logo
Wtorek, 29 listopada 2022 r.
imieniny:
Błażeja, Margerity, Saturnina, Saturnina, Fryderyka, Filomeny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Remigiusz Recław SJ
To nie lęk jest moim Panem
Szum z Nieba
 


Uczucia niezależne od nas?

Nie ma ludzi, którzy niczego się nie boją. Jeśli tak twierdzą, to znaczy, że boją się przyznać, że jest inaczej, lub brakuje im zdrowego rozsądku. Spotkanie z własnym lękiem może być w naszym życiu doświadczeniem Dobrej Nowiny, bo Bóg ma moc nas od niego uwolnić. On może wszystko! Nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś, kto Mu zaufał – źle na tym wyszedł.

Uczucia i emocje są poza wartościowaniem moralnym, ponieważ nie są zależne od nas. Po prostu pojawiają się lub nie, a my nie mamy na to wpływu. Nie są też częścią naszej tożsamości, częścią nas samych. Dlatego nie trzeba się z nich spowiadać, a niestety wiele osób to robi. Zdarza się, że na pewnym etapie rozwoju duchowego trudno jest rozpoznać konkretny grzech, a do spowiedzi wypadałoby co jakiś czas chodzić, a wtedy o czymś mówić. Lepiej jest wówczas przyznać: „Boże, nie wiem co się ze mną dzieje, ale nie widzę grzechu w sobie”, niż spowiadać się z uczuć. Zdarza się też, że grzechy główne: zazdrość i gniew mylimy z uczuciami. Tymczasem to nie o nie chodzi, ale o naszą postawę i decyzje. Czy podtrzymuję te uczucia w sobie i idę za nimi? Czy czując do kogoś gniew, wchodzę także w złe myślenie o tej osobie, osądzanie, złorzeczenie? Czy przyjmuję wrogą i zamkniętą postawę wobec tej osoby? Z drugiej strony – czy pielęgnuję dobre i pozytywne uczucia? Na przykład, czy dbam, by mieć postawę zakochania w żonie lub mężu? Czy mówię jej komplementy albo czy doceniam jego starania? To nie zawsze jest łatwe, ale na tym właśnie polega praca nad sobą i odpowiedzialność za to, co się w nas dzieje.

Podobnie jest z lękiem
 
On nieraz jest dobry, ponieważ jest naszym naturalnym obrońcą. Lęk przed egzaminem skłania nas do intensywniejszej nauki, lęk przed wypadkiem – do wolniejszej jazdy, lęk o rodzinę – do lepszego dbania o nią. Jednak, kiedy lęk zaczyna nas paraliżować, sprawia, że przestajemy się rozwijać i przyjmujemy postawę zachowawczą. Dlatego jeśli czuję, że gdzieś w życiu zatrzymałem się i stoję w miejscu – dobrze postawić sobie pytanie, czy to nie lęk mnie zatrzymał. A jeśli mam tego świadomość, ale nic z tym nie robię – to wtedy grzeszę.

U źródła lęku tkwi brak zaufania Bogu i skoncentrowanie na sobie. Aby to przerwać – trzeba zwrócić się ku Miłości i na nowo spojrzeć na Jezusa. Jeśli tego nie robię i patrzę na siebie i mój lęk – to on staje się większy niż wszystko inne na świecie i zaczyna nade mną panować, mieć większą moc w moim sercu niż Bóg, a moja postawa czyni Go bezsilnym.

Nie jest łatwo wyjść z lęku
 
Apostołowie także tego doświadczyli – idąc za Jezusem, przestraszyli się krzyża. Mówiąc o lęku – dotykamy tajemnicy naszego życia, dlaczego poddając się mu, uciekamy przed wolą Boga – z jednej strony potrafimy być życzliwi, pomocni, dobrzy, z drugiej – potrafimy skrzywdzić człowieka. To jest tajemnica naszej słabości, z którą możemy jedynie stanąć przed Bogiem, przyznać się do niej i prosić o moc Ducha Świętego słowami: „Panie, ratuj!”. To są właśnie te sytuacje, gdy zwracamy wzrok na Boga, pokonując w ten sposób lęk.

Najgorsze są sytuacje, gdy lęk paraliżuje nas do tego stopnia, że nie możemy iść za Jezusem. Jest nam źle, czujemy się nieszczęśliwi, ale jest w nas niemoc, by uczynić krok do przodu. W skrajnych przypadkach poddajemy się lękowi na tyle, że to on zaczyna nas w życiu prowadzić. Prosty przykład: ktoś może bać się dentysty na tyle mocno, że nie leczy zębów, lub nie dba o zdrowie, bo boi się operacji. Tak też może być w posłudze we wspólnocie albo podczas realizacji powołania: ktoś może odczuwać tak silny lęk, że nie podejmie się żadnej posługi, choć jest do niej zapraszany, lub też nie zakłada rodziny, bo się boi, że nie podoła związanym z nią obowiązkom. To tworzy zamknięte koło: chcę realizować wolę Bożą, ale się boję.

Podobnie może się dziać w relacjach, szczególnie tych bliskich. W sytuacji, kiedy zostaniemy zranieni lub oszukani, bardzo trudno jest na nowo zaufać, a lęk przed tym zaczyna w tych relacjach rządzić: latami nie odzywam się do kogoś, unikam kontaktu lub rozdmuchuję emocje. Jednocześnie, gdy Bóg zaprasza do przebaczenia – mówię „nie”. I to nie chodzi o to, że człowiek nie chce przebaczyć, ale boi się to zrobić, czuje niemoc. Co wtedy zrobić? Jest jedna skuteczna metoda, o której już wspominałem: zwrócenie spojrzenia na Jezusa. I choć wydaje się to banalnie proste – nieraz okazuje się nie do wykonania.

Przykład? Spotkałem pewne małżeństwo. Mąż zdradził żonę. Chcieli się rozwieść. Przyszli o tym ze mną porozmawiać. Mąż okazywał trochę skruchy, ale żona był nieugięta w braku przebaczenia. Bardzo oburzyli się, kiedy powiedziałem im, że problem jest „standardowy”. Tak, bo jeśli w tej sytuacji spojrzą na Jezusa, a nie na siebie, to za tydzień będą się całować. Zaprosiłem ich na rekolekcje ignacjańskie. Odpowiadał im ten pomysł, ponieważ tam nie rozmawia się ze sobą. Przez pięć dni milczeli, prawie się nie widywali, siadali osobno. Kiedy rekolekcje się zakończyły, oni rzucili się sobie na szyję. Taki był owoc wpatrywania się w Jezusa. A przecież można było prowadzić długie walki ze sobą, rozważać argumenty za i przeciw, dyskutować. Jezus ustawił ich ponad tym.

 
1 2  następna
Zobacz także
Józef Andrasz SJ
Pierwsze ukazanie się Jezusa Miłosiernego otrzymała s. Faustyna 22 lutego 1931 roku w Płocku. Tak je opisuje: „Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w białą szatę. Jedną rękę miał wzniesioną do błogosławieństwa, a drugą dotykał szaty na piersiach. Spod uchylonej szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie: jeden czerwony, a drugi biały..." 
 
Błażej Tobolski
Czterdzieści dni po świętach Bożego Narodzenia, 2 lutego, Kościół uroczyście wspomina ofiarowanie małego Jezusa w świątyni. Mimo że w naszej tradycji przyjęło się nazywać ten dzień dniem Matki Bożej Gromnicznej, to najważniejszą postacią w tym wydarzeniu jest Mesjasz, Syn Boży. Tego dnia podczas liturgii błogosławione są gromnice, które przynosimy do kościoła. 
 
Paweł Zybura OP
Jednym z najistotniejszych problemów „kaznodziei dziecięcego" jest wypracowanie oryginalnych i prostych pomysłów na przekazanie małym odbiorcom treści Bożego Objawienia. Mając do czynienia z taką a nie inną „publicznością", nie da się zwyczajnie przeczytać lekcji i wygłosić standardowego kazania. „Dorosły" sposób przekazywania wiary okazuje się na ogół nieskuteczny. 
 
 

Zaduszki

___________________
 
 reklama

katolicyzm