logo
Sobota, 15 maja 2021 r.
imieniny:
Dionizego, Nadziei, Zofii, Izydora, Dympny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Mateusz Łuksza OP
Uczucie jak każde inne
Miesięcznik W drodze
 


Złość nie jest przeciwieństwem bliskości. Zachowania nawet najbardziej kochającej nas osoby od czasu do czasu nas frustrują, nie zaspokajają wszystkich naszych potrzeb.
 
Z Andrzejem Wiśniewskim rozmawia Mateusz Łuksza OP
 
Co to jest złość?
 
Złość to bardzo ważne uczucie, dzięki któremu możemy stawiać granice, możemy o siebie dbać, wymagać innego traktowania, domagać się przysługujących nam praw, informować naszych bliskich, że nam się coś nie podoba, i w ten sposób też o nich dbać. Możemy im mówić, że jakieś ich zachowania nas złoszczą, dzięki czemu mogą je korygować. W naszej tradycji kulturowej złość jest postrzegana jako uczucie negatywne, utrudniające życie. Według mnie to nie jest do końca prawda. Trudno sobie w ogóle wyobrazić życie bez doświadczania i wyrażania złości, chociaż mówienie ludziom o niej może nas narazić na konflikt lub atak zagrażający naszej samoocenie.
 
Dlaczego?
 
Towarzyszy nam ona od najmłodszych lat. Wystarczy spojrzeć na małe dzieci, które się złoszczą, protestują. W ten sposób budują swoją indywidualną tożsamość, odrębność od świata. Czują, że mają na coś wpływ. Podobnie dzieje się w okresie dojrzewania, kiedy młodzi ludzie się separują, budują swoje życie, czasami na zasadzie: na złość mamie odmrożę sobie uszy. Bardzo często przyczyną różnych kłopotów w budowaniu relacji ze światem, z partnerami jest niewyrażanie złości. Dorośli mężczyźni, którzy nie konfrontowali się jako nastolatkowie z rówieśnikami, mogą mieć duże kłopoty w relacjach, które wymagają np. stanowczości. Niewyrażanie złości może być przyczyną stanów depresyjnych, może prowadzić do bardzo poważnych kłopotów w życiu małżeńskim.
 
Jakich?
 
Począwszy od problemów związanych z życiem seksualnym, a skończywszy na chorobach psychosomatycznych i budowaniu nierealistycznych obrazów osoby, z którą tworzymy związek. Podczas kłótni mówimy sobie rzeczy, których normalnie byśmy nie powiedzieli. Kłótnia jest więc otwarciem takich poziomów komunikacyjnych, które na co dzień nie mogą się ujawnić. Dobrze rozegrana daje szanse na lepsze porozumienie – dostarcza nam informacji o tym, co naszemu partnerowi leży na sercu. Chroni nas przed długotrwałymi destrukcyjnymi cichymi dniami, które są najlepszym sposobem na budowanie nierealistycznych, opartych na naszych lękach, fantazji dotyczących partnera.
 
Czy można powiedzieć, że tam, gdzie jest bliskość, tam jest złość?
 
Oczywiście, gdyż złość nie jest przeciwieństwem bliskości. Tam, gdzie jest bliskość, tam też jest złość. Zachowania nawet najbardziej kochającej nas osoby od czasu do czasu nas frustrują, nie zaspokajają naszych wszystkich potrzeb. Czasami dochodzi do paradoksalnych sytuacji, obserwowanych często w trakcie terapii, że ludzie jedynie w kłótni osiągają jakiś rodzaj bliskości. Jeśli złość jest jedynym sposobem jej wyrażania, wtedy jest to bardzo niszczące.
 
Jeśli jestem z kimś blisko, jeśli mi na tej osobie zależy, to mówię jej o swoich negatywnych uczuciach, ale równocześnie chcę usłyszeć, co tej osobie nie podoba się w moim zachowaniu. W ten sposób – mówiąc o swoim niezadowoleniu – partner chroni mnie przed zabójczymi fantazjami na temat jego zachowania i siebie przed fantazjami na mój temat.
 
Czyli istnieje dobry i zły sposób wyrażenia złości?
 
Oczywiście, że tak! Złość, która jest wyłącznie krytyką, czepianiem się, nieustannym obwinianiem drugiej osoby, jest bardzo niszcząca. Nie płynie z troski o tę osobę. Służy zdobyciu władzy nad nią, jest próbą zdominowania jej, udowodnienia sobie, że jestem kimś ważnym, kto ma prawo narzucać swoje oczekiwania i pragnienia. Czasami postępują tak rodzice w stosunku do dzieci: dbanie o nie rozumieją jako ciągłe pokazywanie im, że coś źle robią czy źle postępują.
 
Natomiast kiedy mówię do kogoś: Nie chcę cię urazić, ale nie podoba mi się w twoim zachowaniu to i to, wyrażam moją troskę o drugą osobę.
 
Często ludzie mówią: Życie mi nie wychodzi, nie mogę się zmienić, praca jest do niczego, nie mam siły. Słysząc to, czuję, że problemem tych osób jest złość, z której sobie zupełnie nie zdają sprawy.
 
Wielu z nas było wychowywanych w przeświadczeniu, że złość jest czymś złym i nie powinno się jej wyrażać. Taki model kontynuujemy więc w swoim życiu. Ta stłumiona złość niszczy nas wewnętrznie. Prowadzi do zgorzknienia, braku energii do pokonywania życiowych kłopotów, bezsilności, która przejawia się w tym, że nie mogę czegoś zrobić, że coś jest ponad moje siły. Odcinanie się od uczucia złości bardzo często rodzi stany depresyjne, w których czuję, że moja sprawczość wobec świata maleje albo w ogóle nie istnieje. To dzięki złości możemy dokonywać pewnej ekspansji. Tak jest w seksie.
 
Może zostańmy więc przy seksie, bo chyba często problemy seksualne są związane ze złością. Jakie są konsekwencje braku wyrażania złości w przestrzeni naszej intymności?
 
Nie chodzi o to, żeby się złościć na zachowania seksualne partnera. Jest jednak bardzo ważne, aby stawiać mu granice, żeby nie być nadużywanym, i tak budować relację seksualną, żeby dla nas była dobra i bezpieczna. Pożądanie, bez doświadczania którego trudno sobie wyobrazić udany seks, jest jednak przekraczaniem granic drugiego człowieka. Najładniejsza definicja pożądania: Jak daleko mogę się posunąć za daleko, mówi wyraźnie, że muszę czuć w sobie pragnienia, które mogą być dla partnera trudne. Podobnie się dzieje, gdy zdobywam uwagę przyszłego partnera lub walczę o niego z rówieśnikami.
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Jadwiga Burek
Chorym dzieciom oczekującym ode mnie odpowiedzi na pytanie o sens śmierci opowiadam o kochającym Bogu, który cały czas czuwa. Mówię im o tym, w co sama głęboko wierzę: że dusza nie umiera, a miłość trwa wiecznie. 
 
Z siostrą Bożeną Leszczyńską, asystentką pastoralną w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu rozmawia Jadwiga Burek.
 
Alicja Wysocka
Pochodzący z okolic Tarnowa ks. Janusz Kaleta przyjechał do Kazachstanu w 1999 r., świeżo po studiach w Innsbrucku. Na terenie jego wikariatu apostolskiego, obejmującego teren dwukrotnie większy od Polski (położony nad morzem Kaspijskim), istniała wówczas tylko jedna parafia w Aktiubińsku. Dziś funkcjonuje już pięć parafii i planowane jest utworzenie kolejnych, ale wciąż brakuje kapłanów...
 
Jan Bilewicz
Pewien człowiek miał dwóch synów. Żyli razem dostatnio, spokojnie i szczęśliwie. Pewnego dnia młodszy syn postanowił zabrać swoją część majątku i wyjechać w dalekie strony. Niewykluczone, że ktoś podsunął mu tę myśl: „Sam przecież wiesz, co jest dla ciebie dobre. Tu jest tak nudno, tam jest dopiero wolność!”. I właśnie „tam” roztrwonił swój majątek. Zaczął cierpieć niedostatek. Najął się do pasania świń i w końcu nawet gotów był jeść to, co one... Pewnego dnia jednak zastanowił się nad swoim życiem...
 
___________________
 
 reklama