logo
Środa, 27 października 2021 r.
imieniny:
Iwony, Noemi, Szymona, Sabiny, Emiliany – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Salij OP
Świętość i zło w Kościele
Idziemy
 
fot. Reign Abarintos | Unsplash (cc)


 

Jeżeli w Kościele jest Chrystus, jeżeli głoszone jest w nim przemieniające człowieka Słowo Boże, jeżeli udzielane są w sakramenty, jeżeli dzięki darowi Eucharystii, dostępne jest nieosiągalne ludzkimi siłami zjednoczenie z Chrystusem – to dlaczego w Kościele tyle zła?

 

Żyjący w V w. św. Fulgencjusz zwrócił uwagę na jałowość tego pytania – przecież dobrze wiemy, że źródłem zła są nasze grzechy. Naprawdę ważne jest pytanie inne: co robić w obliczu zła, jakie widzimy w Kościele? Fulgencjusz odpowiada następująco: „Jak najmocniej się tego trzymaj i bynajmniej nie wątp, iż Kościół katolicki jest klepiskiem Boga, na którym do końca czasu jest pszenica pomieszana z plewami, tzn. przez wspólnotę sakramentów dobrzy są pomieszani ze złymi. W każdym stanie, wśród kleru, wśród mnichów, wśród świeckich są dobrzy i źli. Otóż z powodu złych nie można opuszczać dobrych, lecz dobrzy winni znosić złych. Nikt, kto w Kościele katolickim należycie wierzy i dobrze żyje, nigdy nie może się splamić cudzym grzechem, jeśli nie wyraża na niego swej zgody i go nie popiera. Z pożytkiem dobrzy znoszą złych w Kościele, jeśli swym dobrym życiem i zbawiennymi upomnieniami pragną tego, aby ci, widząc i słysząc to co dobre, brzydzili się swymi winami i lękali się, iż Bóg za złe czyny sądzić ich będzie i przez to, po uprzednim otrzymaniu daru łaski, dzięki miłosierdziu Bożemu nawrócili się do dobrego życia. Dobrych od złych w Kościele katolickim nic innego nie powinno rozdzielać, jak tylko różnica ich czynów, aby uczestnicząc z nimi w Boskich sakramentach, nie mieli wspólnych z nimi złych uczynków”.

 

Pomyśleć, że tekst ten został napisany ponad półtora tysiąca lat temu!

 

Wobec grzechów pasterzy

 

Wydaje się jednak, że dzisiaj gorszą nas nie tyle grzechy popełniane przez zwyczajnych wiernych, co przede wszystkim grzechy pasterzy, tzn. biskupów i księży. Kiedyś z takimi zarzutami musiał się zmierzyć sam św. Augustyn. Był młodym biskupem, kiedy wrogowie Kościoła – ażeby zdezawuować jego wciąż rosnący autorytet – zaczęli publicznie przypominać wiernym grzechy jego młodości.

 

Wówczas sam Augustyn – w słynnym „Objaśnieniu trzecim Psalmu 36” – wysunął dwa argumenty w swojej obronie. Oba sformułował w taki sposób, że sam właściwie się nie bronił – przecież już dawno publicznie potępił grzechy swojej młodości. Argument pierwszy polegał na zwyczajnym przypomnieniu pouczenia Pana Jezusa, jak należy się zachować wobec nauczycieli, którzy dobrze nauczają, ale sami źle postępują: „Czyńcie i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie” (Mt 23, 2).

 

Owszem – zwrócił się do swoich przeciwników – różni nauczyciele wchodzą na katedrę Chrystusa, również tacy, którzy znajdują się w stanie grzechu. „Jeżeli jednak mówią rzeczy dobre, nie przynoszą szkody słuchaczom. Dlaczego ty, ze względu na złych, porzucasz nawet katedrę? Wróć do pokoju! Wróć do zgody – ona ciebie nie obraziła. Jeżeli ja jako biskup mówię rzeczy dobre i spełniam dobre czyny, wówczas mnie naśladuj. Jeżeli nie czynię tak jak mówię, sam Pan radzi ci tak: postępuj według tego, co mówię, ale moich czynów nie naśladuj!”.

 

Katolikom zaś radzi Augustyn w następującym duchu odpowiadać na zarzuty związane z jego osobą: „Augustyn jest biskupem w Kościele katolickim, ale to on niesie swoje brzemię i zda sprawę przed Bogiem. Ja go znam z dobrej strony. Na ile jest zły, on sam to wie. Jeżeli nawet jest dobry, to przecież nie on jest moją nadzieją. Zwłaszcza tego nauczyłem się w Kościele katolickim, żeby swojej nadziei nie pokładać w człowieku”.

 

Ta reguła wiary katolickiej – naszą nadzieję położyliśmy w Bogu i staramy się nie pokładać jej w żadnym człowieku – jest niby oczywista. Okazuje się jednak, że nieraz musimy ją sobie mocno przypomnieć, zwłaszcza kiedy bulwersuje nas sama nawet osoba księdza lub biskupa – splamiona moralnie lub obciążona jakimiś innymi, bardzo trudnymi do zniesienia wadami.

 

Sam Pan Jezus powiedział: „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia” (Łk 17, 1). Kiedy jeden z podległych św. Augustynowi księży dopuścił się jakiegoś wielkiego zła, święty biskup tak oto próbował bronić wiernych przed płynącym stąd zgorszeniem: „Kiedy upadnie jakiś biskup, ksiądz, zakonnik czy mniszka, ludzie zarzucają i oskarżają, że oni wszyscy są tacy, tylko nie wszystko o nich wiemy. A przecież jeżeli jakaś mężatka zostanie przyłapana na cudzołóstwie, ci sami ludzie nie odwracają się od swoich żon ani nie oskarżają swoich matek”.

 

Nie znaczy to, że wierni powinni pogodzić się z grzechami swoich pasterzy. Chociaż wszyscy jesteśmy grzeszni, to z grzechami – ani własnymi, ani tych, których kochamy – pogodzić nam się nie wolno. Tym bardziej wierni mają prawo oczekiwać, że ich pasterze będą się wręcz wyróżniali moralną prawością i głębią duchową. I nawet więcej – wierni mają prawo oczekiwać od swoich pasterzy, że „w całym postępowaniu staną się świętymi na wzór Świętego, który ich powołał” (1P 1, 15).

 

Niestety, sprzeciw wobec grzechów pasterzy zbyt często jest wyrażany w formie bezapelacyjnego potępienia, z pozycji własnej rzekomej niepokalaności. Kościół jest instytucją nadprzyrodzoną, toteż retoryka samozwańczo nieomylnych strażników jego świętości może go zranić o wiele głębiej, niż to czynią analogicznie bezapelacyjne potępienia kierowane pod adresem takich czy innych instytucji czysto ludzkich. Rzecz jasna, nie jest tak, żeby wiernym nie wolno było krytykować swoich biskupów, czy nawet papieża. Nieraz przecież taka krytyka lepiej przyczyni się dla dobra Kościoła, niż udawanie, że wszystko w Kościele jest w najlepszym porządku. Dla Kościoła groźna jest taka retoryka, która dąży do zniszczenia więzi kościelnej wiernych z napiętnowanym biskupem czy kapłanem, a nawet do zanegowania sprawowanej przez niego posługi sakramentalnej.

 

Szczególna obecność Chrystusa

 

Niektóre słowa Pana Jezusa są niesłychanie tajemnicze. „Pożyteczne jest dla was moje odejście – mówił kiedyś Jezus do apostołów – bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie. Jeżeli odejdę, poślę Go do was” (por. J 16, 7). Dlaczego odejście Pana Jezusa było konieczne, żeby przyszedł Duch Święty?

 

Otóż już Ojcowie Kościoła wnikliwie zauważyli, że kiedy Pan Jezus przebywał z ludźmi, można Go było widzieć, można Go było nawet dotknąć, o coś zapytać... ale to była zawsze sytuacja, że Jezus był „tu”, a ja, ty, on, ona, byliśmy „tam”. Nie tak jest obecnie. Kiedy Jezus odszedł po swoim zmartwychwstaniu do Ojca i zesłał Ducha Świętego, obecnie zaś zsyła Go w serca nasze nieustannie – zaistniała możliwość jedności z Nim bez porównania głębszej. Mianowicie jedności, którą apostoł Paweł nazywa: „my w Nim, a On w nas” (por. Ef 2, 21–22).

 

Dzięki obecności Ducha Świętego w Kościele mamy dostęp do autentycznej nauki Pana Jezusa. Bo zmartwychwstały Jezus wywiązuje się ze swojej obietnicy, że pasterzom Kościoła będzie udzielał Ducha Świętego, a „On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14, 26). To dlatego zawsze będą prawdziwe słowa Pana Jezusa, że „kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi” (Łk 10, 16), oraz: „I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 19).

 

Obecność Ducha Świętego w Kościele sprawia, że dzięki posłudze pasterzy każdy wierzący ma bezpośredni przystęp do Pana Jezusa. Źródłowym dawcą wszystkich sakramentów jest sam Jezus Chrystus. W tym sensie, że np. w sakramencie pokuty to On sam odpuszcza nam grzechy i obdarza łaską („Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” – J 20, 23). Co więcej, w Eucharystii realnie uobecnia się On sam w tej swojej miłości, w jakiej oddał za nas swoje życie na krzyżu. Natomiast w Komunii Świętej łączymy się z Nim aż tak głęboko, że wolno nam mówić: „Żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus” (por. Ga 2, 20).

 

Jacek Salij OP
Idziemy nr 37/2020 | 8 września 2020

 
Zobacz także
ks. Paweł Siedlanowski
Szczególną rolę w Adwencie odgrywa Maryja. Od początku, nim jeszcze „góry stanęły i wody ­miały swoje granice” (por. Prz 8, 22-31), została ­wybrana przez Boga na Matkę Zbawiciela. Kontemplujemy Jej wiarę, posłuszeństwo, gotowość do podjęcia współpracy z Przedwiecznym Bogiem. 
 
Kuba Witkowski
Co począć, gdy nie można począć? Takie pytanie zadaje sobie coraz więcej par, które mają problemy z płodnością. Naprotechnologia – mało znana w Polsce – jest dla nich szansą na rodzicielstwo. Jeśli podczas regularnego współżycia nie dochodzi do poczęcia dziecka, wielu lekarzy bardzo szybko sugeruje metodę „In Vitro”. I to często w sytuacjach, gdy nie skorzystano z żadnych innych sposobów leczenia... Wytworzyła się taka praktyka, że małżeństwo mające trudności z poczęciem dziecka po roku, a nawet po kilku miesiącach, jest określane jako bezpłodne.  
 
ks. Dariusz Salamon SCJ
Liberalny świat popiera aborcję w imię wolności kobiety, ale mało kto przejmuje się syndromem poaborcyjnym u kobiet, które się jej poddały. Ten sam postępowy świat bardziej troszczy się o dolę bezdomnych psów i kotów, niż o los nienarodzonych dzieci! Żyjemy w świecie, który bardzo ceni sobie wolność jednostki...
 
___________________
 
 reklama