logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Agnieszka Myszewska-Dekert
To jest Pascha na cześć Pana
Liturgia.pl
 


Pascha, nadająca sens

A przecież to właśnie Pascha nadaje sens wszytkim innym świętom. Bez niej świętowanie narodzin „dobrego człowieka Jezusa” jest pozbawione sensu albowiem, wbrew temu, co próbuje się współcześnie sugerować, „dobry człowiek Jezus” przy całej swej mądrości i pełnym poświęcenia życiu, nie jest w stanie nikogo zbawić, ocalić od śmierci, przywrócić nadziei w sens życia i śmierci. Po prostu nie ma takiej mocy. Może stanowić wzór do naśladowania, ale nie staje się przez to kimś, komu można poświęcić swoje życie, aż do oddania tego życia włącznie. Samo życie i nauka Jezusa to za mało, gdyż upadek wydarzył się na innej płaszczyźnie rzeczywistości i na tej samej płaszczyźnie musiał być odkupiony. Upadły człowiek potrzebuje bowiem nie pouczeń nauczyciela, choćby i najmędrszego, ale nowego życia, a to może mu dać wyłącznie jego Stwórca i Odkupiciel.

Pierwsi uczniowie, przez lata świętujący żydowską Paschę, błyskawicznie zrozumieli jej nowy, poszerzony sens. Był dla nich logiczną i jedyną możliwą konsekwencją całych dziejów ich narodu pełnych zapowiedzi, niedomówień, niejasności, wygnań i powrotów. W Chrystusie, Jego męce, śmierci i Zmartwychwstaniu stały się nagle przejrzyste i jasne. Stały się Ewangelią. Dlatego też Pascha Chrystusa jako wydarzenie, które zmieniło losy człowieka i świata, stała się centrum celebracji liturgicznej i w takiej czy innej formie była obchodzona od samego początku.

Związek wiary w Chrystusa z celebracją misterium

Współcześnie dla nas, ludzi Zachodu, ten konieczny związek wiary w Chrystusa z celebracją misterium Jego męki i Zmartwychwstania nie jest już taki czytelny. Złożyło się na to kilka przyczyn.

Przede wszystkim rozpropagowanie „naukowego” (w domyśle: „lepszego”) podejścia do wiary, Biblii i religii w ogóle, które wyeliminowało wcześniejsze podejście mityczne, określając je jednoznacznie jako naiwne. W ten sposób pozbawiono ludzi instrumentu, który przez wieki umożliwiał im rozumienie i przyjmowanie wiary. Bez myślenia mitycznego nie zrozumie się Paschy, albowiem wymiary, w jakich toczą się wydarzenia w niej wspominane wymykają się zwykłemu poznaniu.

Stąd właśnie powszechny kryzys wiary i podważenie zaufania do Pisma Świętego, albowiem zarówno wiara, jak i Pismo, ukazują rzeczywistość prawdziwą, ale już niekoniecznie „naukową” w ścisłym sensie[2]. Ustanowiono bowiem nową kategorię „prawdy”, utożsamiając ją z naukowym empiryzmem. Tym samym, bezprawnie, postawiono znak równości między słowem „naukowe” = „prawdziwe” i „nienaukowe” = „nieprawdziwe”, nie zauważając, że dla człowieka nie wszystkie rzeczy prawdziwe muszą być doświadczalne i że dla swego pełnego rozwoju potrzebuje on także umiejętności myślenia mitycznego, myślenia symbolami i odbierania drugiej rzeczywistości za ich pomocą[3]. Tylko część życia człowieka toczy się na płaszczyźnie doświadczalnej. Druga część toczy się tam gdzie naukowe koncepcje prawdy tracą rację bytu.

Do tego nowego sposobu patrzenia na religię doszła postępująca sekularyzacja społeczeństw, która sprawiła, że ludzie zastąpili swoją krytyczną wiarę w Boga bezkrytyczną wiarą w psychologię lub „naukę” jako taką, spychając wiarę do sprawy czysto „prywatnej”, która może istnieć bez wymiaru wspólnotowego i rytualnego (tzw. wierzący – niepraktykujący).

I w końcu wielką szkodę wyrządziło i wyrządza nadal zwyczajne zaniedbanie lub zaniechanie, przede wszystkim ze strony osób duchownych odpowiedzialnych z urzędu za liturgię, którzy źle pojmując troskę o wiernych, doświadczających trudności wiary, maksymalnie ją upraszczają lub skracają (widać to szczególnie w odniesieniu do Wigilii Paschalnej)[4]. Takie działanie paradoksalnie skutkuje coraz większym niezrozumieniem liturgii i coraz większym do niej dystansem, aż do poniechania jej włącznie. Albowiem kiedy liturgia przestaje pełnić swoją rytualną funkcję, odpowiadającą na wewnętrzną, religijną potrzebę człowieka, staje się tylko pustym zwyczajem niemającym mocy przemieniania. Uczestnictwo w niej wydaje się być tylko stratą czasu[5].

 
Zobacz także
kl. Paweł Szlezinger SCJ
W życiu duchowym może pojawić się pokusa przedkładania pracy czy nawet podejmowania uczynków miłosierdzia nad modlitwę. Człowiek pragnie widzieć i cieszyć się owocami swojej pracy, stąd nie raz popada w nadmierny aktywizm. Przy wielkim zapracowaniu łatwo zapomnieć, że w pierwszej kolejności należy przyjść na audiencję do Kogoś, od kogo zależy wszystko. Tragizm naszego chrześcijańskiego aktywizmu polega na tym, że czynności rzeczywiście nas zaduszają. 
 
ks. Janusz Stańczuk
Wielki Post przypomina o sensie ludzkiego życia. Mieszkając na ziemi, zasługującej na szacunek, jako dar Boży, żywimy się – póki co – odpadkami ze stołu Pańskiego. Skutek (niektórzy mówią: kara) grzechu pierworodnego. Powrót do pełnej uczty będzie możliwy po całkowitym oczyszczeniu, a Wielki Post przypomina nam, gdzie rozlewają się plamy grzechu.
 
Ewelina Gładysz
 
Narzekamy, że istota Bożego Narodzenia z roku na rok umyka co raz bardziej. Przygniata ją ta straszna, okrutna i wszechobecna komercja. Do tego wszystkiego mamy do czynienia z nią – ohydną laickością, która przejawia się choćby w tym, że niektórzy mają wątpliwą odwagę mówić: Idą święta. Nasze wrażliwe sumienia krzyczą wtedy: Jakie święta? Święta choinki? Zielonego drzewka? Gwiazdora? Imieniny człowieka z dużym brzuchem i brodą, tego w czerwonych rajtuzach? 
 
 
___________________
 
 reklama