logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
O. Marian Zawada OCD
Świętość z dna człowieczeństwa
Głos Karmelu
 


Słodki wizerunek małej Teresy może kojarzyć się ze słodziutką świętością, pełną ustępstw, uprzejmych uśmiechów, tymczasem każdy jej dzień był krokiem olbrzyma. Wypatrywała jak Krzysztof Kolumb nowych krain, na miarę swych marzeń i z siłą Joanny d’Arc spinała konia cwałując małą, wąską drogą, okrywając się chwałą największych pól bitewnych. Jej świętość ocierała się o najbardziej mroczne dzieje człowieka: rozpacz, wątpienie i noce ciemne. Już w piętnastym roku życia ogarnia ją mrok zupełnego opuszczenia: „Czułam się samotna jak Jezus w ogrodzie konania, pozbawiona pociechy zarówno z ziemi, jak i z Nieba; zdawało się, że Dobry Bóg mnie opuścił!!!”. Na progu dziewczęcej wrażliwości dosięga ją pazur wątpienia nieodpartego. Zmaganie o wewnętrzny świat, o słuszność bycia przy Bogu, o drożność ku głębi serca, pozwala jej mierzyć się zarazem z syndromem pustoszenia.
 
Ciemności spotęgowane i drapieżne wróciły i pochłonęły sześć ostatnich kwartałów jej życia. Natrząsały się, z przerażającą grzecznością odchylając złowieszczą przyszłość: „Naprzód, naprzód, ciesz się na śmierć, która ci da nie to, czego oczekujesz, ale noc jeszcze głębszą, noc nicości”. Razem z pustoszoną historią, rozpięta na krzyżu konania, umierała z miłości do coraz to bardziej obłąkanej współczesności. Co można znaleźć na dnie nicości? Czy tylko siebie jako utraconego? Czy może tam zawędrować człowiek święty? Jest to zupełnie prawdziwe, dojmujące, wcielone podążanie do Otchłani z Chrystusem. Na samo dno Wielkiego Postu i Wielkiej Soboty, w głąb tragicznego milczenia. Można by powiedzieć, że Teresa została zmieciona z własnej, osobistej historii, zmuszona do milczenia – rodzi się po śmierci, jakby na przekór siostrom, które z zakłopotaniem próbowały skreślić w kronice klasztornej na jej temat kilka zdań. Dla wielu nie było bardziej banalnego życia...
 
Historia Teresy jest historią nieznaczenia. Jej ideał – zejść na samo dno swej nicości. Dlaczego? Gdyż odkryła w swym niewątpliwym geniuszu, że wszechmogący Bóg, wobec takiej wolnej dla Niego przestrzeni, nie może już zwlekać, bo jest pochłaniany przez tę otchłań pustki. W czas wielkiej dumy nowoczesnego człowieka i wszechwładnego pragmatyzmu Teresa odkrywa słabość jako centrum świętości. Jeżeli człowiek nie tylko uznaje swą kruchość czy niemoc wobec wielkich celów chrześcijaństwa, ale i ją pokocha, przemienia się ona w grawitację przyciągającą Boga. Przybywa On i pieczętuje swą mocą to, co małe i uniżone w Chrystusie; pieczętuje, nie znaczy zamyka, jak kapłani Chrystusowy grób, by Go wymazać z historii. Bóg wyprowadza z tego grobu na światło dzienne wielkość ukrytą, pokorną, ale i oszałamiająco skuteczną. Pieczętuje ogniem Ducha, który pociągany przez to, co małe i uniżone, sięga razem ze świętym w czeluść tego, co zdaje się być utracone dla Boga i przegrane w wymiarze nadprzyrodzonym. Z tego punktu widzenia najlepiej rozumie się tajemnicę Kościoła.
 
Wielkość świętych polega na tym, że nie boją się zasiadać z grzesznikami przy stole niewiary, w lodowatych komnatach ateizmu i bezbożności. Przybywają, dyskretnie zasiadają, pochylają się, kojąc Boskie serce, żebrzące miłości. Chcą bowiem kochać za tych, którzy nie są już do tego zdolni. Taka miłość sięga końca świata, gdzie kryje się często bezradny grzesznik i nie ma odwagi powrócić. Biografowie czasami przywołują sekret Teresy, że gdyby nie trafiła do Karmelu, chętnie poszłaby do pensjonatów z upadłymi kobietami (co raczej należałoby przetłumaczyć współcześnie jako agencje towarzyskie). Jak wyznaje, jej szczęściem byłoby pośród tych nieszczęśliwych dziewczyn uchodzić za jedną z nich, zostać apostołką swych towarzyszek, opowiadając im, co myśli o miłosierdziu Pana Boga. Jest swego pewna, bowiem jest przekonana, że Bóg wybaczyłby jej więcej niż Marii Magdalenie...
 
o. Marian Zawada OCD
 
Zobacz także
ks. Andrzej Trojanowski
Święty Augustyn (354-430) jako młodzieniec uważał, że chrześcijaństwo jest religią niegodną człowieka wykształconego. W swojej młodości dotknął niemalże każdego grzechu. Nic - ani ludzka miłość, ani wykształcenie, ani prestiż, ani wysokie dochody – nie dawało mu szczęścia...
 
ks. Andrzej Trojanowski
„Moi rodzice byli bardziej godni nieba niż ziemi” – pisała św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Dziś te słowa, które Mała Święta czuła już wtedy swoim sercem, stały się rzeczywistością. Rodzice świętej właśnie „trafili na ołtarze”. To zwyczajne małżeństwo Ludwik i Zelia Martin 19 października zostali zaliczeni w poczet błogosławionych. Jest to druga para małżeńska w historii Kościoła wyniesiona do chwały ołtarzy.
 
ks. Andrzej Trojanowski
W liście apostolskim Jana Pawła II Salvifici doloris z 1984 r. jest rozdział zatytułowany Ewangelia cierpienia, w którym czytamy: Człowiek nie odnajduje sensu swego cierpienia na swoim ludzkim poziomie, ale na poziomie cierpienia Chrystusa. Równocześnie jednak z tego Chrystusowego poziomu ów zbawczy sens cierpienia „zstępuje na poziom człowieka” i staje się poniekąd wyrazem jego własnej odpowiedzi. 
 
 
___________________
 
 reklama