logo
Środa, 12 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Hilarii, Juliana, Lecha, Eupliusza – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marc Rastoin SJ
Uwaga: Małżeńska korozja!
Szum z Nieba
 


Chyba nikt nie ma wątpliwości, że współczesne małżeństwa żyją pod dużą presją. Agresywny tryb życia wymusza równoległe zaangażowanie w wiele spraw, więc mąż i żona spędzają ze sobą mało czasu. Poświęcają się pracy, dzieciom; dni mijają, a małżonkowie widują się tylko w przelocie. Po kilku latach dochodzą do wniosku, że niewiele już ich łączy. Czy można było temu zapobiec?

Współczesna kultura uczy nas koncentrowania się na sobie i mówi nam, że człowiek, aby był szczęśliwy – musi się realizować. Można by to podsumować dwoma postulatami: „Szczęście jest w twoich rękach, więc go szukaj. I nie odmawiaj sobie przyjemności”. Natomiast nikt nas nie uczy, jak żyć z doświadczeniem frustracji lub jak przeżywać czas cierpienia. A zdarzają się przecież w życiu małżeńskim takie okresy, że musisz dawać więcej niż otrzymujesz, bo żona jest przewlekle chora albo mąż przeżywa poważne trudności w pracy. W takiej sytuacji niektórzy bardzo szybko się poddają – nie potrafią znosić długotrwałego cierpienia, więc odchodzą. Czy jest coś, co mogłoby im pomóc?

Każda trudna sytuacja wymaga spojrzenia na nią z boku. Na przykład warto wyjechać na rekolekcje małżeńskie i przyjrzeć się swojemu życiu – co należałoby w nim zmienić, skoro źle się dzieje. Jak spędzać więcej czasu razem: zmienić pracę, ograniczyć etat? A może zmienić wspólnotę, do którego należymy, lub parafię, bo w obecnej nie znajdujemy duchowego wsparcia? Potrzeba nam tego czasu spędzonego na osobności, żeby zobaczyć, jakich zmian wymaga nasze życie, abyśmy nie oddalili się od siebie. Dlatego pary powinny przynajmniej raz na pięć lat poświęcić jeden weekend na rekolekcje – to nie jest dużo, a może stać się początkiem wielkiej zmiany.

Brak komunikacji

Jestem pewny, że jedną z przyczyn rozwodów jest brak przekonania, że małżonkowie za wszelką cenę będą walczyć o swoje małżeństwo i o jego jakość. Praktyka poradnictwa małżeńskiego pokazuje, że oboje latami ignorują to, co ich nie satysfakcjonuje w życiu rodzinnym, więc niczego nie zmieniają i płyną z prądem. Aż nagle (po 7, 10, 12 latach!) dochodzą do wniosku: „Nie układa nam się już najlepiej, chyba nie byliśmy dobrze dopasowani…”. Dopasowani?! Do czego? Po prostu pozostawili sprawy własnemu biegowi i nie dbali o swoją miłość. Owszem, teraz jest już między nimi głębokie rozdarcie, ale tylko dlatego, że każde z nich zorganizowało sobie życie bez drugiego – bez czułości i zaangażowania w jego sprawy.

Wiele par nigdy by się nie rozwiodło, gdyby zaczęło w którymś momencie zastanawiać się, co w ich życiu wymaga zmiany. Mąż przestał widywać żonę, ponieważ zbyt wiele pracował. Żona całymi dniami pozostawiona samej sobie skupiła się na dzieciach i domu, więc odsunęła się od męża. I nie był to jeden grzech, jeden moment, który zaważył na ich życiu, ale... brak komunikacji. Nie powiedzieli sobie o tym odpowiednio wcześnie, by zdążyć zareagować – a to jest, moim zdaniem, największe niebezpieczeństwo!

Bierność

Nie możemy pozwolić, by populizm decydował o naszym życiu małżeńskim. Więź małżeńska jest krucha, ponieważ jest oparta na wolności – to cud, tajemnica i sakrament. Wybrałeś kogoś, pokochałeś, poślubiłeś i odtąd jesteś z nim jednością! Więź rodzica z dzieckiem jest naturalna i tak silna, że cokolwiek dziecko by nie zrobiło – kradło, oszukiwało, biło – matczyna miłość nigdy nie wygaśnie. Gdyby jednak tego samego dopuścił się mąż… no cóż. Miłość małżeńska jest w tym aspekcie bardziej krucha – to prawdziwy cud trzyma ludzi razem.

Nawet pary katolickie nie zdają sobie często sprawy, że aby małżeństwo „działało” – potrzebują modlitwy, czasu spędzanego razem i podejmowania radykalnych decyzji. Wydaje im się, że skoro oboje są katolikami i oboje mają ten sam system wartości, to reszta ułoży się sama. Nie ułoży się – nad małżeństwem trzeba pracować, chronić czas dla siebie nawzajem, czasem nawet trzeba zawalczyć o swoją miłość. Małżeństwo to coś bardzo delikatnego, co wymaga od nas mądrej aktywności – bierni przegrywają.

Mizerne oczekiwania

Podczas spowiedzi słyszę: „Ja nie zdradzam męża, mąż nie zdradza mnie, czasem tylko opuszczamy Mszę Świętą. Ogólnie jest w porządku”. Ale „w porządku” to trochę za mało, żeby zbudować szczęśliwe małżeństwo! Zadaję więc pytanie: „Czy sądzisz, że twoja więź z mężem mogłaby być mocniejsza?”. Oczywiście zawsze pada pozytywna odpowiedź. „To w takim razie – co robisz w tym kierunku?”.

 
1 2  następna
Zobacz także
Matka
Patrzę na mego śpiącego syna, Jego oddech nadaje sens mojemu życiu. Naiwne i sentymentalne - powiecie. Ale z takich małych chwil składa się nasze życie. Bieg mojego życia od sześciu lat odmierza rytm uderzeń serca chłopca, który pewnego dnia powiedział: "Mamo kochana od Boga mi dana".
 
Hanna i Xavier Bordasowie
Kiedy nowożeńcy stoją obok siebie przed ołtarzem i trzymają się za ręce przewiązane stułą, wtedy po raz pierwszy jako małżonkowie wspólnie się modlą. Od tego momentu powinni codziennie znaleźć czas i miejsce, aby razem się modlić. To może być Eucharystia, pacierz, różaniec, Koronka do miłosierdzia Bożego, brewiarz, adoracja Najświętszego Sakramentu, czy też jakaś inna modlitwa.
 
ks. Paweł Bortkiewicz TChr
Nie wszystko, co odmienne, należy zawsze tolerować. Przeciwnie, istnieją całe zakresy spraw i zjawisk, które domagają się jednoznacznego sprzeciwu. Nie ma i nie może być zgody co do tego, że nig­dy nie wolno użyć siły w zwalczaniu cudzych poglądów. Przeciwnie, siła rażenia tych poglądów może być taka, że domaga się wręcz użycia siły...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー