logo
Środa, 03 marca 2021 r.
imieniny:
Kingi, Kunegundy, Maryna, Tycjana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Jan Zalewski
Święta Urszula Ledóchowska w Danii
materiał własny
 


Bardzo interesujący jest opis wizyty, jaką złożył dziennikarz „Aalborg Venstreblad” w placówkach prowadzonych przez Matkę. Matka opowiada o tym, że w Szkole Gospodarstwa Domowego ma 12 uczniów, ale zgłosiło się już wielu z całego kraju i zostaną przyjęci do szkoły po świętach Wielkanocnych. Matka zaznacza, ze nie są to kandydaci tylko z Danii, ale również ze Szwecji i Norwegii. Nauka jest połączeniem Gospodarstwa domowego z nauką języków obcych. Mamy nauczycielki, które się urodziły w krajach, których języków nauczają i uczniowie poprzez codzienne ćwiczenia będą mogli nauczyć się języków obcych gruntownie. Szczególnie francuski jest językiem wykorzystywanym w życiu codziennym. Ciekawa jest też obserwacja warunków lokalowych szkoły.  Parter jest pokryty ładną jasną farbą. Pokoje uczniów są małe, ale przyjemne i znajdują się na pierwszym piętrze. Każdy kąt w domu świeci się czystością i schludnością.  Zupełnie wyjątkowa jest relacja z Domu Dziecka, która mówi, że na spotkanie Hrabiny wyskoczyły w różnym wieku małe dzieciaki. Matka stwierdziła otwarcie: „To są dzieci mojego serca, ci mali Polacy. Nie ma nikogo, kto by te biedne dzieci miał ochotę wziąć do domu. Często przychodzą z nędzy i ubóstwa, następnie bez ubrania na ciele. Musimy, zatem zaopatrzyć ich w okrycie i troszczyć się na wszystkie sposoby o tych małych ludzi. W pobycie domowym uczymy te dzieci mówić swoim językiem ojczystym, który już całkiem zapomniały, od kiedy są w Dani. Wielu z nich będzie przecież mogło mówić po polsku, gdy wrócą z powrotem do Ojczyzny i dla tych tu w Dani jest to korzyść by mówić w języku ojczystym.

Również, gdy dzieci nie siedzą w ławkach szkolnych, ich dzień jest podzielony według starannie rozplanowanego programu i nie mają prawa, aby tracić swój wolny czas. Wszystkie lekkie prace w domu mogą wypełniać. W ten sposób od małości uczą się pracować, aby być pożytecznymi ludźmi. Chętnie bym ich miała zupełnie od małości. Oczywiście młodzież mniej się nauczyła w trudnych warunkach, wiele polskich dzieci jednakże wzrastałoby w ten sposób. I dzieci, które na parterze zgromadziły się wokół Hrabiny wyglądają na zadowolonych, radosnych, przywdzianych i zadbanych.
Na zakończenie wywiadu autor znamiennie wypowiada się, że oni podzielają nadzieje Hrabiny na rozwój szkół i wypełnienie wielkiego dzieła.

Katolicki tygodnik z 21 kwietnia 1918 r., donosił, ze 1 września 1918r., przenosi swój instytut języków ze Szwecji do Danii. W notatce znajduje się także zdanie, że przyjęcie do instytutu odbywa się bez brania po uwagę wyznania wiary, ale nadwyżka z działalności jest przeznaczona na Katolicki Dom Dziecka dla Polaków.  Miejscowy natomiast tygodnik donosił, że w domu jest 31 dzieci w tym samotne niemowlęta, a dom już jest pełny. Matka jest natomiast przedstawiona jako osoba otoczona radością i miłością dzieci, które wiszą na jej szyi. W czerwcu 1918 r.,  Aalborg Venstreblad, donosił o nowej inicjatywie Matki, która otwiera świetlice dla małych mieszkańców Aalborga. Autor przedstawia hrabinę Ledóchowską jako energiczną osoba mająca nowy plan w sprawach socjalnych. Matka wyznaje, że po ulicach w Aalborgu chodzi wiele dzieci, znacznie więcej niż np. w Sztokholmie. Należy, zatem dla tych dzieci coś zrobić! Matka w wywiadzie ponownie odwołuje się do mieszkańców Aalborga o pomoc. Jeżeli trochę się Ją wesprze do Jej plan stanie się rzeczywistością. Należy podkreślić, że ta Świetlica nie jest już związana tylko z polskimi dziećmi. Matka wyraźnie ma plan mocnego zaangażowania się w Danii, gdyż mówi o konieczności kupna ziemi, ale zaznacza, że jej majątek zabrali Bolszewicy i nie wie, czy go będzie mogła odzyskać. Dlatego sama nie może go kupić, ale można jej w tym pomóc. Matka ma także plany budowlane, których realizacja urzeczywistni Jej zamierzenia. Według tego planu buduje się gustowny i przestronny budynek z piwnicą, parterem i 1. piętrem.

- Tutaj dzieci mogą się zgromadzić, gdy przychodzą ze szkoły, i w mieście, gdy biegają po ulicach, chcę nauczyć je być sprawnymi i pracowitymi ludźmi. Muszą się one nauczyć stolarki, introligatorstwa, prac ręcznych i gotowania. Jeśli będą odwiedzały dom przez wiele lat, otrzymają gruntowne wykształcenie.
W piwnicy urządzi się kuchnię, gdzie małe dziewczęta będą „eksperymentowały”, będą robiły pierwsze doświadczenia w trudnej sztuce gotowania. Oprócz tego znajdzie się tam również jadalnia i zmywalnia.
Na parterze są wszystkie pracownie i na pierwszym piętrze urządzi się dla dzieci ochronkę. Hrabina zastanawia się nad utworzeniem tu szkoły dla opiekunek dla dzieci. Takiej szkoły brakuje tutaj w kraju (Dania).

Chcę otrzymać dzieci, które będą zadowolone i nie tylko w znaczeniu, że będą musiały tylko pracować, ale musza mieć również jedzenie. Tego posiłku nie dam rady sama przygotować, ale myślę, że kuchnia socjalna –ludowa chce postawić chętne tutaj, gdyż mówimy o tylko o ok. 50 posiłkach dla dzieci.

Matka Urszula w późniejszym czasie wspomina także swoje trudności z miejscowym biskupem Johannes von Euch. „Biskup źle był do mnie usposobiony. Chciałbym polskie dzieci na Duńczyków przerabiała, żeby w przyszłości szerzyły katolicyzm w Danii. A ja tego nie chciałam. Dlatego nie zgodził się na moja prośbę, bym po osiedleniu się w Pniewach mogła mieć nadal dom z nowicjatem w Aalborg. (…) Był to wielki, święty biskup, ale chciał, żebyśmy pracowały dla Danii, i nie mógł zrozumieć, że mnie bardzo zależało, aby właśnie w tej chwili dla Polski pracować”. 
W 1918 roku Polska odzyskuje niepodległość. Matka Urszula postanawia powrócić do Kraju po ogłoszeniu Niepodległości, a zamknięcie ostateczne etapu duńskiego, dokonuje się w 1920 roku.

Patronka Emigracji Polskiej w Europie

Osoba, przebieg życia i doświadczenia, które stały się udziałem św. Urszuli, są bliskie każdemu emigrantowi. Każdy, kto nie jest turystą, ale emigrantem - z wyboru czy z przymusu - rozpoznaje w Jej życiu także swoje własne doświadczenia. Osoba Matki, Jej miłość i bezinteresowność, którą darzyła  Chrystusa i Polskę, jest głównym motywem podjęcia starań wśród Polonii europejskiej, abyśmy mieli Patronkę, która jednoczy się z nami w tym samym losie, sytuacjach i doświadczeniach na uchodźstwie.

Polonia potrzebuje Patrona, który nie tylko jest mężem stanu, teoretykiem czy doradcą, (co i jak, mamy czynić za granicą), ale kogoś, kto w pełnym tego słowa znaczeniu, jest EMIGRANTEM! (św. Urszula była też mężem stanu oczy świadczą jej kontakty z dyplomatami w Sakndynawii). Matka Urszula jest właśnie taką osobą. Ona pokazuje swoim życiem jak odnaleźć się w obcym kraju, jak zawsze ufać Bogu, jak nie wstydzić się swego pochodzenia, a jednocześnie być otwartą na nowy kraj i jego potrzeby. Matka Urszula nigdy nie przestała być Polką i Katoliczką, a jednocześnie nie tworzyła zamkniętych polskich środowisk, które żyłyby tylko dla siebie!

Pięknym jest też fakt, że mając ogromne własne potrzeby finansowe związane np. z Polskim Domem Dziecka, zbierała też fundusze dla Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce i nigdzie nie mówiła, że to tylko Ona i Jej Dzieło potrzebuje wsparcia, ale umiała się wznieść ponad własną obawę o byt materialny - ufając Bogu - i przychodzić z pomocą także innym potrzebującym. Jej znakomita współpraca np. z Komitetem Henryka Sienkiewicza jest wymownym wzorem i przykładem dla współczesnej (najczęściej poróżnionej) Polonii.
 
Ks. Jan Zalewski

   
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
ks. Mieczysław Piotrowski TChr.
Każdemu człowiekowi do pełni szczęścia potrzebna jest tylko ta jedyna Miłość, której na imię jest Jezus Chrystus. Pełnię szczęścia osiągają tylko ci, którzy dążą do świętości, ucząc się kochać od Jezusa. Matka Teresa często powtarzała: „Musicie być święci tam, gdzie jesteście, a ja muszę być świętą tam, gdzie posłał mnie Bóg. Więc nie ma nic nadzwyczajnego w byciu świętym. Świętość nie jest luksusem dla kilku wybranych.
 
ks. Mieczysław Piotrowski TChr.

Alberto Michelotti i Carlo Grisolia zmarli w odstępie czterdziestu dni latem 1980 r.: pierwszy spadł z alpejskiego lodowca w czterystumetrową przepaść – miał 22 lata; drugi, o dwa lata młodszy, zmarł na raka w szpitalnym łóżku. Należeli do tej same paczki. Jak mówią ich przyjaciela – obaj postanowili umieścić Boga w centrum swojego życia. 25 września 2008 r. rozpoczęto oficjalne starania o wyniesienie ich do chwały ołtarzy. Jest to pierwsza para przyjaciół, których proces beatyfikacyjny trwa w tym samym czasie… 

 
Ks. Andrzej Orczykowski SChr
Czwarta część Narodu polskiego żyje poza granicami Rzeczypospolitej, a rok rocznie unosi fala emigracyjna dalsze tłumy Rodaków w cudze kraje. W tułaczce wśród obcych wychodźca cierpi opuszczenie i niedostatek, a nieraz wyrzeka się wiary...
 
 
___________________
 
 reklama