logo
Wtorek, 21 września 2021 r.
imieniny:
Darii, Mateusza, Wawrzyńca, Hipolita – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Bartłomiej Dobroczyński
To przeklęte ciało
List
 


z Bartłomiejem Dobroczyńskim, psychologiem, rozmawia Marcin Jakubionek
 
 Dlaczego dziś, kiedy dbałość o zdrowie stała się niemal obowiązkiem, coraz więcej ludzi cierpi na otyłość z powodu obżarstwa lub, co gorsza, doprowadza się do śmierci drakońskimi głodówkami?
 
Trudno znaleźć jedno wyczerpujące wyjaśnienie tak skrajnych zachowań, bowiem zazwyczaj są one uwarunkowane przez wiele różnych czynników: genetycznych, psychologicznych, społecznych. W wielkim skrócie można by jednak powiedzieć, że takie autodestrukcyjne zachowania w jakiś sposób odzwierciedlają szaleństwo świata, w którym przyszło nam żyć...
 
Każde szaleństwo ma jednak swoją przyczynę...
 
Według psychologów u podłoża anoreksji czy bulimii leży skrywana nienawiść do ciała, które nie chce spełniać morderczych wymagań doskonałości. Leczenie, choć możliwe, nierzadko okazuje się nieskuteczne. Destrukcyjne zachowania powracają, ponieważ żyjemy w kulturze, która jest skrajnie antycielesna i była taka od zawsze.
 
Twierdzi Pan, że żyjemy w świecie, który od początku miał skłonność do szaleństwa?
 
Właśnie. Już starożytni Grecy czy Rzymianie nie mieli zbyt wysokiego mniemania o ciele, choć pozornie mogłoby się wydawać, że antyk ubóstwił wszystko, co cielesne. Podziwiano piękno ludzkiego ciała, harmonię i symetrię jego budowy, nawet bogów wyobrażano sobie na podobieństwo człowieka. Niemniej traktowano je jako coś gorszego od duszy. Platon, którego filozofia kształtowała światopogląd zarówno wykształconych warstw, jak i zwykłych obywateli, uważał, że świat materialny przypomina kolonię karną a ciało celę, w której uwięziono duszę. Dusza będzie cierpieć dopóki nie zrzuci z siebie jarzma ciała, przez które traci z oczu swe wzniosłe przeznaczenie. W „Timajosie" możemy przeczytać, że każdy człowiek: „Nie przestanie cierpieć w swych wcieleniach, dopóki nie powróci do pierwszego i lepszego usposobienia [...] i nie odrzuci rozumem wszelkiej masy, która się kolejno czepiała jego jestestwa - masy złożonej z ognia, wody, powietrza i ziemi, masy hałaśliwej i nierozumnej, którą można opanować tylko rozumem - i nie powróci do pierwszego i najlepszego stanu".
 
Chrześcijaństwo w średniowieczu zasymilowało dorobek filozoficzny starożytności, a wraz z nim przejęło negatywny obraz ludzkiej cielesności. Św. Augustyn, który podjął się chrystianizacji Platona, miał do ciała wrogi stosunek. Niektórzy twierdzą, że na jego poglądach zaważył nie tylko platonizm, ale także osobiste doświadczenia. Z jednej strony mówi się o jego przygodzie z manicheizmem, z drugiej o zmaganiach z własną seksualnością. Jakie by nie były powody, Augustyn, będąc jednym z największych Ojców Kościoła, odcisnął na chrześcijaństwie piętno swojej awersji do seksu. Ludzka seksualność była dla niego główną przeszkodą na drodze do Boga. Twierdził nawet, że grzech pierworodny, powód cierpienia i śmierci człowieka, przenosi się drogą płciową. Żadne słowo w Biblii nie potwierdza tego przypuszczenia. A jednak Augustyn doszukał  się  podpowiedzi w jednej ze scen Księgi Rodzaju. Wyczytał, że Adam i Ewa zakryli swoje intymne miejsca listkami figowymi, kiedy zobaczyli, że są nadzy. Musiał pomyśleć wtedy coś takiego: „Aha! To tutaj jest źródło grzechu pierworodnego". Augustyn widział w ciele powód i symbol przekleństwa, które spotkało pierwszych ludzi w Raju. To ono ich zgubiło, dlatego droga zbawienia mogła wieść jedynie przez poskromienie jego przyziemnych pragnień i poddanie ścisłej kontroli.
 
Podobne poglądy można odnaleźć wśród przedstawicieli ruchu ascetycznego. Ojcowie Pustyni uważali, że nie wystarczy zamieszkać z dala od cywilizacji, żeby swoje życie poświęcić Bogu. Nawet jeśli ktoś ucieknie na pustynię, pozostanie mu jeszcze jeden wróg do pokonania - własne ciało. Asceta - jak mówili - powinien odziewać się w łachmany, jeść jak najmniej i mało spać. Cel tych praktyk był jeden - złamać to, co było powodem grzechu. Jedynie człowiek niedożywiony, wyziębiony i niedospany mógł całe swe zaangażowanie skupić na Bogu. Niejeden doświadczony Ojciec, otoczony bisiorami, szkarłatami i wykwintnymi pokarmami, uległ pokusie. Nie brak mu było silnej woli, duch protestował, to ciało odmówiło posłuszeństwa.
 
 
1 2 3 4 5  następna
Zobacz także
Małgorzata Nowotka
Jeśli zrzekniemy się wychowywania znajdujących się pod naszą opieką dzieci, to wtedy dzieci – osoby niedojrzałe, będące dopiero u początku długiego procesu dorastania i dojrzewania – będą „wychowywać” nas. Czasami już to robią, a skutki tego negatywnego zjawiska są widoczne w nagłaśnianym publicznie kryzysie rodziny, w kulcie wiecznej młodości, we współczesnym konsumpcyjnym i hedonistycznym stylu życia. A „wieczne dzieci” nie mogą stworzyć dojrzałych, silnych i odpowiedzialnych – za ludzi i świat – społeczeństw. 
 
Małgorzata Nowotka
Człowiek nigdy nie znajdzie szczęścia, jeśli przez wiarę nie otworzy się na miłość Boga i bezgranicznie Mu nie zaufa. Dlatego każdy człowiek powinien się codziennie modlić. Wiara rodzi się, rozwija i pogłębia poprzez codzienną, wytrwałą modlitwę. Modląc się szczerze, otrzymujemy za darmo największe duchowe skarby...
 
Ryszard Paluch

W różnych biografiach autorzy twierdzą, że ten obraz skupia w sobie całą wizję Brata Alberta, w której centrum jest znieważone Oblicze Chrystusa w cierniowej koronie. Niektórzy zauważają na szacie białą plamę i przeważnie twierdzą, że ona jest w kształcie serca. Brat Albert miał to namalować celowo, aby dać do zrozumienia widzowi, że miłość Serca Jezusowego była źródłem i pobudką Jego męki dla naszego zbawienia.

 

Z bratem Jerzym Marszałkowiczem, członkiem Zarządu Głównego Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, rozmawia Ryszard Paluch

 

 
___________________
 
 reklama