logo
Niedziela, 23 września 2018 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Wons SDS
Trudny temat przebaczenia
Zeszyty Formacji Duchowej
 
fot. Ben White | Unsplash (cc)


Z ojcem Peterem Gumplem SJ rozmawia ks. Krzysztof Wons SDS
 
Podstawowy tekst odnoszący się do przebaczenia chrześcijańskiego znajdujemy w modlitwie, której nauczył swoich naśladowców sam Jezus Chrystus: „Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili” (Mt 6, 8.12).
 
Słowami: „przebacz nam nasze winy”, prosimy Ojca, aby nam przebaczył nasze grzechy, ale zauważmy, że ta prośba o Boże przebaczenie jest dogłębnie związana z tym, co następuje bezpośrednio za tymi słowami, czyli „jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili”. Ten głęboki związek pomiędzy przebaczeniem, o które prosimy Ojca, a przebaczeniem, którego mamy udzielić naszym winowajcom, daje okazję do pewnych przemyśleń teologicznych i duchowych.
 
O. Peter Gumpel jest jezuitą narodowości niemieckiej. Należał do grupy teologów ekspertów w czasie Soboru Watykańskiego II. Wieloletni profesor w Instytucie Duchowości Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, relator Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. 
 
Księże Profesorze, na początku naszej rozmowy pozwolę sobie zadać pytanie elementarne i być może w brzmieniu trochę naiwne: Czy wszyscy potrzebujemy Bożego przebaczenia? Stawiam je dlatego, ponieważ, jak to bywa z pytaniami najbardziej podstawowymi, nierzadko sobie z nimi nie radzimy.

Odpowiedź jest niewątpliwie twierdząca. Nawet więcej, im jakiś człowiek jest bardziej inteligentny i uczciwy oraz im głębiej jest zjednoczony z Bogiem, tym bardziej uzna prawdę stów Apostoła Jakuba: „Wszyscy bowiem często upadamy” (Jk 3,2). A skoro wszyscy musimy błagać o Boże przebaczenie, to i  nas wszystkich dotyczy obowiązek koniecznego przebaczania naszym winowajcom, czyli tym, którzy w jakikolwiek sposób skrzywdzili nas lub zaszkodzili nam.
 
Czy istnieje jakiś jeden, skuteczny dla wszystkich, sposób przebaczania?
 
Odpowiedzią na to pytanie z pewnością nie może być łatwe „tak”. Konieczne jest uwzględnienie wielu czynników różnorakiej natury.
 
Przede wszystkim należy uwzględnić różnorodność charakterów, temperamentów, głębi wiary chrześcijańskiej poszczególnych osób, nadto zaś domniemaną lub rzeczywiście wyrządzoną nam, jak uważamy, krzywdę. Rozróżnienie pomiędzy krzywdą domniemaną a rzeczywistą jest konieczne, ponieważ miłość własna, egocentryzm i nadmierna wrażliwość mogą sprawić, że uwierzymy, iż mamy powód do tego, by czuć się skrzywdzonym, gdy tak naprawdę nie było żadnej krzywdy. Spokojne zbadanie sytuacji, refleksja nad domniemanymi motywami tego, kto wydawało się, że nas skrzywdził, i konieczne uwzględnienie ewentualnych okoliczności łagodzących mogą nam pomóc w postrzeganiu wydarzenia na sposób bardziej obiektywny. To samo należy powiedzieć w odpowiedzi na pytanie, czy może nie my sami, i w jakim stopniu, spowodowaliśmy reakcję, która na pierwszy rzut oka mogła się wydawać, lecz nie była krzywdą lub uczynkiem w sposób świadomy i zawiniony wrogim w stosunku do nas. Z psychologicznego punktu widzenia, a tym bardziej z punktu widzenia chrześcijańskiego, takie badanie może być wielce pomocne w przywróceniu nam pogody ducha: może pobudzić do okazywania miłosierdzia bliźniemu i ułatwić nasze przebaczenie w przypadku, gdyby zaistniała taka potrzeba.
 
Ale nie zawsze jest możliwe rozwiązanie problemu w taki sposób. Chrześcijanin powinien być wyrozumiały, dobry i miłosierny; nie oznacza to jednak, że powinien być naiwny. Na świecie zawsze były i dotychczas występują niesprawiedliwości, których nie można ignorować, pomniejszać czy nawet negować. Wystarczy pomyśleć o takich uczynkach obiektywnie, a nawet subiektywnie grzesznych, jak złośliwe zniesławienie, niesłuszne przeszkadzanie w karierze i promocji, by nie mówić już o kradzieżach, napadach, przemocy i tylu innych rzeczach, które ewidentnie szkodzą prawu i godności innych.
 
Czy musimy przebaczać tym, którzy popełniają takie niesprawiedliwości i przestępstwa?
 
Odpowiedź na to pytanie została udzielona wyraźnie przez cytowane wyżej słowa Chrystusa: „Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili”. To właśnie te sytuacje wymagają od nas szczerego przebaczenia.
 
Tak, może to być bardzo trudne, ale należy pamiętać, że istnieje pewna zasadnicza różnica między zapomnieniem o zniewadze a przebaczeniem jej. I choć nie należy powracać nieustannie myślami do otrzymanej zniewagi, to często zapomnienie jest niemożliwe, a nawet nie jest ono wymagane. Przebaczenie natomiast - tak. Jest to akt duchowy, akt intelektu i woli, a nie uczuć, które jako takie mogą być niekontrolowane. Jeżeli jednak nie jest się w stanie przebaczyć, należy przynajmniej tego pragnąć.
 
W takich przypadkach jest czymś bardzo korzystnym praktykowany przez wielu świętych i innych chrześcijan zwyczaj regularnej modlitwy za tych, którzy nas skrzywdzili. W ten sposób będzie trudne lub nawet niemożliwe zachowanie urazy wobec tych, za których codziennie się modlimy.
 
Niejednokrotnie jesteśmy zniechęceni ciągłym przebaczaniem osobie, która nie przestaje nas krzywdzić. Rodzi się w nas pytanie łączące się z uczuciem buntu: Ile razy jeszcze mam przebaczać?
 
Tak, jest to takie samo pytanie, jakie Apostoł Piotr zadał Jezusowi: „Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18,21-22). „Siedemdziesiąt siedem razy” oznacza w języku tamtego miejsca i tamtych czasów, że należy przebaczać zawsze i nigdy nie odrzucać przebaczenia, niezależnie od tego, jakie były zniewagi.
 
Czy ta nauka ewangeliczna o przebaczeniu odnosi się tylko do krzywd wyrządzonych naszej osobie, czy także do krzywd popełnionych wobec osób szczególnie nam drogich?
 
Jest to bardzo poważne pytanie, ponieważ doświadczenie duszpasterskie poucza, że to właśnie krzywdy wyrządzone komuś z rodziny czy serdecznemu przyjacielowi często powodują cierpienie tak głębokie, że czyni ono przebaczenie szczególnie ciężkim. Pomimo to zasady dotychczas wyjaśniane powinny być odnoszone także do tych przypadków. Należy jednak zauważyć, że przebaczenie wymagane w takich sytuacjach nierzadko może być jedynie owocem długiego dojrzewania i nieustannego zaangażowania, które Pan Bóg wesprze cierpliwym intensywnym działaniem swojej łaski. Należy też powiedzieć, że przebaczenie jest znakomitym aktem cnoty, a cnoty nie nabywa się w przeciągu chwili. Tak więc im wcześniej kształtuje się zwyczaj przebaczania, tym łatwiej będzie się przebaczać także w okolicznościach bardzo dramatycznych i bolesnych.

Dotychczas mówiliśmy o przebaczeniu, które jest wymagane od strony pokrzywdzonej. Ale zagadnienie przebaczenia ma także inne aspekty i o niektórych dobrze będzie przynajmniej pokrótce wspomnieć. Zagadnienie jest następujące: Czy jest słuszne i stosowne, aby podejść do osoby, która zachowała się źle w stosunku do nas lub do naszych bliskich i poprosić, aby przeprosiła i zabiegała o nasze przebaczenie?
 
Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie musi być zbudowana w następujący sposób: Nic nie zakazuje, a nawet może być wskazane, aby jakiś ojciec duchowy czy inny animator pokoju poczynił próby ku urzeczywistnieniu pojednania pomiędzy dwiema stronami najpierw osobno, a potem, jeżeli wynik mediacji wydaje się być obiecujący czy nawet wyraźnie pozytywny, z obydwoma. Również osoba pokrzywdzona może w sposób słuszny i godny pochwały podjąć inicjatywę tego rodzaju, choć wielu wybitnych chrześcijan wolało nie czynić tego rodzaju kroku. W obydwu jednak przypadkach należy uwzględnić to, że nierzadko człowiek, który popełnił zło, złoczyńca, a jeszcze bardziej prawdziwy przestępca, zamiast przeprosić i poprosić o przebaczenie, staje się jeszcze bardziej agresywny, zaprzecza wszelkim oskarżeniom i jest zdolny do ewentualnej zemsty. Jeżeli istnieje prawdopodobieństwo takiej reakcji, każda próba zażegnania zatargu może być i często będzie nie tylko bezużyteczna, ale nawet wywoła przeciwny skutek, szkodliwy, a nawet niebezpieczny.
 
Odmienna jest kwestia, która w naszych czasach jest szczególnie aktualna. Mam na myśli to, że pewne środowiska domagają się uporczywie i poprzez agresywną kampanię reklamową, aby Kościół przeprosił je i poprosił o przebaczenie za domniemane krzywdy, które im wyrządził w przeszłości.
 
Te dobrze przygotowane i zorganizowane ataki oprócz tego, że drażnią zwłaszcza dlatego, iż są nieustannie powtarzane bez uwzględniania wielokrotnie dawanych już odpowiedzi, wykazują również wyraźną tendencję do biało-czarnego malowania bardzo złożonych i mających różne odcienie sytuacji. Ci, którzy tak postępują, przedstawiają się jako zupełnie niewinne pod każdym względem ofiary i nigdy nie zastanawiają się, czy nie należy zbadać własnego przekonania, uznać najpierw swoje ewentualne uchybienia i poprosić o przebaczenie.
 
Wydaje mi się koniecznym powiedzieć o tym, ponieważ historia uczy, że pewne dyskusyjne czy nawet niemożliwe do przyjęcia działania były często reakcjami na zachowania słusznie czy niesłusznie uważane za błędne, prowokujące i krzywdzące. Aprioryczne przekonanie, że jedynie Kościół katolicki był winny i musi prosić o przebaczenie, jest więc błędne. Właściwa droga do upragnionego pojednania nie jest wcale drogą jednokierunkową. Mimo to, jakim by nie było zachowanie innych, faktem pozostaje to, że my, katolicy, mamy obowiązek badania przeszłości naszego Kościoła i jeśli jest ku temu racja, uznania nieusprawiedliwionych błędów i zachowań.
 
Wiemy, że Kościół założony przez Chrystusa jest święty w swoim nauczaniu, w sakramentach, w instytucjach fundamentalnych. Ale wiemy tak samo, że członkowie Kościoła pielgrzymującego nie są wszyscy doskonali: obok świętych są też grzesznicy. Słuszne i konieczne jest więc badanie naszej historii i kontynuowanie tym samym aktu oczyszczenia, który będzie pożyteczny dla uniknięcia ewentualnych przyszłych błędów, a jednocześnie dla rozwijania jedności z tymi, którzy są od nas oddzieleni.
 
Niech jednak będzie jasnym to, że badania i studia tego rodzaju nie mogą być prowadzone przez kogokolwiek. Sytuacje, które trzeba rozważać, są prawie zawsze bardzo złożone i nierzadko odnoszą się do czasów odległych od współczesności, dlatego jedynie zawodowi historycy, doskonale wyspecjalizowani w zagadnieniach różnych okresów, są w stanie dojść do sprawiedliwej i słusznej oceny faktów. Na podstawie swojej wypróbowanej kompetencji i doświadczenia nie będą oni przynajmniej narażać się na niebezpieczeństwo popełnienia błędów tak powszechnych wśród dyletantów, jak nieuwzględnienie konkretnych okoliczności i mentalności czasów oraz anachroniczne ocenianie ich na podstawie kryteriów dzisiaj uważanych za ważne. Ta uwaga ma ogromne znaczenie. Już niejednokrotnie słyszałem stwierdzenia wypowiadane przez kaznodziejów i prelegentów, którzy oczywiście nie mając odpowiedniego przygotowania i w wyraźnej sprzeczności z prawdą historyczną, przepraszali i prosili o przebaczenie, publicznie oraz w imieniu Kościoła, za poważne niesprawiedliwości i grzechy, które on, według ich błędnej opinii, popełnił. Takie zachowania są niesłuszne, nieodpowiedzialne i zmierzają jedynie ku wyrządzeniu poważnych szkód wiernym, którzy nie będąc w stanie skontrolować osobiście tego rodzaju stwierdzeń, pozostaną nimi zmieszani i zgorszeni.
 
Niemiłe fakty, o których Ojciec wspomniał przed chwilą, prowadzą ku jeszcze innej kwestii. Kto ma prawo przepraszać i prosić o przebaczenie w imieniu Kościoła? Czy każdy człowiek?
 
Z pewnością nie każdy. Wypowiadanie się w imieniu Kościoła znajduje się wyłącznie w kompetencji Najwyższego Urzędu Nauczycielskiego. Kiedy on uważa, że musi publicznie przeprosić i poprosić o przebaczenie w imieniu Kościoła, mimo że nie dokonuje aktu nieomylnego, to jednak dokonuje aktu, który powinien zaakceptować każdy autentyczny członek Kościoła, i to nie tylko dlatego, że daje on pewność, iż każde słowo zostało starannie wyważone i potwierdzone przez badania historyczne najwyższej jakości, ale także (a może jeszcze bardziej) dlatego, że taki akt pochodzi od kogoś, kto w sposób szczególny cieszy się asystencją Ducha Świętego, czyli Ducha Prawdy i Miłości.

Rozmawiał Krzysztof Wons SDS
Zeszyty Formacji Duchowej nr 14/2000 
 
Zobacz także
John Merren OCD
Tak więc chodzenie jest jakby strukturą, planem mojego dnia. Staram się przejść dziennie około 25 km; to staje się dla mnie celem, towarzyszy modlitwie. Innymi słowy chodzenie jest aktywnością pełną pokoju, posiadającą swój naturalny rytm, przebywaniem pośród przyrody, jej odgłosów, zapachów…, pośród piękna Bożego stworzenia. Stanowi ono naturalną pomoc w modlitwie, by być w jedności z Panem. 

Z Georgem Walterem, amerykaninem, samotnym wędrowcem pielgrzymującym po świecie, rozmawiał John Merren OCD
 
 
Dariusz Zalewski
Rozrywka i wypoczynek pełnią rolę swoistego regeneratora sił przed czekającą pracą. Są obszarem działalności człowieka, który nie jest grzeszny sam w sobie. Jednakże trzeba też podkreślić, że nie jest on celem życia ludzkiego. Celem jest działalność, prowadząca do wytwarzania przede wszystkim określonych dzieł natury duchowej...
 
Andrzej Koprowski SJ
Nasze powołanie nie ogranicza się do prostego „bycia w świecie”, prostego uczestniczenia w historii. Nawet nie do tego, że jesteśmy „stworzeni przez Boga”. Jest coś jeszcze większego. Świat, z którego wyeliminujemy przebaczenie, może być tylko światem zimnej, bezwzględnej sprawiedliwości, w imie której kazdy będzie dochodził swych praw w stosunku do drugiego...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama