logo
Środa, 12 sierpnia 2026 r.
imieniny:

Hilarii, Juliana, Lecha, Eupliusza – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Henryk Bejda
Szczęście w cieniu gilotyny
Źródło
 


 

Rodzinny przepis na niebo:
Franz i Franziska Jaegerstaetter

Najukochańsza Żono, dziś upłynęło siedem lat, jak wobec Boga i kapłana przyrzekliśmy sobie miłość i wierność. (...) Patrzę w przeszłość i rozważam szczęście i rozliczne łaski, które stały się naszym udziałem w ciągu tych siedmiu lat, które graniczyły nawet z cudem. (...) Najukochańsza Żono, dlaczego mielibyśmy się tak bardzo niepokoić o przyszłość, skoro Ten, który dotąd nas strzegł i uszczęśliwiał, nie opuści nas też nadal, jeśli tylko nie zapomnimy o wdzięczności i nie ostygniemy w dążeniu do nieba. Później nasze szczęście będzie trwało dalej, aż przez całą wieczność. Kiedy teraz siedzę za murami więzienia, to także myślę, że wciąż mogę polegać na Twojej miłości i wierności, a jeśli nawet miałbym się odłączyć od Ciebie w życiu doczesnym – również i poza grobem – pisał w przesłanym z więzienia w Linzu liście do żony Franz Jaegerstaetter. Kilka miesięcy później 36-letni Austriak został zgilotynowany.

Za młodu Franz – Austriak z St. Radegund w Górnej Austrii – nie stronił od rozrywek. Uważano go za lekkoducha, chłopaka wesołego, kochającego życie i lubiącego się bawić. Jako przystojniak cieszył się powodzeniem u dziewcząt. Tak jak większość pozostałych mieszkańców swojej wsi był wprawdzie katolikiem, ale nie przejmował się zbytnio ani nakazami wiary, ani opinią księdza. W 1927 r. Franz opuścił rodzinną wioskę, udając się „na poszukiwanie przygód”. Kilka lat spędził pracując w kopalni rudy w Styrii. Żyjąc wśród zateizowanych robotników, przestał chodzić do kościoła. Do praktyk religijnych powrócił dopiero po powrocie do St. Radegund. Lata przeżyte z dala od Kościoła dały mu się jednak we znaki. Zrozumiał, że bez Boga „nigdy nie będzie szczęśliwszy”. Wydoroślał i spoważniał. W 1932 r. otoczył opieką 10-letniego kuzyna i chrześniaka Franza Hubera, który dopiero co stracił ojca. Ulegając presji rodziców i znajomych, zaczął rozglądać się za towarzyszką życia. Znalazł wprawdzie dziewczynę – służącą Theresię Auer – ale ich znajomość okazała się nietrwała. Związku tego nie było w stanie „skleić” nawet nieślubne dziecko – owoc ich przelotnego romansu. Choć Franz nie poślubił matki dziecka, nie uciekał od odpowiedzialności. Do końca życia troszczył się o małą Hildegardę, odwiedzał ją i płacił na nią alimenty (później, razem z żoną zaproponowali nawet, że wezmą dziewczynkę do siebie, ale ani matka dziecka, ani jego babka nie chciały się na to zgodzić).

Franz spotyka Franziskę

W 1935 r. Franz poznał Franziskę Schwaninger. Spotkali się podczas potańcówki w gospodzie „Ur Reib” w Ach, w której dziewczyna pracowała. Zawierając znajomość, głęboko wierząca i zaangażowana w kościelnej wspólnocie młodzieżowej Franziska upewniła się, czy Franz jest wierzący i czy uczęszcza do kościoła. Młodzi „chodzili” ze sobą zaledwie sześć miesięcy. Dłużej czekać nie chcieli, a poza tym czas naglił, bowiem w gospodarstwie Franza nagle zabrakło rąk do pracy.

W Wielki Czwartek – 9 kwietnia 1936 r. o 6.30 rano Franz i Franziska wzięli ślub. Bez specjalnej pompy i – na przekór wiejskim obyczajom – bez wesela. Co więcej, tego samego dnia wieczorem odbył się pogrzeb przyrodniej siostry Franza. Młodzi małżonkowie i wtedy zachowali się bardzo nonkonformistycznie – nie poszli nań, bo kilka godzin wcześniej wyjechali w kosztowną podróż poślubną do Rzymu. W stolicy chrześcijaństwa małżonkowie nawiedzili miejsca święte i wzięli udział w papieskiej audiencji.

W niedługi czas po ślubie Franziska powiła trzy dziewczynki. Młoda, bardzo religijna kobieta wywarła bardzo dodatni wpływ na małżonka. To bez wątpienia właśnie ona na początku ich wspólnego życia była bardziej wierząca – już wtedy często przystępowała do Komunii św., z chęcią uczestniczyła też w nabożeństwach do Serca Jezusowego. To dzięki „Fani” Franz stał się „inny”, zaczął częściej przystępować do sakramentów świętych i rozmiłował się w religijnej lekturze, z czasem żonę w tym prześcigając. Po pewnym czasie – jak stwierdziła Franziska – „jedno drugiemu pomagało w wierze”, a ostatecznie to Franz zaczął grać w ich życiu duchowym „pierwsze skrzypce”.

 
1 2 3  następna
Zobacz także
Zdzisław J. Kijas OFMConv
Jest szczególnym rysem jego świętości. Czyni jego przesłanie niezwykle aktualnym i potrzebnym. Stanowi model i wzór dla duchownych: osób zakonnych i kapłanów. W okresie kryzysu ojcostwa Święty Pio – pełen ojcowskiej miłości – ukazuje jego duchową wartość ojcostwa i jednocześnie obfite owoce.  
 
Andrzej Gołąb
Przez wiele lat byłem związany z buddyzmem. Najpierw był to surowy i ascetyczny Zen praktykowany pod okiem wyświęconego w japońskich klasztorach Mistrza Philipa Kapleau, a później magiczny i kolorowy buddyzm tybetański, pełen tajemnych inicjacji, modlitw i mantr, niestrudzenie wszczepiany na polski grunt przez "świeckiego" Lamę Ole Nydhala. Dziś kiedy opowiadam o tym, jak Jezus przemienił moje życie, spotykam się bardzo często z propozycją porównania tych dwu doświadczeń duchowych - buddysty i chrześcijanina.
 
Robert Krawiec OFMCap
Ojciec Pio doskonale rozumiał problemy duszpasterskie. Pamiętał, że Jezus powołał go nie tylko dla osobistego uświęcenia, ale także chciał, aby pomagał Mu w zbawianiu dusz. Pisał, że Jezus w Ewangelii posyłał do innych swoich uczniów, bo wiara nie ogranicza się do doświadczenia prywatnego i wewnętrznego, ale ma być świadectwem publicznym i wspólnotowym...
 

___________________