logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wojciech Giertych OP
Trzeci brat z przypowieści
Pastores
 


Syn marnotrawny był człowiekiem – według dzisiejszych standardów – otwartym. Nie widział swej przyszłości w ciasnych ramkach instytucji, jaką był klan rodzinny. Był ciekaw świata, chciał przygód, nowości, świeżych inicjatyw w życiu. Zwrócił się więc do ojca z żądaniem: „daj mi część własności, która na mnie przypada” (Łk 15,12), i gdy otrzymał swoją należność, ruszył w świat.
 
Można jego postawę porównać do stanowiska ludów pogańskich. Mają one tylko mgliste, wywnioskowane przez naturalny rozum pojęcie o Bogu. Traktują dary, jakie im przypadły, jako należność opatrzności i mając je w garści, próbują się urządzić w świecie, jak tylko umieją, licząc na własne siły, talenty, a niekiedy i chytrość. Marnotrawny z przypowieści świadomie zdystansował się wobec swego ojca, w przekonaniu, że jego własny talent i życiowa zaradność oraz należna własność są wystarczającym moralnym i materialnym wyposażeniem. Mając pieniądz i twórczą zdolność, poczuł się dorosły, niepotrzebujący ojcowskich rad i pouczeń. Pewnie gdzieś w jego psychice tkwiło to, co wcześniej od ojca słyszał, ale teraz miał zamiar wszystko to „przerobić” po swojemu, nie licząc się z mądrością ojca.
 
Starszy brat z przypowieści tylko na pozór wydaje się być człowiekiem lepszym. Zdawało mu się, że to on ma właściwy stosunek do ojca, bo nigdy wprost nie stawiał żądań. Na razie trwał przy ognisku domowym i z wielkim poczuciem sprawiedliwości spełniał swe obowiązki. Wykonywał prace domowe, dostawał za nie słuszne wynagrodzenie i w ogóle pod każdym względem był „w porządku”.
 
Można jego postawę porównać do narodu wybranego, który był dumny ze swej drobiazgowej wierności wobec litery Prawa. W swej uczciwości starszy brat był nieugięty, sztywny, zamknięty w sobie. On też, choć w bardziej ukryty sposób, zdystansował się wobec ojca i w ogóle nie był tego świadom. Myślał, że z racji swej wierności trwa przy ojcu, ale też nieopatrznie deformował swoje odniesienie do niego. On również narzucał ojcu swoje myślenie, a ojcowskie oczekiwania przerabiał w swoim umyśle na własną ciasną miarę.
 
Mamy świadomość, że Jezus mówi w tej przypowieści o swoim Ojcu i pozwala nam zobaczyć nas samych w roli Jego synów – mniej lub bardziej i na różny sposób marnotrawnych. Przypowieść Jezusowa ukazuje nam jeszcze trzeciego brata – tego, którego często nie zauważamy. On nie postawił się na równi z Ojcem, żeby Mu cokolwiek dyktować lub domagać się jakiejś należności. On zamiast tego „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2,7). To On się śnił marnotrawnemu, gdy ten w biedzie karmił świnie i cierpiał z głodu. On, jako przedłużenie oczu, rąk i serca Ojca, spełniał Jego polecenia. On przyjął powracającego marnotrawnego, umył mu nogi i ubrał go w świeże szaty. Pełniąc rolę sługi, trzeci brat zastawił stół z okazji powrotu marnotrawnego. To on spotkał się ze starszym bratem i starał się, zresztą nieskutecznie, wytłumaczyć mu sens domowej radości oraz piękno ojcowskiego serca. Trzeci brat miał serce ufne i otwarte wobec serca Ojca. Jego wola była wobec Niego całkowicie dyspozycyjna (J 4,34). On zgodnie z prawdą mógł powiedzieć: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30).
 
Błąd dwóch braci polegał na tym, że obaj starali się przykrawać więź z Ojcem do własnych pomysłów. Każdy z nich dokonywał pewnej manipulacji i nie jest istotne, czy działo się to świadomie, czy nieświadomie. Obaj chcieli swoją miarę narzucić Ojcu, dlatego okazali się zamknięci na żar Jego serca. Droga powrotu do Ojca, w postawie czystej, ufnej, otwartej na Jego serce i prowadzenie, była dla obu trudna. Droga marnotrawnego, która wiodła przez życiowe pomyłki i bolesne przejścia, okazała się bardziej bezpośrednia. On szybciej trafił do serca Ojca, choć przecież nie tak wyobrażał sobie powrót do domu. Gdy się doświadcza własnej biedy, gdy ewidentna własna głupota wymusza pokorę, wtedy szybciej można się wczuć w bicie Ojcowskiego serca, chociaż nawet w tym przypadku marnotrawny prawie do samego końca snuł domysły, jak to on się z Ojcem spotka, jakie gesty pokutne uczyni, żeby się wkupić na nowo w Jego łaski. Nie mieściło mu się w głowie, że Ojciec nie chciał słuchać jego pełnych kajania przemówień, bo nigdy nie przestał go kochać. I jeden, i drugi brat musiał w końcu dać się zaskoczyć przez ogrom Ojcowskiego miłosierdzia.
 
Oczyszczenia serca starszego brata pewnie musiały być głębsze i bardziej bolesne, aby także on otworzył się na Ojcowską tajemnicę. Jak i kiedy to następuje, tego przypowieść nam nie mówi, podobnie jak Ewangelia nie podaje, kiedy serce Izraela otworzy się na Jezusa.
 
Przypowieść odczytana z uwagą skupioną na trzecim, ukrytym bracie zachęca do przyjrzenia się wszelkim ukrytym manipulacjom, które przesłaniają Ojca i deformują odniesienie do Niego. Ten, kto wysuwa własne pomysły wobec Ojca, kto stara się Go dostosować do swojej wydumanej, zaplanowanej lub nieświadomej miary i nie pozwala się zaskoczyć, „wypada” z dziecięcej postawy wobec Ojca, ponieważ ustawia swego rodzaju zaporę. Taki człowiek staje się niewrażliwy na Ojca, gdyż własne projekty okazują się ważniejsze od tajemniczej drogi wiodącej do Niego. Dla takiego człowieka Bóg może być Pierwszą Przyczyną, Celem Ostatecznym, Stwórcą Świata, Źródłem Ładu lub Sędzią, ale to, że jest Ojcem, jakoś umyka jego uwadze. Filozoficznie poprawnym, ogólnym definicjom Boga czy też prawdom katechizmowym może towarzyszyć niewrażliwość na żywe Ojcostwo Boga, a zatem także niewrażliwość na wyjątkową, całkowicie dyspozycyjną wobec Ojca misję Syna.
 
Boża tajemnica
 
Apostoł Paweł miał żywą świadomość Bożej tajemnicy, ukrytej mądrości, która musi być przyjęta wiarą, wykracza bowiem poza racjonalną pojemność naturalnego umysłu, poza to, co oko widzi, ucho słyszy i serce pojmuje (1 Kor 2,7-9). Zasadniczym aspektem tej tajemnicy jest Boże wybranie, darmo dane i przez nikogo niezasłużone, jako uprzednie wobec stworzenia świata, a więc uprzednie również wobec człowieczego zaistnienia, grzechu i nawrócenia. Ten tajemniczy Boży zamysł zmierza do tego, abyśmy wszyscy żyli w prawdziwie synowskiej więzi z Ojcem (Ef 1,4-5). Wszyscy są przeznaczeni do tego, „by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29). Św. Paweł wiarą rozpoznał, że dane mu było ogłoszenie, czym jest „wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu” (Ef 3,9), i że ten boski plan przekracza horyzont ludzkiej mądrości, a więc również horyzont filozofii, i to nie tylko błędnej, sofistycznej, ale również dobrej filozofii, ponieważ chodzi o to, żeby człowiek nie przyznawał ostatniego słowa własnym rozumowaniom i odkryciom prawdy, ale by sięgał dalej i kierował się wiarą, która zapewnia kontakt z żywym Bogiem. Trzeba zaś, by wiara „opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej” (1 Kor 2,5). Dzięki żywej wierze człowiek przestaje kierować się wyłącznie swoimi kalkulacjami i daje się poprowadzić jak dziecko. Jedynie „ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (Rz 8,14). To, że człowiek niesie w sobie żywą świadomość własnych grzechów i pomyłek, wcale go nie przekreśla i nie wyklucza z Bożego prowadzenia. Może on, jak marnotrawny, zdać się na ojcowskie miłosierdzie, ponieważ w Chrystusie „mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością, przez wiarę w Niego” (Ef 3,12).
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Piotr Krysa
O narodzinach Jezusa, jego rodzicach, a tym bardziej jego dzieciństwie i młodości wiemy niewiele. W zasadzie mówią o tym jedynie dwie Ewangelie – św. Mateusza i św. Łukasza. Pierwsza jawi się nam bardziej jako pisana lokalnie, do ludzi znających prawo i religie ludu Izraela, druga zdaje się wyjaśnić znacznie więcej...
 
Dariusz Piórkowski SJ

Pewnego razu Chrystus prosi przy studni Samarytankę, żeby Mu dała wody do picia w samym środku dnia. Nie wiemy, czy ją wypił. Ale za chwilę dzieje się coś dziwnego. Jezus próbuje ją przekonać, że to On daje prawdziwą wodę, już nie tą ze studni, ale wodę duchową. Ten kto prosi, staje się tym, który daje. Czego więc pragnie Jezus na krzyżu? Co chce nam dać w tej ostatniej chwili?

 
Kajetan Rajski
„Rok Wiary, Rok Wiary, Rok Wiary…” – słyszeliśmy ten termin w przeciągu ostatniego roku setki, jeśli nie tysiące razy. Odmieniany przez wszystkie przypadki, analizowany w wielu książkach i artykułach, rozpracowywany w trakcie homilii i kazań. Dla wielu – niestety – pozostał w sferze czysto oficjalnej. Jak Kościół poradził sobie z obchodami tego Roku? Co było w nim rzeczywiście ważne?
 
 
 
___________________
 
 reklama