logo
Sobota, 05 grudnia 2020 r.
imieniny:
Kryspiny, Norberta, Sabiny, Geralda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Mateusz Pindelski SP
Trudna droga "białego małżeństwa"
eSPe
 


Trudna droga

Są tacy ludzie, przed którymi stoi dramatyczny wybór: życie w czystości albo niemożność przyjmowania Eucharystii.

W zabytkowym kościele zapada półmrok. Skończyła się Msza św. i pogaszono część świateł, ale kilkanaście osób zostało jeszcze w ławkach. Przeważają małżeństwa w średnim wieku, między nimi dwie pary studentów i kilkoro pojedynczych osób. Zaczyna się adoracja Najświętszego Sakramentu. Kapłan prowadzi rozważanie o pragnieniu Eucharystii. Jego słowa brzmią jakoś szczególnie przejmująco. Po rozważaniu zapada długie milczenie. Wreszcie adoracja się kończy. Po chwili kapłan, który ją prowadził, wychodzi z zakrystii. Na jego widok wierni ożywiają się, podchodzą do niego, witają się powściągliwie, żeby nie zakłócić modlitewnego skupienia i razem wychodzą z kościoła w stronę salki parafialnej. Udaję się wraz z nimi na spotkanie duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych.

Ks. dr Jan Abrahamowicz opowie mi później o tym, jak doszło do powstania tej grupy: "W roku Wielkiego Jubileuszu Odkupienia zastanawiałem się, co mogę zrobić w parafii, aby łaski odkupienia dotarły do tych, dla których są przeznaczone. Z takich przemyśleń zrodził się pomysł zorganizowania rekolekcji dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Takie rekolekcje zostały przeprowadzone w naszym kościele pod wezwaniem Świętego Krzyża w Krakowie w Wielkim Poście 2000 roku".
Na następnym spotkaniu będą świętować pierwszą rocznicę zawiązania grupy. Ale i ten wieczór ma świąteczny charakter: siadamy wokół nakrytego stołu; przed nami talerze z cząstkami pomarańczy i ciastem; nie mogło też zabraknąć kawy i herbaty. Ktoś pół żartem pół serio zapytał, czy wypada tak jeść w Wielkim Poście. Ks. Jan wyjaśnia, jak ważną rolę pełni stół dla zawiązania wspólnoty. "Tak samo, jak podczas Eucharystii" - pomyślałem sobie.

Po co się tu spotkali? "Przychodzą - wyjaśnia mi po spotkaniu ks. Jan - szukając Pana Jezusa i odpowiedzi na pytanie, co mogliby uczynić ze swojej strony, aby mieć Go bliżej. Odczuwają w tym wszystkim skomplikowane realia własnego życia. Czują się - czego nie ukrywają - katolikami drugiej kategorii i to ich boli najbardziej. Czują się trochę poza Kościołem, a to z powodu niemożności przystępowania do Sakramentu Pokuty i Eucharystii. Postawiliśmy sobie za cel przybliżyć tym osobom prawdę, że oni wciąż są w Kościele, a zatem, że ciągle mają swoje obowiązki, które powinny dla nich stanowić źródło umocnienia w wierze, których nie wolno im zaniedbać."

Dziś jest ich mniej niż zwykle - kilkanaście osób. Przeważają pary, ale są też "połówki". Ks. Jan wyjaśnia: "Małżeństwa, które się tu gromadzą są bardzo różne. Choć o podobnych sytuacjach wyjściowych, to jednak konkretne sytuacje są niepowtarzalne i trzeba się wsłuchiwać w każdą opowieść z osobna. Są to opowieści o dramacie błędnego wyboru gdzieś na początku, pośpiechu, nieświadomości. Widać, że chcieliby zrobić wszystko, co możliwe, aby pojednać się z Panem Jezusem. Próbują wychowywać swoje dzieci w duchu bardzo katolickim. Chcą im zapewnić to, z czego sami nie mogą korzystać. Kłopot w tym, że sytuacje rodzicielskie bywają często powielane przez dzieci. I trzeba o tym pamiętać" .
Żartobliwa rozmowa przy stole nabiera z czasem poważniejszego tonu. Obecni dzielą się przeżyciami z odbytych niedawno rekolekcji. Najwięcej miejsca poświęcają uczestniczeniu we Mszy św., temu czy idą razem, jakie miejsce zajmują w kościele i temu co przeżywają, gdy nadchodzi moment Komunii świętej...

Ich problem polega na tym, że związki, w których żyją, uniemożliwiają im pełną jedność z Kościołem. Dobro obecnego współmałżonka czy konieczność wychowania dzieci czynią wręcz niemożliwym zerwanie nowego związku. Z drugiej strony Kościół, stojący na straży świętości i nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego, uznaje, że ich sytuacja uniemożliwia im przystępowanie do sakramentów. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest obustronna, poddana próbie decyzja małżonków o powstrzymaniu się od pożycia małżeńskiego. Dla nich czystość jest trudną, ale jedyną droga do Eucharystii.

Ks. Jan w późniejszej rozmowie wraca wspomnieniami do rekolekcji: "Ich formuła jest formułą spotkań biblijnych - czytania słowa Bożego z dłuższym objaśnieniem oraz spotkań modlitewnych. Na zakończenie sprawowana jest Eucharystia, podczas której pojawiają się osoby, które przystępują do Komunii świętej. Są one nieliczne, ale się pojawiają. Pamiętam, jaka radość była, kiedy na pierwszych rekolekcjach takich osób było trzy, i jakie było moje radosne zdziwienie, kiedy przed rozpoczęciem tegorocznych rekolekcji przyszła do zakrystii pani, pytając, czy będzie Msza święta? Kiedy usłyszała, że tym razem nie, powiedziała: "Jak to? My jesteśmy białym małżeństwem i mamy od naszego spowiednika pozwolenie, aby Komunię świętą przyjmować i chcemy Komunię świętą przyjmować każdego dnia. Jak my bez niej dzisiaj wytrzymamy?" To było tak wzruszające, że zapowiedziałem udzielenie Komunii świętej na zakończenie nabożeństwa. Ku mojej wielkiej radości do Komunii świętej przystąpiło dziewięć osób".
Ostatnia para, która zabrała głos tego wieczoru, ku zaskoczeniu obecnych opowiedziała o trudnym wyborze, którego dokonali i o wielkiej radości i pokoju, które odczuwają za każdym razem, gdy w pełni uczestniczą w Eucharystii.

o. Mateusz Pindelski SP

 
Zobacz także
Ewa Olszewska

Rodzice, którzy nie doradzają, bo już ich nie ma lub nigdy nie było; nie utrzymują kontaktu bądź dzieci go nie utrzymują; bo nie chcą; bo sądzą, że to raczej nie jest pomocne lub powstrzymują się z lęku przed złością dzieci i pogorszeniem relacji. Rodzice, którzy doradzają, bo uważają, że ich rady są bardzo cenne i, właściwie, niezbędne, „szczerozłote”; bo widzą bezradność swoich dzieci i chcą pomóc; bo odbierają wyraźne sygnały: „powiedz, pomóż, ratuj”; bo czują się zaproszeni do wspólnych narad (to ładne słowo jeszcze powróci).

 
Wojciech Ziółek SJ
Bez wiary w prawdziwe człowieczeństwo Pana Jezusa nie ma jednak chrześcijaństwa. I nie ma Kościoła. Bo niedzielna Eucharystia to tak naprawdę tajemnica wcielenia i odkupienia w całej krasie albo – lepiej powiedzieć – w całym swoim gorszącym i skandalicznym konkrecie. Wcielenie to nie tylko fakt, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Wcielenie ma swoje konsekwencje we wszystkim, co stanowi chrześcijaństwo. 
 
Fr. Justin
Przybyłam z Polski i spotkałam bardzo dobrego człowieka, który mnie poślubił. Jest on rozwodnikiem, gdyż jego pierwsza żona opuściła go i w spadku pozostawiła mu nawet dwoje dzieci, biorąc ślub z innym mężczyzną. Wiem, że Kościół uważa mój związek za nieprawidłowy. Liczę jednak na dobroć i wyrozumiałość Bożą. Mój mąż padł ofiarą tamtej kobiety, być może dlatego, że był dla niej zbyt dobry. Może doczekamy się chwil, kiedy będziemy mogli wziąć ślub kościelny.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー