logo
Wtorek, 29 września 2020 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Rafała, Gabriela – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Michał Gryczyński
Święta, święta i po świętach
Przewodnik Katolicki
 


 
Jak przeżywano święta
 
Pierwszy dzień świąt upływał zazwyczaj spokojnie, na wspólnym biesiadowaniu i śpiewie kolęd. Unikano jakichkolwiek prac, np. sprzątania czy rąbania drewna. Starano się również nie przeglądać w lustrze, unikano czesania włosów i rozplatania warkoczy, a także pokładania się do snu w ciągu dnia, bo wszystko to mogło ściągnąć na człowieka chorobę.
 
W drugi dzień świąt wspominano św. Szczepana, a w kościołach święcono owies, który zanoszono później do stajni, aby koniom wynagrodzić to, że podczas Wigilii nie dostały opłatka. Jakże miały go jednak otrzymać, skoro - wedle tradycji - nie było ich obok woła i osiołka, przy żłóbku w Betlejem? Obsypywano się także owsem, życząc sobie: "Na szczęście, na zdrowie, na to Boże Narodzenie, żeby się darzyło w komorze". Zdarzało się, że owsem rzucano również w księdza po Mszy św., na pamiątkę ukamienowania pierwszego męczennika. Bywało jednak, że ktoś przedobrzył i cisnął owsem zmieszanym np. z bobem albo rzucał nim z chóru w ludzi wychodzących z k­ścioła. Wieczorem w świątyni ludzie zbierali rozrzucony owies, bo miał cieszyć się on sławą najlepszej karmy dla kur znoszących jaja.
 
Podczas gdy w miastach wędrowano od kościoła do kościoła, aby przy kolejnych żłóbkach pokłonić się Narodzonemu, na wsi służba wadziła się z gospodarzami, którzy chcieli pozyskać czeladź do pracy na następny rok. Powiadano, że "na święty Szczepan - każdy sobie pan", bo na Boże Narodzenie wygasały wszelakie umowy zawarte między pracownikami najemnymi a chlebodawcami. Gospodyni stawiała na stole barszcz suto kraszony, a gospodarz wyjmował antałek i zapraszał służbę: "Pożywajmy, co Bóg dał!"; jeśli parobek nie odpowiadał, wiadomo było, że wypowiada umowę.
 
I po świętach były święta
 
27 grudnia Kościół wspomina św. Jana Ewangelistę, któremu niegdyś próbowano wrzucić truciznę do kielicha z winem, a on znakiem krzyża miał rozbić ową czarę; dlatego w tym dniu przywożono z dworów do świątyń wino do poświęcenia. Kapłani udzielali wówczas wiernym Komunii św. pod dwiema postaciami. Nasi przodkowie przeciwstawiali Janowi Ewangeliście - od którego słońce przesila się ku latu, a zima ku mrozom - Janowi Chrzcicielowi, od kiedy to słońce zwraca się ku zimie, a lato ku upałom.
 
Natomiast 28 grudnia, w święto Młodzianków, starano się dzieciom wynagrodzić okrucieństwo Heroda, obdarzając je szczodrze upominkami. Młode dziewczęta biegały zaś po wioskach przybrane rutką, bo porzekadło głosiło: "Na święte Młodzianki trza się stroić w wianki".
 
Gdy nadchodził czas kolędowania
 
Zaraz po świętach księża wyruszali na kolędę. Jak to pisał przed laty ks. Jędrzej Kitowicz: "...w te czasy jeżdżą po dworach, po wsiach, albo miastach, chodzą po domach, ogłaszają w krótkiej przemowie przyjście na świat Słowa Wcielonego, życzą błogosławieństw wszelkich, niebieskich i ziemskich...".
 
Niejeden gołowąs z biciem serca oczekiwał odwiedzin księdza, zwłaszcza gdy jeszcze po Pasterce sumienie mu wyrzucało, że nalał do kropielnicy atramentu albo podpiął rąbek spódnicy klęczącej niewieście. Unikał więc dobrodzieja, aby mu uszu nie natarł, a choć okazał skruchę, odgarniając śnieg wokół kościoła i przed plebanią, to i tak ojciec urwisa musiał udobruchać wielebnego, ofiarowując podczas kolędy kokoszę, gęś, suszone grzyby albo choćby osełkę masła. Księdzu towarzyszył organista z dzwonkiem, bakałarz i kilku chłopców ze szkółki parafialnej. Młódki niecierpliwie wyczekiwały aż będą mogły zająć miejsce, na którym siedział dobrodziej, bo miało to gwarantować rychłe zamążpójście.
 
Ale przyjmowano również innych kolędników, rozmaitych przebierańców. Przed wiekami przyprowadzano czasem gospodarzowi pod zagrodę prawdziwego tura albo niedźwiedzia, ale kiedy te zwierzęta wyginęły, pojawili się przebierańcy z turoniem i kulą, a potem gwiazdą, wyśpiewujący pastorałki. Przyjmowano także chłopców z szopką i kolędą na ustach, a także uczestniczono w "Herodach" lub "Maryjkach", czyli jasełkach o Narodzeniu Pańskim. A zewsząd dochodziły dźwięki muzyki, ponieważ trwał już czas zabaw i maskarad, ciągnących się aż do zapustów. 
 
Michał Gryczyński
 
 
Zobacz także
ks. Aleksander Radecki
Tylko z wielkim trudem dałoby się zliczyć dokumenty i instrukcje, które od czasów Soboru Watykańskiego II zostały wydane z myślą o czynnym udziale wiernych w liturgii. Jak przekłada się ta teologiczna i liturgiczna teoria na praktykę codzienności w parafiach? Różnie, bardzo różnie. Ale w większości - marnie...
 
ks. Aleksander Radecki
Papież zawsze modlił się za ludzi, z którymi miał się spotkać, niezależnie od tego, czy były to głowy koronowane, prezydenci, politycy czy prości ludzie przychodzący chociażby na papieską liturgię czy spotykani w czasie środowej audiencji. Jan Paweł II, kiedy chciał się pomodlić, potrafił dosłownie zniknąć...
 
ks. Aleksander Radecki
Bez wiary w prawdziwe człowieczeństwo Pana Jezusa nie ma jednak chrześcijaństwa. I nie ma Kościoła. Bo niedzielna Eucharystia to tak naprawdę tajemnica wcielenia i odkupienia w całej krasie albo – lepiej powiedzieć – w całym swoim gorszącym i skandalicznym konkrecie. Wcielenie to nie tylko fakt, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Wcielenie ma swoje konsekwencje we wszystkim, co stanowi chrześcijaństwo. 
 
 
___________________
 
 reklama