logo
Czwartek, 24 września 2020 r.
imieniny:
Dory, Gerarda, Maryny, Hermana, Pacyfika – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Robert Kępa
Twoje Getsemani
eSPe
 


Twoje Getsemani

Najbardziej przekonywującym dowodem odpowiedzialności Jezusa jest jego modlitwa w Ogrodzie Oliwnym. A my powinniśmy naśladować Mistrza...

Potem wyszedł i udał się według zwyczaju na Górę Oliwną; towarzyszyli Mu także uczniowie. Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: "Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie". A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: "Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie"! Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię. Gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących ze smutku. Rzekł do nich: "Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie" (Łk 22,39-46).

Jesteś zwykłym człowiekiem, niczym nie różniącym się od całej reszty. Masz swoje troski, swoje zmartwienia, sprawy, które czekają na dokończenie i inne, które wymagają, abyś się nimi zainteresował. Nie wadzisz nikomu, nikt nie wie, skąd przychodzisz i jak się właściwie nazywasz. Pewny swego, idziesz przed siebie, wierząc mocno, że na końcu tej drogi ktoś na ciebie czeka. Nagle to wszystko gdzieś znika. Przychodzi twoje Getsemani. Czujesz, jak ogarniają cię ciemności, wspierasz się o zimną skałę, zakrywasz twarz rękoma, aby świat nie zobaczył twoich łez... i strachu, który w nich się odbija. Byłeś przekonany, że droga, którą dotąd zmierzałeś, prowadzi cię do Prawdy. Wszyscy tak ci mówili i ty sam mocno w to wierzyłeś. Teraz jednak zaczynasz dostrzegać, że twoje życie nie rysuje się już tak, jak to sobie zaplanowałeś. Spoglądasz przed siebie i widzisz, że po przeciwnej stronie miasta, na górze, ciosany jest już dla ciebie krzyż, na którym okaleczony, opluty, skąpany w szyderstwach i kpinach, skonasz za to wszystko, w co tak mocno wierzysz i co kochasz. Zatrwożony pytasz: "Dlaczego właśnie teraz? Tyle jeszcze spraw przede mną, tyle jeszcze trzeba zrobić..." Nachodzi cię pokusa, że to nie o ciebie chodzi, że ten krzyż przeznaczony jest dla kogoś innego. Gdy przyjdą po ciebie, gdy wypowiedzą twoje imię, ty do niczego się nie przyznasz, zaprzesz się samego siebie, po czym spuścisz wzrok, aby nie widzieć, jak umiera to wszystko, w co - do tego momentu - tak mocno wierzyłeś. Dookoła ciemność... Nikt nie widział... "Ominęło mnie to, czego tak się bałem. Ocaliłem swoje życie". Cisza...

Jak często tak właśnie wygląda twoje życie. Modlisz się, prosisz Boga o siły, a gdy przychodzi moment, kiedy trzeba wybrać, kiedy trzeba przypieczętować ofiarą z własnego życia, to wszysko, w co wierzysz, przychodzi strach, którego nie jesteś w stanie pokonać. Jeszcze wczoraj pełen nadziei, gotowy stanąć twarzą w twarz z największym cierpieniem, dziś ze spuszczoną głową nie wiesz, czym tak naprawdę jesteś. Czym jest w tych okolicznościach twoje życie... czym jest nasze życie? Czym jest ta cała nasza miłość, skoro zapytani nie potrafimy przyznać się do niej?! Czym są te wszystkie nasze czyny, skoro nie potrafimy do końca ponosić za nie odpowiedzialności?! W końcu: kim jesteśmy, skoro nie przyznajemy się do samych siebie?!

Ciszę nocy przerwały krzyki nadchodzących od miasta ludzi. Jezus wiedząc, co to oznacza, wyszedł im naprzeciw i zapytał: "Kogo szukacie?" Odpowiedzieli mu: "Jezusa z Nazaretu". Rzekł do nich Jezus: "Ja jestem" (por. J 18,1-11). Dalszy ciąg historii jest nam dobrze znany... A wystarczyło tylko spuścić wzrok, zagryź wargi i wydusić z siebie: "To nie jestem ja". Nie byłoby cierpienia, łez matki, rezygnacji w sercach uczniów...

Stało się inaczej... Drogą, którą chcesz przejść, musisz iść do końca, do samego końca. To jest właśnie odpowiedzialność. Nie możesz wmówić sobie, że trudności, które na niej spotkałeś, przerastają twoje siły, że cierpienie i śmierć, które czekają na człowieka, to zbyt duża cena za bycie wiernym samemu sobie. Nie ma sytuacji nieludzkich. Perspektywa cierpienia, a nawet śmierci, nie może tłumaczyć aktu rezygnacji, zrzucania ze swoich ramion odpowiedzialności za życiowe wybory. Choć trudno i źle, to jednak trzeba trwać przy tym, w co się wierzy, co się kocha. Więcej: trzeba każdym swoim nowym czynem potwierdzać, że decyzja, o wyborze takiej, a nie innej drogi, nie była owocem niedojrzałości czy porywczości serca. Człowiek nie jest pajęczą nicią, dającą bezwolnie unosić się w nieznane jesiennemu wiatru... Człowiek jest wolny i odpowiedzialny za wszystko, co robi.

Jest jedna droga wyznaczona nam wszystkim - droga, która prowadzi do Pana. Jej wybór zależy tylko do nas. Jezus pokazał nam, że jest to możliwe... Kiedy wybierzesz, kiedy zaczniesz zmagać się z tą drogą, to nie możesz nie być za nią odpowiedzialny, nie możesz nie dostrzegać tego wszystkiego, co ta droga za sobą niesie. Twoje Getsemani cierpliwie czeka... Prędzej czy później nadejdzie godzina próby. Przyjdzie ci przyznać się przed światem do tego, kim jesteś. Czuwaj...

Robert Kępa

 
Zobacz także
ks. Edward Staniek

Jest jednak jakaś granica zła, znana tylko Bogu. Zło na ziemi się dopełnia. Krzywdzący czyni coraz więcej krzywdy... a plugawy jeszcze bardziej się plugawi. To są słowa samego Boga, odsłaniające mechanizmy działania zła w świecie. Słowa, o których nie wolno zapomnieć. Cała Apokalipsa św. Jana jest słowem Boga skierowanym do człowieka. Jego wyjaśnienie wymagałoby długiego cyklu rozważań, a głębia tajemnicy, szczelnie ukrytej pod obrazami i symbolami, i tak nie byłaby do odsłonięcia. Tajemnica dotycząca świata Bożego, mimo że się w nią wchodzi, zostaje nadal tajemnicą.

 
Ks. Stanisław Haręzga
Chcąc mówić o ludzkim poczuciu winy, warto zauważyć, że wyrasta ono ze świadomości popełnionego grzechu. A ponieważ istotą grzechu zawsze jest kłamstwo i zaprzeczenie, z przyznaniem się do winy nie jest tak łatwo i prosto. Każda wina pozostaje tajemnicą, spowija ją często gęsty mrok i swego rodzaju znieczulenie...
 
Fr. Justin
Zdaję sobie sprawę, że śmierć sięga już teraz, w nasze życie, wyciska na nim znamię, zagraża mu na co dzień. Choroba, niepowodzenia, cierpienie są przesłańcami śmierci, dają nam poznać, że nasze życie nie jest ostatecznie w naszych rękach, że stale się nam z nich wymyka i ze kiedyś zostanie nam odebrane. Tam, gdzie próbuje się wyprzeć śmierć ze świadomości, przemilczeć ją, zatuszować, uczynić z niej tabu - jak to się często dzieje - tam gaśnie też prawdziwie ludzkie życie. Bo naprawdę po człowieczemu żyje tylko ten, kto śmierci patrzy prosto w oczy i akceptuje ją. Ale czy potrafimy tak żyć? Jaki jest sens życia stojącego w obliczu śmierci? Jaki ma sens śmierć w odniesieniu do życia?
 
 
___________________
 
 reklama