logo
Sobota, 25 maja 2019 r.
imieniny:
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny, Bedy, Grzegorza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Małgorzata Tadrzak-Mazurek
Szczęście w rozmiarze XS?
Don Bosco
 


Ojciec Magdy pił, bił matkę i dzieci. Renata zawsze lubiła piękne stroje, chciała być modelką, jej rodziców wciąż nie było w domu, choć bardzo ją kochali, ale miłość wyrażali zwykle prezentami, z czasem coraz droższymi ciuchami. Za to w domu Rafała był „zimny chów” najważniejsze było, żeby – jak ojciec i dziadek – został lekarzem, a jemu robiło się słabo na samą myśl o krwi... U Lucyny można by rzec sielanka, tylko rodzice się rozwiedli, ale to nic, po prostu miała dwa domy... Nie wiedzieć czemu cała czwórka spotkała się na terapii z diagnozą: zaburzenie odżywiania.  

Wołanie o pomoc

Magda któregoś dnia po prostu przestała jeść. Sama nie wie dlaczego, może w ramach buntu. Bezradności. A może to był krzyk rozpaczy? Może nie chciała żyć? Stać się niewidzialna? Ma dopiero 16 lat, a już za sobą pobyty w szpitalach (także psychiatrycznych). To cud, że w jej domu ktoś jednak zauważył problem. Jej anoreksja, która o mało nie pozbawiła jej życia, stała się swego rodzaju ofiarą, która może nie uratowała rodziny (rodzice żyją w separacji, bo ojciec nadal pije), ale sprawiła, że mama poszła na terapię i zajęła się dziećmi. Magda leczy się, nadrabia zaległości w szkole, uczy się żyć bez codziennego ważenia, a co najważniejsze próbuje być zwykłą nastolatką.

Renata w którymś momencie poczuła się naprawdę samotna. Sięgnęła po czekoladę, potem drugą, potem chipsy... Pomogło. Było tak błogo i przyjemne. Nastrój się od razu poprawił. A że często czuła się źle, to po jakimś czasie ciuchy od rodziców zrobiły się zdecydowanie za ciasne… A jak nieestetycznie wyglądała. Wpadła więc na pomysł, że to co zje może przecież zwymiotować... I tak było latami, zjadała ogromne ilości jedzenia, z czasem nie tylko słodyczy, a zaraz potem wymiotowała. Dosłownie wszędzie. W bramach, na skwerach, w parkach, nawet na ulicy. Ale za to figura modelki nie zmieniała się. Na terapię trafiła, kiedy się zakochała i nie mogła znaleźć czasu dla chłopaka, bo jej życie składało się wyłącznie z objadania się, wymiotowania i… ukrywania tego.

Rafał od zawsze wiedział, że coś jest z nim nie tak. Od zawsze obsesyjnie myślał o jedzeniu. Co zje za chwilę czy mu wystarczy, czy jak wychodzi, to powinien wziąć ze sobą kanapki... Przechodził różne etapy, był weganinem, stosował dietę optymalną, makrobiotyczną, oczyszczał organizm głodówkami, stosował dietę tysiąca kalorii, kalifornijską, kapuścianą i o jakiej tylko usłyszał. Chudł i tył na przemian. Jedzenie zastąpiło mu podejmowanie decyzji, relacje, niwelowało ból, regulowało nastroje. Było całym życiem, więc o reszcie nie trzeba było już myśleć. I być może nigdy nie wpadłby na pomysł, że je kompulsywnie, gdyby nie dołożył do tego katorżniczych ćwiczeń na siłowni. Tam kompletnie opadł z sił, choć pięknie wyrzeźbił ciało. Był zupełnie wycieńczony. Teraz uczy się ćwiczyć po 10 minut kilka razy w tygodniu i jadać wyłącznie po to, by móc zdrowo żyć.

Lucyna od niedawna pozwala sobie na zjedzenie od czasu do czasu batonika, choć jak sama twierdzi, z trudem przychodzi jej przekonać siebie, że może sobie na niego pozwolić. Z jakichś powodów, choć wydawać się to może niewiarygodne, w którymś momencie uwierzyła, że nie zasługuje na to, by jeść. Przestała więc. Jak to możliwe, że potrafiła to ukryć przed rodziną? Podobno sposobów jest niewiarygodnie dużo. Podobno można z kimś mieszkać latami i nie zauważyć, że ma problemy z jedzeniem. Mama jednak zauważyła, późno bo późno, ale Lucyna trafiła na terapię i uczy się, że jedzenie nie jest czymś złym, a ona nie musi w jakiś szczególny sposób na nie zasługiwać.

Oaza jako remedium?

Trochę szkoda, że ci młodzi ludzie musieli aż tak się pogubić, że nie było przy nich nikogo, kto wcześniej zawróciłby ich z drogi donikąd. Kto pomógłby im stawić czoła przerastającym ich problemom. O wiele trudniej jest im teraz wspinać się do góry, niż gdyby zostali w porę zatrzymani na drodze w dół. Ela miała o wiele więcej szczęścia, choć i jej historia nie jest najweselsza – alkohol w rodzinie, przemoc, nocne ucieczki... Tyle tylko, że ona miała dokąd uciec, kogo zapytać o radę, nie uzależniła się od niczego, nie wpadła w anoreksję czy bulimię (choć miała na przemian etapy głodzenia się z nadmiernym objadaniem), bo po prostu w porę otrzymała pomoc. Ot, któregoś lata po prostu wyjechała na rekolekcje oazowe.

Rzecz jasna jej problemy nie zniknęły dzięki temu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ba nawet tak do końca nie nauczyła się radzić sobie z nimi. Po prostu zupełnie inaczej spojrzała na siebie, otaczający świat. Zobaczyła własną wartość. Swoją godność jako człowieka. „Formacja oazowa bardzo podkreśla godność człowieka – mówi Mirosława Karolewska, salezjańska animatorka oazowa, uczestniczka i organizatorka wielu rekolekcji oazowych – przypomina młodym ludziom, że są stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, że są piękni, wyjątkowi, dobrzy. Formuje do dostrzegania swojej wartości, dbania o siebie, umiejętności stawiania czoła problemom, szacunku dla samego siebie i dla innych”.
 

 
1 2  następna
Zobacz także
o. Krzysztof Górski OCD
Cierpieniom Jezusa niczego nie brakowało. Gdy jednak człowiek włącza się w cierpienie Jezusa, pełni rolę „transmisyjną”. Przez swoje cierpienie wprowadza to cierpienie Jezusa w dane miejsce, w dany czas. Przywołuje je także w konkretnej intencji, w konkretnej sprawie. 

Z o. Wojciechem Ciakiem, prezesem wydawnictwa Flos Carmeli w Poznaniu, opiekunem powstającej w Polsce wspólnoty Niewidzialny Klasztor Jana Pawła II rozmawia Krzysztof Górski OCD 
 
o. Krzysztof Górski OCD
Umarła nasza babcia. Mój synek był bardzo do niej przywiązany, bardzo ją kochał. Kiedy śmiertelnie zachorowała i znalazła się w szpitalu, okłamywałam go, że babcia wyjechała w dalekie strony. Bałam się przyprowadzić do łóżka umierającej, aby nie przeżył wstrząsu. Byłoby to jego pierwsze zetkniecie ze śmiercią, z bliska. Mam jednak z tego powodu wyrzuty sumienia, czy dobrze postąpiłam.
 
ks. Marek Dziewiecki
Wielu ludzi zastanawia się nad tym, czy doczeka końca świata. Tymczasem pewne jest to, każdy z nas doczeka końca swojego świata, tzn. końca życia doczesnego. Pewne jest również to, że zanim przeżyjemy własną śmierć, to przyjdzie nam zmierzyć się z bolesnym doświadczeniem odejścia tych, których kochamy i bez których nie wyobrażamy sobie dalszego istnienia na tej ziemi. Warto zatem zastanowić się nad tym, jakie jest nasze rozumienie śmierci oraz nasza postawa wobec śmierci.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 


 
Cost-Club.com: Best Cosplay Costumes for Sale