemy mogli lepiej zrozumieć odpowiedź Jezusa w dzisiejszej Ewangelii: „Zburzcie tę świątynię, a ja w trzech dniach ją odbuduję”. To zdanie, wbrew intencjom Jezusa, zostało odczytane jako zapowiedź zamachu na świątynię z kamieni, a ściślej jako próba degradacji ustalonego porządku religijnego. Jako fałszywe oskarżenie pojawia się podczas procesu i na Golgocie: „Myśmy słyszeli, jak On mówił: „Ja zburzę ten przybytek uczyniony ludzką ręką i w ciągu trzech dni zbuduję inny, nie ręką ludzką uczyniony”(Mk 14,58). Tymczasem Jezus wyraźnie mówi, że to ludzie zniszczą świątynię, a On wzniesie ją na nowo. O jaką świątynię chodzi?

 

Już w obrazie stworzenia człowieka w księdze Rodzaju, autor biblijny używa słowa związanego z budową świątyni za czasów króla Salomona. Bóg lepi człowieka, czyli konstruuje gmach na swoją chwałę. Człowiek został powołany do bycia jako jedyny żywy obraz Boga na ziemi. Stąd zakaz tworzenia jakichkolwiek innych wizerunków Boga. Można więc powiedzieć, że występując przeciwko Bogu, człowiek porywa się na samego siebie. Próbuje zniszczyć swoją najgłębszą istotę. Jednak to przedsięwzięcie nie powiedzie się, gdyż Bóg zostawił w nim cząstkę siebie. I nie dopuści do zupełnego wymazania swojej świątyni z powierzchni ziemi. Pomimo zniszczenia, odbuduje ją na nowo.

Jezus – Człowiek jest szczególnym objawieniem Boga. Dlatego mówi, że Jego Ciało, czyli on sam, jest nową świątynią. Ludzka niewiara oraz „gorliwość o dom ojca” dosłownie „pożre” Go (Ps 69,10), czyli zmiażdży w czasie męki. Wszyscy Ewangeliści odnoszą ten psalm do cierpiącego Chrystusa. Śmierć Jezusa jest konieczna, aby nastąpiło „nowe stworzenie”, zmiana charakteru świątyni oraz odrodzenie człowieka wraz z całym kosmosem. Ludzie odrzucają Jezusa, nie zdając sobie sprawy, że ten dramat dzieje się dla ich dobra.

 

Boża rewolucja

W świetle nauki apostołów świątynią jest każdy ochrzczony (1 Kor 3,16-17), a Ciałem Chrystusa wspólnota wierzących (Ef 2, 19-21; 1 P 2,5). To jest prawdziwa Boża rewolucja. Bóg nie mieszka jedynie symbolicznie w budynkach z kamienia. Dzięki dziełu Chrystusa i wylaniu Ducha Świętego przebywa w każdym ochrzczonym. Człowiek w jedności ze wspólnotą staje się przestrzenią obecności Boga, który w ten sposób, od środka, w samym rdzeniu chce go przemienić. „Wzniesienie świątyni na nowo” to zmartwychwstanie, re-kreacja człowieka, zapowiadana wcześniej przez proroków.

Jezus w żadnym wypadku nie występuje przeciwko kultowi Jahwe, ale podaje w wątpliwość jego określoną formę. „Nie przyszedłem znieść Prawa, lecz je wypełnić”(Mt 5,18). To, co w swojej wizji kreślił Zachariasz, Jeremiasz i Izajasz już rozpoczęło się w Chrystusie.

W III Niedzielę Wielkiego Postu jak jaskółka zwiastująca wiosnę pojawia się to, co w chrześcijaństwie najważniejsze: zmartwychwstanie, czyli ponowne stworzenie człowieka, które staje się możliwe dzięki Chrystusowi. Dlatego św. Jan umieszcza zajście w świątyni na początku Ewangelii. Później w innych obrazach rozwija, co znaczy wzniesienie świątyni: „żywa woda”, „powtórne narodzenie”, „chleb z nieba”, „przywrócenie wzroku”, „światłość świata”. W zmartwychwstaniu mamy udział przez sakramenty. Już powstaliśmy z martwych, chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Jakże istotne dla nas chrześcijan jest to, abyśmy nie utracili tej perspektywy.

 

To nie Bóg znika, tylko coś, co jest w nas

Kiedy święci i mistycy piszą o wewnętrznej transformacji człowieka, nocy ducha, czy wewnętrznych ciemnościach, chodzi im o zmartwychwstanie, którego moc objawia się właśnie w taki sposób. Przechodzimy fazy śmierci i narodzenia. Nasze poczucie, że Bóg jest blisko, znika. Cała religijność wydaje się bezbarwna i bez znaczenia. Czasem możemy mieć wątpliwości, czy Bóg w ogóle istnieje. Modlitwa staje się trudna. Spełnianie codziennych obowiązków nie daje żadnej satysfakcji. Po prostu wykonujemy je, bo musimy. Nachodzą nas chwile wahania, czy to, co zdziałaliśmy w ogóle było dobrem? A może tylko tak się nam wydawało? Jak domek z kart rozpadają się nasze dotychczasowe wyobrażenia. Czy zawarte małżeństwo lub przyjęte kapłaństwo nie jest pomyłką? Może wiara to życzeniowe myślenie? Może tylko chciałbym, żeby tak było, ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej?

Zauważmy, że wszystko to kłębi się w sferze emocji, wyobrażeń i myślenia. To nie Bóg znika, tylko coś, co jest w nas. W człowieku toczy się wewnętrzny bój. To, co stare obumiera. Dlatego boli. Ustalony porządek, do którego się szybko przyzwyczajamy, jest wywracany do góry nogami. Takie sytuacje nie dotyczą tylko wybranych osób. Każdy ochrzczony, który idzie drogą Ewangelii, musi się liczyć z podobnymi doświadczeniami.

Jeżeli chcemy zrozumieć działanie Boga w naszym życiu oraz Jego sposób objawiania, nie możemy domagać się specjalnych znaków. Nie uchwycimy również znaczenia tego, co nas spotyka, jeśli jak uczeni w Piśmie zatrzymamy się na zewnętrznym wymiarze rzeczy. Jeśli czujemy, że pomimo najszczerszych wysiłków, coś w naszym życiu nie wychodzi, coś nam się wymyka, w świetle wiary nie mamy do czynienia z katastrofą. To jeden z etapów re-kreacji, ponownego wznoszenia świątyni, którą jesteśmy. Przeobrażenie w drugiego Chrystusa.

Dariusz Piórkowski SJ
mateusz.pl | III Niedziela Wielkiego Postu, 15.03.2009

 
Zobacz także
Wiesław Pietrzak SCJ

Patrząc na Jezusa zapytajmy, czy będąc czcicielami Serca Jezusowego umiemy, czy staramy się o to, by wysławiać naszego Ojca, który jest w niebie? Ileż razy prosimy, błagamy, zasypujemy Boga modlitwą a nie myślimy o tym, by uwielbiać, by wysławiać, by dziękować. Serce, które wypełnione jest miłością zawsze ma potrzebę wysławiania za otrzymane dobra.

 
Jacek Swięcki

Podobne doświadczenie spotkało także Apostołów na górze Przemienienia, gdy twarz Jezusa zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło (Mt 17,2). Potem osłonił ich gęsty, choć tym razem świetlisty obłok, a z niego usłyszeli głos samego Boga. Jak to opisuje Ewangelista: Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. (Mt 17,6) Co ciekawe, przemienionemu Jezusowi towarzyszą Mojżesz i Eliasz, tak jakby chcieli zadziwionym uczniom przekazać coś najistotniejszego ze swoich własnych spotkań z Bogiem, które miały miejsce właśnie na górze Horeb.

 
ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Howard Storm urodził się w 1946 r. w stanie Massachusetts. Przez 20 lat był profesorem sztuki na Uniwersytecie Northern Kentucky. Jako ateista był przekonany, że śmierć jest definitywnym końcem istnienia człowieka. Jego ateizm prysł jak bańka mydlana po doświadczeniu ciężkiej choroby i śmierci klinicznej podczas wakacyjnego pobytu w Paryżu w 1985 r...
 
 
___________________
 
 reklama