logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Albert Wach OCD
Upomnienie braterskie
Głos Karmelu
 


Wydarzenie bolesne

Nim odpowiemy na postawione wyżej pytanie, musimy zadać jeszcze jedno, mianowicie - czy jesteśmy gotowi cierpieć? Jest to wprawdzie pytanie retoryczne, ale w rzeczywistości chodzi o kwestię bardzo praktyczną. Jeżeli bowiem upomnienie jest obowiązkiem trudnym, to musimy mieć pełną świadomość, ile nas ono kosztuje. A cena jego, w moim przekonaniu, jest wyższa niż innych środków, przy pomocy których docieramy do brata. Jest wyższa niż, na przykład, cena rady lub pociechy, które także stanowią nasze chrześcijańskie zadanie i budują wspólnotę ("obowiązek", to znaczy "związek obu" stron relacji braterskiej).

W przypadku upomnienia płacimy bowiem całym naszym życiem. Stajemy tutaj przecież w samym ogniu walki ze złem. Ono zagląda nam niejako w oczy. Nie ma tu czasu ani na spokojną refleksję, jaką przeprowadzamy przy udzielaniu rady, ani na wielką czułość, do której odwołujemy się przy pocieszaniu. I nie ma też miejsca na wyreżyserowanie czegokolwiek, gdyż przestrzeń wolności jest znacznie bardziej ograniczona niż w przypadku rady i pociechy. Tutaj trzeba być gotowym na przyjęcie każdego ciosu, nawet śmiertelnego. Bój bowiem jest otwarty.

Jest to bój nie przeciw jakiemuś abstrakcyjnemu złu, ale przeciw temu, które zadomowiło się w sercu brata i zaczyna zżerać go od środka. Wypowiedzenie mu walki, nawet przy zachowaniu z naszej strony największej ostrożności, prowadzi niechybnie do konfliktu i napięcia również w relacjach z bratem, który ze złem zdążył się już zżyć „na dobre”. A ponieważ w wypełnieniu naszego obowiązku zmierzamy do oderwania go od niego i ponownego związania z nami, upomnienie braterskie staje się wydarzeniem bolesnym.

Zrozumiałe jest też, że ruszenie zła w tak delikatnym punkcie, jakim jest serce ludzkie, uruchamia natychmiast cały szereg mechanizmów obronnych, które jedynie wzmagają walkę. One są obecne nie tylko w bracie, ale też i we mnie. Brat próbuje za wszelką cenę nie dopuścić do zniszczenia wytworzonego przez siebie
autowizerunku lub dobrej sławy, którą cieszy się w otoczeniu, i dlatego trzyma się kurczowo zdobytych pozycji. Ja natomiast, widząc "co się święci", staram się na różne sposoby usprawiedliwić zaniechanie upominania lub jego odłożenie na później, co bynajmniej nie prowadzi do pokoju między nami. Przeciwnie, czyni walkę bardziej wyrafinowaną i złowrogą.

Teoretyczny cel naszej wspólnej walki - przy założeniu, że obaj widzimy pozytywną wartość upomnienia braterskiego - jest jednak jeden: chodzi o wymanewrowanie wspomnianych mechanizmów obronnych, zarówno własnych, jak i brata, i dojście do samego centrum, gdzie ma być zadana decydująca rana. W tym sensie upomnienie ma również charakter terapeutyczny i leczniczy. Dobry lekarz będzie wiedział, w którym miejscu i w jaki sposób zadać konieczne cięcie. Raz wykona je delikatnie i prawie z uśmiechem, innym razem zdecydowanie i z wielką stanowczością. Nie wycofa się jednak nigdy przed wypełnieniem swego obowiązku. Jego najwyższym dobrem jest bowiem pacjent.
 
Niezbędna wrażliwość

Nieobeznani ze sztuką lekarską powinni pamiętać, że dotknięcie chorych i bolesnych miejsc powinno spowodować jakieś reakcje. Wprawdzie współczesna medycyna ma sposoby na uśmierzanie bólu, a zatem i na niwelowanie owych bodźców, jednak w świecie relacji międzyludzkich nie można dopuścić do ich zagłuszenia. Wrażliwość jest nieodzowna, by ocalić nasze człowieczeństwo.
 

 
Zobacz także
Jacek Salij OP
Niektórzy z satysfakcją, inni z niepokojem zwracają uwagę, że wpływ Kościoła na społeczeństwo się zmniejsza. I co z tego wynika? Chrześcijaństwo zaczęło się od dwunastu ludzi, których Pan Jezus sobie wybrał i nazwał apostołami. Patrząc tylko po ludzku, oni się zupełnie na głosicieli Ewangelii i założycieli Kościoła nie nadawali.
 
Jacek Salij OP
Słychać dziś z każdej strony, że żyjemy obecnie w społeczeństwie zdominowanym kulturą postmodernizmu, zwaną też kulturą ponowoczesności. Co to takiego? Błyskawiczne przemiany w podstawowych sferach ludzkiego życia to pierwsza cecha społeczeństwa ponowoczesnego. To, co jeszcze wczoraj wydawało się dopiero nowe i zaskakujące, dzisiaj staje się już przebrzmiałe i zostaje zastąpione przez coś nowego...
 
abp Grzegorz Ryś
Patrząc na Jezusa ukazanego w Ewangeliach, zaczynamy rozumieć, kim sami jesteśmy. Jezus mówi o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”, i On nie tylko zna drogę, ale sam jest Drogą. Nie tylko zna prawdę, ale jest Prawdą. I nie tylko wie, co to jest życie, ale sam jest Życiem. Można by powiedzieć, że Jezus jest konsekwentny jako Człowiek i jest bardzo spójny wewnętrznie. 
 
 
___________________
 
 reklama