logo
Wtorek, 29 września 2020 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Rafała, Gabriela – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Marek Machudera OFMCap
Sytuacja kościoła w Austrii (część II)
materiał własny
 


Sekularyzacja i nowa ewangelizacja
 
wywiad z o. Markiem Machuderą - kapucynem pracującym w Austrii
(część I dostępna tutaj)
 
 Czy można mówić o przyczynach wewnątrzkościelnych zaniku praktyki spowiedzi?
 
Wielokroć prowadziłem ze starszymi proboszczami rozmowy na ten temat. Jeden z rozrzewnieniem wspominał, że jako młody kapłan spowiadał, co niedziele przez całe msze dzieci i młodzież. Pytam go: „Co się stało, że jest teraz inaczej?”. „Potem był sobór”- odrzekł. „Przecież sobór nie zniósł spowiedzi”- nie dawałem mu spokoju. Opowiedział mi, że po soborze zaakcentowano akt żalu we mszy św. Uważano i tak też przepowiadano, że wiele spowiedzi jest li tylko aktem pobożności i nie oznacza głębokiego czy właściwego nawrócenia.
 
Dla ilustracji wielkości przemian w praktykowaniu spowiedzi kilka danych. Około roku 1950 połowa wierzących, którzy uczestniczyli w niedzielnej mszy świętej przystępowała, co miesiąc do spowiedzi, a druga połowa 3-4 razy w roku, a wszyscy przynajmniej raz w roku w okresie wielkanocnym. Spowiadano się nie tylko dlatego, że była taka tradycja (obowiązek i przyzwyczajenie), ale ponieważ istniała potrzeba uwolnienia się od grzechu i winy, oraz wola przyjmowania Komunii świętej. Pastoralną praktyką kapłanów w trosce o godne przyjmowanie komunii było wymaganie ówczesnego przystąpienia do spowiedzi. Spowiedź stawała się formalnością spełnianą bardziej z lęku, jak z właściwej potrzeby nawrócenia. Przeakcentowała była kwestia grzechów z zakresu seksualności i to zarówno u penitenta jak i u spowiednika.(10) Po soborze (1962-65) nastąpiło pozytywne przeorientowanie w teologii i położenie akcentu na właściwym nawrócenia i pojednaniu z Bogiem. Wprowadzono nabożeństwa pokutne jako formę przygotowania do spowiedzi indywidualnej. Dochodziło jednak w ich sprawowaniu do nadużyć i udzielania absolucji generalnej, która była przewidziana jedynie na sytuacje nadzwyczajne. Problem ten dotyczył według mego rozeznania w większym stopniu Szwajcarię, a mniej Niemcy i Austrię i został zahamowany przez dokumenty papieskie i biskupie.(11)
 
Wróćmy jednak do innych wewnątrz kościelnych przyczyn zaniku praktyki spowiedzi świętej. Pragnę wymienić różne tendencje i problemy bez możliwości określenia wielkości ich wpływu na rzeczywiste przeobrażania w podejściu do i sprawowaniu tego sakramentu.
Z malejącą liczbą kapłanów w większości parafii jest tylko jeden duchowny, który nierzadko obsługuje kilka kościołów. Brak wolności wyboru spowiednika stanowił dla wiernych przeszkodę natury psychologicznej.
 
Następnie teologowie, a za nimi kapłani, nie byli w stanie jasno powiedzieć i określić, co jest, a co nie jest grzechem. Odrzucono też jako pomoc w przygotowaniu do spowiedzi rachunki sumienia, gdyż miały ludziom tylko jakoby wmawiać grzechy. Powstała pewna płytkość teologiczna w tej dziedzinie. Z jednej skrajności, kiedy to dawniej niemal przed każdym przystąpieniem do komunii świętej udawano się do spowiedzi, popadnięto w drugą: przyjmowanie komunii bez spowiedzi.
 
Uważano, i zapewne słusznie, że w przeszłości kościół zbyt bardzo straszył ludzi piekłem i potępieniem, a zapominał o głoszeniu Dobrej Nowiny, o Bogu, który nas ludzi kocha. Chcąc jednak przezwyciężyć owo grożenie w przepowiadaniu (Drohbotschaft) radosną nowiną (Frohbotschaft) głoszono w konsekwencji Boga, który nie wymaga i jest zawsze miły dla człowieka. Taki Bóg do rany przyłóż, o smaku - jak się wyraził znany socjolog religii prof. P.M. Zulehner - budyniu waniliowego (Vanillepudding -Gott)(12).
 
Nie brakuje też takich, którzy wyznają przekonania, że wpływ wychowania i środowiska oraz cechy przekazane genetycznie aż tak determinują poszczególnego człowieka, że w ogóle nie można mówić o winie osobistej i grzechu, a co za tym idzie o potrzebie spowiedzi.(13)
 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Jarek Kumor

Pewnym odzwierciedleniem specyfiki męskiego serca jest obraz budującego się Kościoła, gdzie mamy multum pomocników - facetów, którzy wiedzą, że mogą się tu na coś przydać. Gdy Kościół jest już ukończony, pojawiają się kilka razy, dumni, że przyłożyli do tego swoją rękę. Potem się gdzieś rozpływają. Widzą, że tu już ich rola się skończyła. Bo niestety słynne 3xS (stój, słuchaj, śpiewaj) nie jest naszą domeną.

 
abp Wacław Depo
Zazwyczaj o początku swojego życia każdy człowiek wie tylko tyle, ile dowiaduje się z urzędowego świadectwa urodzenia. To „opieczętowane” świadectwo może być wzmocnione relacją najbliższych, czy osób obecnych przy narodzinach. Ale mało kto zastanawia się nad tym, że jego biografia nie zaczyna się dopiero w dniu urodzenia, czy nawet w momencie poczęcia – ale w miłosnym zamyśle Boga Stwórcy. W Nim bowiem „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”.
 
Cezary Sękalski
Musimy wiele z siebie dawać i się wysilać, ale ostatecznie to darowana moc z wysoka pozwala w pełni odpowiedzieć na wezwanie Pana Jezusa. O tej mocy zdarza się nam zapominać. Wtedy chrześcijaństwo wydaje się bardzo trudne, a może nawet obciążające. Tymczasem samo przypomnienie obietnicy Jezusa pozwala doświadczyć Jego pomocy i dodać siły, przemieniając chrześcijaństwo z obciążającego trudu w uskrzydlające zaproszenie. 

Z księdzem biskupem Andrzejem Siemieniewskim, profesorem teologii duchowości, rozmawia Cezary Sękalski
 
 
___________________
 
 reklama