logo
Sobota, 15 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Marii, Napoleona, Stelii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Iwona Budziak
Uszyła buty dla jego poranionych stóp
List
 
fot. Krissana Porto | Unsplash (cc)


Mogli przeżyć swe życie uczciwie, godnie i zasobnie. Bogate rodziny zapewniły im dobry życiowy start: jemu sukcesję w kupieckich interesach ojca, jej dobry posag i możliwość wyboru dobrego męża. Obydwoje, przy sprzeciwie rodziny i zgorszeniu części otoczenia, zdecydowali się z tego wszystkiego zrezygnować.

 

Biedaczyna


Niewątpliwie był to skandal, gdy młody Franciszek Bernardone zabrał z domu najdroższe tkaniny, jakimi handlował jego ojciec, i sprzedał wraz ze swym koniem, a pieniądze dał pewnemu księdzu na odbudowę kościółka. Trudno dziwić się oburzeniu ojca, który zakuł Franciszka w łańcuch i wtrącił do ciemnicy! Do tej pory jego syn był duszą towarzystwa, świetnym kompanem dla swych rówieśników, na tyle dzielnym, by przygotowywać się do pasowania na rycerza. W dodatku nieźle szła mu sprzedaż tkanin, umiał rozmawiać z ludźmi, a to w handlu procentuje. No, może zbyt hojnie rozdawał pieniądze, skoro jednak potrafił je zarobić... A tu takie rozczarowanie! Jeszcze większy skandal wybuchł wówczas, gdy na sądzie biskupim Franciszek zdjął z siebie ubranie i oddał je ojcu wyrzekając się swego dziedzictwa. Był rok 1206. Niewiele wcześniej, modląc się przed krucyfiksem w zrujnowanej kapliczce, usłyszał słowa, które, był przekonany, wypowiedział do niego sam Jezus: „Franciszku, zajmij się naprawą domu mego, który rozpada się w gruzy”.

 

W otrzymanym od znajomego kaftanie, który ściągał rzemiennym pasem, w sandałach i z kosturem w ręce, przedstawiając się jako „Herold najwyższego Króla”, Franciszek nierzadko był pośmiewiskiem dla innych. Opiekował się trędowatymi, zbierał kamienie na odbudowę kolejnych kapliczek, jadł to, co użebrał. Gdy w 1208 lub 1209 r. usłyszał podczas Mszy św. słowa z Ewangelii wg św. Mateusza 10, 7-12: Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien... zrozumiał, że tak właśnie chce żyć. I że ma zająć się odbudową Kościoła Bożego, a nie poszczególnych kaplic. Zaczął głosić Ewangelię, a ludzie go słuchali. Byli i tacy, którzy zapragnęli żyć podobnie.

 

Klara


Trudno dziś ustalić, kiedy Klara po raz pierwszy usłyszała o Franciszku. Mieszkając w tym samym mieście co on, musiała spotkać się z opowieściami o młodym Bernardone. Być może zaintrygowały ją one już wówczas, gdy jeszcze jako znany w Asyżu hulaka zabawiał się z kompanami na ulicach miasteczka, a może dopiero wówczas, gdy doszło do sensacyjnego konfliktu z ojcem? Klara miała wtedy zaledwie dwanaście lat. Była bardzo ładna, rodzina chciała wydać ją za mąż, lecz dziewczynka uprosiła, by dano jej jeszcze czas. Kilka lat później słuchała kazań Franciszka wygłaszanych w asyskich kościołach, być może osobiście poznała go przez swego kuzyna Rufina, który przyłączył się do niego. Musiało ją coś zachwycić w Biedaczynie, skoro przez rok, potajemnie, ale zawsze w towarzystwie którejś z krewnych, Klara się z nim spotykała. Bogata, piękna, ze znakomitego rodu, starannie wychowana i wykształcona, a przy tym pobożna, „miała upodobanie w świętej modlitwie” i chętnie dawała jałmużnę. „Płonęła ogromną żarliwością ducha, jakby służyć Bogu i Jemu się podobać” – zeznawali świadkowie podczas procesu kanonizacyjnego. Franciszkowi i jego uczniom przychylny był miejscowy biskup Gwido, papież Innocenty III zatwierdził regułę zakonną przedstawioną mu przez Franciszka. To na pewno podniosło autorytet Biedaczyny w oczach Klary. Zapewne mówił jej o Jezusie i nadzwyczajności życia w bliskości z Nim. Jeszcze o tym, że tak naprawdę w życiu liczy się jedynie miłość i o nic poza Nią nie warto zabiegać. Przekonywał, że warto Bogu zaufać – naprawdę i do końca. Na pewno zachwalał życie w czystości i ubóstwie. Był charyzmatycznym mówcą, słuchały go tłumy, szli za nim uczniowie. Zachwycił i Klarę. 28 marca 1211 r., za namową Franciszka, uciekła z domu. Jej decyzji był przychylny biskup Asyżu Gwidon.

 

Zakon Pań Ubogich


By podkreślić pewność swej decyzji, Klara pozwoliła, żeby Franciszek obciął jej włosy. Długie włosy były jednym z atrybutów kobiecości, Klara obcinając je, jakby z niej rezygnowała. Ostatecznie wraz ze swymi towarzyszkami, których szybko zaczęło przybywać (wśród nich znalazła się siostra Klary, a później również matka i druga siostra), zamieszkała w kościółku św. Damiana. Tym samym, który kilka lat wcześniej wyremontował Franciszek i z powodu którego wszedł w konflikt z ojcem.

 

Nazwać życie, na jakie decydowała się Klara, skromnym, byłoby niedopowiedzeniem. To miało być życie w ubóstwie, czystości i w oddaleniu od świata. Niektórym kojarzyło się ze skrajną biedą (właściwie z nędzą) i więzieniem. Klara, idąc śladami Franciszka (później uczyniła to częścią reguły), zrezygnowała ze swej własności i darowizn na cele zakonu, decydując się na utrzymanie z pracy. Franciszek obiecał: „Ponieważ z natchnienia Bożego zostałyście córkami i służebnicami najwyższego i największego Króla, Ojca niebieskiego, i zaślubiłyście się Duchowi Świętemu, wybierając życie według doskonałości Ewangelii świętej, pragnę i przyrzekam osobiście i przez moich braci otaczać was, tak jak ich, serdeczną troską i szczególnym staraniem”.

 

Tak też się stało. On sam opiekował się siostrami z San Damiano, a gdy powstawały inne domy Ubogich Pań, miały zapewnioną opiekę kapelana i spowiednika. Franciszek wyznaczył także braci, by mieszkali przy klasztorze i zbierali datki na jego potrzeby.

 

Franciszek, dla którego powstanie zakonu Ubogich Pań było wielką radością, niezbyt często odwiedzał siostry. Czynił tak z ostrożności, gdyż podobno zwykł mówić: „Pan Bóg ustrzegł nas od poślubienia małżonek; ale kto wie, czy to nie diabeł nasłał nam siostry”. Zapewne, świadom własnych ograniczeń, obawiał się, by jakakolwiek sympatia nie zajmowała w jego sercu miejsca należnego Bogu. Chciał być dla Boga cały. Pokazał, że można „być całym” dla Boga i jednocześnie wszystko, co On stworzył, otaczać czułością i miłością. Zachwycał się napotkanymi ludźmi, kochał świat. W swych współbraciach widział wielkich świętych, zwierzęta łagodniały i odzyskiwały swą rajską naturę w zetknięciu z nim, potrafił do swych wizji przekonać papieży. Wielki w swej małości, bogaty w biedzie. Jednak nie wolny od pokus. Pewnego razu, gdy przebywał w pustelni, podczas modlitwy „naszła go gwałtowna pokusa cielesna”. Pojawiły się myśli, że przecież mógłby żyć zwyczajnym życiem, założyć rodzinę, zaniechać umartwień... Wstał wówczas, zdjął z siebie odzież, tunikę odłożył i zaczął się biczować sznurem. Musiał jeszcze długo walczyć z pokusą, zanim odeszła.


Znane jest tylko jedno kazanie, które Franciszek „wygłosił” w San Damiano do sióstr: Wszedł, uklęknął, pomodlił się w ciszy, po czym poprosił, by przyniesiono mu popiół, posypał sobie nim głowę, a resztę rozsypał wokół siebie. Na koniec odmówił psalm Miserere i wyszedł. W „Kwiatkach” zapisana jest opowieść o wspólnym posiłku Klary i Franciszka, jaki mieli spożyć w Porcjunkuli, gdzie mieszkali pierwsi Bracia Mniejsi. Opowieść ta, choć mało prawdopodobna, jest niezwykłej urody. Klara, mimo że bardzo kochała Franciszka, nazywała siebie jego „roślinką”, a o nim mówiła jako o ojcu, na pewno nie opuściłaby klauzury, jaką sama sobie i współsiostrom nałożyła. Spędziła w niej czterdzieści dwa lata, a jeśli spotykała się i rozmawiała z Franciszkiem, to wyłącznie w San Damiano.

 

Franciszek, sam bardzo ostrożny, zalecał braciom również wielką ostrożność w stosunkach z kobietami (wystarczy przeczytać Reguły zakonu, by przekonać się o tym). Widać, jak wielkie zaufanie miał do Klary, u niej szukał rady i wsparcia. To do niej i do brata Sylwestra zwrócił się z niezwykłej wagi prośbą, by pomogli mu w rozeznaniu powołania – czy ma prowadzić życie kontemplacyjne, czy głosić Słowo Boże. Od obydwojga usłyszał: Bóg „chce, abyś szedł przepowiadać, ponieważ powołał cię nie tylko dla ciebie samego, ale także ze względu na zbawienie innych...” Franciszek tak zrobił. Głosząc Ewangelię przemierzył prawie całe Włochy. Braci wysłał do Niemiec, Węgier, Hiszpanii, Francji, Syrii i Maroka. W 1219 r. wraz z krzyżowcami udał się do Egiptu, gdzie spotkał się z sułtanem. Był to ogromny wysiłek fizyczny, dla niego – wiecznego pokutnika.

 

Asceza Klary


Klara w ascezie dorównywała Franciszkowi. Także pokochała Panią Biedę. Chodziła w prostej tunice, w płaszczu z szorstkiego materiału, boso. Pod tunikę ubierała włosienicę. Spała na gołej ziemi, zamiast poduszki używała drewna. Dopiero gdy zachorowała (a chorowała przez dwadzieścia osiem lat!), z rozkazu Franciszka zaczęła używać siennika wypchanego słomą. Póki była zdrowa, pościła tak często i rygorystycznie, że w końcu sam Franciszek, a także biskup Asyżu, zabronili jej głodzenia się. A przecież ona gotowa była i więcej znieść dla Tego, któremu ufała bezgranicznie. „Miłość ku Niemu ubogaca, wpatrywanie się w Niego odświeża, Jego dobroć napełnia, Jego słodycz darzy pełnią, pamięć o Nim słodko oświeca, Jego woń wskrzesi zmarłych...” – pisała w liście do św. Agnieszki z Pragi. Treścią jej życia była modlitwa, kontemplowała Mękę Pana Jezusa, przeżywała stany mistyczne, kochała Eucharystię. Była niezwykle pokorna: gdy siostry służebne wracały do klasztoru z pola, sama myła im nogi i całowała je. Jeśli od siebie wymagała niezwykle dużo, to o siostry troszczyła się niczym najlepsza matka, a Pan Bóg w cudowny sposób jej w tym pomagał. W San Damiano, gdzie na jedzeniu siostrom nie zbywało, miało miejsce rozmnożenie chleba, oliwy, a pewnego razu tajemniczy posłaniec przyniósł smakołyki wymarzone przez umierającą siostrę. To modlitwie Klary przypisuje się uwolnienie Asyżu od Saracenów w 1240 r.

 

Klara, wpatrzona w świętość Franciszka, pragnęła jej równie mocno. Gdy dowiedziała się, że Franciszek został naznaczony stygmatami (na górze Alwerni, 14 września 1224 r.) – sporządziła mu specjalne obuwie, by chroniło jego poranione stopy.

 

Pożegnanie

 

Latem 1225 r. ciężko chory Franciszek dotarł do San Damiano. Pozostał tu przez około pięćdziesiąt dni. Był wyczerpany. Klara kazała zbudować dla niego szałas z łoziny, by mógł w spokoju odzyskiwać siły i zdrowie. Franciszek napisał wówczas jeden z najpiękniejszych poematów, jakie kiedykolwiek stworzono: „Pieśń do brata słońce”. W tym czasie powstała także przepiękna „Zachęta dla Ubogich Pań w klasztorze Świętego Damiana”: „Żyjcie zawsze w prawdzie, abyście mogły umrzeć w posłuszeństwie. Nie oglądajcie się na życie, które płynie na zewnątrz, bo życie z ducha jest lepsze. Proszę was z wielką miłością, abyście roztropnie korzystały z jałmużn, jakie Pan wam daje. Siostry obarczone chorobami i te, które przy nich się trudzą, niech trwają wszystkie w pokoju, ten bowiem trud okaże się bardzo drogi”.

 

Przed śmiercią Franciszek powrócił do Porcjunkuli – tam chciał umrzeć. Stało się to 3 października 1226 r. Przed śmiercią kazał przekazać Klarze i wspólnocie sióstr z San Damiano swój testament: „Ja, maluczki brat Franciszek, pragnę naśladować życie i ubóstwo najwyższego Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki i wytrwać w nim aż do końca. I proszę was, moje panie, i radzę wam, abyście zawsze trwały w tym najświętszym życiu i ubóstwie. I strzeżcie się bardzo, abyście nigdy żadnym sposobem nie odstąpiły od niego pod wpływem czyjejś nauki lub rady”.

 

Wierna do końca

 

Klara żyła jeszcze dwadzieścia siedem lat. Pozostała wierna wskazaniom Franciszka. W centrum duchowości postawiła radykalne ubóstwo i tak walczyła o przyznanie siostrom z San Damiano tego przywileju, że papież Innocenty IV zgodził się, wbrew zdrowemu rozsądkowi, przyznać go. W pismach, jakie po niej pozostały (Reguła zakonna, Testament, Listy do św. Agnieszki Praskiej) brzmi wyraźne echo słów Franciszka. Franciszek za życia doświadczał goryczy rozczarowania na wieść, iż jego współbracia nie chcą żyć w zgodzie z regułą przez niego ustanowioną. Klara nie odstąpiła od niej nigdy.

 

Kochała Franciszka, to pewne. Była to miłość dająca siłę, odwagę, pomnażająca wiarę. Rzadka, niezwykła, pozwalająca na wzajemny zachwyt, wykluczająca pożądanie. Zapewne jedną z chwil wyjątkowej urody w życiu Klary była ta, gdy papież Grzegorz IX (16 lipca 1228 r.) ogłosił Franciszka świętym. Kościół potwierdził oficjalnie to, czego była pewna od pierwszego z nim spotkania. Zmarła 11 sierpnia 1253 r., a 15 sierpnia 1255 r. odbyła się jej kanonizacja. Na jednym z fresków S. Martiniego, który znajduje, który znajduje się w Asyżu, w Bazylice św. Franciszka, obydwoje zostali namalowani w podobnych tunikach, Klara dodatkowo ma narzucony na ramiona płaszcz, w ręku trzyma lilię, symbol dziewictwa. Z czułością, miłością i zaufaniem spogląda na Franciszka, który pokazuje swoje stygmaty oglądającemu fresk. Na innym fresku tego samego malarza to Franciszek jest zwrócony w kierunku Klary, patrzy na nią z uwagą i zadziwieniem. Zobaczył w niej również świętość. Te dwa freski pięknie pokazują, ile obydwoje sobie nawzajem zawdzięczają.

 

Iwona Budziak
Miesięcznik List wakacje/2004

 
Zobacz także
O. Krystian Olszewski OFM
W wieku 15 lat Antoni, po długich modlitwach oraz wbrew woli rodziców opuścił swój rodzinny dom i wstąpił do opactwa św. Wincentego w Lizbonie. Klasztorowi temu wiele zawdzięczał. Jednak rodzina i przyjaciele nachodzili go często w opactwie, usiłując zmienić jego decyzję, a tym samym zakłócając spokój jego duszy...
 
Czesław Ryszka
Matkę Bożą Jasnogórską, Królową Polski, nazwano Madonną Papieży XX wieku. 13 kwietnia 1904 roku Ojciec Święty Pius X ustanowił święto Matki Boskiej Jasnogórskiej. Chociaż obejmowało ono tylko samą Jasną Górę i Diecezję Włocławską, miało bardzo ważne znaczenie dla pozbawionych ojczyzny Polaków (władze carskie odłożyły ogłoszenie tego święta i gdyby nie kryzys polityczny w Rosji w 1905 roku, prawdopodobnie nie wyraziłyby zgody na jego obchodzenie). Dopiero więc w 1906 roku, jeszcze nie 26, a 29 sierpnia, po raz pierwszy obchodzono święto Matki Bożej Jasnogórskiej...
 
ks. Jacek Siepsiak SJ
Służą zachowaniu w lepszym stanie, a niszczą życie wewnętrzne. Dłuższy wydaje się okres przydatności do spożycia, a ich zażycie groźne dla zdrowia, że aż strach brać coś takiego do ust. Mięso w lodówce się nie psuje, ale organy w naszych ciele i owszem. Konserwanty winny konserwować, przedłużać trwanie. I robią to. Ale czy konsekracja polega na długim trwaniu, czy raczej na poświęceniu? Gdy poświęcam się czemuś lub komuś, to czy po to, by jak najlepiej zachować wieczną nieskazitelność? 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー