logo
Sobota, 23 października 2021 r.
imieniny:
Edwarda, Marleny, Seweryna, Jana Kapistrana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Henryk Kiereś
Utopia i szczęście
Cywilizacja
 


Zatrzymajmy się nad tym nurtem w filozofii, który jest nacechowany minimalizmem poznawczym i traktuje filozofię jako „sztukę życia”. Charakterystyczne, że chociaż przedstawiciele tego nurtu, skupieni wokół szkół myślowych, dalecy byli od optymizmu antropologicznego, np. epikurejczycy i stoicy, a nawet opowiadali się za jakąś postacią pesymizmu czy wręcz nihilizmu, jak np. cynicy czy sceptycy (agnostycy), to przecież musieli rozstrzygnąć kwestię sensu-celu ludzkiego bytowania w świecie, nawet jeśli sens ten widzieli w praktykowaniu tzw. zasady ataraksji, czyli wystrzegania się pokusy poszukiwania szczęścia. W ślad za nimi późniejsi „egzystencjaliści” aż po dzisiejszych postmodernistów głoszą, że szczęścia nie ma lub że jest ono złudzeniem, a ostatecznie, że poszukiwanie szczęścia prowadzi człowieka w sposób nieunikniony w objęcia nieszczęścia. Inaczej mówiąc, szczęściem człowieka jest świadomość nieosiągalności szczęścia.

Stanowisko to jest tak samo wewnętrznie sprzeczne, jak wszelkie próby unieważnienia prawdy i pozbycia się jej z dyskursu, bo przecież żeby argumentować przeciwko szczęściu, należy założyć jakąś jego koncepcję, której uchylenie jest paradoksalnie – szczęściorodne (!). Wynika z tego, że pytanie o szczęście jest pytaniem zasadnym i trafnym oraz że rozstrzyga się je na wiele sposobów, a problemem jest, które z konkurujących stanowisk oddaje problemowi szczęścia sprawiedliwość. Przejdźmy do tej kwestii.

Zdaniem W. Tatarkiewicza, autora słynnego traktatu O szczęściu, w dziejach sporu o szczęście wyłoniły się i konkurują ze sobą cztery ujęcia, a dokładnie mówiąc, cztery pojęcia szczęścia. I tak, oznacza ono (1) powodzenie lub pomyślność życiową; (2) stan intensywnej radości; (3) sumę dóbr dostępnych człowiekowi; (4) zadowolenie z całości życia. Podział ten jest bogato ilustrowany przeglądem stanowisk i argumentów, a także uwzględnia się w nim obiektywny i subiektywny aspekt problemu szczęścia [3]. Do rozważań Tatarkiewicza niebawem powrócimy, a teraz zrekonstruujmy zręby realistycznej filozofii szczęścia.

Szczęście jest związane z człowiekiem, jest pewnym stanem bytowym, a dokładnie mówiąc, jest ono stanem pełni bytowej, którego istotą jest obcowanie z dobrem: połączenie się z nim, posiadanie go lub używanie. Za trafnością tego określenia przemawiają następujące argumenty: dobro jest celem wszelkiego działania, a jest nim, bowiem doskonali ono byt-konkret w jakimś aspekcie, dopełnia ów konkret o to, co przysługuje mu na mocy jego natury i co umożliwia mu realizację celu jego bytowania.

Doskonałością człowieka, dobrem, o które człowiek zabiega, jest jego własne życie. Jest ono człowiekowi dane i jednocześnie zadane, dlatego o człowieku mówi się, iż jest on bytem spotencjalizowanym, który – żyjąc – aktualizuje zadane mu przez ludzką naturę możności bytowe. Potocznie mówi się o rozwoju fizycznym, psychicznym i duchowym człowieka. Jak już wspomniano, człowiek jest bytem rozumnym i wolnym, poznaje dobro i wybiera te dobra, które doskonalą jego życie w jakimś jego aspekcie.

Dobro jest celem działania resp. przedmiotem pożądania, a zatem z jego natury wynika, iż jest ono szczęściorodne. Doskonali ono człowieka w jakimś wymiarze ludzkiego bytowania, jest więc zróżnicowane wewnętrznie. Tradycja realizmu wyróżnia trzy rodzaje dobra: (1) dobro właściwe (bonum honestum); (2) dobro użyteczne (bonum utile); (3) dobro przyjemnościowe (bonum delectabile). Co stanowi istotę wyróżnionych dóbr?

Dobrem przyjemnościowym jest takie dobro, w którym spełniają się, osiągają swój cel właściwy władze poznawcze człowieka (rozum i zmysły) oraz jego władze pożądawcze (wola i uczucia). Doznawana przyjemność jest stanem zwieńczającym obcowanie z dobrem i ma ona charakter intelektualny, wolitywny lub zmysłowo-uczuciowy. Dobrem użytecznościowym jest takie dobro, które skutecznie pełni funkcje narzędne, czyli jest środkiem prowadzącym niezawodnie do celu, jakim jest inne dobro. Natomiast dobrem właściwym jest to dobro, które stoi na szczycie hierarchii dóbr i któremu wszystkie dobra narzędne i przyjemnościowe są podporządkowane jako swojemu celowi. Co tym dobrem jest?

Jak już wspomniano, celem ludzkiego bytowania i jego najwyższym (ostatecznym) dobrem jest życie, życie hic et nunc człowieka. Ono jest dobrem właściwym, wokół niego koncentruje się cały dynamizm bytowy człowieka, czyli dobór takich dóbr, które zgodnie z wiedzą i wolą człowieka służą jego życiu. Życie jest fenomenem złożonym, wieloaspektowym, a na człowieku spoczywa obowiązek rozpoznania jego przejawów, uporządkowania ich i takiego zhierarchizowania, które dostarczy właściwych kryteriów selekcji dóbr. Nie jest to zadanie łatwe, ale jest konieczne, bo od jego określonego rozstrzygnięcia zależy jakość ludzkiej kultury. Szczęściorodne są dobra przyjemnościowe i dobra użyteczne, ale nie są one celem ostatecznym działalności człowieka, lecz celem pośrednim, podporządkowanym celowi nadrzędnemu [4]. Jakiemu?
 
Zobacz także
ks. Marek Lis

Są takie filmy, które warto obejrzeć wiele razy. Choć na pozór proste i łatwe w odbiorze, są wielowarstwowe i gęste od znaczeń. Jednym z nich jest „Uczta Babette”, arcydzieło duńskiego reżysera Gabriela Axela, nagrodzone – jako pierwszy duński film – Oscarem w 1988 roku, a w 1995 roku, gdy kino świętowało stulecie istnienia, wpisane na Listę 45 wartościowych filmów, ogłoszoną przez Filmotekę Watykańską i Papieską Radę do spraw Kultury.

 
Dariusz Piórkowski SJ
Być może najbardziej zaskakujące w historii Judasza jest to, że Jezus wiedząc o tym, co się wydarzy, powołał go na apostoła. Udzielił mu takiej samej władzy na duchami nieczystymi, jak pozostałym uczniom. Obdarzył mocą uzdrawiania, uczynił go odpowiedzialnym za finanse wspólnoty. W końcu zaprosił na Ostatnią Wieczerzę. Zdradzić może tylko ktoś bliski, a nie obcy. Te szczere i świadome gesty Chrystusa poświadczają jedynie fakt, że Judasz w żaden sposób nie był predestynowany do tragicznej roli, jaką odegrał. 
 
Małgorzata Wszołek

Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak nie oglądając, spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy (Rz 8,24). Jak więc pielengnować nadzieję, by jej nie stracić, by w jakimś trudnym momencie nie poddać się zniechęceniu, beznadziei, a w końcu rozpaczy? Jak ją ciągle na nowo rozbudzać? Jak odnawiać?

 
___________________
 
 reklama