logo
Poniedziałek, 17 stycznia 2022 r.
imieniny:
Antoniego, Henryki, Mariana, Rościsława  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jadwiga Knie-Górna
To nie Pan Bóg jest sprawcą bezpłodności
Przewodnik Katolicki
 
fot. Anthony Tran | Unsplash (cc)


Z ojcem Mirosławem Pilśniakiem OP, doradcą ruchu formacji dialogu małżeńskiego Spotkania Małżeńskie, członkiem Stowarzyszenia Mediatorów Rodzinnych w Warszawie oraz prezesem fundacji Sto Pociech rozmawia Jadwiga Knie-Górna
 
Co, zdaniem Ojca, ma największy wpływ na bezpłodność współczesnego człowieka?
 
Bezpłodność kojarzy się z problemem braku potomstwa, ale duchowo jest to problem bardzo obszerny. Tkwi w nim pytanie o owocność naszego życia. Jest to jeden z czynników pozornie niezwiązanych z płodnością biologiczną małżeństwa, jednak jest to pewien przejaw współczesnej kultury, w której człowiek nie wierzy, że jego życie ma jakiś głębszy sens, ale korzysta z niego na zasadzie przeżywania danej chwili. Do tego stara się dostosować, to popycha go do podejmowania dalszych wyborów i walki o materialny poziom życia, bo to wydaje się bardziej rzeczywiste niż wartości duchowe. Tak można opisać ogólne tło współczesnej bezpłodności. Na nim również rysuje się problem sporej części małżeństw czy par, które pragną dzieci, lecz nie mogą spełnić tego pragnienia. Z powodów medycznych niemożność posiadania potomstwa obecnie dotyczy tylko pewnej części małżeństw w Polsce, pozostałe natomiast nie mogą odkryć powodu swojej bezpłodności.
 
Według niektórych specjalistów ten problem dotyka już w Polsce co czwartej pary, a mimo to jeszcze w niektórych środowiskach traktowane są takie małżeństwa jako „inne”. Dlaczego, zdaniem Ojca, tak rzadko mówi się o bezdzietnych małżeństwach w takim kontekście, jak jawią się w Starym Testamencie, jako bohaterowie konieczni dla historii zbawienia?
 
Cóż, Stary Testament mocno podkreśla, że posiadanie dzieci oznacza Boże błogosławieństwo. Pojawiające się w Biblii postaci bezdzietne, które okazują się znaczące dla historii biblijnej, załamują jednoznaczność przekonania traktowanego jako oczywistość, że małżeństwo równa się rodzina. Bezpłodność była traktowana z obawą, że może jest znakiem grzechu albo brakiem błogosławieństwa Boga.
 
Dylematy tych bezdzietnych postaci doskonale opisują nam choćby dzieje Sary i Abrahama. Ukazują, że w ich historii Bóg potrafił zdziałać coś nadzwyczajnego, a powołanie do rodzicielstwa zrealizowało się w nieprzewidywalny dla człowieka sposób. Taki obraz jest obecny w pismach Starego Testamentu. Przygotowuje on do tego, co pokaże Pan Jezus, że można być na ziemi bezdzietnym ze względu na jakiś fizyczny brak, upośledzenie czy życiowy wybór, ale nie musi to oznaczać bezpłodności życia, bo są jeszcze ważniejsze rzeczy na świecie, którym można poświęcić swoje życie – powołanie do łaski Bożej. Takie jest ujęcie problemu w księdze Biblii.
 
Innym problemem, także istotnym, jest to, jak małżeństwa bezdzietne odbierane są społecznie i towarzysko. Właściwie tutaj zawiera się kilka problemów. Ocenianie z boku motywów działania osób, które nie mają dzieci, zawsze będzie krzywdzące i niesprawiedliwe. Warto się powstrzymywać zarówno od takiej oceny, jak i od wypowiadanych na ten temat uwag. Może się bowiem okazać, jak krzywdzącą wypowiedzieliśmy uwagę w stronę bezdzietnej pary, gdyśmy w sercu podejrzewali, że ktoś nie posiada dzieci z wygodnictwa lub ze względu na poświęcenie się dla kariery. A co, gdyby okazało się, że to małżeństwo cierpi z powodu niepłodności i zmaga się z tym, jako z największą życiową klęską?
 
Osoby dotknięte bezpłodnością są bardzo wrażliwe na tym punkcie i nasza nawet najmniejsza mało taktowna uwaga czy pytanie może im sprawić ogromny ból! Trzeba o tym zawsze pamiętać przy spotkaniach z bezdzietnymi małżeństwami, bez względu na to, z jakiego powodu nie mają w tym momencie dzieci.
 
Innym aspektem problemu w przypadku niektórych par jest  kwestia używania środków antykoncepcyjnych, mających niekiedy wpływ na niezdolność do posiadania dzieci. Z założenia są stosowane, żeby uniknąć potomstwa w konkretnym czasie. Stosowanie hormonalnej antykoncepcji powoduje jednak przedwczesne starzenie się kobiety pod względem płodności i może okazać się, że spowoduje także niepłodność albo bardzo nikłą szansę na posiadanie dzieci. Może się więc zdarzyć, że małżeństwo nie może mieć dzieci z powodu swoich wcześniejszych, często młodzieńczych, pochopnych decyzji. Myślę, że trudno sobie samemu przebaczyć coś takiego.
 
Małżeństwa cierpiące na bezpłodność najczęściej doświadczają wielkiej samotności, zrywają bowiem często kontakty nie tylko z przyjaciółmi, ale także z rodziną, najczęściej tymi wszystkimi, którzy mają małe dzieci, i zamykają się w swoich czterech ścianach. Izolują się od świata. Nie jest to chyba dobra droga?
 
Bezdzietne małżeństwa nie są świadomie izolowane przez społeczeństwo. Czasem zdarzają się w ich życiu zbyt ciekawe ciocie czy wujkowie, którzy natarczywie pytają o to, kiedy pojawią się ich dzieci, ale nie jest to problem dyskryminowania kogokolwiek. Takie pytania mogą wypływać ze szczerego zainteresowania życiem drugich. Natomiast prawdą jest, że człowiek cierpiący doświadcza izolacji, ale jest to przede wszystkim proces wewnętrzny.
 
Osoby bezdzietne czują się inne niż te, które posiadają dzieci, pragną zrealizować swoje pragnienie, ale nie mogą. Miłość małżonków domaga się posiadania dzieci, ale ich nie ma. Czują się z tego powodu gorsi od innych. Zastanawiają się nad wartością i sensem swojego życia. Padają coraz trudniejsze pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Małżeństwa bezdzietne często wpadają w poważne trudności psychologiczne, które ujawniają się na przykład wtedy, kiedy taka para przygotowuje się do adopcji dziecka.
 
Podczas spotkań z małżeństwami bezdzietnymi niekiedy wydawało się, że stale żyją jednym jedynym problemem, jakim jest brak dzieci. Często były to małżeństwa zgodne, kochające, religijne, wrażliwe, czułe, udzielające się społecznie, a ich jedynym i najważniejszym problemem był brak dzieci. Z tego powodu czują się napiętnowane przez Pana Boga, czują się gorsze od innych małżeństw, czują się gorzej traktowane przez ludzi. Podkreślam słowo „czują się”, bo takim parom grozi wejście w taki schemat myślenia.
 
Niektóre ośrodki adopcyjne przygotowują pary do adopcji dzieci przez specjalne kursy, podczas których pozwalają im świadomie zmierzyć się z brakiem posiadania dzieci i zarazem skierować uwagę na odbudowę związku i więzi małżeńskiej. Podczas kolejnych spotkań małżeństwa odnawiają relacje między sobą. Specjaliści pomagają im wyrwać się z zamknięcia wokół tego przysłaniającego wszystko inne problemu, jakim jest brak dzieci. Pomagają oczyścić motywację co do posiadania dziecka, aby dziecko nie było wypełnieniem luki, jaką mieli w sercu, ale  było osobą, która zostanie przyjęta i kochana dla niej samej. Dziecko ma znaleźć się w kręgu miłości rodziców, ale nie być środkiem uśmierzającym ból niepłodności.

Ale małżeństwo może swoje powołanie realizować także w inny sposób, niekoniecznie poprzez macierzyństwo i ojcostwo, bo nie każde małżeństwo może czy chce adoptować dzieci.
 
To prawda, takie małżeństwa w myśl nauki Kościoła nie są mniej wartościowe, bo wartość człowieka tkwi w jego miłości. Miłość bezdzietnego małżeństwa może być głęboka i mądra. Nie musi automatycznie być egoistyczna. Dobrze, gdyby bezdzietne małżeństwo, które nie ma pragnienia adopcji dzieci, było blisko innych ludzi. Aby realizowało miłość caritas, miłość bliźniego, by nie popaść w pułapkę rozpaczy, która prowadzi do wniosku, że życie bez dzieci traci sens. A życie małżeńskie ma sens, bo jest zanurzeniem w miłości Bożej.
 
Na portalu „Nasz Bocian” przeczytałam wypowiedź, która jak sądzę jest obecna w myślach tysiąca kobiet: „Panu Bogu chyba nie wszystko się udaje, dlaczego obdarzył mnie instynktem macierzyńskim, a nie dał mi dziecka, za to daje je kobietom, które go nie chcą i je wyrzucają…”…
 
Kiedy mówi coś takiego konkretna osoba, łatwiej wówczas  odpowiedzieć na taki przejaw rozpaczy, w którym wyraża swój ból, że powołana do  miłości nie może jej zrealizować  w taki sposób, w jaki sobie wyobraża. Z pomocą przychodzi nauka naszej  wiary, gdzie Pan Bóg wyjaśnia nam, że jeśli rodzice tęsknią za posiadaniem swojego dziecka, to jeszcze bardziej za nim tęskni Pan Bóg.
 
Przypisanie odpowiedzialności za brak dziecka Panu Bogu nie jest zgodne z prawdą. To On daje miłość rodzicom po to, aby ją rozwijali i obdarowali nią swoje dzieci. Brak dzieci nie jest spowodowany przez Pana Boga, ale jest znakiem, że żyjemy w świecie niedoskonałym, naznaczonym grzechem. I my jesteśmy grzesznikami. Jest też w tym świecie złość szatana, który stara się zniszczyć Boże dzieło. Pokusa rozpaczy rodziców pochodzi od tego, który dręczy człowieka, podsuwając mu myśl, że to Bóg nie chce dać dziecka małżeństwu. Ale Pan Bóg jest Bogiem życia. Po to daje człowiekowi chęć posiadania dziecka i wszystkie dobre pragnienia, żeby je w dobry sposób realizował.
 
Rozmawiała Jadwiga Knie-Górna
Przewodnik Katolicki 6/2010 
 
Zobacz także
John Merren OCD
Tak więc chodzenie jest jakby strukturą, planem mojego dnia. Staram się przejść dziennie około 25 km; to staje się dla mnie celem, towarzyszy modlitwie. Innymi słowy chodzenie jest aktywnością pełną pokoju, posiadającą swój naturalny rytm, przebywaniem pośród przyrody, jej odgłosów, zapachów…, pośród piękna Bożego stworzenia. Stanowi ono naturalną pomoc w modlitwie, by być w jedności z Panem. 

Z Georgem Walterem, amerykaninem, samotnym wędrowcem pielgrzymującym po świecie, rozmawiał John Merren OCD
 
 
Agata Pawłowska
Czy naprawdę wiemy, o co się modlimy? Czy zdajemy sobie sprawę z potęgi naszej modlitwy? Czy wierzymy, że Bóg słucha nas nieprzerwanie i cieszy się, gdy rozmawiamy z Nim i Jego aniołami? Oto medytacja nad modlitwą papieża Leona XIII, która pomoże nam zrozumieć i lepiej poznać Księcia Niebieskich Zastępów. 
 
ks. Mieczysław Piotrowski TChr.
Włoskie miasto Siena, położone w Toskanii na trzech malowniczych wzgórzach, jest słynne w całym świecie nie tylko ze wspaniałej średniowiecznej architektury, "piazza del Campo" i św. Katarzyny, lecz przede wszystkim z Eucharystycznego cudu, nieustannie trwającego od 1730 r. Wbrew wszelkim prawom fizycznym i chemicznym, 223 Hostie, które zostały konsekrowane 14 sierpnia 1730 r. do dzisiejszego dnia zachowują zadziwiającą świeżość, nie ulegając nawet w minimalnym stopniu procesom psucia...
 
 
___________________
 
 reklama